Witajcie w ferie!!! mam do Was prośbę... KOMENTUJCIE!!! pliss
a teraz miłego czytania
Wiki
4. And that’s how they are sleeping on my couch…
Zdecydowałam
się zejść na dół. I co zobaczyłam?
Pewnego
osobnika wcinającego mleko z płatkami. Osobnik ten był pochylony nad blokiem
pełnym czystych kartek i nie przestając jeść, coś w nim bazgrał. Pewnie zabrał
Zaynowi kredki... Stanęłam nad nim. Starałam się abym mnie nie usłyszał i zerknęłam
mu przez ramię, aby zobaczyć co bazgrze. To był rysunek pałacu Westminster. Był
tak realistyczny, że wyglądał jak stara fotografia.
- Wow - odezwałam się. Chłopak podskoczył na krześle.
- Boże! Przestraszyłaś mnie! - odezwał się - chcesz żebym dostał przez ciebie zawału? - spytał. Czy tylko ja gdy wypowiedział te słowa usłyszałam w mózgu melodyjkę i chłopaków śpiewających "...au! You're giving me a Heart attack!". Szybko odegnałam od siebie te myśl godną psychofanki...
- Nie, no co ty! Jeszcze coś by ci się stało i połowa kobiet żyjąca na tym świecie by mnie zamordowała....
- a tobie to już by przykro nie było?
- może troszeczkę... A sam to narysowałeś, bo mi to wygląda na rysunek Zayn’a? - spytałam wskazując na szkic pałacu Westminster.
- Sam... -odparł.
- No nie źle nie źle... Ale założę się, że człowieka nie narysujesz lepiej ode mnie!
- Tak??? Dobra. Ja rysuje Ciebie, a ty mnie. Wygrywa ten kto narysuje bardziej realistycznie, a przegrana osoba będzie musiała spełnić dowolne życzenie zwycięzcy.
- niech będzie - uściskiem dłoni zawarliśmy układ. Blondyn podał mi czysta kartkę papieru i ołówek. Zaczęliśmy szkicować, co chwila zerkając na siebie. Miedzy nami panowała cisza przerywana tylko biciem naszych serc i szmerem ołówków na kartkach. Gdy za którymś razem zerknęłam na niego, porównując go do tworzonego przeze mnie szkicu, nasze spojrzenia się spotkały i chłopak uśmiechnął się uroczo, a ja speszona odwróciłam wzrok i wróciłam do szkicowania. Przed oczami miałam nadal ten uśmiech. W końcu skończyłam. Popatrzyłam na rysunek z zadowoloną miną.
- Ok skończyłem - odezwał się w tym momencie, w którym otwierałam buzie aby oznajmić mu to samo.
- to pokaż - powiedziałam.
- ty pierwsza...
- Razem
- ok. Raz, dwa, trzy - powiedział i pokazaliśmy sobie kartki.
![]() | |
| (troszki mi nie wyszedł, ale co tam) |
- To nie fair!
- Oj nie smuć się, ty też bardzo ładnie naszkicowałaś - poklepał mnie po ramieniu.
- taaa w porównaniu z tobą to jestem jak przedszkolak, a ty jak Monet.
- Juz nie przesadzaj, aż taki dobry nie jestem, a ty taka zła też nie. Ale rozumiem, że wygrałem zakład?
- no... To co chcesz abym zrobiła? Tylko dobrze wykorzystaj szanse - powiedziałam. Byłam ciekawa czego zażąda. Troszkę się obawiałam, co tez tam mu do tej farbowanej głowy przyjdzie. Chłopak przybrał minę myśliciela, przy czym wyglądał niezwykle zabawnie, a po krótkim czasie odezwał się:
- Dobra wiem czego chce. Jutro rano robisz dla mnie wielkie śniadanie, a teraz obejrzysz ze mną horror - jęknęłam. Nienawidzę horrorów. Obejrzałam jeden w całym swoim życiu, a potem przez pól roku nie mogłam spać. No ale skoro był zakład to teraz muszę się z niego wywiązać.
- nie może być coś innego błagam... - zrobiłam oczy kota ze Shreka. Chłopak się zaśmiał.
- Nie... I to na mnie nie działa, a i jeszcze masz mi obiecać, że nikomu nie powiesz, że rysuje ok?
- a niby czemu??? - nie rozumiałam go.
- Bo chce mieć choć jedna rzecz, która jest moja i o której nie wie caly świat ok? - zdziwiło mnie to, ale skinęłam głowa na znak, ze się zgadzam - To będzie nasza tajemnica, a teraz choć mam ochotę się pośmiać z rzezi na ekranie.
