poniedziałek, 30 września 2013

38. You act like two kids in love who fight about everything instead of admitting what they really feel!



Zadrżałam. Spodziewałam się go wszędzie, tylko nie przy mnie.
- Na pewno nie ciebie - skłamałam, by po chwili zobaczyć jego niezwykle niebieskie oczy, które tak bardzo kochałam i ten lekceważący uśmieszek, którego nienawidziłam z całego serca.
Usiadł na krześle obok tak, że byłam zmuszona na niego patrzeć. Nie żeby to nie był miły widok…
- A może jednak? Bo z twojego punktu widzenia mogżna wypatrzeć dosłownie wszystkich oprócz mnie - odparł z niezwykłą pewnością siebie.
Tej jego wersji nie lubiłam. Wolałam go jako wrażliwego chłopaka, który nie myślał, że wie wszystko o wszystkich.
- A co spowodowało, że jesteś taki pewien, że szukałam ciebie? – uniosłam pytająco brew.
- Ten pocałunek. Czy mi się tylko zdaje, czy Louisa tak nie całujesz? A przepraszam! W nocy chyba jednak dobrze Ci szło. Czy może to wrażenie zawdzięczam nadzwyczajnej akustyce domu Hazzy i Louisa? 
- Jesteś bezczelnym dupkiem - warknęłam, a chłopak się zaśmial.
- Wiem. Już mi to ktoś kiedyś powiedział - uśmiechnął się bezczelnie (potwierdziły się moje słowa).- Zatańczysz?
- Po co? - zdziwiłam się. 
- To bal. Tu się tańczy - popatrzył na mnie jak na idiotkę.
- Wiem, że na balach się tańczy, ale dlaczego chcesz tańczyć ze mną?
- Chcę wykorzystać moją ulubioną piosenkę, zanim się skończy, a że ty byłaś pierwszą z brzegu, to masz szczęście - wyjaśnił. 
- Mam szczęście, że pan gwiazda zechciał ze mną zatańczyć? Wow! Niech będzie, zatańczę.
Wstaliśmy od stołu i wyszliśmy na parkiet. Dookoła nas tańczyło wiele par, ale w chwili gdy jego dłonie powędrowały na moją talię, a moje znalazły się na jego szyi, świat dookoła przestał istnieć. Owionął mnie jego wspaniały zapach. Myślałam, że zaraz się rozpłynę, a przy okazji moje serce zaczęło bić szybciej. Miałam nadzieję, że głośna muzyka ukryje zdradliwe bicie organu. Przy okazji mogłam wykorzystać ten taniec, żeby być blisko niego i poczuć jego ciepło.
Mimo to starałam się zachować kamienną twarz i wmówić sobie, że bardzo go nienawidzę.
Patrzyłam prosto w jego oczy. Błękit, który zazwyczaj mnie hipnotyzował, był dziś taki wyblakły i pozbawiony emocji. Znów nie byłam w stanie odgadnąć, czego ode mnie chce i o czym myśli. Po raz kolejny ta kamienna maska bez wyrazu. Postanowiłam się skupić na słowach piosenki, ale to nie pomogło. Czemu wszystkie piosenki na tej planecie są o miłości?! No czemu? Cały świat zmówił się przeciwko mnie! 

