niedziela, 17 lutego 2013

6. I felt that I'm in a right place, in right arms...


***
Słońce chyliło sie ku zachodowi, wiec postanowiliśmy zrobić sobie ognisko. Chłopcy poszli naszykować drewno i kiełbaski, a my poszłyśmy przebrać w coś ciepłego. Ustaliliśmy z dziewczynami, że gdy tylko skończymy ognisko robimy sobie babski wieczorek. W końcu ubrane w jeansy i ciepłe bluzy poszłyśmy dołączyć do chłopców przy ognisku. Ogień trzaskał już wysoko.


- No nareszcie przybyły nasze panie! - zawołał uradowany Zayn.
- No... Jeszcze chwila a Niall zeżarłby wszystkie kiełbaski! - dodał Liam
- Ej! To nie prawda! Nawet jeszcze nie zaczęliśmy ich piec! - obruszył się blondasek.
- niby tak, ale ty i tak byś je zaraz zjadł! - tym razem wtrącił się Louis. Gdy go tylko zobaczyłam przypomniało mi się to niezbyt miłe zdarzenie sprzed niespełna dwóch godzin. Postanowiłam usiąść jak najdalej od niego i wylądowałam na piasku, obok Nialla, który właśnie nastrajał gitarę. Wszyscy zajęliśmy się rozmowami. Zuzka była zajęta konwersacją z Liamem, Fizzy robiła maślane oczka do Zayna, a Lottie śmiała się z jakiegoś żartu Hazzy i Louisa.
- wiesz zawsze chciałam się nauczyć grać na gitarze... - odezwałam się.
- to nic trudnego... – odparł, uśmiechając się.
- nie wcale... Już raz mnie próbował ktoś nauczyć i coś mu nie wyszło...
- chyba nie jesteś aż taka nie pojętna...
- nie licząc mojego lekkiego problemu z koordynacja. to była głownie wina tamtego gościa... To było na obozie letnim, gdy miałam 14 lat, a chłopak chyba chciał się popisać i zamiast pokazać mi jak się gra, sam się popisywał, a tragicznie mu to wychodziło.
- To nie fajnie...
- No... Ale skończyło się tak, że inny chłopak z młodszej Grupy pokazał mi, jak się gra początek ‘koncking on a haven's door’ i nawet to umiem...
- no to dajesz - powiedział i wyciągnął gitarę w moja stronę. I po co ja mu o tym mówiłam???
- Nie... Ja... To tragicznie mi wychodzi, tu jest za dużo świadków i rozstroje ci gitarę, albo co gorsza znając mój talent, ci ją zniszczę, a pewnie jest dla Ciebie cenna.
- proszę Cię... Ona była ze mną tylko na całych naszych obydwu trasach koncertowych...
- czy to był sarkazm???
- Oj Wiki wyluzuj... Przecież jej nie zniszczysz, a jak rozstroisz, to zaraz nastroje.
- Ale mi tak głupio w szczególności przed wami wszystkimi, którzy znacie się na muzyce...
- Ja żadnej muzyki nie studiowałem, wiec nie będę Cię wytykać palcami. A wiec lepiej zagraj po dobroci, bo i tak Cię do tego zmuszę.
- Niech ci będzie - z mina męczennicy wzięłam od niego ten przeklęty instrument, który przejechał TYLKO cały świat i pewnie to ta gitara jest na nagraniu z ich koncertu, którym tak bezgranicznie się jarałyśmy... Aż mi się głupio robi.
- tylko uprzedzam ze to będzie masakra...
- oj nie przesadzaj - powiedział. Cóż za presja całe one direction wlepia we mnie swoje gały!!! Wzięłam głęboki oddech i zagrałam. To nie było nic wielkiego tylko taki krótki urywek pięknej melodii.
- no nie źle, rozumiem, że ci chodziło o taki efekt końcowy - blondyn wziął ode mnie gitarę i sam zagrał to bilion razy lepiej.
- mówiłam, że się tylko ośmieszę.
- hej... Nie ośmieszyłaś się. Z dobrym nauczycielem mogłabyś być świetna. Jak tego nauczyłaś się w krótkim czasie...
- tak... Z dobrym nauczycielem... Łatwo powiedzieć, trudno znaleźć!
- Właśnie patrzysz na najlepszego nauczyciela gry na gitarze w całym wszechświecie!