- Pośmiać? Ja się będę drzeć!
- Obudzisz cały dom!
- Nie mój interes. Sam tego chciałeś! - powiedziałam.
- Dobra coś się wymyśli aby Cię nie było słychać... - powiedział i pociągnął mnie na dół do piwnicy!!
- Co my tu do jasnej cholery robimy! Ty chcesz mnie tu zgwałcić i zamordować!
- taaa na pewno. Tu jest studio nagraniowe - wskazał na drzwi po prawej - a tu salon rekreacyjny, czyli ukryte kino domowe Louisa - otworzył drzwi na przeciwko studia nagraniowego. W środku stała kanapa i gigantyczna plazma na pól ściany i wielkie głośniki we wszystkich czterech kątach pokoju.
- Wow... My w ogóle możemy tu być? I czy nikt nie usłyszy horroru?
- Pewnie ze możemy, Lou sam nam powiedział ze jak nie możemy spać to żebyśmy sobie oglądali tu filmy jak chcemy, bo ściany są dźwiękoszczelne...
- To znaczy, że będę się mogła drzeć?
- tak... Tylko nie chce ogłuchnąć - powiedział i się wyszczerzył. Usiadłam na skórzanej kanapie i owinęłam się kocem, który na niej leżał, a blondyn podszedł do kolekcji filmów i zdecydowanie wyciągnął z niej płytę.
- To co oglądamy? - spytałam.
- The Ring... - przeszły mnie ciarki, to był horror, którego najbardziej starałam się uniknąć.
- Widzę, ze ktoś tu gustuje w klasyce horroru. To będzie wersja amerykańska? - zapytałam z nadzieja, bo podobno japońska była dziesięć razy bardziej straszna.
- Japońska - powiedział uśmiechając się wesoło.
- Właśnie przestalam Cię lubić - powiedziałam. Chłopak włączył film i usiadł obok mnie. Na ekranie pojawiła się czołówka filmu.
- Oj nie mów, że przez jeden głupi film przestaniesz lubić mnie, Nialla Horana!
- tak sie składa panie gwiazdo, że przez jeden głupi film nie będę mogła spać w nocy.
- Nie martw się, obronie Cię.
- Pogadamy o tym za siedem dni, ok? - powiedziałam patrząc na niego spod przymrużonych powiek.
- oj nie gniewaj się! I podziel się kocem, bo tu zimno! - westchnęłam i niechętnie pozwoliłam chłopakowi przykryć się kocem, co sprawiło, że musieliśmy usiąść bliżej siebie. Próbowałam nie zwracać uwagi na to, że jego ramię stykało się z moim, co przyprawiało mnie o dreszcze i wpatrywałam się w ekran. Na razie było spokojnie, no w miarę. Pierwsze piętnaście minut filmu udawałam twardą, ale oczywiście wstępne gadki szmatki musiały się skończyć i tu bam! Podskoczyłam i wydarłam sie:
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaa! - na co chłopak się zaśmiał - bardzo śmieszne...
- byłaś bardziej przerażona niż ten biedny dzieciak, który został zabity. - powiedział. Zrobiłam obrażoną minę. Na ekranie znowu stało sie coś okropnego. Nie będę tego opisywać, bo staram się o tym zapomnieć. Pisnęłam i Schowałam twarz w dłoniach. To było okropne! Po moich policzkach popłynęły łzy. Wiem, wiem, straszny ze mnie mięczak…
- Hej... Ty chyba nie płaczesz Wiki? - spytał roześmianym głosem. Nie patrzyłam na ekran, ale nadal słyszałam przerażające odgłosy dochodzące z głośników.
- Nie, wcale... - głos mi zadrżał.
- Nie wiedziałem, że ty taka strachliwa, patrz to nie jest takie okropne - wyjrzałam przez dziurę miedzy palcami i zaraz tego pożałowałam. Bohater był właśnie rozrywany na strzępy. Krzyknęłam i znów ukryłam twarz w dłoniach. Usłyszałam westchnienie blondyna.
- Oj nie bój się... Chodź tu do mnie - objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie. Przycisnęłam twarz do jego koszulki i przytuliłam się mocno. Normalnie bym tego nie zrobiła, ale cholernie się wtedy bałam. Cicho szlochałam, a chłopak głaskał mnie po włosach.