- Uważaj, bo od tego patrzenia na mnie wypadną ci oczy – powiedział, patrząc na mnie z wyższością. Błysk w jego oczach. To jest to! 
- To ty uważaj, bo od tańczenia ze mną odpadną ci ręce lub nogi, albo jedno i drugie - uśmiechnęłam się kąśliwie. Co jak co, ale życie nauczyło mnie, że czasem trzeba być niemiłą. 
- Ktoś tu ma cięty język...
- I nawzajem - byliśmy tak blisko siebie, prawie stykaliśmy się czołami, a jednak nasze oczy ciskały pioruny.- Mówił ci ktoś, że masz dwie lewe nogi?
- Chyba wczoraj twierdziłaś co innego...
- To było wczoraj. Byłeś pijany. Najwidoczniej tylko wtedy umiesz tańczyć - teraz to ja byłam bezczelna, ale to był jedyny sposób, żeby zobaczyć w jego oczach jakieś emocje.
- A ty nie umiesz śpiewać - serio? Już lepszych argumentów nie miał? Będziemy się teraz kłócić jak dziesięciolatki? Proszę bardzo! Jeżeli tak chce ze mną rozmawiać...
- Tak? A kto twierdził, że mam całkiem niezły głos i zmusił do nagrania piosenki, przez którą utknęłam w tym świecie na zawsze?! 
- Ojoj... Czyli to przeze mnie, tak? - pokręcił głową z niedowierzaniem. -Jak mi przykro... Nie musiałaś wtedy się zgadzać na to śpiewanie!
- Byłeś bardzo przekonujący, pamiętasz? - szepnęłam mu do ucha.- Czy to nie było przypadkiem wtedy, kiedy mówiłeś mi, jak bardzo mnie pragniesz?
Chłopak zaśmiał się cicho.
- Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek tak mówił.
- A mi się zdaje, że jednak doskonale pamiętasz. 
Chłopak uniósł brew, a potem zakręcił mną dookoła. Gdy znów stanęliśmy twarzą w twarz, szepnął:
- Nawet jeśli pamiętam, to co to zmienia? 
- Nic - odparłam. 
- To, co się stało, już się nie odstanie. 
- Żałujesz tego, co było?
- Mówiłem ci, że ładnie wyglądasz w tej sukience?
- Nie zmieniaj tematu, Horan! Żałujesz? - byłam nieugięta. Popatrzyłam na niego wzrokiem oczekującym odpowiedzi.
- Tego, że to nie było prawdziwe - powiedział w końcu.
- Że niby to, co było między nami, nie było prawdziwe?
- Tak - znów ta pustka w jego spojrzeniu. Chował się za maską. Zaczynam się zastanawiać, czy nie powinien pomyśleć o grze w pokera, bo z takim okazywaniem emocji nikt by go nie rozgryzł.
- Żaden z naszych pocałunków? Żadne z naszych spojrzeń? Rozmów? To, że się kochaliśmy?
- Jak już powiedziałem, to nie było prawdziwe - warknął.
- Nie kochasz mnie?
- A ty mnie kochasz? - zatkało mnie, a chłopak prychnął. - Więc nie oczekuj, że ja będę w tobie szaleńczo zakochany!
- Wiesz co, Horan? Nienawidzę cię! - krzyknęłam i wyszarpnęłam się z jego objęć.
- Ja ciebie też!
Całą swoją siłą nadepnęłam obcasem na jego stopę, a chłopak zawył z bólu. Uśmiechnęłam się kpiarsko i odeszłam, a właściwie odbiegłam. Po chwili miałam w oczach łzy. Gdy byłam już na drugim końcu parkietu, jeszcze raz odwróciłam się w stronę blondyna i zobaczyłam ból w jego oczach. Najprawdziwszy ból. Widać, że jego maska pękła. Szkoda tylko, że dopiero teraz. Nasze spojrzenia się spotkały i w tym momencie Ed skończył piosenkę słowami ‘Give me love’. Blondyn otworzył usta i coś powiedział. Choś stąd nie mogłam go usłyszeć, z ruchu jego warg mogłam doskonale odczytać, co wypowiedział. 'Give me love'. Zalała mnie fala gorąca. Już miałam ochotę pobiec, rzucić mu się w ramiona i powiedzieć mu, jak bardzo go kocham, gdy ktoś złapał mnie za nadgarstek.
- Wiki, wszystko w porządku? - to Liam. Miał zmartwione spojrzenie. Widząc je, od razu ochłonęłam. Przecież nie mogłam pobiec do Nialla i powiedzieć mu, że go kocham, skoro cały świat jest święcie przekonany, że ja kocham tylko Louisa i będziemy ze sobą do usranej starości. Dzięki za uratowanie tyłka, Daddy. Gdybym to zrobiła, to Lou i Van der Woodsen 'troszkę' by się wkurzyli, a wszystkie Directioners by mnie zabiły....
- Tak, Li. To była tylko mała nic nie znacząca dyskusja z Niallem - starałam się brzmieć przekonywująco, ale wiedziałam, że jego nic nie oszuka.
- Znów się pokłóciliście? - lustrował mnie wzrokiem.
- Tak i powiedzieliśmy sobie, jak bardzo się nienawidzimy - wytłumaczyłam. Chłopak westchnął ciężko i wywrócił oczami..
- Co ja z wami mam...
- Co TY z nami masz? - popatrzyłam na niego pytająco.
- Tak. Tyle zachodu o nic... Zachowujecie się jak dwójka zakochanych dzieciaków, która zamiast przyznać co czuje, kłóci się o wszystko, o co się da!
- A co jeśli jesteśmy dwójką zakochanych dzieciaków?! 
- A co z Louisem? - jego świdrujące spojrzenie byłoby doskonałe dla rodzica niezdecydowanego dziecka w sklepie z zabawkami.
- Jego też kocham. Przecież o tym wiesz, ale...
- Tak, wiem, Louisa kochasz, ale to w Niallu jesteś szaleńczo zakochana? 
- Wow! Nigdy nie sądziłam, że można ująć to, co czuję, w jednym zdaniu. W środku wydaje się to o wiele bardziej zagmatwane... 
- Wiesz, Wik, jestem facetem, a jak facet czuje za dużo na raz to nie wyrabia, dlatego trzeba wszystko uprościć. Poza tym to nie jest aż takie skomplikowane, jak ci się wydaje - uśmiechnął się przyjaźnie i objął mnie ramieniem. - I weź już nie płacz, bo zaraz się rozmażesz i Louise będzie zła, że zepsułaś jej misterną pracę!
- Dobra, już nie będę płakać… - wykrzywiłam usta w coś na kształt uśmiechu. - Li, czemu ja nie mam takiego kochanego starszego brata jak ty? 
