niedziela, 19 stycznia 2014

50. Still I say, there’s a way for us…



Hejka!
Witajcie wszyscy w nowym roku! wiem,  długo nie pisałam, ale jakoś tak okazji nie miałam. a teraz skończył się semestr i na reszcie chwila wolnego więc oto i rozdział ;) mam nadzieję, że się spodoba. Z dedykacją i najlepszymi życzeniami dla mojej kochanej G., która to niedawno miała osiemnastkę i dzięki której mogę robić teraz za fejma na fb <3
kometnujcie kochani
Wiku.xx

50. Still I say, there’s a way for us…


- Tu jest garderoba Beyoncé! - zawołała Gabi.
 Znajdowałyśmy się właśnie na backstage’u Madison Square Garden. Niemożliwe, a jednak! Podziwiałyśmy garderoby, a właściwie drzwi do nich,  tych wszystkich sławnych osób, które może uda nam się poznać! Do tego ta atmosfera i magia, która towarzyszy wszelkim występom na scenie! I spójrzmy prawdzie w oczy, nie byle jakiej scenie! To było jak spełnienie marzeń! Dla takiej chwili warto było pocierpieć i napisać tę głupią piosenkę!
- A tu Rihanny! - dodałam, wskazując na kolejną tabliczkę.
- A tutaj Adele! - pisnęła Gabi.
Wtem moje oczy napotkały drzwi do szczególnej garderoby. Na drzwiach widniał napis „One Direction”. Uśmiechnęłam się perfidnie.
- O! Zobacz! - powiedziałam specjalnie dziesięć razy głośniej niż wcześniej. - Tu jest... One Direction! - G chyba załapała, o co mi chodzi i odparła obojętnym głosem:
- Nie znam. Kto to?
Wtedy drzwi się otworzyły i zobaczyłyśmy Harry’ego, który był bez koszulki i właśnie poprawiał sobie włosy. Zerknęłam na G. Gdy ta zorientowała się, że na nią patrzę, szybko skończyła rozbieranie wzrokiem Hazzy i czy mi się zdaje, czy ona znowu się zarumieniła?! No, no, no! Ktoś tu ma brudne myśli i do tego jest małym wstydziochem!
- Ha, ha, ha Bardzo śmieszne - odezwał się chłopak.
- No ba! - prychnęła dziewczyna, uśmiechając się do niego jakoś tak… dziwnie.
- Normalnie zdążyłem się stęsknić - mruknął Harry uwodzicielsko. Ups... Chyba trafiłam w sam środek jednej z ich gierek, bo robi się gorąco. Rozważałam natychmiastową ewakuację z tego miejsca, ale na szczęście dziewczyna, odwróciła bruneta i popchnęła go z powrotem do garderoby.
- A ja nie – odparła obojętnie. Tak… Na pewno. Uważaj, bo ci uwierzę, skarbie.
- Kto to? – ze środka garderoby wydobył się głos Louisa.
- Twoja dziewczyna i G! - odparł Harry.
- Szybko! Zwijamy się! - szepnęła do mnie Gabi po polsku.
- Aż pomyślałam, że nie lubisz mojego chłopaka - popatrzyłam na nią znaczącym wzrokiem.
- Dobrze wiesz, co ja myślę - dziewczyna wzruszyła ramionami.
Wtedy w drzwiach pojawił się Louis. Wyglądał całkiem dobrze z tymi zmierzwionymi włosami, ale wolałabym, gdyby to była moja robota, a nie stylistki. Jezu, jak to zabrzmiało w mojej głowie! Powinnam się leczyć. Chociaż przynajmniej nie jest ze mną aż tak źle, skoro on nadal mnie obchodzi. Zawsze mogłabym mieć gdzieś to, co robi, jak wygląda i dlaczego tak wygląda, co nie byłoby cechą dobrej dziewczyny.
- Cześć - odezwał się chłopak i pocałował mnie.
- Hej - uśmiechnęłam się, z czego jestem dumna, bo nawet wyszło mi to szczerze. - Jak tam?
- Nieźle – odparł. - Czekamy aż nas wywołają.
- Jak w Teatrze na Woli! - pisnęłyśmy na raz z G, a potem roześmiałyśmy się jak głupie.
- No dobra... - chłopak popatrzył na nas jak na wariatki.
- Streszczaj się, stary - pospieszył go Harry.
- Dobra, w sumie musimy już iść – odparł Lou. – Zobaczymy się później – pocałował mnie w policzek i drzwi za chłopakami się zamknęły.
- Chodź - powiedziałam i pociągnęłam G w głąb korytarza.
