niedziela, 10 lutego 2013
5. You can’t Kiss me just like this!
Powydzierałam się chwilkę na Louisa, że co on sobie wyobraża i obiecałam zemstę, a potem… potem jechaliśmy już do Brighton. Podzieliliśmy się na dwa samochody. Zayn, Liam i Zuzia, Fizzy i Lou w jednym samochodzie, a Hazza, Niall, Lottie i ja w drugim. Chłopcy siedzieli z przodu i bez przerwy mówili jakieś głupie żarty, a my o dziwo śmiałyśmy się do rozpuku.
- Oni tak zawsze? - spytałam Lottie.
- Tak... Czyż nie są cudowni? Rozrywka 24 godziny na dobę! I jeszcze do tego przystojni - ostatnie zdanie wypowiedziała szeptem, ale chłopcy śmieli się tak głośno, że i tak by jej nie usłyszeli. Uniosłam pytająco brew.
- Lottie to znaczy, ze któryś... - specjalnie nie skończyłam pytania. Dziewczyna doskonale wiedziała o co chodzi. Zrobiła się czerwona jak burak.
- Który?! - zapytałam z niedowierzaniem - jest w tym samochodzie?!
- Cicho bądź Wiki! Później ci powiem!
- Nie mogę się doczekać! Dziś wieczorem! Babskie pogaduchy! Wyciągnę z Ciebie wszystko!
- Co chcesz z niej wyciągnąć? - do naszej rozmowy wtrącił się Harry.
- Hazza kochanie, to nie twój interes. Zajmij się prowadzeniem - powiedziałam.
- Ej! Ale ja chce wiedzieć!
- ktoś ci kiedyś mówił, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła? - spytał Niall.
- I ty tez po ich stronie??? Co te kobiety ci zrobiły? - obruszył sie Harry. Niall nie zdarzył mu odpowiedzieć, bo w radiu włączył sie ich kawałek One Thing i Hazza zaczął śpiewać, a raczej wydzierać się. Po chwili dołączył do niego Niall, a potem także i my. Oni tak bosko śpiewali!!! Tak spędziliśmy resztę drogi śpiewając to, co puszczali w radiu. Podróż minęła niezwykle szybko i dotarliśmy do Brighton. Było tu przepięknie! Takie miasto nad brzegiem morza, stare i nie zagracone przez wielkie wieżowce. Nad morzem była promenada, a w jego głąb wychodziły wielkie mola. Samochody zatrzymały się na obrzeżach miasta przy kamiennym domku na plaży.
- Wow! To jest genialne - powiedziałam wysiadając z samochodu.
- To nasz dom letniskowy - wytłumaczyła Lottie - tu spędziłam wszystkie wakacje swojego życia. To miejsce jest pełne wspomnień. Chodźcie do środka.
To Lou miał klucz, więc otworzył drzwi. W środku było bardzo przytulnie. Na szczęście rodzina Tomlinsonów jest duża i było tu dość miejsca dla nas wszystkich. Ja, Zuza, Lottie i Fizzy zajęłyśmy największą sypialnie, w której było gigantyczne łoże, na którym bez problemu zmieścimy się w cztery osoby. Pokój obok zajęli Hazza, Lou i Niall, a Liam miał spać z Zaynem. Po zagoszczeniu się postanowiliśmy pójść do Pawilonu Królewskiego w Brighton. Wyobraźcie sobie One Direction spokojnie zwiedzające pałac i słuchające swoich audioguide'ow! Skończyło się tak, ze Hazza zaczął udawać przewodnika i wymyślał niestworzone historie dotyczące różnych pomieszczeń, a my zwijaliśmy się ze śmiechu. W końcu dotarliśmy do komnat królowej Wiktorii i Hazza zaczął swój monolog:
- Wiki - zwrócił się do mnie - oto, miejsce w którym sypiałaś w poprzednim wcieleniu. Muszę przyznać, że byłaś wtedy niezła, skoro miałaś dziewiątkę dzieci...
- Hazz... To nie byłam ja! To, że ona miała tak samo na imię, to nie znaczy, że była moim poprzednim wcieleniem!
