poniedziałek, 14 stycznia 2013

1. I turned around and just froze...




 Oto rozdział 1 mam nadzieję, że polubicie tę historię i będziedcie owocnie komentować
zapraszam
Wiki


 1. I turned around and just froze...

Kilka dni temu moja córeczka Eleonor przyniosła pocztę ze skrzynki i położyła ja na stole w salonie. To wtedy przyszedł ten list. Od Michelle Tomlinson zamieszkałej  w Londynie przy ul. Downing Street 10 Boże to przecież żona premiera Larry'ego Tomlinsona!!! Ona jest moją siostrą??? -takie i inne myśli krążyły wtedy po mojej głowie. Jechaliśmy taksówką ulicami Londynu. Padał deszcz, ale i tak było tu pięknie. W końcu samochód zatrzymał się przed brama do posiadłości przy Downing street. Nie sądziłam, że Dom będzie taki duży. Drzwi otworzyła nam wysoka kobieta o niebieskich oczach, które łudząco przypominały moje własne. 
- Witajcie, zapraszam do środka - przedpokój był taki, jak hol w muzeum. Nigdy nie sądziłam, że kiedyś tu trafie -jak się cieszę, że w końcu poznaje moja starsza siostrę. Jestem Michelle- przedstawiła się moja siostra i przytuliła mnie.
- Jestem Danielle a to mój mąż Jasper i córka Eleanor - pokazałam na mężczyznę mojego życia i piętnastoletnią córkę.
- Miło mi was wszystkich poznać. Mąż kazał przeprosić, ale dołączy do nas dopiero na kolacji, teraz ma zebranie Gabinetu. - no tak. Dziś wtorek - ale za to zaraz ściągnę tu mojego syna. Louis!!!!