- Już masz, siostrzyczko. Chodź, napijemy się czegoś, to dobrze ci zrobi.
Po chwili sączyliśmy już poncz i śmialiśmy się z jakiegoś żartu. Mogłam zapomnieć o wszystkich zmartwieniach dzisiejszego wieczora i dobrze się bawić. Znalazłam Louisa, w którego objęciach znalazłam spokój. Choć widziałam błyski fleszy skierowane w naszą stronę, nie zamierzałam go zostawić. On teraz był mi potrzebny. Tak, wiem... Jestem samolubną jędzą. I będę też małą sensacją.
         Nim się obejrzałam, czas było wracać. Zebraliśmy się i ruszyliśmy do wyjścia, gdzie czekały na nas nasze limuzyny. Szczerze mówiąc, marzyłam o ciepłym łóżeczku, ale niestety nie mogłam sobie pozwolić na taki luksus, bo mieliśmy od razu wyruszać do Doncaster. Trzeba wykorzystać każdą wolną chwilę lata.
Nagle Gabi zatrzymała się i powiedziała:
- Zaczekajcie. Muszę coś zrobić!
Chwyciła szklankę ponczu, która stała na pobliskim stole i ruszyła z nią przez salę. Przez kilka sekund zastanawiałam się, co ona z nią zrobi, ale po chwili wiedziałam. Niezły pomysł, G. Przechodząc obok Van der Woodsena, udała, że się o coś potyka i cała czerwoniutka zawartość szklanki wylądowała na śnieżnobiałej koszuli mężczyzny.
- Najmocniej pana przepraszam! – zawołała. - Ależ ze mnie niezdara! To była taka ładna koszula! Niech pan się nie martwi, w pralni na pewno sobie z tym poradzą! 
Nim wkurzony facet zdążył wybuchnąć, jej już tam nie było. Szła razem z nami do wyjścia, uśmiechając się od ucha do ucha. 
- No, no, no, G.! Co to było? - pan Harry Styles był najwidoczniej pod wielkim wrażeniem. Wywróciłam oczami.
- To za sukienki - wyjaśniła, wzruszając ramionami.
- Jesteś mistrzem, Gabi - dodałam.
- Wiem. 
Wtuliłam się w Louisa, gdyż na zewnątrz było chłodno. Zaczynało świtać. No tak, czwarta rano. To najzimniejsza pora dnia. Pamiętam, że zawsze na obozie żeglarskim budziłam się wtedy i trzęsłam z zimna. Wtedy zabierałam drugi koc koleżance, a teraz mogłam się przytulić do ciepłego Louisa.
Gdy tylko dotarliśmy do domu, czas było się pakować. Wrzucałam wszystko do torby na w pół przytomnie, więc nie wiem, czy wszystko zabrałam, ale w tamtej chwili mało mnie to obchodziło. Tuż po tym, jak wsiadłam do samochodu, usnęłam.
Obudziły mnie czyjeś śmiechy. Czyjeś bardzo donośnie śmiechy. A potem coś łupnęło i ktoś przeklnął. 
- Harry, uważaj! Delikatniej, bo zrobisz krzywdę nie tylko sobie - usłyszałam głos Louisa tuż nad moim uchem. Chłopak ledwo mówił, bo cały czas się śmiał.
- Co ty nie powiesz?! - obruszył się Harry. W międzyczasię nie zabrakło kilku przekleństw, ale to Harry, on tak ma. Byłam zła, że mnie obudzili, ale nie miałam ochoty otwierać oczu. No bo pewnie zostało jeszcze kilka godzin jazdy, a ja chcę to wykorzystać. Nagle zorientowałem się, że silnik nie pracuje. Mimo super cichego samochodu, umiem powiedzieć, czy pojazd stoi czy jedzie. Przy okazji Harold nie był w stanie przestać się głupkowato chichrać! Poczułam, że ktoś wsuwa ręce pod moje plecy i kolana, a potem jak się unoszę. Otworzyłam oczy. Pierwszą rzeczą, którą zobaczyłam był Lou. To on mnie niósł. Dookoła było już kompletnie jasno. Oślepiająco jasno.
- Już dojechaliśmy? - mruknęłam, mrużąc oczy. 
- Tak. Nie chcieliśmy was budzić... - powiedział.
- To Harry się tak chichrał… - odparłam. 
- Mówiłem, że je obudzisz, idioto! - krzyknął Lou.
- To nie moja wina, że twoja dziewczyna ma taki płytki sen!
W tym samym momencie usłyszałam pisk Gabi. 
- W tej chwili masz mnie postawić na ziemię, Styles! 
- Nigdy! - wrzasnął lokowaty.
- No to się zaczęło – westchnęłam. - Lou skarbie, myślę, że jestem w stanie dojść do domu o własnych siłach. 
- Skoro tak bardzo tego chcesz, to niech ci będzie.
Po chwili stałam już na swoich nogach na podjeździe przed rezydencją Tomlinsonów w Doncaster. Uśmiechnęłam się. Stęskniłam się za tym domem, choć minęło tylko trochę ponad tydzień! 
Harry przerzucił sobie Gabi przez ramię i taszczył ją w stronę domu, a ona wyrywała się i waliła go pięściami w plecy. Westchnęłam. Jak Harry się uprze, to lepiej go zostawić w spokoju i pozwolić robić, co mu się podoba. Obok nich szli Liam, Zayn i Niall, zataczając się ze śmiechu. Ktoś by pomyślał, że są pijani, ale w ich przypadku to normalne. Pociągnęłam Louisa za rękę do drzwi, gdzie czekały już na nas dziewczyny. Lottie z piskiem rzuciła się na mnie:
- Wikiiiii!!! 
-Lottie!!! - i po chwili nie mogłam oddychać. Mimo drobnej budowy, dziewczyna jest bardzo silna.
- Zaraz masz mi wszystko opowiedzieć! Jak koncery? Bal? To całe twoje śpiewanie? Jak mój brat?
- Lottie, ja tu jestem - wtrącił się Lou.
- Zamknij się, Louis! Nie z tobą teraz rozmawiam! - po prostu kocham tę dziewczynę! – No, opowiadaj!
- Lottie, spokojnie. Najpierw daj mi oddychać i wejść do domu.
- Okej, ale tak się cieszę, że już jesteście - uśmiechnęła się, a zza moich pleców wydobył się pisk Gabi. Lottie zrobiła zdezorientowaną minę, a potem zlokalizowała dziewczynę niesioną przez Harry'ego. Automatycznie zrobiła się czerwona ze złości.
- Kim ona jest i co robi z moim chłopakiem?!