- wow... To masz wysokie mniemanie o sobie... Ale skoro tak uważasz, że tak jest...
- no oczywiście, że tak jest! Udowodnię ci to! W te wakacje nauczę Cię grać na gitarze, tak że będziesz mogła stanąć na scenie i zagrać na koncercie...
- bo na pewno zagram na jakimś koncercie!
- no oczywiście!
- a skąd wytrzaśniesz jakiś koncert?
- Nie jakiś tylko nasz!
- ha ha ha... Dobry żart! Nie zagram na koncercie One Direction!!!
- Zagrasz...
- Dobra nie będę się z tobą kłócić tak jak z Louisem, ale to ci się nie uda...
- uda mi się... A przy okazji Louisa, to zrobiłem małe przeszpiegi i dowiedziałem się od źródła, że podobno umiesz się dobrze całować...
- Cooooo??? - nie! Ja kiedyś zamorduje tego Louisa - on ci tak powiedział?
- no a kto, jak nie on? No to jak było? Całowałaś się z nim? I dlaczego w takim wypadku nie siedzisz teraz przytulona do niego?
- Po pierwsze zamorduje Louisa, za rozpowiadanie w koło tego incydentu..,
- a wiec jednak do tego incydentu doszło? - uniósł pytająco brew.
- nie przerywaj mi proszę... Tak doszło do tego incydentu, ale to on mnie pocałował nie spytawszy mnie o zdanie i naruszając moja przestrzeń osobistą! Ten drań sobie myślał chyba, że jestem jedna z tych fanek, które marzą o pocałunku ze swoim idolem i przez to mu się nie oprę! Ale co to, to nie! Ja mu się tak nie dam... Nawet jeślibym była fanka marzącą o pocałunku ze swoim idolem, to nie zgodziłabym się na to w trzecim dniu znajomości i Louis nie byłby tym, którego chciałabym całować.
- a kto nim by był?
- nie wiem?, jeszcze nie zdecydowałam... Ale na pewno nie byłby to Louis!
- To gdyby to był Hazza nie robiłabyś problemów nie?
- A czemu akurat Hazza?
- Bo to jego najbardziej lubią nasze fanki. - wytłumaczył.
- Ale to nie znaczy, że ja go lubię najbardziej, a dzisiaj mi trochę podpadł...
- Do żartów Harry'ego można się przyzwyczaić, są całkiem śmieszne...
- tak, jak nie robi sobie żartów z ciebie.
- spokojnie przejdzie mu. A tak wracając do Louisa, to podoba ci się on?
- nie mogę powiedzieć, że nie jest przystojny, ale to nic więcej... A poza tym facet w grudniu kończy 22 lata! To lekka przesada, bo ja mam 16 od trzech dni!
- Wiesz wiek to tylko liczby... Wcale nie sprawiasz wrażenia jakbyś miała te szesnaście lat. Ja dałbym ci więcej.
- To pewnie przez mój głupi wzrost.
- No co ty... To że jesteś wysoka, to tylko plus dla Ciebie przynajmniej możesz pokazać wszystkim kurduplom, kto tu rządzi - uśmiechnął się tak uroczo, że serce mi podskoczyło. Ej Wiki, co się dzieje?
- No w sumie to dość dobra przydatność na koncertach, ale przez to sporo facetów jest za niskich aby założyć przy nich szpilki.
- kobieto nie potrzebne ci szpilki, żeby wyglądać przepięknie.
- spójrzmy prawdzie w oczy... Ja ładna? To dobry żart.
- Jak ja nie lubię, jak dziewczyny wmawiają sobie, ze są brzydkie choć tak nie jest...
- jest!
- nie kłóć się, bo i tak nie wygrasz...