***

Wow! Ten dom był ogromny. Kto by pomyślał, że mój wujek to premier!!! Stałam właśnie i przyglądałam się ładnym obrazom, gdy Ciocia zawołała swojego syna, który był w moim wieku.   Wiedziałam, że premier ma syna, ale nigdy nie zastanawiałam się jak wygląda. Gdy chłopak zszedł po schodach zaniemówiłam. Miał brązowe włosy, niebieskie oczy, koszulkę w paski i czerwone rurki z podwiniętymi nogawkami. Był przystojny, nie żeby coś, bo to mój brat cioteczny. Poza tym to nie dla tego zaniemówiłam. A dlatego, że łudząco przypominał Louisa z Legendarnego One Direction. Mówili o nich, ze to the Beatles dwudziestego pierwszego wieku. Zawsze chciałam zobaczyć ich koncert na żywo, ale urodziłam się 40 lat po ich ostatnim koncercie. Znałam ich piosenki na pamięć. Ostatnio ciężko przeżywałam śmierć jednego z pięciu członków zespołu. Jak dziwnie było oglądać w telewizji transmisje z pogrzebu na którym spotkało się czterech starszych panów, którzy zaśpiewali piosenkę z rozkwitu ich kariery. Miałam wtedy łzy w oczach. Zobaczyć chłopaka, który wygląda jak Louis Tomlinson w 2062 To był dla mnie szok.
- Poznajcie mojego syna; to Louis - powiedziała ciocia Michelle, że what???Louis? - Louis to twoja ciocia Danielle, wujek Jasper i siostra cioteczna Eleanor.
- dzień dobry - chłopak uśmiechnął się promiennie. Od razu było widać, że mu dobrze z twarzy patrzy.
- Lou kochanie, zabierz kuzynkę do swojego pokoju i zajmijcie się czymś, a my tu porozmawiamy.
- Ok. Choć zabieram Cię do swojego królestwa! - zawołał Louis i chwycił moja walizkę i ruszył na górę.  Zaprowadził mnie do gigantycznego pokoju w którym stały dwa łóżka. Jedno było wielkie i małżeńskie, pościel na nim była pokotłowana, jakby ktoś tam przed chwila siedział. Drugie było mniejsze, idealnie pościelone. Było widać, że nie pasuje do pokoju.
- oto moja komnata tajemnic - mam nadzieje, że nie masz nic przeciwko spaniu ze mną w jednym pokoju? W końcu to tylko na wakacje. -odezwał się mój kuzyn.
- nie no co ty! Zawsze chciałam dzielić z kimś pokój, nienawidzę być jedynaczką!!!
- No to witam w klubie! Jak to możliwe, że przez te wszystkie lata miałem siostrę cioteczna i nie wiedziałem o jej istnieniu?
- Nie wiem... Nie ogarniam. Opowiedziałbyś mi coś o sobie? I o naszej rodzinie? - poprosiłam.
- Tak, ale ty najpierw powiesz mi coś o sobie.
- no dobra niech będzie...  Nazywam się Eleanor Sophie Williams, ale to głupie imię wiec wole po prostu Elle.
- wcale nie... To ładne imię - wtrącił.
-  13 września skończyłam 15 lat. Urodziłam się w Mullingar w Irlandii i to tam spędziłam całe swoje dotychczasowe życie.  Nie znoszę swojego koloru włosów i dlatego farbuje się na blond odkąd skończyłam 12 lat. Lubię jedzenie, taniec; tańczę w zespole tańca irlandzkiego, a dwa razy w tygodniu chodzę na balet. Pisze i to dużo za dużo. To na ogół jakieś romanse sprzed 50 lat.... Trochę za dużo opisów przeżyć wewnętrznych, za mało akcji. Uwielbiam muzykę. Gram na gitarze, czasem coś zaśpiewam, ale zbyt cudownie mi to nie wychodzi. Uważam, że czasy najlepszej muzyki były za młodości moich dziadków. Pamiętam, że zawsze jak jeździłam do babci Ally (mamy mojego taty) na wakacje, puszczała mi stare płyty  z pierwszego dwudziestolecia tego wieku. Opowiadała mi o swoim ulubionym zespole, nazywali sie One Direction - chłopak uśmiechnął sie tajemniczo słysząc ta nazwę  - Pokazywała mi plakaty i zdjęcia z koncertów, a także nagrania z nich. Mówiła, że w młodości miała fioła na punkcie Harry'ego Styles'a, jak spędzała godziny z przyjaciółka, marząc o nich. Mi najbardziej z zespołu spodobał sie Niall. Było mi przykro, że nie mogłam żyć wcześniej i słuchać ich muzyki, ale i tak znam każdą piosenkę na pamięć, juz babcia tego dopilnowała. To były czasy... Dawno nie byłam u babci. Oj troszkę się rozgadałam.... Może oddam głos tobie.
- spokojnie, zjadłem sobie marchewkę w międzyczasie- czy on żartował z tą marchewka? - i stwierdzam, że masz ciekawą opowieść. Ale teraz moja kolej. Oto mój rodzinny album. - spod łóżka wyjął stary album , który był wielki i gruby. Na okładce było napisane "2010-.... "To znak, że album jeszcze nie skończony.
- album? To wygląda jak kronika, taka jak u mnie w szkole.
- No wiesz... W końcu tu są 52 lata w mega skrócie. Mógłbym ci pokazywać od początku, ale... Wole najpierw pokazać ci cześć o sobie. - Otworzył księgę gdzieś pod koniec. Było tu zdjęcie młodej kobiety i mężczyzny. kobieta leżała w łóżku szpitalnym i trzymała na rękach noworodka. Mój kuzyn odchrząknął i przeczytał podpis pod zdjęciem:
- 18 maja 2045 roku. Na świat przyszedł nasz syn Louis Niall Tomlinson. Ważył 2800g i był cały i zdrowy.
- czyli, że ten brzdąc w śpioszku w paski to ty, a to ciocia Michelle i premier/wujek Larry???
- no... A wiec tak zaczęła się moja historia; Louis urodzony w Londynie... Mama urodziła mnie w wieku 28 lat. Tak o to rosłem sobie - powiedział i przekręcił kartkę. Było tu zdjęcie rocznego chłopczyka przy torcie ze świeczką i człowiekiem w średnim wieku. Mężczyzna łudząco mi kogoś przypominał - to ja z dziadkiem Louisem.  Miał wtedy 54 lata. Uwielbiam dziadka. To po nim nosze imię. Zawsze śpiewał mi przed snem i opowiadał zabawnie historyjki. To po nim odziedziczyłem dobry humor, glos i zamiłowanie do muzyki i marchewek. To on nauczył mnie ubierać się jak na Tomlinsona przystało - wskazał na swoje ubranie. Paski,  podwinięte nogawki, buty bez skarpet. ej... To podejrzane - to dzięki niemu jestem tym, kim jestem teraz. Może go poznasz... Wiesz bycie synem premiera Wielkiej Brytanii jest... Męczące. - ja go już nie słuchałam. Próbowałam łączyć fakty. W Kącie pokoju spostrzegłam gitarę z charakterystyczną rysą na pudle rezonansowym, która stała na specjalnym stojaku. Dziwne jakbym  ją już kiedyś widziała...
- Louis... - odezwałam się.
- Tak Elle?- spytał.
- Twój dziadek to był Louis William Tomlinson?
- tak.
- ten Louis Tomlinson??? Bo wiesz... Weszłam tu do domu i gdy zobaczyłam ciebie to dostałam zawału. No bo wyglądasz dosłownie jak Louis z 1D!
- dobra... Nadszedł czas na lekcje historii. To czego się dowiesz może sprawić, że padniesz z wrażenia. Gotowa?
- Ej weź bo zaczynam się bać!
- oj nie ma czego - powiedział i otworzył album na pierwszej stronie. Zaniemówiłam. Znowu, to już drugi raz w dniu dzisiejszym. Na zdjęciu była piątka nastolatków siedzących na marmurowych schodach. Byli niewyrobieni i mieli naklejki z numerkami na ubraniach. Lou przeczytał na głos podpis:


- 23 lipca 2010 gódź. 20:22. To właśnie wtedy połączono nas w zespół w X factor. Od się zakumplowaliśmy. Ja-Louis Tomlinson, Harry Styles, Niall Horan, Liam Payne i Zayn Malik. Czuje, że będziemy przyjaciółmi do końca życia.
- Wow... Wiec Twój dziadek to Louis z 1D... Zazdroszczę, też bym tak chciała.
- oj... Nie ma czego zazdrościć. Nie ciekawi Cię jak to się stało, że jesteśmy spokrewnieni? - spytał.
- Ciekawi, ale przecież tego nie będzie w tym albumie, do momentu w którym twój tata spotkał twoja mamę - powiedziałam.
- mówiłem ci juz, że moi rodzice znali się od dziecka? Nie? No to teraz zobacz to. - przerzucał kartki w zaskakującym tempie w końcu zatrzymał się w środku. Było zdjęcie kojca, a w środku siedziała piątka maluszków. Kuzyn przeczytał podpis:
- 24 grudnia 2018. Pierwsze wspólne święta One Direction Junior. Od lewej Larry, Michelle, James, Charlotte i Darcy. Chłopcy nie są zbyt szczęśliwi, że urodziły się dwie dziewczynki, bo One Direction Junior z 2 dziewczynami to już nie to samo. - mój kuzyn zaśmiał się.
- Czekaj, bo nie ogarniam. Jak to One Direction Junior? Kto jest rodzicami Twojej i mojej mamy? - spytałam.
- Uważaj, bo dostaniesz zawału - przekrecil sporo kartek wstecz. Na zdjęciu stało cale One Direction, jakaś niska zielonooka brunetka i.... Ja!
- Boze! Co ja robię na tym zdjęciu?!!! - zawołałam. Chłopak zamiast odpowiedzieć przeczytał podpis:
- 16 maj 2013 to właśnie wtedy poznaliśmy Wiktorię  i Zuzię. Nie wiedzieliśmy, że to przyszłe wybranki dwojga z nas.
- O mój Boże! To... Jest moja…? - spytałam pokazując dziewczynę, która równie dobrze mogłaby być mną
- to nasza babcia... Wiktoria, pochodziła z Polski.
- Wow! Mam korzenie w Polsce! To w takim razie, kto był moim dziadkiem?
- a jak myślisz?
- Nie mów, że to któryś z One Direction?
- a owszem, to jeden z nich.
- OMG!!! Nikt mi nie uwierzy! Być wnuczka legendy! A który to dokładnie? - spytałam.
- Oj, nie ma tak łatwo! Nie będę Cię pozbawiać tej frajdy! Patrz co mam! - spod poduszki wyciągnął gruby zeszyt w drobne kwiatki. Taki w stylu Vintage. Był bardzo stary.
- co to? I skąd to masz?
- To jest pamiętnik naszej babci z roku 2013, znalazłem go w stercie ubrań, gdy pakowałem dodatkowe walizki dla babci. Babcia i tak nic już nie czyta i bez przerwy wszystko zapomina wiec nie będzie się gniewać a tu taka okazja aby poznać historie rodziny. Bo ja ci nie powiem, kto był naszym dziadkiem. No dalej śmiało - podstawił mi zeszyt pod nos - tylko czytaj na głos.
- ok ok...