6 komentarzy:

  1. Witam, witam i pozdrawiam. Jest literówka. Poprawię w całości.
    Wiedziałam, że to będzie Niall! :D na logikę, tylko jego nie widziała. Chociaż w sumie mogła do niej podejść jakaś sława albo Van D.
    Nie wiem czemu, ale w tym garniaku Niall nabiera męskości. Mrau ;) taka dygresja od czapy, bo normalnie Niall zachowuje się jak dzieciak -.- chociaż już mu przechodzi i chwała za to!
    Taniec, taniec, taniec... Dużo go w Twoim opowiadaniu, ale taniec jest najcudowniejszą rzeczą na świecie. [polecam posłuchać 'All about us' He Is We feat. Owl City ;) ] jeszcze taniec do tej piosenki jest tak romantyczny... Mówiłam Ci już, że kocham tę piosenkę? Ach <3 jeszcze ona tak tu pasuje! Wiki i Niall... Każde z nich chce, aby to drugie dało mu miłość... Mówią, że się nienawidzą, ale się kochają i to tak bardzo, wręcz szaleńczo ;) Liam to dobrze podsumował. Nic dziwnego, że jest Daddym ;)
    Cofając się zdziebko. ON JĄ KOCHA! ;-( i to jest takie smutne, bo ona nie może rzucić mu się w ramiona i powiedzieć, że czuje to samo. Aaaaaa!!!! ;-( chociaż prawie to zrobiła, gdyby nie Liam. Jestem ciekawa, jakby zgromadzeni na balu zareagowali, ale zdecydowanie lepiej, że nie musieli. Dzięki, Li.
    G mistrzem z tym ponczem. Wyobrażam sobie wściekłą minę Van der Woodsena. Muahahah <3
    NARESZCIE POWRÓT DO DONCASTER!!! TAK! Doczekałam się <3
    Lottie mnie rozwaliła tekstem "Nie z Tobą rozmawiam!" Hahaha <3 poza tym blondynka ma niezłą niespodziankę. Zrobi się gorąco. Hehe... Zobaczymy, jak bardzo jest zazdrosna i niepewna swojego związku. A wydaje mi się, że bardzo, więc będzie popadała w skrajności, co zapewni pewnie trochę śmiechu. ;)
    To wszystko na dziś z mojej strony, mam nadzieję, że z Twojej coś niedługo zasili moją pocztę...
    Love You!
    xoxo
    G.