- O tym się jeszcze przekonamy... Trzeba by Cię sprawdzić, bo ona musiała być w tym dobra...
- W czym dobra??? - spojrzałam na Harry'ego, a on poruszył brwiami znacząco.
- No bo wiesz jak miała dziewiątkę dzieci, to musiała to często robić ze swoim Albercikiem, bo gdyby nie była dobra, to on by nie chciał i nie byłoby tylu dzieci... Wiec jedynym sposobem na udowodnienie tego, że to Twoje poprzednie wcielenie jest wypróbowanie Cię - mówił to ze stoicki spokojem. Równie dobrze mógłby mówić o metodach usuwania gniazd szerszeni z kominów. Ja jednak czułam, ze robię się czerwona:
- Wiesz Styles, jesteś głupi! Nikt nie będzie mnie sprawdzał! – miałam ochotę wyrwać mu te kręcone kudły z tej głupiej głowy.
- Jesteś pewna? - spytał - no popatrz oto łóżko, na którym zabawiała się królowa Wiktoria! - powiedział i usiadł na nim!!! - o jakie miękkie! – poklepał je i zaczął na nim podskakiwać. Wszyscy staliśmy jak wryci, patrząc na to, co ten debil wyprawia. To się źle skończy. Miałam rację. Nie musieliśmy długo czekać, a do komnaty wpadli ochroniarze i chwycili Hazzę.
- Co ty sobie chłopcze wyobrażasz?! To antyk!!! Nie widać napisu nie dotykać?! Oj widzę, ze dość się naoglądałeś!!! - barczysty mężczyzna wykrzyczał to wszystko i wyprowadził Harry'ego z pomieszczenia.
- Wasz koleżka poczeka sobie na was na dworze - powiedział obojętnym głosem drugi mężczyzna i wyszedł. My w tym samym momencie wybuchliśmy śmiechem.
- Ej chodźmy lepiej, bo biedulka będzie siedział sam - odezwał się Lou.
- oj tam... Należało mu się! Nie musiał sobie robić głupich żartów z Wiki - odezwała się Lottie - ja już z nim sobie porozmawiam...
- Dobra, ja w sumie nie mam już ochoty oglądać tego pałacu... Zbrzydło mi to po jego tekstach - powiedziałam.
- Nooo chodźmy coś zjeść! Bo Burczy mi w brzuchu... - jęczał Niall.
- No w sumie to ja tez jestem głodny –poparł go Zayn.
- A potem pójdziemy na Brighton Pier.
W końcu stanęło na tym, że poszliśmy do smażalni ryb na Brighton Pier. Udało nam się znaleźć odpowiednio Duzy stół i wcisnęłam się w kąt. Nie byłam zbytnio zadowolona faktem, że sprzedają tu głownie ryby, a jakby tego było jeszcze mało Hazza zaczął mnie przepraszać:
- Przepraszam… Wiki ja tylko żartowałem... Na prawdę...
- Tak? To chyba nie wiesz jaka jest granica śmieszności i przyzwoitości żartów, bo ja się uśmiałam za wszeczasy! - patrzyłam na niego przez zmrużone powieki.
- Uroczy sarkazm - wtrącił Lou. Spojrzałam na niego. Nasze oczy ciskały pioruny
- To nie twoja sprawa Tomlinson, tylko moja i Stylesa! - warknęłam. Tak przyznaje się, jestem bezczelna, ale tylko wtedy, jak ktoś mnie wkurzy tak jak ten Tomlinson.
- A tak się składa, że Harry to mój kumpel wiec to tez moja!
- Daj sobie spokój - poprosiła go Lottie.
- Właśnie zamknij się Marchewkowy!
- To się tyczy także Ciebie Panno Zarozumialska!!!
-Nie wiem co was dwoje ugryzło! Tylko na siebie naskakujecie! - teraz to Liam się wkurzył - macie zaraz się przeprosić i obiecać, ze przestaniecie się kłócić - co on mój ojciec do cholery? No tak nie bez powodu miał ksywkę Daddy Direction. Postanowiłam nie robić z siebie pośmiewiska i przystać na to. Choć w całe nie zamierzałam zaprzestać kłótni. One sprawiały mi… niezwykłą przyjemność.
