Obudziłam się z tym okropnym uczuciem w żołądku. Tym, które nie pozwala nic przełknąć w dniu ważnego egzaminu albo sprawdzianu. Jednak dziś nie piszę żadnego, choć w sumie można by to porównać do takowego - sprawdzian reakcji directioners na nas. Miałam nieodparte wrażenie, że to się źle skończy. Czyżbym już miała paranoję? Bardzo możliwe. Ale co jeśli im się nie spodobamy? Jeśli pomyślą, że mój związek z Louisem jest tylko na potrzeby promocji naszego zespołu? Co prawda, w umowie jest napisane, że tak długo jak kontrakty nasz i One Direction są ważne, mam być z Louisem, lecz to nie po to, by nas promować. Ale... Directioners tego nie wiedzą, a są w stanie dośpiewać sobie wszystko. Kiedyś prawie wierzyłam w istnienie Larry’ego, co z perspektywy czasu wydaje się śmieszne. Jednak tak było. Tak właśnie działa siła perswazji directioners. Co jeśli tym razem wymyślą coś o mnie albo Gabi? Prychnęłam, zerkając na sufit. Nie mogę się tym przejmować, przecież taki jest świat show businessu! Trzeba zacisnąć zęby i brnąć do przodu, by osiągnąć sukces. Tyle, że ja tego nie chcę. Nie chcę być rozpoznawalna. Nie chcę swoich piosenek w radiu. Nie chcę milionów sprzedanych płyt. Nie chcę śpiewać na koncertach. Nie chcę fanów. To trzeba było myśleć wcześniej...
Gdy zadzwonił budzik, jęknęłam głośno i zakryłam głowę kołdrą. Tak bardzo nie chciałam dzisięjszego dnia. A ten głupi budzik dzwonił jak najęty! Poczułam, jak łóżko się rusza i po chwili budzik już mnie nie wkurzał. To Lou pewnie go wyłączył.
- Wiki kochanie, wstajemy! - zawołał radosnym głosem.
- Nie chcę! - mruknęłam.
- Ale dziś wielki dzień!
- Tak… Wielki dzień, w którym obrzucą mnie pomidorami!
- Nie przesadzaj! Na pewno będzie dobrze. A teraz wstawaj!
-Przestań gadać jak moja mama! To i tak nie podziała! Nie wstaję i koniec!
- Nie? A mnie się zdaje, że wstajesz... - powiedział i ściągnął kołdrę z mojej głowy. Jasne światło zabolało moje oczy.
- Nie! A teraz dobranoc - odparłam i zacisnęłam mocno powieki. Po chwili poczułam usta chłopaka na swojej szyi. Nie mogłam się nie uśmiechnąć.
- Tommo, co ty robisz?
- Nic, tylko usiłuję cię zachęcić do wstania z łóżka - szepnął między kolejnymi pocałunkami.
- Wiesz, że w ten sposób nie zachęcisz mnie do wstania? - przekręciłam się na drugi bok i wpiłam w jego usta.
- Wiem, ale to był jedyny sposób, żeby cię rozbudzić!
- Ty podstępny, perfidny...
- Ciii - uciszył mnie pocałunkiem.
- Dobra, dobra. Już wstaję! – jęknęłam. Zerwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki. Gdy się umyłam i ubrałam czas było udać się na śniadanie do kuchni. Chociaż Hazza zapewne spędził nad tym bekonem dobre dwadzieścia minut, ledwie przełknęłam choćby dwa kęsy.
- Oj Wiki, nie denerwuj się... - uśmiechnął się Harry. - Taki pierwszy raz nie boli - czy tylko ja wyczułam podtekst w jego wypowiedzi?
- Zabawny jesteś, słońce. Ja tu mam zaśpiewać na scenie przed waszymi fankami!
- Jak dobrze pójdzie, już dziś wieczorem będziesz miała własne - wtrącił Louis.
- To mnie pocieszyłeś...
- Tylko nie zabierz nam wszystkich naszych! - Harry pogroził mi palcem.
- Nie martw się. One nie będą na mnie napalone tak, jak na ciebie.
- No, a śmiałyby być bardziej napalone na ciebie! – wywróciłam oczami.
- Ej ludzie, zobaczcie, co napisali na oficjalnym twitterze Modest! - zawołał Lou, wtykając nam pod nosy swojego iphone'a.
"@ModestManagement: Dziś po koncercie @onedirection poznacie nasze nowe podopieczne, które właśnie zaczynają muzyczną karierę. Przyjmijcie je ciepło"
- Świetnie... Teraz już nie ma odwrotu. Ja nie chcę być sławna...