- Już dobrze, nikt Cię nie skrzywdzi, to tylko głupi film... - w końcu się uspokoiłam. Przestalam płakać, nie trzęsłam się już tak bardzo, a mój oddech się wyrównał. Słyszałam tylko wrzaski dochodzące z głośników dookoła mnie(jak ja kocham kina domowe!!!) i teksty w stylu "masz siedem dni" albo "po cholerę oglądałeś te kasetę". Jednak już tak bardzo mnie nie przerażały. Napawałam się czekoladowym zapachem(czyżby Axe czekoladowy???) i ciepłem chłopaka. Starałam się nie słuchać tego, co się dzieje na ekranie i wsłuchiwałam się w bicie serca chłopaka. Było przyspieszone, czyżby się bal?
- ty się boisz - stwierdziłam. Mój głos był ledwo słyszalny miedzy wrzaskami.
- a skąd ten pomysł? - spytał.
- bo serce ci bije jak oszalałe...
- bić sobie może, ale ja się nie boje - upierał się. Nie zamierzałam się z nim kłócić, skoro się upierał to niech mu będzie. Głos mu nie drżał tak jak mi, więc pewnie miał racje, to skąd to przyspieszone bicie serca? Przecież musi istnieć jakiś powód! No bo przecież będąc przytulona do klatki jego klatki piersiowej, doskonale czułam trzepoczące w niej jak oszalałe serce chłopaka… Oj Wiki już się tym tak nie przejmuj. W pewnym momencie usłyszałam spotęgowane wrzaski i odgłosy, to znak, ze w filmie. Mamy wielki finał. Wtuliłam się w chłopaka jeszcze bardziej, byle tylko nie słyszeć tych okropieństw, teraz to moje serce waliło jak dzwon. Chłopak mnie głaskał po włosach i plecach. W końcu film się skończył. W pokoju zapanowała cisza. Ja jednak nie podniosłam się. Nadal lekko się trzęsłam. Chłopak zaczął mi coś nucić do ucha. W końcu nucenie przerodziło się w cichy śpiew. Resztkami świadomości rozpoznałam Little Things, a potem usnęłam.
Obudziłam się wypoczęta. Słyszałam czyjś miarowy oddech, to pewnie Lottie jeszcze śpi. Śpi i się do mnie przytula. Musiała mnie w nocy zamknąć w swoich objęciach. Nie chciałam jej obudzić wiec się nie ruszałam. Nagle coś mnie zaniepokoiło. Było tu dziwnie ciasno, a poza tym Lottie coś dziwnie pachniała i miała za płaską klatkę piersiową(nie że jestem zboczona, ale jak się przytula do drugiej osoby to się czuje takie rzeczy). Niepewnie otworzyłam oczy. Pierwsze co zobaczyłam to czerwony materiał czyjeś koszulki, w którą byłam wtulona. Podniosłam niepewnie oczy i ujrzałam twarz śpiącego blondyna. Przypomniałam sobie o tym, co się wczoraj wydarzyło i mimowolnie się uśmiechnęłam. Oglądaliśmy horror i o dziwo nie miałam w nocy koszmarów. Nie chciało mi się jeszcze wstawać. Zamknęłam oczy i wtuliłam się w pierś chłopaka. Jeszcze w zeszłym tygodniu nawet w najśmielszych snach nie powiedziałabym, że poznam 1D i że będę leżeć spokojnie przytulając się do jednego z nich. W pewnym momencie chłopak poruszył się, przez co spadlam z kanapy ciągnąć go za sobą.
-Auć- jęknęłam gdy przygniótł mnie do ziemi. Chłopak otworzył oczy. Nasze twarze dzieliły milimetry, a ja mogłam dokładnie przyjżeć się jego pięknym oczom.
- Nic ci nie jest? - odezwał się z tym swoim irlandzkim akcentem.
- nie... Tylko tak trochę mnie zgniatasz...
- a... Przepraszam. Już wstaje. - podniósł się i podał mi rękę abym mogła wstać - a tak w ogóle to dzień dobry. Dobrze się spało?
- Nie. Jesteś strasznie kościsty - zrobił obrażoną minę - nie no nie było aż tak źle, jesteś całkiem wygodny.
- no. To co będzie z tym śniadankiem - jęknęłam. Miałam cichą nadzieje, że o tym zapomniał. Westchnęłam.
- no dobra, to chodź na górę - powiedziałam i poszliśmy na gore. Wszyscy już siedzieli i szykowali śniadanie. Tego nie przewidziałam.
- och widzę, ze gołąbeczki zaszczyciły nas swoją obecnością. - odezwał się Hazza.
- Gdzie ty byłaś Wiki? - spytała Lottie.