- przestańcie flirtować gołąbeczki, bo my tu chcemy pośpiewać! - głos Harry'ego ściągnął mnie z powrotem na ziemie. Zrobiłam się czerwona.
- Ej my tu nie flirtujemy tylko rozmawiamy - powiedział Niall.
- A to nie jedno i to samo? - spytał Harry.
- Nie! - zaprzeczyliśmy na raz. Popatrzyliśmy po sobie i wymieniliśmy uśmiechu. My tu nie flirtujemy, co to, to nie...
- oj już dajcie spokój. To śpiewamy czy nie?
- ok, ok - potem zajęliśmy się śpiewami przy ognisku, a Niall grał na gitarze. Czas minął szybko i gdy zrobiło się pieruńsko zimno wróciliśmy do domu. Umyłyśmy się i przebrałyśmy w piżamy i usiadłyśmy na łóżku.
- Dobra rozpoczynamy babski wieczorek! - odezwała się Lottie - mówimy tylko prawdę i to co tutaj usłyszymy nie wychodzi poza nasz krąg ok? - taka rutynowa gadka szmatka.
- A mamy pewność, że chłopcy nie podsłuchują? - spytała Zuzia.
- Spokojnie oni są zbyt zajęci sobą, aby się zajmować naszymi rozmowami - zapewniła ja Fizzy - to kto zaczyna? Jakieś pytania?
- Lottie... Nie będę owijać w bawełnę - odezwałam się - Gadaj który ci się podoba!
- cooo?- zdziwiła się Fizzy.
 -Jak to który? - spytała Zuzia.
- No normalnie! Lottie dziś przyznała mi się, że jej się podoba jeden z chłopców - wytłumaczyłam.
- Ale podoba, czy się w nim zakochałaś? Bo to lekka różnica! - spytała Zuzia - mi się podobają oni wszyscy, lecz się w nich nie zakochałam...
- To może dacie mi dojść do słowa to wam powiem- odezwała się Lottie.
- Zamieniamy się w słuch - wyszczerzyłam zęby.
- No dobra... - zaczęła blondynka - podoba mi się... Hazza
- u... To słabo... Wiesz, że on gustuje w starszych?
- Proszę Cię Fizzy, nie przypominaj mi o tym... Wiem, że nie mam u niego szansy, ale no po prostu rozpływam się na sam jego widok...
- biedaczka - przytuliłam ja na pocieszenie.
- No dobra to ty teraz powiedz co się takiego stało na diabelskim młynie??? -spytała Lottie.
- ok... Nie wiem czy chcecie to wiedzieć... - odezwałam się
- oj chcemy!
- ok... Skoro tak... Tam na górze Louis mnie pocałował...
- Coooo??? - Lottie właśnie zadławiła się czekoladowymi gwiazdkami milkyway.
- Normalnie... Twój brat mnie pocałował.
- Tak w usta? - Fizzy miała opóźniony zapłon rozumowania...
- No, a gdzie Fizzy??
- OMG!!! Mój starszy brat cię pocałował!!! Jak do tego doszło?
- Normalnie... Siedzieliśmy, kłóciliśmy się jak zwykle, a on nagle mnie całuje!!!
Trzy razy mnie pocałował...
- I jak było? Jesteście ze sobą? - spytała Zuzia.
- Było całkiem przyjemnie, ale to było wbrew mojej woli... Ja się nie całuje z facetem, którego znam od trzech dni! I nie jesteśmy razem i nie będziemy'
- A czemu nie? Louis byłby świetnym chłopakiem...
- Mam ku temu 3 powody;
1. Jak mnie nie całuje to się ze mną kłóci...