- Ciesz się ostatnimi godzinami anonimowości! Z nią jest jak z dziewictwem. Jeśli stracisz, to raz na zawsze - Styles uśmiechnął się bezczelnie, z jednej strony chciałam go walnąć w ten pusty, kudłaty łeb, a z drugiej zmroziło mi krew w żyłach. Czy to znaczy, że już nigdy nie wyjdę do sklepu po mleko bez tekstów typu "patrzcie to ona!", "Przecież to Wiktoria Makowska!", "Ale ma rozczochrane włosy!".
- To ją pocieszyłeś, Haroldzie – odezwał się Louis. - Nie martw się, Wiki... Na początku nie będziesz aż tak rozpoznawalna, że nie będziesz się mogła nigdzie ruszyć bez robienia widowiska. Potem będzie gorzej.
- Obydwaj jesteście niezwykle pocieszający... - mruknęłam i ugryzłam kawałek już zimnego bekonu.
Nim się obejrzałam byliśmy na O2 Arenie na próbie dźwiękowej. Musiałyśmy zaśpiewać na scenie. Oczywiście dopiero po chłopakach. Gdy przyszła nasza kolej, weszłyśmy na scenę. Jak zobaczyłam, jaka ona jest wielka, to prawie umarłam z przerażenia. Na widowni pomieści się chyba z dziesięć razy więcej osób niż w sali Moniuszki w Teatrze Wielkim!!! Na szczęście głos nie ugrzązł mi w gardle. Gdy stwierdzili, że śpiewamy zadawalająco, ogłoszono przerwę na lunch, a potem, że przygotowania czas zacząć.
Wylądowałam w garderobie na fotelu przed lustrem z Louise, która miała się zająć moim wyglądem.
- Nie sądziłam, że doczekam się takiego dnia, w którym moja asystentka awansuje na piosenkarkę!!
- Wiesz, wolałabym być twoją asystentką do końca życia.
- Niestety, teraz ty będziesz śpiewać, a ja mam nową świetną asystentkę - uśmiechnęła się dziewczyna. Tak, jej nowa asystentka, Sophie, była naprawdę świetna. Teraz szykowała Liama, podczas gdy reszta towarzystwa była zajęta jak zwykle inteligentną rozmową. Z każdą chwilą czułam, że denerwuję się coraz bardziej. Natomiast wszyscy dookoła zdawali się świetnie bawić. Chłopcy jak zwykle rozluźnieni, bez przerwy sypali żartami jak z rękawa. Louise podniecała się tym, że nareszcie może ubrać jakieś dziewczyny, a nie tylko One Direction. Gabi do porządku przywołałam dopiero wtedy, gdy przypomniałam, ze musimy wymyślić jakąś nazwę. Wtedy zaczęła się burza mózgów.
- A może... „Wariatki w sukienkach”?
- Genialny pomysł, Haroldzie! I pomyśleć, że to ty wymyśliłeś nazwę One Direction! - skarciła go G.
- Wtedy to było co innego. Nie myślałem, że będę sławny, więc nazwa jakoś tak sama przyszła, a teraz to zupełnie inna sprawa.
- Harry po prostu nie chce, żebyście miały chwytliwą nazwę, bo boi się, że będziecie popularniejsze od nas - mruknął Liam.
- Wcale, że nie! Ja po prostu nie mam dziś weny... – tłumaczył się Hazza.
- Tak, broń się dalej!
- To niespecjalnie. Po prostu limit jego świetnych pomysłów został wykorzystany - zaśmiał się Zayn.
- Ej! Ja nadal mam świetne pomysły! - obruszył się Loczek.
- Zaliczysz do nich też „Wariatki w sukienkach”? - Niall popatrzył na zielonookiego pobłażliwie.
- Nie do końca... To może „1D's Girlfriends”?
- Do reszty cię pogięło, Styles? - czy on jest naprawdę taki głupi, czy mi się tylko wydaje?
- A niby dlaczego? Przecież to świetna nazwa!
- Wcale nie jest świetna, bo:
a) wasze fanki by nas i was zabiły za tę nazwę
b) na kilometr byłoby widać, że chcecie nas wypromować
c) co najważniejsze: ja nie jestem dziewczyną żadnego z was! I tak już pozostanie - oczy Gabi ciskały pioruny w stronę Harry'ego.
- No już nie denerwuj się tak, G. Na żartach się nie znasz?
- Może i się zna, ale to nie jest czas na żarty, Hazz – powiedziałam. - Mamy coraz mniej czasu, a musimy mieć nazwę! Ja nie spędzę reszty życia z jakąś niezwykle przypałową nazwą, Haroldzie!
- W sumie nie chciałbym być w zespole „1D's Girlfriedns” do końca mojego życia - przyznał chłopak.