- Przegrałam zakład i byłam zmuszona oglądać horror do białego rana - wytłumaczyłam.
- No niech wam będzie - powiedziała patrząc na mnie wzrokiem "wyciągnę z Ciebie wszystko" – siadajcie. Hazza zrobił śniadanie, a potem jedziemy na dwa dni do Brighton.
- Ale mega!
- tylko szybko, bo musimy zaraz jechać - dodał Lou.
- a co, wy też jedziecie? - spytałam.
- no a czemu nie? Myślałaś, że to wycieczka z moimi rodzicami? Tylko my i wy jedziemy - Lou popatrzył na mnie jak na pięciolatkę. Zmroziłam go wzrokiem. Hazza właśnie nakładał na talerze jajecznice.
- Jedzenie!!! - zawołał uradowany Niall. Chyba mi się upiekło. Po chwili wcinaliśmy dobre jedzonko. Harry na prawdę świetnie gotował. Gdy wstawałyśmy od stołu Niall szepnął mi na ucho:
- Nie myśl, że ci to śniadanie odpuszczę…
Potem poszłyśmy na górę się spakować. Nadal miałam lekki problem z chodzeniem, ale nie miałam zamiaru rezygnować z wyjazdu.
- Wiki, czy ty zdajesz sobie sprawę z tego jak ja się przeraziłam, gdy rano się budzę, a Ciebie nie ma obok mnie ani w ogóle w całym domu! - zaczęła Lottie gdy tylko zatrzasnęły się za nami drzwi od pokoju.
- Spokojnie, przepraszam... Ale obudziłam się w nocy, a potem przegrałam zakład i musiałam obejrzeć ten walony horror! - broniłam się.
- Uroczo, wmawiaj mi co chcesz... - powiedziała Lottie.
- My tu od zmysłów odchodziłyśmy! - dodała Zuzia - już prawie miałyśmy wszczynać alarm, że cię kto porwał, ale gdy chłopcy ogarnęli, ze Niall też zniknął, Hazza poszedł do piwnicy, do kina domowego.
- tak właśnie dziś się dowiedziałam o jego istnieniu! - wtrąciła Lottie.
- a więc Hazza tam poszedł i znalazł was gołąbeczki. Słodko tak wyglądaliście przytuleni do siebie... - Zuzia zrobiła rozmarzone oczka.
- cooo, to wy tam byliście? - spytałam.
- wszyscy... Sweet focie na twittera się robiło - Zuzia wyszczerzyła zęby.
- Wy chyba żartujecie!
- Nie... Masz już sporo więcej followujących na Twitterze. - dodała Lottie.
- To wy to wstawiliście?
- Lou wstawił.
- nie... Muszę to zobaczyć! - włączyłam twittera w moim iPhone i oniemiałam. Byłam w trendach, no bo kto by nie zainteresował się kim jest dziewczyna ze zdjecia, które wrzucił Lou...



Awww, pięknie rysujesz! :)
OdpowiedzUsuńA rozdział świetny! ♥
Widać, że całe serduszko wkładasz w swojego bloga. :)
Jeszcze ten screen na końcu, ahhh.
Pozazdrościć motywacji! :P
Pozdrawiam ciepło i życzę dalszej weny! ♥
marrymeharrystyles.blogspot.com/
Ten pierwszy rysunek to niestety nie ja, ale drugi juz tak <3 i cieszy mnie, ze Ci sie podoba. A robienie tego screena to była czysta przyjemność ;)
UsuńJa Ciebie tez pozdrawiam i dzięki, ze komentujesz ;) to dla mnie bardzo ważne. No i mam prośbę moglabys trochę rozglosic tego bloga? Z góry dziękuje .xx
Jestem pod wrażeniem, Horanek jak żywy, a co post to lepszy. :) Jesteś wszechstronnie uzdolniona!!! ^^D Gratuluje!
OdpowiedzUsuńDzięki wielkie ale aż taka zdolna nie jestem... Gorącej nie do końca mi wyszedł ale zawsze jest rysowany od serca <3 i wielkie dzięki za Komentarz <3
UsuńJesteś moim mistrzem: "czy to axe czekoladowy?". Wiki, twoje posty są genialne na poprawę humoru! Mam uśmiech na twaryz przez cały czas, gdy to czytam!
OdpowiedzUsuńNIE MÓWIŁAŚ, ZE JESTEŚ TAKA ZDOLNA!!! <3
xxx G
Po prostu nie lubię sie przechwalac! I komentuj następne Kochana ;*
Usuń