***


Był 16 maja 2013 roku. Dzień moich szesnastych urodzin. Od dawna wyczekiwałam tego dnia razem z moja przyjaciółka Zuzią. A dlaczego? Bo to właśnie dziś leciałyśmy do Doncaster na całe wakacje. Mieszkałyśmy w Warszawie i miałyśmy fiola na punkcie one Direction. Udało mi się nawiązać kontakt z Lottie Tomlinson, siostra Louisa z 1D, przez faceboka. Dziewczyna okazała się strasznie sympatyczna. Najpierw pisałyśmy do siebie chacie, potem e-miale, listy i rozmowy na Skype. W końcu Lottie zaprosiła mnie i Zuzię do siebie na wakacje. Byliśmy takie podekscytowane, ze spotkamy wspaniała przyjaciółkę, a poza tym miałam cicha nadzieje, że uda mi się choć raz zobaczyć 1D. Własne wysiadłyśmy na lotnisku w Doncaster. Pewnie dziwicie się, że jakieś samoloty tam w ogóle latają, ale leciałyśmy awionetka po przesiadce w Londynie. W hali przylotów z wielkim transparentem "Welcome to England!" stały kobieta i mężczyzna w średnim wieku oraz niebieskooka dziewczyna w moim wieku. Padłyśmy sobie w ramiona


- Lottie! Jak się cieszę, ze w końcu Cię widzę!
- Ja tez!  Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!- nie chciała mnie pościć. - Dzieki - uśmiechnęłam sie. Potem wyściskała się z Zuzia i przywitałyśmy się z jej rodzicami. Byli równie wygadani co ona. Po chwili jechaliśmy do nich do domu. To tam miał się wszystko zacząć....