- Więc zacznijcie myśleć! Proszę was... - mruknęłam, a Lou objął mnie i szepnął, że wszystko będzie dobrze. Ta... Chciałoby się. Potem usiedliśmy w kołeczku jak przedszkolaki i pochyliliśmy się nad kartką papieru. Zapisywaliśmy na niej wszystkie możliwe nazwy, ale żadna nie przypadła mi specjalnie do gustu. Sądząc po sceptycznej minie G, ona też nie była zadowolona.
W końcu chłopcy musieli już iść na scenę, a my zostałyśmy same z niewymyśloną nazwą i wielkimi supłami w żołądkach. Minuty się ciągnęły w nieskończoność, a ja nadal miałam pustkę w głowie. Niby jak tu z dnia na dzień wymyślić nazwę dla zespołu, z którą będę musiała żyć przez resztę życia?!
- Nie mogę tak! Musze wyjść się przewietrzyć! - mruknęłam w pewnym momencie.
- Obawiam się, że nie możesz. Do waszego wyjścia na scenę zostało piętnaście minut - odezwał się Paul, który nie wiadomo kiedy pojawił się w garderobie.
- Czyli jesteśmy tu zamknięte jak w jakimś więzieniu?!
- Mam! - zawołałam.
- Co? - zdziwili się wszyscy tu obecni.
- Nazwę zespołu – wytłumaczyłam. - Locked! -Byłam z siebie dumna.
- Oryginalne - mruknął Paul, jednak jego twarz nie wyrażała zbyt wielu emocji. - Teraz czas na scenę.
- Tak szybko? - zdziwiła się Gabi.
- A myślałyście, że koncert będzie trwał wiecznie? No już! Ruszajcie się! - mruknął Paul, a my bez słowa udałyśmy się w kierunku sceny. Usłyszałyśmy jeszcze, jak Louise krzyczy za nami "powodzenia" a potem czułam już tylko paraliżujący strach. Czułam, jak krew buzuje mi w uszach; jak po moim ciele rozlewa się nieprzyjemne zimno; jak ręce zaczynają się pocić. To dziwne, że gdy mam wyjść na scenę i zatańczyć, to jestem szczęśliwa i wyluzowana. Mogę wygłupiać się z koleżankami z zespołu i paplać coś o Nilu, który powinien wylać. A teraz... Teraz cała się trzęsę. To nienormalne. Boje się, że z mojego gardła nie wyjdzie żaden dźwięk, co dopiero śpiew! Ktoś niezwykle życzliwy wcisnął mi w rękę mikrofon i popchnął mnie do wyjścia na scenę. Usłyszałyśmy wrzask dziewczyn i oklaski. Chłopcy właśnie kończyli koncert.
- Dziękujemy wam bardzo za przybycie! - odezwał się Liam. - Bez was nie byłoby nas tutaj! - odpowiedział mu zgodny pisk. - A teraz, jak co roku na zakończenie tygodnia koncertów charytatywnych, zaprezentuje się rozpoczynający swoją karierę zespół. W tym roku jest to "Locked"! - nie wiem, skąd znał naszą nazwę. Pewnie ktoś mu podał przez słuchawki. - Czyli Wiktorię Mieczkowską i Gabi Ruess. Przyjmijcie je ciepło, bo są naprawdę świetne! Dziewczyny zapraszamy na scenę! Powitajmy je gorącymi brawami! - wtedy znów rozległy się oklaski, a moje nogi zaczęły przypominać watę, myślałam, że już nie wytrzymam. Nawet nie zdążyłam zauważyć jak nieudolnie wymawia moje nazwisko!
- No chodź, Wiki - szepnęła G, starając się uśmiechnąć pokrzepiająco. Musiała mnie pociągnąć za rękaw koszuli, żebym się ruszyła z miejsca. Wyszłyśmy na scenę i oślepiły nas jasne światłą reflektorów. Czułam, jak mocno bije moje serce. Publiczność była nami zaintrygowana. Co ty byś sobie, pamiętniczku, pomyślał, gdyby dwie nikomu nieznane dziewczyny pojawiły się na scenie? Zdziwienie? Oburzenie? Zainteresowanie? Szok? Konsternację? A co jeśli w jednej z nich rozpoznałbyś dziewczynę, którą kilka dni wcześniej twój idol pocałował na twoich oczach? Miałam wrażenie, że mnie dokładnie lustrują; że czekają na choćby najmniejszy błąd. Pożałowałam, że wyszłam na tę głupią scenę. Niestety nie było już odwrotu. Chłopcy zdawali się sobie nic z tego nie robić. Nadal mieli uśmiechnięte twarze.