- dobra… przepraszam Louis - powiedziałam.
- Tak... Ja też przepraszam. - powiedział.
- no to teraz możemy zamawiać jedzenie błagam... Zaraz zejdę z głodu - prosił Niall.
- Tak Nialler teraz już możemy... - powiedział Zayn. Po chwili atmosfera się rozluźniła. Było tak jakby to co się zdarzyło przed chwila w ogóle nie miało miejsca. W pewnym momencie Lou się do mnie nachylił i wyszeptał, uśmiechając się bezczelnie:
- To jeszcze nie koniec...
- Oczywiście, że nie Tomlinson... - uśmiechnęłam się kącikiem ust. Czy mi się zdaje czy on do mnie mrugnął? Mimowolnie się uśmiechnęłam. Po skończonym posiłku poszliśmy w głąb pomostu. Było tu... Wesołe miasteczko!!! No i zaczęło się szaleństwo. Chłopcy wariowali jak małe dzieci. Byliśmy na wszystkich jazdach, na których się dało. Po Wild River byliśmy cali mokrzy i siedzieliśmy na ławce, aby się wysuszyć. Trzęsłam się z zimna. Podobnie jak dziewczyny.
- Wiki, ja czuje, że będę jutro chora - odezwała się Zuzia.
- daj spokój, nie będziesz - odparłam.
- to tylko odrobina wody - dodała Fizzy - nie pękamy!
- To kto ma ochotę na diabelski młyn? - spytał nagle Niall.
- Z chęcią! - ucieszyłam się. Na reszcie coś innego. Miałam już dosyć szybkiej jazdy i wody. Niby fajnie, ale co za dużo, to nie zdrowo. Podniosłam się z ławki i ruszyłam. Dogoniłam Nialla, który już szedł w stronę diabelskiego młyna.
- Jak ci mija dzień? - spytał, gdy nasze tempa się wyrównały.
- Całkiem przyjemnie, choć Lou gra mi na nerwach - pożaliłam się. Blondyn zaśmiał się.
- Co jest? - spytałam.
- Wiesz... Louis tak już ma... - odparł, a po chwili milczenia dodał - zwłaszcza, gdy jakaś dziewczyna mu się podoba.
- A niby kto by mu się podo... - urwałam. Chłopak spojrzał na mnie pobłażliwie.
- Że niby, ja mu się podobam??? To jakiś żart?!
- Nie... A Tobie na prawdę przydałaby się odrobina spostrzegawczości.
- Wiesz Niall, lepiej mi się żyło bez tej świadomości... Proszę skłam i powiedz, że on mnie nie lubi.
- ja nie umiem kłamać. Ludzie mówią, ze to zaleta... Ale ja osobiście sadze, ze to wada... Nie jestem w stanie skłamać dla dobra sprawy.
- To przykre... Ale patrząc na to z dobrej strony, nigdy nie okłamiesz kogoś ci bliskiego, w każdym razie nie na tyle aby ci uwierzył. A tak w ogóle to co ten Louis ode mnie chce?
- Nie wiem, ale na twoim miejscu bym się bał. Mogę podpytać jeśli chcesz
- Dzięki - uśmiechnęłam się
- to rozumiem, ze mamy małą konspiracje
- tak jest... A teraz marsz na terytorium wroga agencje 007. Misja Rozgryźć Marchewkożercę!
- Zrozumiałem. Masz moje słowo, że wyciągnę z niego wszystko M. - Blondyn założył okulary przeciwsłoneczne i zaczął udawać Bonda. Wybuchliśmy śmiechem.
- Fajnie mieć takiego przyjaciela - uśmiechnęłam się.
- zawsze do twych usług Księżniczko - wyszczerzył się ukazując aparat. Dlaczego z Louisem nie mogę się tak dogadywać? No dlaczego? Stanęliśmy do kolejki do Diabelskiego młyna i po chwili dotarła do nas reszta. Pierwszy dotarł do nas Lou z bezczelnym uśmieszkiem na twarzy:
- Och tu się podziała panna pyskata!