    OdpowiedzUsuń
  2. W końcu sie dzieje. Gabi odbija harrego. Szalona! Trochę juz nie ogarniam jej uczuć ( Wiki) ale to chyba o to chodzi. Oby tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Heej Wiki <3
    Wiedziałam, że to będzie Niall :3 Oj wiem, że teoretycznie Viki kocha się i w Louisie i w Niallu, ale Wiki to widać, że bardziej woli Horana... Nie wiem, może mam takie odczucia, bo wiem kogo ty wolisz, ale no.. o wiem. Barwniejsze opisy są przy Nialu :D.
    Wiem, że tak rozmowa do najmilszych nie należała, ale mimo to moje serduszko się raduje :3
    aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!! :3 Oni ze sobą tańczyli!! <3 i rozmawiali!! i Niall ją kocha! Tak, Niall ją kocha :3 I ona go też, ale to już wiemy ;)
    Hehe uwielbiam ich cięte riposty xD No jak małe dzieci normalnie :D
    Give me love.... <3 tego chyba nie trzeba tłumaczyć :3 kocham, kocham, kocham tę piosenkę <3

    Gabi jest moją bohaterką xD Haha ona jest genialna :D G jeśli kropka w kropkę jesteś tam tak opisana tak jak normalnie jesteś, to już Cię lubię :D A nawet jeśli nie, to i tak Cię lubię, bo przyjaźnisz się z Wiki :)

    Doncaster <3 wreszcie, wreszcie :')
    WIKI! Proszę Cię, nie zostawiaj więcej wątku dziewczyn gdzieś tam, nie wiadomo gdzie :( Ja jestem bardzooo ciekawa co jest między Zuzią i Liamem :D to po Nicky moja druga ulubiona para :D
    Biedna Lottie... Chociaż z drugiej strony to nie dziwne. Przecież nie wysyła się faceta, przystojnego faceta, utalentowanego faceta, samego do Londynu gdzie może kogoś poznać! To chyba logiczne, co nie? A tak w ogóle to Harry jest od niej starszy? Jeśli tak to dziwię się, że Lottie wierzy w ich 'związek' :/

    No to chyba tyle... Błędów nie widzę. Kocham Nialla, nawet jeśli jest taki okropny :( Bo w tego jego okrucieństwu jest coś takiego słodkiego... serio nie wiem czemu, chyba już jestem śpiąca i nie wiem o czym piszę. Głupi internet... Miałam taki ładny komentarz przedtem, ale oczywiście internet wie lepiej i musiał się go pozbyć (bo przecież ja wcale nie skasowałam strony, a nawet jeśli to niechcący :( )

    M. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątek dziewczyn nie bedzie zostawiony gdzieś tam... to jest historia głównej bohaterki a nie dziewczyn, taka smutna prawda... ale nie bój się, one się jeszcze pojawią i będą trochę żyły ;)
      i spokojnie nic się nie stało, że skasowałaś... mi sie dzisiaj skasowało 5 stron rozdziału ^^ to dopiero tragedia!!!

      Usuń
    2. Zdecydowanie, Wik!
      A co do postaci G, to trudno mi powiedzieć, czy jestem jak ta bohaterka, ale na pewno ma ona pewne moje cechy... ;) Wiki, oceń! :3

      Usuń
    3. Jesteś równie bezpośrednia co ona i masz takie same szalone pomysły, więc można tak powiedzieć...

      Usuń