2. On ma prawie 22 lata!!! Jest stanowczo za stary! Nawet nie wiem, czy to by nie podchodziło pod pedofilie...
3. On mi się nie podoba! To znaczy jest przystojny, ale nie ma motylków w brzuchu i zawrotów głowy, gdy nasze oczy się spotykają, więc nic z tego nie wyniknie.
- Szkoda... Ładnie byście ze sobą wyglądali. - powiedziała Fizzy.
- Nie wiem... Ja sobie obiecałam, że w najbliższym czasie się nie zakocham...
- A dlaczego?
- A dlatego, żeby nie cierpieć z nieodwzajemnionej miłości...
- A kto powiedział, że będzie nieodwzajemniona?
- znając moje szczęście będzie...
- głowa do góry gdzieś na tym świecie czeka ten jedyny, który Cię pokocha...
- Mam nadzieje, a i Lottie mam zamiar zrobić operacje H.
- co przez to rozumiesz Wiki?
- A to, że musimy znaleźć sposób na to, żeby rozkochać w tobie Hazzę- uśmiechnęłam się.
- Tak!!! A także trzeba zrobić operacje znaleźć księcia z bajki dla Wiki, Zuzy i Fizzy!
- czyli jednym słowem od jutra rozpoznamy akcje mr. Wright! I od jutra każdy facet będzie wariował na naszym punkcie! - zakończyłam i z tym postanowieniem usnęłyśmy.


Reszta maja minęła spokojnie. Zdążyłyśmy się zaaklimatyzować w szkole. Wiedziałam już, z kim można miło porozmawiać, a kogo należy unikać. Wszyscy byli strasznie ciekawi mnie i Zuzi, wiec musiałyśmy opowiadać wszystkim o Polsce, a nawet mówić po polsku. Misja mr. Wright przebiegała bardzo spokojnie. Za spokojnie... W szkole byli przystojni chłopcy, ale  żaden nie miał w sobie tego czegoś... (and you haven't got that one thing - tak to przerobiłyśmy z Lottie) zaprzyjaźniłyśmy chłopcami z One Direction, choć Louis nadal próbował skraść całusa, ja uciekałam od tego jak najdalej i odwdzieczalam mu się nieprzyjemnymi uwagami, ale tak na prawdę to fajny z niego kumpel. Oczywiście tylko wtedy, gdy nie chce mnie pocałować. Do tego Niall, tak jak postanowił, uczy mnie grać na gitarze. W szkole zaczęły się przygotowania do letniego balu maskowego!!! O tyle fajnie, że nikt nie przychodzi z partnerami tylko wszyscy musza mieć maski i mamy nie wiedzieć, z kim mamy dc czynienia aż do północy. Czuje, ze będzie świetnie!

Dziś obudziłam się wcześnie. Zerknęłam w kalendarz. Był 16 czerwca godzina 6.30. 28 dzień operacji mr. Wright, urodziny mojego taty, a do tego wtorek - mój ulubiony dzień tygodnia. Wykonałam obowiązkowy telefon urodzinowy do taty, no bo w Polsce była już 7.30, a tata wstawał do pracy. Następnie Poszłam do łazienki i zaczęłam mój proces myjaco-upiekszajacy, aby wyglądać idealnie. Takie było nasze założenie, aby codziennie wyglądać perfekcyjnie. Wzięłam prysznic i umyłam włosy moim ukochanym truskawkowym szamponem. Potem starannie wysuszyłam i rozczesałam włosy. Założyłam perfekcyjnie wyglądający mundurek szkolny. Następnie odrobina fluidu by zakryci niedoskonałości Ma twarzy, trochę pudru na nosek i pociągniecie tuszem do rzęs. Do tego kolczyki w kształcie perełek i wyglądałam perfekcyjnie. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia i wyszłam z łazienki.  Dochodziła 7 rano. Czas budzić dziewczyny. 
- Dziewczyny!!! Wstawać!!! - niechętnie otworzyły oczy
- jeszcze chwilkę...
- jaką chwilkę? Jest siódma rano, musicie się przyszykować do szkoły!!!
- coooo już siódma? - spytała Lottie.
- to ja już wstaje! - zawołała Zuzia i w ekspresowym tempie wstała i zamknęła się w łazience.