- Ciebie też miło widzieć -mimowolnie uśmiechnęłam się - i wiesz tak z mokrymi włosami to wyglądasz jak zmokły gołąb!
- Au... Zabolało. Uważaj, bo Kevin się obrazi, ze mnie do niego porównujesz
- jesteś nieznośny!
- I nawzajem! - tak się zajęliśmy ta mini kłótnia, że nie zauważyliśmy, że kolejka się skończyła i jakiś facet tłusty facet, obsługujący kolejkę, wepchnął naszą dwójkę do wagonika. Teraz będę zmuszona wytrzymać 15 minut z Tomlinsonem!!! Na początku siedziałam i się nie odżywałam. Chłopak przyglądał się mi tak jakby się nad czymś głowił.
- Louis proszę Cię! Nie patrz się tak na mnie!
- Och widzę, że jednak znasz moje imię, a nie tylko nazwisko...
- Zamknij się Tomlinson!
- a jednak nie..
- Louis powiesz mi czego do cholery ode mnie chcesz? - spytałam.
- Jeśli na prawdę chcesz wiedzieć?!
- tak! Bo męczą mnie te kłótnie! Czy nie możemy po prostu rozmawiać ze sobą jak normalni ludzie? Czemu nie możesz mnie traktować tak jak innych?
- Nie umiem... Wiki ja... Nie umiem się przy tobie normalnie zachowywać!
- No to masz problem... Wiesz na ogól w wieku 21 lat ludzie są już ogarnięci...
- Ale ja nie chce być ogarnięty! A ty mi w tym nie pomagasz!
- ja miałabym ci przeszkadzać w byciu ogarniętym??? - to się zdziwiłam.
- wszystko w tobie przeszkadza mi się ogarnąć! - przegiął.
- To bardzo mi przykro z tego powodu! - wkurzył mnie. Ja mu przeszkadzam! Wielki gwiazdor się znalazł!
- Ale ja chce byś mi przeszkadzała! To wszystko w tobie lubię!
- Lubisz? - a jeśli Niall miał racje? To co ja teraz do jasnej cholery zrobię???
Spokojnie to jeszcze nic nie znaczy...
- tak... Właśnie tak - powiedział. Patrzyłam w jego oczy nie rozumiejąc, o co mu chodzi. Ujął moja twarz w swoje dłonie. On chyba nie zamierza zrobić tego, co myślę że zamierza zrobić??? W jego oczach dostrzegłam determinacje i jakieś ciepłe uczucie. To była niebezpieczna sytuacja, a ja nie miałam dokąd uciekać! A do tego byłam sparaliżowana. Przysunął się bliżej jeśli w ogóle się dało bardziej w tym wagoniku i przyciągnął moja twarz do siebie. Nasze nosy się ze sobą stykały. Teraz byłam już pewna tego co za chwile nastąpi i byłam przerażona. Nikt mnie o zdanie nie pytał do cholery! I wtedy nasze usta złączyły się w pocałunku. Słodkim i dość przyjemnym. On umiał się całować, nie to co ten palant, z którym całowałam się w zeszłym roku w szkolnej bibliotece. Rozpłynęłam się w smaku jego ust, ale szybko oprzytomniałam i odepchnęłam go od siebie.
- Louis my nie powinniśmy... - zaczęłam -Nie możesz sobie mnie tak po prostu całować!
- A właśnie że mogę! - powiedział i znów mnie pocałował.
Nie umiałam mu się oprzeć, ale nie lubiłam całować się z kimś, kogo ledwo znałam:
- Louis nie zgadzam się na to. My się znamy od trzech dni! A poza tym ty masz dwadziesciajeden lat, a ja szesnaście!
- To marne wymówki!
- Proszę Cię! To dla mnie za wcześnie! Zrozum to! - w oczach stanęły mi łzy. Chłopak oprzytomniał troszeczkę.