- Panie i panowie, oto i one! Zaśpiewają dla was cover piosenki "They don't care about us" Michaela Jacksona! - zawołał Lou i chłopcy przeszli na bok sceny. Publika ucichła w oczekiwaniu na nasz sukces lub porażkę. Starałam się uśmiechać, ale czułam jak drżą mi policzki. Słysząc pierwsze takty muzyki, wzmocniłam uścisk na mikrofonie do tego stopnia, że pobielały mi kłykcie. Wzięłam głęboki oddech i o dziwo, zaczęłyśmy śpiewać, a nasze głosy doskonale ze sobą współgrały:
- Skin head, dead head
Everybody gone bad
Situation, aggravation
Everybody allegation
In the suite, on the news
Everybody dog food
Bang bang, shot dead
Everybody's gone mad
All I wanna say is that
They don't really care about us
All I wanna say is that
They don't really care about us -
Zauważyłam, że Niall, po chwili patrzenia na mnie z bólem w oczach, odwraca się na pięcie i zbiega ze sceny. W tej samej chwili prawie niezauważalnie zadrżał mi głos. -
Beat me, hate me
You can never break me
Will me, thrill me
You can never kill me
Jew me, Sue me
Everybody do me
Kick me, kike me
Don't you black or white me -
Dlaczego wyszedł? Co takiego tym razem mu odbiło? Przecież mógł wystać jedną głupią piosenkę do końca! Co mu szkodziło?! Przez to nagle miałam wrażenie, że nie ma tu nikogo, dla kogo miałabym się starać, śpiewając tę piosenkę. Poczułam, jakbym znajdowała się za ścianą; jakby cała energia ze mnie uchodziła. Mógł zostać choćby przez szacunek dla Gabi, ale zachował się jak skończony debil albo jakby to G ujęła- jak łoś! Najwidoczniej nic go nie obchodzi. My go nie obchodzimy... Zdenerwował mnie, a słowa piosenki nabrały kolejnego znaczenia i ze zdwojoną siłą wydostawały się z moich ust:
-All I wanna say is that
They don't really care about us
All I wanna say is that
They don't really care about us
Tell me what has become of my life
I have a wife and two children who love me
I am the victim of police brutality, now
I'm tired of bein' the victim of hate
You're rapin' me of my pride
Oh, for God's sake
I look to heaven to fulfill its prophecy...
Set me free
Skin head, dead head
Everybody gone bad
Trepidation, speculation
Everybody allegation
In the suite, on the news
Everybody dog food
black man, black mail
Throw your brother in jail
All I wanna say is that
They don't really care about us
All I wanna say is that
They don't really care about us
Tell me what has become of my rights
Am I invisible because you ignore me?
Your proclamation promised me free liberty, now
I'm tired of bein' the victim of shame
They're throwing me in a class with a bad name
I can't believe this is the land from which I came
You know I do really hate to say it
The government don't wanna see
But if Roosevelt was livin'
He wouldn't let this be, no, no
Skin head, dead head
Everybody gone bad
Situation, speculation
Everybody litigation
Beat me, bash me
You can never trash me
Hit me, kick me
You can never get me
All I wanna say is that
They don't really care about us
All I wanna say is that
They don't really care about us
Some things in life they just don't wanna see
But if Martin Luther was livin'
He wouldn't let this be
Skin head, dead head
Everybody gone bad
Situation, segregation
Everybody allegation
In the suite, on the news
Everybody dog food
Kick me, strike me
Don't you wrong or right me
All I wanna say is that
They don't really care about us
All I wanna say is that
They don't really care about us
All I wanna say is that
They don't really care about us
All I wanna say is that
They don't really care about us
All I wanna say is that
They don't really care about us
All I wanna say is that
They don't really care about us
Skończyłyśmy. Czułam adrenalinę szalejącą w moim organizmie. Chyba nam wyszło. Taką mam nadzieję. Na Arenie zapanowała głucha cisza. Byłam w stanie usłyszeć nasze głośne, niespokojne oddechy. A co jeśli im się nie podobało? Jeśli zaraz naprawdę wyciągną te głupie pomidory, żeby poćwiczyć na nas cela? Albo zaczną buczeć?! Oblała mnie fala zimnego potu. Co jest z tą publicznością do jasnej cholery?! Ta chwila zawieszenia trwała zaledwie kilka sekund, ale dla nas zdawały się one ciągnąć minutami, nawet godzinami. Czułam się tak, jakbym miała zaraz zemdleć, ale nie mogłam sobie pozwolić na takie upokorzenie, takie jak na lekcji edukacji dla bezpieczeństwa, gdy straciłam kontakt ze światem. Gdy moje serce miało już rozwalić mi żebra, widownia wybuchła radosnym okrzykiem i oklaskami! Owacje na stojąco! Opadła mi szczęka z wrażenia. Ci wszyscy ludzie biją brawa nam. NAM! Nigdy w życiu bym się nie spodziewała takiej reakcji. Ukłoniłyśmy się i po chwili chłopcy z One Direction zamknęli nas w uścisku. To była najpiękniejsza chwila mojego życia, a raczej byłaby, gdyby kogoś tu nie brakowało. Najważniejszej osoby... Ale co tu robić, jeśli ktoś się tak zachowuje? Trzeba iść dalej. Jeszcze raz się wszyscy ukłoniliśmy i zbiegliśmy ze sceny. W garderobie zastaliśmy Nialla grającego na telefonie.