- Nie... I znowu ostatnia! - jęknęła Lottie.
- Oj nie marudź! Mogłoby być o wiele gorzej. Mogłaś przyjść na świat w jakiejś wiosce w Afryce i chodzić codziennie 5 kilometrów dziennie po wodę! A tymczasem mieszkasz sobie w wygodnym domu w Anglii i masz za brata samego Louisa Tomlinsona! Normalnie życie jak w Madrycie!
- Dobra koniec kazań, bo zaczynasz bredzić!!!
- To ja czekam na was na dole - powiedziałam i chwyciłam moją skórzaną torbę szkolną i powędrowałam w podskokach na dół.
W kuchni siedzieli już Louis, który miał nas zawieść do szkoły i Niall, który jak zwykle był już głodny.
- Cześć chłopcy! - zawołałam wchodząc do środka - jak się spało? - spytałam podchodząc do szafki, z której miałam Wziąć moje ulubione płatki śniadaniowe.
- A nawet dobrze... - odparł Niall - gdyby mnie Lou nie obudził, byłoby lepiej.
- Oj nie przesadzaj! Mi brakowało Ciebie Wiki...- usłyszałam głos Louisa, bliżej niż się spodziewałam i zanim zdążyłam się zorientować czyjeś ciepłe ręce objęły mnie w pasie i zostałam pocałowana w szyję. Szybko wyrwałam się z objęć tego osobnika.
- Czy Ciebie pojebało Tomlinson?!
- Nie. Nie denerwuj się tak...
- Będę się denerwować!! Bo ile razy mogę ci powtarzać, ze my nie jesteśmy razem!!! - stałam tam, niewiele niższa od niego i ciskałam oczami pioruny, podczas gdy on patrzył się na mnie z mina niewiniątka. W pewnym momencie zorientowałam się, że ktoś się śmieje. Spojrzałam zirytowanym wzrokiem spojrzałam na Nialla, o którego istnieniu prawie zapomniałam.
- Jesteście niemożliwi! - odezwał się dławiąc się ze śmiechu - normalnie nagrać was i będzie komedia.
- bardzo śmiesznie... - bąknęłam.
- oj nie gniewaj się... - uśmiechnął się blondyn, a mnie zalała fala ciepła - ja tylko miałem na myśli, ze słodko ze sobą wyglądacie... Jakbyście się przestali kłócić, to moglibyście być świetna para...
- Słuchaj Nialluś... Mnie i tego to osobnika nic więcej NIGDY nie polaczy, zrozumiane?
- tak... Tylko wyluzuj, może mięty?
- Chętnie! - opadłam na krzesło obok blondyna, a chłopak podał mi kubek z którego pił, gdy przyszłam do kuchni. Napiłam się i odetchnęłam. Mięta zawsze działała na mnie odprężająca.
- dzięki od razu lepiej... - uśmiechnęłam się do blondyna - a ty Tomlinson - zwróciłam się do Louisa - masz zakaz zbliżania się do mnie na odległość mniejsza niż metr! A zapowiadał się taki przyjemny dzień! - westchnęłam, a Lou robiąc obrażoną minę wyszedł z kuchni.
- a przyjemny bo? - spytał Niall. Bo mam z tobą lekcje gry na gitarze... Nie powiedziałam tego, jeszcze by sobie pomyślał, że jest w tym jakiś podtekst, a takiego nie było... Po prostu lubiłam te lekcje. To czemu tego nie powiedziałam? Nie wiem. Zamiast tego z moich ust wydobyły się następujące słowa:
- Bo dziś mamy w szkole muzykę i plastykę... A poza tym jest mało lekcji.
- a nasza lekcja gry na gitarze nadal aktualna? - spytał.
- Oczywiście! - wyrzuciłam z siebie za szybko, a potem dodałam - a czemu miałaby nie być?
- no nie wiem może masz jakieś inne plany, wiesz może chcesz się spotkać z kolegami, a nie będziesz siedzieć i uczyć się grać na gitarze ze starym, upierdliwym Irlandczykiem...
- po pierwsze nie jesteś ani stary, ani upierdliwy, a po drugie nie zamieniłabym tych dwóch godzin spędzanych z tobą na graniu na gitarach na nic innego!
- Milo to słyszeć... To rozumiem, że jesteśmy umówieni o czternastej w studiu nagraniowym?
- Oui!
- No to do zobaczenia.  - wstał od stołu i poczochrał mi włosy.
- Niall ty głupku! Teraz wyglądam jaj czupiradło! 