 - Opowiadajcie jak wam minęła podróż? - spytała Lottie.
- Było super, a Zuzia podrywała Sewarda - zaśmiałam się.
- To nie prawda! To ty robiłaś do niego maślane oczka! - wtrąciła Zuzia.  
- Co to, to nie! Ja słuchałam muzyki, to dlatego te maślane oczka. - wyjaśniłam.
- Podczas słuchania muzyki? Skąd ja to znam?- spytała Lottie.
- No ona tak już ma... W szczególności gdy słucha...
- Tylko nie mów, że zespołu mojego brata!
- A właśnie, że tak! - Lottie zaśmiała się, a ja zrobiłam się czerwona.
- Spokojnie Wiki to nie zbrodnia, ja tez czasem tak mam jak ich słucham! No dobra nie czasem tylko 24 godziny na dobę!
- Na serio???
- Nooo oni są nieziemscy, w szczególności na żywo...
- nie wiem nigdy ich nie słyszałam, bo do Polski na koncert im nie spiesznie. - westchnęłam.
- Oj nie martw się. Kiedyś ich usłyszysz... O już jesteśmy! Oto i mój dom! - zatrzymaliśmy się na podjeździe przed dużym domem z czerwonej cegły. Był taki brytyjski, ze aż nie mogę...
- Jej! Jaki on śliczny!!! - zawołała Zuzia.
- Oj bez przesady, dom jak dom...
- ale on na serio jest piękny... - upierałam się.
- poczekajcie, aż zobaczycie w środku - powiedziała Lottie - zapraszam was do siebie do pokoju - weszłyśmy do środka. Tata Lottie chwycił nasze bagaże a jej mama powiedziała, że idzie robić obiad.
- Chodźcie na górę! - Lottie poprowadziła nas schodami. Na ścianach wisiały różne zdjęcia, nie zabrakło wśród nich zdjęcia Louisa i 1D... Nie wierzyłam, że jestem właśnie w domu, w którym wychował się członek One Direction. każda directioner by zabiła aby być na moim miejscu. W końcu weszłyśmy po schodach na gore.
- tam jest pokój Daisy i Phoebe, chwilowo są na przedłużonych wakacjach u dziadków - wskazała na różowe drzwi na końcu korytarza  - na przeciwko jest sypialnia rodziców a tu - wskazała na fioletowe drzwi - pokój Fizzy. Obok jest pokój Louisa - czy mi się zdaje czy oczy mi się zaświeciły??? - a tu mój pokój. - otworzyła drzwi naprzeciwko sypialni Louisa i wprowadziła nas do środka. Nasze walizki już tam były. Moim oczom ukazał się całkiem spory pokój o błękitnych ścianach i meblach z jasnego drewna. Stało tu łóżko małżeńskie i kanapa, która dało się rozłożyć.
Na ścianach wisiały plakaty i zdjęcia. Najładniejsze było to na którym Lottie stała przytulona do Louisa.
- Witajcie w mojej oazie spokoju. Jest tylko jeden problem. Musimy ustalić kto będzie spał na kanapie, a kto na łóżku. Proponuje ciągnąc patyczki. Kto wyciągnie najdłuższy śpi na kanapie. Co wy na to? - spytała Lottie.
- jestem za! - powiedziałam.
- Niech będzie. Losujmy - zgodziła się Zuzia, po chwili ciągnęłyśmy. Wyciągnęłam patyczek. Był przeciętnej długości, wzięłam do ręki pozostałe dwa.
- no dobra dziewczyny na mój znak. Trzy, dwa, jeden ciągnąć! - okazało się, że będę dzielić łóżko z Lottie.
- Ha ha ha! Ja będę mieć cała kanapę tylko dla siebie! - zawołała uradowana Zuzia. Szczerze mówiąc to czasem nie ogarniam tej kobiety, ale kocham ja. Usłyszałyśmy pukanie do drzwi i pojawiła się w nich tak na oko piętnastoletnia dziewczyna.