- To co? Możemy już iść? – spytał takim głosem, jakby był znudzony całym światem. Nie zdążyliśmy mu odpowiedzieć, bo do garderoby wpadł Van der Woodsen, cały w skowronkach. A tak bardzo chciałam się odgryźć blondynowi... To będzie musiało poczekać.
- Dziewczęta, byłyście wspaniałe! - zawołał Van der Woodsen. - Nigdy nie sądziłem, że ze zmuszonych do śpiewania dziewczyn może wyjść coś tak wspaniałego! Będziecie sensacją porannych gazet i jutrzejszego balu! - wszyscy patrzyliśmy na niego jak na idiotę. Czy on się czegoś naćpał? Bo w takim stanie nie widuje się go często...
- Jakiego balu? - zdziwiła się Gabi.
- Jutro jest letni bal charytatywny. Nie wiedziałaś? No nic. Podeślemy wam z rana sukienki i stylistkę, a teraz już mi do domów się wyspać! Jutro wszyscy musicie być piękni. A i Niall jutro sobie porozmawiamy!
- A co ja takiego zrobiłem, że chcesz ze mną rozmawiać? - mruknął blondyn, zerkając na mężczyznę z niechęcią. Jeśli był obrażony na cały świat, to mógł chociaż zachować resztki zdrowego rozsądku i pozostać uprzejmy dla tego debila, żeby go nie wkurzać!
- Muszę z tobą porozmawiać o twoim zachowaniu, które takie nie może pozostać!
- Tylko się tak nie denerwuj, bo ci żyłka pęknie…
- Jak ty się do mnie odzywasz, Horan?! Matka cię nie nauczyła, że należy szanować dorosłych? - no pięknie. Van der Woodsen się wkurzył, a miał taki dobry humor... Gdyby tylko ten Niall się tak nie zachowywał... - To nie może czekać do jutra! Powiedz mi, gówniarzu, dlaczego się zachowujesz, jakbyś był pępkiem świata?! Sodówa uderzyła ci do głowy?! - wydarł się nasz szef. Nikt nie miał odwagi odezwać się i bronić Nialla, bo wtedy też by oberwał. A w tym przypadku Van der Woodsen ma rację, Niall zachowuje się jak zepsuty bachor. Zresztą żadne z nas nie jest od niego lepsze. Oczy chłopaka w tym świetle wydawały się być tak lodowo niebieskie, jakby były dwoma górami lodowymi, które bezczelnie wpatrywały się w Van der Woodsena. Przeczesał grzywkę dłonią a potem się odezwał:
- Nie, to nie woda sodowa. Będziesz musiał się przyzwyczaić. Dawnego Nialla już nie ma. A jeśli szukasz winnego, to spytaj Wiktorii i Louisa. Oni doskonale znają się na robieniu z ludzi produktów człowiekopodobnych. – popatrzył na nas z pogardą. Boże święty, dlaczego pozwoliłeś mu się tak bardzo zmienić? Kiedyś najweselszy i najmilszy członek One Direction, a teraz… Teraz zraniony przez cały świat gówniarz. To moja wina. Biorę za to pełną odpowiedzialność. Gdybym nie przyjechała do Doncaster, to teraz One Direction nadal byłoby zgranym i zgodnym zespołem. Teraz każdy dzień, każda chwila powoduje kolejne spięcia. To przeze mnie Niall nienawidzi Louisa; przeze mnie jego oczy stały się pustymi, zimnymi górami lodu.
Van der Woodsen spojrzał zaintrygowany na mnie i Louisa.
- Co miał na myśli Horan, mówiąc, że to wasza wina?
Musiałam wziąć głęboki oddech i dwa razy to przemyśleć, żeby po chwili dziwnej ciszy się odezwać:
- Ja to panu wyjaśnię.
- Świetnie, ale nie przy ludziach. Zapraszam do gabinetu - mruknął, a ja przerażona tym, że będę musiała przebywać sam na sam z tym szaleńcem, poszłam za nim.
Mam wrażenie, że ta przeklęta skórzana kanapa polubiła moje towarzystwo, a wręcz się go domaga! Ostatnio dość często tu jestem... Van der Woodsen spojrzał na mnie pytająco:
- Słucham. Dlaczego Horan twierdzi, że to wasza wina?
- Bo... Bo.. Ja byłam z Niallem - powiedziałam na jednym wdechu.