- miłego dnia! - powiedział wychodząc z kuchni.
- Tak na pewno będzie miły... - bąknęłam sama do siebie. Szybko poprawiłam włosy, ale i tak wyglądałam cuuuudownie. Po chwili na dole pojawiły się i dziewczyny i udałyśmy się do szkoły. 

Na pierwszej lekcji wychowanie do życia w rodzinie. Oglądaliśmy film o ciąży i dziecku skaczącym po macicy jak po trampolinie  jej! Chłopcy się głupio chichrali. I weź tu znajdź jakiegoś dojrzałego psychicznie... Skończyło się tak, że zajęłam się pisaniem mojego opowiadania. Dobrze, że jest pisane po polsku, bo inaczej miałabym problem, gdyby chłopcy się do niego dorwali. A dlaczego? Bo opowiada ono o tym, że ja jestem siostrą Liama, a Zuzia siostrą Louisa i jesteśmy w x factorze no i jest takie żałosne love story... Z czasów kiedy moim ulubionym był Hazza. A teraz, gdy ich poznałam, to byłoby bardzo źle, gdyby to przeczytali, bo zostałabym ochrzczona psychofanką... A teraz to już sama nie wiem, który z nich jest moim ulubionym. Trudno stwierdzić, bo do żadnego nic specjalnego nie czuje... Chyba nie...
- Co tam piszesz? To twój pamiętnik? - z zamyślenia wyrwał mnie głos Lottie.
- To??? Nie... To tylko moje opowiadanie... A czemu myślałaś, że to mój pamiętnik?
- No bo może nie rozumiem polskiego...ale przecież widzę, że tu są imiona chłopaków...
- to tylko opowiadanie, które wymyśliłam jeszcze w Polsce, a to tylko kontynuacja... Właśnie Hazza ze mną zrywa, wiec mi nie przeszkadzaj...
- wow... Ty na prawdę zwariowałaś na ich punkcie...- dziewczyna zaśmiała się.
- wtedy tak... Teraz to są moją codziennością...
- I co już tak fajnie nie jest?
- Nie... Jest super! Za nic bym nie chciała wracać do tego, co było wcześniej. I po raz pierwszy w życiu cieszę się, że nie urodziłam się w Anglii, bo przynajmniej tego nie zrozumieją...
- No widzisz... To dlaczego Hazza z tobą zrywa?
- co? A... W opowiadaniu... A dlatego, bo poznał Ciebie... - puściłam oczko do dziewczyny. Uśmiechnęła się.
- Uroczo... A ty pewnie polecisz pocieszyć się w ramionach Nialla.
- Coooo??? - wybałuszyłam oczy. Nie wierzyłam w to, co powiedziała.
- No bo wiesz... Spędzacie ze sobą tyle czasu i te wasze uśmieszki i spojrzenia... I Nialler dzieli się z tobą swoim jedzeniem, że aż ludzie zaczynają gadać...
- Kto tak gada? A poza tym to jakieś głupie wymysły. Ja i Niall tylko się przyjaźnimy! Zrozum to!
- Ty dobrze wiesz, co ja myślę o przyjaźni damsko-męskiej...
- tak, że nie istnieje, bo jedno zawsze kocha i ma nadzieje na wiecej...
- no wiec???
- Ale ja do niego nic nie czuje!
- ty może nie... Ale kto powiedział, że on nie... Kobieto istnieje możliwość, że rozkochałaś w sobie 2/5  One Direction.
- oj daj spokój. To nie prawda...
- jeszcze się o tym przekonamy. - przez resztę dnia jej słowa nie dawały mi spokoju. Bo co jeśli on coś do mnie czuje? Przecież ja do niego nic nie mam. Nie chce by one direction zapamiętało mnie jako łamaczkę serc. Louis jakoś to przeżył, bo obraca wszystko w żarty, ale Niall... On przecież płacze przez pierwszą lepszą rzecz... A ja nie chce by cierpiał i to przeze mnie... Lekcje minęły szybko i czas było wracać do domu. Wyszłyśmy na dwór. Było gorąco, a słońce świeciło mocno.
- Wiki idziemy na zakupy, co ty na to? - odezwała się Zuzia.
- Ja nie mogę. - odparłam.
- ej no będzie fajnie! Musimy kupić sobie sukienki na bal. - Fizzy zrobiła oczy zmarnowanego psiaka.