- Skoro tego właśnie chcesz... Ale pamiętaj, że w razie potrzeby jestem do Twoich usług.
- Odwal się Tomlinson - bąknęłam.
- Widzę, że stary humorek wraca.
- Ja przynajmniej mam humor, a ty jesteś żałosny
- oj widzę, że mamy tu królową śniegu z sercem z lodu...
- głupi jesteś
- to ja wole jak się całujemy - musnął moje usta.
- A ja wole jak zajmujesz te swoje usta jedzeniem marchewek. - na szczęście wagonik się zatrzymał i mogłam z niego wybiec wprost na Lottie.
- Chodźmy już stąd mam dosyć... - powiedziałam.
- coś się stało tam na górze? - spytała zdziwiona.
- Tak... Od dziś nie wsiadam na żadne diabelskiego młyny z chłopakami!
- ok... Opowiesz mi wieczorem - powiedziała.
- To jeszcze nie koniec Wiki! - zawołał za mną Louis.
- Powtarzasz się Tomlinson!!! - wydarłam się w odpowiedzi. Dziewczyny tylko przyglądały mi się zdziwione, a ja zrobiłam minę w stylu "nie wiem, o co wam chodzi..." w końcu dotarliśmy do domku na plaży.
***
Gdy przeczytałam tę stronę byłam w szoku.
- Ej Lou... To moja babcia tak z twoim dziadkiem???
- No tak to wyglądało - odparł
- Ale przecież nie możesz mieć jednego dziadka zamiast dwóch!
- No nie ale kto powiedział, że nasza babcia miała dzieci tylko z jednym z nich?
- Co... Nie ona by taka nie była...
- Czytaj to się przekonasz!
- Dobra - wtem do pokoju weszły moja mama i ciocia:
- Jak ci się podoba w Londynie Elle? - spytała ciocia.
- Jest fantastycznie mogłabym tu zostać na zawsze...
- No to dobrze się składa, bo zostajemy! Do taty zadzwonił szef i powiedział, że awansuje go na stanowisko w Londynie, lepiej płatne i w ogóle… Teraz tylko szukamy jakiegoś przytulnego domu - odezwała się mama.
- Tak! Boże kocham Cię mamo!!! Zawsze o tym marzyłam!
- To zasługa tego, że Twój dziadek nie zapomniał o mnie pisząc testament inaczej nadal siedzielibyśmy w Irlandii.
- Szkoda, że nie będę go mogła nigdy zobaczyć i poznać...
- Ależ kochanie ty go znasz... Jego cząstka jest w tobie...
- Mamo a ty w ogóle wiesz, że dziadek był z One Direction?!
- Oczywiście, że tak... Michelle mi już wszystko opowiedziała.
- Tak... A to jest jego gitara - powiedziała ciocia wskazując na gitarę z rysa stojąca w rogu pokoju.
- Mamo! Bo za dużo jej powiecie! - obruszył się Lou.
- Jak to? - spytała ciocia.
-Właśnie mamy tu lekcje historii rodziny, a ja mam się domyślić, kto jest moim dziadkiem - wytłumaczyłam.
- To my wam tu nie przeszkadzamy... Za godzinę kolacja - powiedziała ciocia i obie kobiety wyszły.
- no to na razie wiemy, że Wiktoria kręciła z Louisem, ale to było dość wątpliwe... Wiec trzeba czytać dalej - powiedziałam i znów zagłębiłam się w lekturze
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Pokręciłabym się na tym młynie z Lou ;)
OdpowiedzUsuńA kto by się nie pokrecil? .xx
Usuń"Wszystko w Tobie przeszkadza mi się ogarnąć" - Wika, odnowiłaś zestaw podrywów, jakie znam :P
OdpowiedzUsuń*naprawdę pisze się razem
xxx G
Widzisz ;) zestaw odnowiony <3 ten podryw mi sie sto razy bardziej podoba niż "jakie masz piękne oczy" albo takie oklepane gadki
Usuńbardzo wciągająca historia, chociaż chwilami nieprawodpodobna :DD pozdr.
OdpowiedzUsuńUse your imagination :3
Usuń