- Jak to byłaś z Niallem? - zdziwił się mężczyzna.
- Normalnie, jak chłopak z dziewczyną. Tyle, że zanim zostaliśmy parą, ja miałam bliskie spotkanie z Louisem. Bliższe niż planowałam...
- Więc Niall jest zły, że zostawiłaś go, żeby potem być z Tomlinsonem?
- Nie, to by jakoś przełknął. On jest wściekły za to, że ja go zdradziłam z Louisem. - wytłumaczyłam, a Van der Woodsen uniósł brew.
- Zdradziłaś? Tego się po tobie nie spodziewałem… Zaczynam cię lubić!
-Za to, że zdradziłam Horana?!
- Kto by takiej cioty nie zdradził?
- Niall nie jest ciotą! Ja go kocham!
- To takie słodkie... Ale teraz masz w kontrakcie kochanie Louisa, a skoro dzisiejsze zachowanie Horana było dziwne, to pozwalam wam się jawnie nienawidzić.
- To na to potrzeba zgody? - zdziwiłam się. To przecież nienormalne! Nienawidzi się tych, których chce się nienawidzić! Nie można kogoś zmusić do nienawidzenia drugiej osoby. Van der Woodsen popatrzył na mnie z litością i odparł:
- W świecie show businessu na wszystko jest potrzebna zgoda, skarbie. Nienawiść też jest w kontrakcie...

35. Hahahahahaha, ale się uśmiałam! Wik, skąd ty bierzesz takie teksty? ;) W ogóle skąd czerpiesz inspiracje? (W sumie to głupie pytanie, bo ja, jak mam wenę to z chłopcami też tworzę takie cudeńka...). Jestem wielką, NAJWIĘKSZĄ fanką twojej prozy! Uwielbiam twój styl pisania! Jest taki lekki i realny!
OdpowiedzUsuńWracając do rozdziału: najbardziej ubawił mnie tekst: "pusty, kudłaty łeb". Nie mogłam przestać się śmiać!!! Wspaniały przerywnik! :) No i Hazza wymyślający nazwę!!! Mistrzostwo! Mój cudowny Harry *.* Poza tym, jestem zachwycona twoją wyobraźnią: pomysły na piosenki, fabułę, nazwę LOCKED (boska jest, btw). PER-FECT ;DD Kocham to!
Cóż mogę powiedzieć: sama teraz nie wiem czy jestem TEAM LOUCKY czy TEAM NICKY... W poprzednich częściach między Lou a Vick było tyle namiętności, a to się lubi czytać ^^ Ale Horan jest słodki, nawet jeśli się zmienił (dla mnie zawsze będzie taki sam). Także I hope, that you'll give me reasons to be team Loucky or Nicky (tak w klimatach naszej szkoły hahha). Ps. Gościu od PP moim mistrzem!
A van der Shitsen to stara, wredna krowa. Aż nie mam siły go oczerniać...
Kocham PAST IN THE FUTURE <3 (Much better than 'All you need is love' but psssst..). Zee. <3 <3 <3
Nie spodziewałam się tego. Internet postanowił ze mną współpracować i patrzę, a tu nowy rozdział. Szaleństwo! Zaczynam myśleć po niemiecku, więc nie zdziw się, jeśli ten komentarz będzie bez ładu i składu. Poza tym i tak znasz moje zdanie o tym rozdziale, więc zaczynam rozkminiać po co piszę te moje cudowne mini eseje na forum publicznym. Hmmm... Spałam za krótko, żeby wnikać, więc to sobie odpuszczę. Let's comment! (Po hicie z blond mordą nie zdziwię się, jeśli to będzie tytuł kolejnej twórczości o 5 rano...)
OdpowiedzUsuńZaczynam pięknie: NIALL ZACHOWUJE SIĘ JAK SKOŃCZONY KRETYN!!! Co za idiota tak się zachowuje w stosunku do swojego powalonego szefa, który może go udupić do końca życia?! ... Wiesz, że powoli przygotowuję się, żeby nie uznawać Horana za ciotę, ale na tę chwilę zarzucał moje działania, bo po postu aż nóż się w kieszeni otwiera, patrząc na jego zachowanie (!). Przez głupie 5 minut nie mógł wystać! Rozumiem, gdyby to była piosenka o miłości i ona patrzyłaby na Lou, wtedy mógłby zwiać i rzygać tęczą. G pewnie by mu towarzyszyła w takiej sytuacji. Nie ma to jak wspólne rzyganie tęczą xd chyba Niemcy na mnie źle działają... O.o
CHCĘ BAL! BAL! BAL! BAL! DAJCIE B! DAJCIE A! DAJCIE L! DAJCIE BAL! Ip ip urra!!!