- Wiem, ze musimy tylko blagam nie dziś!!!
- a czemu nie dziś? - spytała Zuzia.
- No bo... - nie zdążyłam powiedzieć, bo Lottie weszła mi w środek zdania:
- Bo Wiki spieszy się na lekcje gitary z Niallem!!!
- wcale że nie!
- wcale że tak!
- Nie!
- I jest już za dziesięć czternasta! -powiedziała Lottie.
- O fuck! Muszę biec! - krzyknęłam i puściłam się biegiem.
- Spokojnie! jak kocha, to poczeka!!! - krzyknęła za mną Lottie. Powiedziałabym jej coś nieprzyjemnego gdybym tylko się nie śpieszyła. Nie wiem czemu właściwie biegłam. Przecież się nie obrazi, jak się spóźnię... W końcu i tak mieszkamy w jednym domu. Biegłam jak wariatka, a wiatr rozwiewał mi włosy. Do domu wpadłam dziesięć po czternastej. Z kolką i gigantyczną zadyszką.
- Och widzę, że pojawiła się panna spóźnialska - to Niall stanął w przedpokoju, nonszalancko opierając się o framugę drzwi kuchennych. Uśmiechał się delikatnie.
- przepraszam... Ta wredna kobita nas przetrzymała na matmie. Daj mi piętnaście minut, tylko się przebiorę...
- dobra, dobra. Czekam na dole – powiedział, a ja pobiegłam na gore. Wpadłam do pokoju i rzuciłam torbę na łóżko. Musiałam na chwile usiąść i odsapnąć. Gdy kolka w końcu minęła wstałam i rzuciłam się na szafę. Przebrałam się w moje dżinsowe bermudy i turkusowy top. Do tego założyłam bordowe vansy. Szybko Rozczesałam włosy i zaplotłam je w warkocz francuski. Ok teraz uspokoić oddech i mogę iść. Ostatni raz zerknęłam na swoje odbicie w lustrze i w podskokach pobiegłam na dół. W piwnicy był lekki chłodek ale tylko przeklęłam siebie w duchu, nacisnęłam klamkę i drzwi do studia nagraniowego otworzyły się. W środku było ciepłej. Na szczęście, bo bym umarła... Blondyn siedział tyłem do drzwi, na pufie. Grał już coś na swojej gitarze.