- Hej! Jestem Fizzy! - przedstawiła się.
- Hej fizzy to Wiki i Zuzia. - przedstawiła nas Lottie.
- miło mi was poznać... Ale tak w ogóle to słuchajcie. Mama dała mi cynk, że mamy trzy godziny aby się przygotować, bo wychodzimy.
- Aaaa tylko trzy godziny! Przecież my nie zdążymy!!! - zawołała zrozpaczona Lottie - Fizzy błagam choć do nas, bo w czwórkę będzie łatwiej zdążyć...
- A gdzie się tak nam spieszy? - spytałam.
- to Tajemnica Wiki... - powiedziała Lottie uśmiechając się.
- nooo - dodała Fizzy - a tak w ogóle to wszystkiego najlepszego!
- Boże czy tu wszyscy wiedza, że mam dziś urodziny? - spytałam.
- Nooo calusieńkie Doncaster! - zaśmiała się Fizzy, ale widząc moja minę dodała - nie tylko żartowałam... No to co? Czas się szykować!!!
- Macie jakieś sukienki? - spytała Lottie.
- Jak ja bym mogła nie mieć sukienek? Sukienki to nierozłączna cześć mojej garderoby! - zawołałam - a myślę, ze Zuzia ma jedna, albo dwie.
- No to pokazujcie, bo nie wiem, czy mogę je zaakceptować na dzisiejszy wieczór, czy muszę pożyczyć wam coś swojego! - oznajmiła Lottie.
 Po dwóch godzinach i trzydziestu pięciu minutach byłyśmy gotowe. Stałyśmy przed gigantycznym lustrem w pokoju Lottie i podziwiałyśmy siebie nawzajem. Fizzy miała na sobie fioletowa zwiewna sukienkę bez ramiączek, sięgającą do kolan. Ten kolor genialnie pasował do jej brązowych włosów, które swobodnie spływały po jej plecach, i szarych oczu. Miała do tego czarne balerinki. Zuzia miała granatowa sukienkę Lottie, bo blondynka uparła się, ze żadna z sukienek Zuzi nie nadaje się na te okazje, bo wyglądają jakby szła na plaże. Chcąc nie chcąc musiałam przyznać, ze Lottie ma racje i zmusiłyśmy Zuzie do założenia tej granatowej sukienki bez ramiączek, sięgającej do polowy łydki. Wyglądała w niej oszałamiająco. Lottie założyła jasnobłękitną sukienkę ze spódnicą z wielu warstw tiulu. Ale czego by ona nie założyła, to wyglądałaby prześlicznie. Ja zaś nie poznałam siebie w lustrze. Co ta dziewczyna ze mną zrobiła??? Chyba zwyczajnie ładnie mnie uczesała i umalowała i tyle. Miałam na sobie seledynową sukienkę stylizowaną na lata Pięćdziesiąte, która dostałam od rodziców w prezencie na  urodziny. Jeszcze nigdy nie miałam jej na sobie. Muszę przyznać, że ta pastelowa zieleń ślicznie pasowała do mojej bladej cery (od poprzednich wakacji opalenizna zdążyła już spakować swoje manatki i odejść). Moje jasnobrązowe włosy zostały lekko pofalowane, a zielononiebieskie oczy, podkreślone i optycznie powiększone tuszem do rzęs.
- dziewczyny... Wyglądamy nieziemsko. - odezwała się Lottie.
- Noooo - odparłam - to gdzie w końcu idziemy?
- Zobaczycie.
Po chwili jechaliśmy samochodem z jej rodzicami i siostrami. To była taka terenówka, w której dało się dostawić siedzenie dla szóstej, siódmej i ósmej osoby. W końcu dotarłyśmy do jakiejś restauracji.
- Postanowiliśmy zabrać was do włoskiej restauracji tak aby uczcić twoje urodziny Wikuś.
- oj Dziękuję, nie trzeba było - powiedziałam.
- Oj trzeba było! - powiedziała mama Lottie uśmiechając się serdecznie. Weszliśmy do środka. Przy wejściu stał mężczyzna.
- Dobry wieczór państwu! Czy maja państwo zarezerwowany stolik, bo dziś mamy komplet. - odezwał się.
- Oczywiście. Rezerwacja na nazwisko Tomlinson - odezwał się tata Lottie i Fizzy.
- Ach tak! Zapraszam za mną - powiedział kelner i zaprowadził nas do oddzielnej sali. Stał tam elegancko zastawiony stół.
- Proszę sie rozsiąść, zaraz przyjdzie kelner, który będzie państwa obsługiwał. Miłego wieczoru życzę - mężczyzna zostawił nas samych. Zajęliśmy miejsca. Siedziałam obok Lottie. Przyszedł kelner i dal nam karty z daniami. Zauważyłam, ze przy stole jest jeszcze kilka wolnych miejsc, przy których kelner także zostawia karty z daniami. Powiedział, ze przyjdzie za chwile jak będziemy gotowi zamawiać i wyszedł.
- Ej Lottie? My na kogoś jeszcze czekamy? - spytałam. Dziewczyna uśmiechnęła się tajemniczo.
- Mhm... To taka mała niespodzianka urodzinowa...
- Jaka niespodzianka? - spytałam.
- Wiki spójrz w stronę wejścia -poprosiła mnie. Posłusznie wykonałam jej polecenie i zamarłam...

7 komentarzy:

  1. Zapowiada się bardzo ciekawie :) Z przyjemnością będę czytała dalszy ciąg ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NaPisałam juz 10 rozdzialow tego opowiadania wiec jak znajdę czas to będę poprawiać błędy i wstawiać ;)

      Usuń
  2. Wiesz, ze to uwielbiam nie? Jest naprawde powalajace, takze dodawaj wiecej i popros kogos o rozglos (np. All you need is love), zeby miec wiecej czytelnikow! Keep goin xx z.

    OdpowiedzUsuń
  3. zaraz więcej aa!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawe, Wiktoria ;D podoba mi się pomysł umiejscowienia akcji w przyszłości :>

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajny pomysł. Tylko mogłabyś pisać to w kródszych rozdziałach, bo w tedy lepiej się czyta. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłabym, ale duzo osob potem narzekało, ze rozdziały były za krótkie, uważaj, bo sie wciągniesz ;) i dobrze :3

      Usuń