Nie obraźliwe się, jeśli ten komentarz nic nie wnosi, ale takie życie...
LOVE <333
xoxo
G.
Hejka! :D
OdpowiedzUsuńHuehuehue, powracam z pisaniem komentarzy... :D
Wszystko zaczyna się robić wesołe :D Biedna Vic, biedna Gabi, biedne 1d, biedny Niall... Jak mu coś nie pasuje, to powinien olać Wiktorię, a nie robić fochy ;) Biedny Van der Woodsen (nie jego wina, że jest głupi)...
Co by tu jeszcze napisać... huehuehue... fajnie się czyta i szybko... i kiedy dodasz następny??? ;) nie wiem co ci jeszcze napisać... :(
Nie mogę się doczekać rozdziału z balem :D... I nie mogę się doczekać, aż kogoś zabijesz (bo miałaś kogoś zabić,prawda? :D)... Van der Woodsen jest niedobry...
Zespół... sprytnie wymyśliły nazwę i piosenkę :D (tak, to jest komentarz i do poprzednich rozdziałów) i dobrze, że ludziom się spodobało jak śpiewały :D
Nie wiem co pisać... dobra, pół tego komentarza to rzeczy kompletnie bez sensu, jak to moje komentarze :D Jak tam w nowej szkole? :)
Ale zrób coś, żeby Niall nie był smutny bo dziś świeciło słońce i nikt nie może być smutny
Mala
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńHeej :) Przepraszam, że tak dawno się tu nie odzywałam, serio nie wiem czemu :( Wybaczysz miiii? <3
OdpowiedzUsuńA wracając do rozdziału; GENIALNY, zresztą jak wszystkie ;)
Zacznę od początku, żeby niczego nie ominąć :D
Serio wierzyłaś w Larrego? Kiedy? Czemu ja nic o tym nie wiem? :D
Uwielbiam pobudkę w wykonaniu Lou *.* W ogóle to dzisiaj mi się śniło, że byłam na koncercie i jak nagle była taka cisza to ja krzyknęłam do Louisa i on się na mnie spojrzał. Uśmiechnął się, ja powiedziałam 'I love you' i on też, a potem puścił do mnie oczko xD. Dziwne, bo przecież nigdy nie miałam szczególnych napadów miłości do niego.
Czy to przy śniadaniu to było specjalnie? Harold specjalnie mówił tak z podtekstami? ;)
Wiki ty wiesz, że w tym opowiadaniu użyłaś już 3 swoich nazwisk? Łukasiewicz, Makowska i Mieczkowska, nie żeby coś, ale zdecyduj się na któreś :D
Pomysły Harrego w związku z nazwą. Hahaha kocham ten fragment xD <3 Nie no moim zdaniem "Wariatki w sukienkach" byłoby idealnie :D
Tak szczerze to wydawało mi się, że Ci ludzie z ekipy przy koncertach są milsi :'( A tu takie zaskoczenie...
Zachowanie Nialla było emm jakby to ująć... dziecinne? Oj no wiem, że cierpi i tak dalej, ale no niech się chociaż trochę ogarnie! To nie była jak to powiedziała G piosenka o miłości ze słodkimi spojrzeniami na Louisa włącznie :/
Cudownie opisujesz wszystkie uczucia, odczucia itp. Naprawdę, pani Chorąży byłaby dumna gdyby Cię uczyła polskiego xD
Tak szczerze to dobrze, że van der Woodsen ochrzanił Nialla, ale zapewne zaraz coś się stanie, tak że temat Wiki i Nialla będzie na pierwszych stronach gazet. Skoro dał jej przyzwolenie na nienawidzenie, to musi to jakoś teraz wykorzystać. Ten facet nie byłby sobą gdyby tego nie zrobił :p
No co do treści to chyba tyle ;) Jak to już powiedziałam i po raz setny się powtarzam, rozdział genialny jak zawsze. No ale co tu zrobić, Wiki za dobrze piszesz xD Nie da się krytykować :D
Jak tam w nowej szkole? Są jakieś directionerki? :D Ja na razie żadnej w pierwszakach nie spotkałam i chyba nie mam zamiaru... Te dzieci wydają się jakieś takie małe... My też tacy byliśmy? o.O
Byłaś na This is Us? :D Ja byłam w piątek z Jadzią <3 Boże to było takie cudowne <3 <3 <3
Hmm no to chyba tyle ode mnie :) Szkoda, że nie będę mogła czytać przedpremierowych rozdziałów :'( I że w ogóle już Cię nie ma w tej szkole... Tak się dziwnie czuje z tym, że jesteśmy 3 klasą :(
Mary :*
Asia :D
UsuńNie wiem czy Wiki wie kim jest Asia, więc bezpieczniej było napisać 'Chorąży' ;)
UsuńHejj i oto jestem we własnej osobie co tam u ciebie jak tam pierwszy tydzień szkoły (ciekawi mnie czy tez masz tyle zadane co ja bo mi już się odechciało nawet wstawać, ale mogę ci zdradzić że chyba nigdy mi się nie chciało (tak wiem jestem leniem:)
OdpowiedzUsuńA no tak i teraz mam skomentować... ale tu nie ma co do komentowania!! Rozdział jak zwykle mnie zaskoczył. Przeczytałam go już wczoraj ale nie miałam czasu ani siły żeby go skomentować (mówiłam że jestem leniem...)