- Już jestem - powiedziałam zamykając drzwi. Nawet się nie odwrócił, ani nie przestał grać. Podeszłam do niego i położyłam mu dłoń na ramieniu:
- Niall... - chłopak podskoczył, przestał grać i podniósł głowę patrząc na mnie tymi swoimi niezwykle niebieskimi oczami. Prawie zakręciło mi się w głowie.
- Przepraszam Cię... Zamyśliłem się..
- ok... - wzięłam gitarę i usiadłam obok niego.
- to od czego dziś zaczynamy? - spytałam.
- od tego, że pól godziny spóźnienia oznacza, że siedzimy pól godziny dłużej. - jęknęłam, ale w głębi duszy się ucieszyłam - no to przechodzimy do lekcji. Dziś dalej ćwiczymy One Thing - powiedział. Do gry na gitarze podchodził z taką powagą... Zaczęliśmy grać, ale mi coś cały czas nie wychodziło. Nie denerwował się, że mi coś nie wychodzi, choć ja na jego miejscu już piec razy strąciłabym cierpliwość.
- Dobra zobaczmy co ci nie wychodzi - odłożył swoją gitarę na bok i przysunął się do mnie - no śmiało graj.
- ok - szepnęłam i zaczęłam grać. Chłopak przyglądał mi się uważnie. W pewnym momencie gdy zmieniałam chwyty odezwał się:
- Ten chwyt to nie tak Wiki... - popatrzyłam na niego zdziwiona.
- Na serio?
- serio, serio... Choć pokaże ci jak to powinno być - jego ciepła dłoń dotknęła mojej i przebiegł mnie przyjemny dreszcz. Ustawił moje palce odpowiednio i przytrzymał je.
- No teraz zagraj. - powiedział. Zagrałam ten dźwięk.
- No... Teraz dobrze - uśmiechnął się, a potem puścił moja rękę. Mój mały palec od razu uciekł ze struny. Nienawidzę trudnych chwytów. Chłopak się zaśmiał.
- Głupi chwyt. - powiedziałam i próbowałam utrzymać głupi palec na odpowiednim miejscu, ale nie! Ten nie mógł być mniej posłuszny.
- Nie będzie głupi jak się nauczysz...
- Tobie łatwo powiedzieć... Grasz na gitarze od jedenastego roku życia, a ja nie cały miesiąc...
- Tym bardziej nie powinnaś się złościć, że ci nie wychodzi. Ja ci pomogę - powiedział. Dopiero teraz zaczęłam bardziej dostrzegać to, że ten jego irlandzki akcent jest taki słodki. Skończyło się tak, ze siedziałam oparta o jego tors i graliśmy razem na jednej gitarze, bo mi chwyty nie wychodziły do końca. Brodę oparł na moim ramieniu. Czułam jego ciepły oddech na swoim policzku. Przyprawiało mnie to o dreszcze. Czułam jego boski zapach i gdybym to ja miała Zajmować się chwytami nie wiem, czy bym była w stanie się skupić. Gdy dobrnęliśmy do refrenu Niall zaczął śpiewać:

Get out, get out, get out of my head
But fall into my arms instead
I don't, I don't, don't know what it is
But I need that one thing
And you've got that one thing

Now I'm climbing the walls
But you don't know it at all
That I'm going out of my mind
all day and all night...

Resztę piosenki przemilczał, jednak w moich uszach nadal brzmiało echo jego słów, po ciele rozlało się dziwne ciepło... Gdy skończyliśmy grać, na sekundę przymknęłam oczy. Otaczały mnie jego cieple ramiona. Poczułam, ze  w brzuchu fruwają mi motylki, że jestem we właściwym miejscu, we właściwych objęciach, że tak mogłabym trwać cała wieczność... 

----------------------

Oto i rozdział, mam nadzieję, że sie podobał. Proszę was komentujcie, dla was to tylko pół minuty, a dla mnie to cenne uwagi, które pomagają mi pisać i motwyują
Wiki 

6 komentarzy:

  1. kocham to!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaram się :3
    Więc tak "Kobieto,[TU MA BYĆ TEN PRZECINEK] nie potrzebne Ci szpilki, żeby wyglądać przepięknie" -> KŁAMIE! ;)Argument o pedofilii mnie rozwalił. "Pojebało?" - jakie słownictwo. Ogólnie to rozdział pełen wydarzeń. Urocza jest ostatnia scena.
    *niepojętna [razem]
    knocking [nie knocking]
    nieźle [razem]
    przed "nie spytawszy" powinien być przecinek [w części o louisie na początku jakoś
    po "gadaj" przecinek [babskie pogaduchy, wyciąganie inf z lottie]
    Mr Right [a nie wright]
    zaprzyjaźniłyśmy SIĘ z chłopcami z one direction [zjadłaś się]
    by zkaryć niedoskonałości NA [nie ma] twarzy
    i czy w tekście one thing nie jest: "but you don't NOTICE at all"?

    xxx G

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nareszcie moge sie pojarać tym, że nie jest tylko bosko i idealnie! I powiem ci, ze kiedyś nie zauwazalam ty przecinkow ale teraz tez mnie to wkurza i masz racje co do piosenki bo musiał mnie słownik złe poprawić... A right i wright to mi sie zawsze myli. ^^ Merci za uwagi <3

      Usuń
  3. super super super straaaaaaasznie sie wkrecilam:) powodzenia i mam nadzieje ze bedzie tylko lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. świetne, genialne no! <3

    OdpowiedzUsuń