Akcja z dzisiejszego (wczorajszego...? z resztą nie wiem) rozdziału ahhh jak ona jest mi znana (po za tymi słodkimi momentami, bo nie mam chłopaka taak niestety (albo stety), ale wróćmy do rozdziału... stres można łatwo rozładować ale to uczucie pozostaje na długo. Też bym się martwiła gdybym miała wystąpić na czyimś koncercie (zresztą nie wiem jak bym zareagowała na takie coś jeśli bym była na widowni pomidoryyyyy w ruch i strzelaaaaać) No wiesz co takiej wielkiej niechęci to jeszcze w życiu nie widziałam... Jeśli będę się czuć tak jak ona to pożyczy mi Louisa żeby mnie obudził...? Harry zboczuchu mógłbyś podtekstami nie rzucać... Coś jest w tych napalonych fankach( ciekawe skąd takie przypuszczenia...;) Po słowach Harrego mogę tylko zacytować Louisa(ale tą pierwszą część)... mają wyczucie czasu z tymi pocieszeniami. Rzeczywiście kto by się spodziewał że ten Van...(jak mu tam) wpadnie na tak genialny pomysł żeby zrobić z nich artystki. Nowa asystentka mówisz i jeszcze się Liamem zajmuje (oj ona się już nim zajmie...;) Ja do tej pory nie mogę uwierzyć że to Harry wymyślił nazwę 1D... (to jest bardzo podejrzane). "Dziewczyny 1D" nazwa która u nie których dziewczyn odpali armatkę z pomidorami. Gabi wierzy że nie będzie mieć chłopaka z 1D ( iii too jest dopiero dziwne) Zamknięte to dobra nazwa ale lepsza była by nazwa Szantażowane. Biedny Liam aj gdybym miała przeczytać takie trudne nazwisko na pewno bym się pomyliła.
I przechodzimy do części rozdziału która odkrywa wieleeee....
Dziewczyny pewnie pięknie śpiewają (i to jeszcze taką piosenkę która mi się podoba...) Wychodzący Niall z bólem i żalem w oczach to właśnie stanęło mi przed oczami na dłużej... co się stało? dlaczego on wychodzi? co nagle mu się zachciało robić fochy? Niall mnie zaczyna wkurzać z tymi jego fochami... mógłby chociaż udawać że wyszedł bo chciało mu się siku a nie gra sobie w coś tam... Tak VdW będą gazety będzie bal i co ucieszyłeś się... Co wróć jaki bal i z jakiej to okazji one są tam zaproszone, bo jakoś nie widzę żeby były super zadowolone z tej perspektywy. Oj VdW vs. Horan jakoś dzisiaj dziwnie jestem za tym psychopatą (bardzo mu kibicowałam)!! Dawny Niall był o wiele lepszy od TEGO Nialla nie lubię go muszę to przyznać. Tak i najlepiej zwalić winę za swoje pretensje na kogoś kto mu podpadł bardzo mądrze. Biedna Viki teraz musi się tłumaczyć za tego (zacytuje bo nie chce nikogo obrażać) łosia!!! To że było z Niallem VdW nie interesuje ale to że go zdradziła to go zadowala?!?! co za człowiek i jeszcze obraża DOBREGO Nialla no teraz to już nie jestem taka pewna czy z nim trzymam... Viki go kocha...(nie wiem co o tym wszystkim myśleć) Jeśli tak wygląda świat show biznesu to gwarantuje że mnie odstraszyłaś od niego... Jestem ciekawa co ciekawego zdarzy się na balu...
Rozdział tak trudny do opisania jak moja praca domowa, oby następny był łatwiejszy do zrozumienia (niż moja praca domowa oczywiście;)
Koniec!! Cieszysz się że już skończyłam co nie;) Następny rozdział kiedy?... Jutro... ok nie ma problemu dla mnie nawet może być dzisiaj... no ok nie naciskam...
Paaa!!! do następnego (to zależy od ciebie jak szybko dodasz rozdział (ale ci zagroziłam pewnie teraz przez miesiąc nie dodasz rozdziału żebyś nie musiała czytać tych wypocin))
Pozdrawiam, ściskam i całuje:Meggi;)