W końcu dotarłyśmy do naszej garderoby. Jak to ładnie brzmi… nasza garderoba. Nie ma to jak mieć jedną na MSG. Chyba splendor na nas spłynął z niebios. Weszłyśmy do środka. Opadłam na krzesło przed lustrem, a G zamknęła drzwi. Usłyszałam niecierpliwe tupanie. O co jej znowu chodzi? Odwróciłam się i zobaczyłam G stojącą ze skrzyżowanymi rekami na piersiach, która patrzy się na mnie wyczekująco. Ta to lubi mieć jakieś dziwne sprawy do biednych i Bogu ducha winnych ludzi.
- Co? – spytałam sfrustrowanym głosem.
- Gadaj, co się dzieje! – rozkazała.
- Nic - popatrzyłam na nią nierozumiejącym wzrokiem.
- Inaczej - westchnęła dziewczyna, jakby zmęczona moją „głupotą”. - Co się stało przed obiadem w studio nagraniowym?
A więc o to jej chodzi… Nie odpowiedziałam, tylko tępo wpatrywałam się w brunetkę. Zresztą nawet gdybym chciała jej powiedzieć, nie za bardzo wiedziałam, od której strony się za to zabrać. Podeszła do mnie i praktycznie przeszyła mnie wzrokiem.
- Wiki?
No dobra, niech jej będzie. Skoro żąda wyjaśnień, to je dostanie.
- Pamiętasz ten fortepian, który był w sali prób? - spytałam beznamiętnym głosem.
- Tak...
- Poszłam tam dzisiaj i grałam sobie, gdy przyszedł Van der Woodsen.
- Niech zgadnę, wie, że ta historyjka o nastolatkach to ściema? - mruknęła dziewczyna ze skwaszoną miną.
- Tak
- I co na to powiedział? - spytała.
- Że mam w kontrakcie szczęście z Louisem, więc tak ma być, bo inaczej się „pogniewamy” i zabronił mi pogodzenia się z Niallem - mruknęłam.
- Niech to... - dziewczyna nerwowo przeczesała włosy. - Trzeba się jakoś tego faceta pozbyć albo go podejść...
- Tylko jak?
- Pracuję nad tym...
- To się streszczaj - pośpieszyłam ją, a ona popatrzyła na mnie morderczym wzrokiem. Na szczęście nie zdążyła mi odpowiedzieć, bo z głośników rozległ się głos:
- Locked w kulisy. Locked w kulisy.
- Pomyślimy o tym później. Chodźmy – mruknęłam i chwyciłam moją gitarę.
Myślałam, że próba będzie przypominać te w Teatrze na Woli czy nawet te w Teatrze Wielkim. Szczerze mówiąc, podobne było tylko to, że występowałyśmy na scenie i musiałyśmy powtarzać do skutku. Gdy stanęłyśmy za kulisami udało nam się zerknąć na ostatnie chwile próby One Direction, którzy byli przed nami. Boże, oni są po prostu urodzeni do występowania na scenie. Nie tylko śpiewali, ale równocześnie bawili się tym występem, dawali z siebie wszystko na milion procent i wytwarzali tyle pozytywnej energii, że aż trudno było się nie uśmiechnąć. I my miałyśmy po nich wyjść na scenę? To jakiś żart.
Gdy w końcu nadeszła nasza kolej i stanęłyśmy na scenie, poczułam się tak mała jak jeszcze nigdy. To było największe miejsce, w jakim kiedykolwiek byłam. Może pomieścić dwadzieścia tysięcy widzów. Na samą myśl o tak wielkiej widowni robi mi się słabo. Na szczęście to dopiero jutro. Dziś jedynie sztab pracowników, nauczycieli śpiewu, choreografów i tym podobnych oraz gwiazd, którym nudzi się w garderobach. No i rażące światła punktowe nakierowane prosto na nas. I weź tu zaśpiewaj dobrze swoją autorską piosenkę, która ma dość… ciekawy tekst. Dzięki Bogu kazali nam powtarzać tylko tak z sześć lub siede, razy. Za trzecim przestałam się denerwować presją otoczenia, więc za czwartym przestałam się mylić, a za siódmym rozwaliłyśmy system. Nie ma to jak ja i moja skromność.
Gdy wyszłyśmy poza teren MSG, praktycznie zapiszczałyśmy z radości.
- Już koniec! – zawołała G, szczerząc się jak głupia.
- Nareszcie wolne! – powiedziałam, wdychając nowojorskie powietrze.
- No nie wiem, czy bym się z tym zgodził – usłyszałyśmy głos Louisa, który wyrósł jakby spod ziemi. Podskoczyłyśmy zaskoczone jego prezencją i odwróciłyśmy się w jego stronę. Obok niego stał Harry, który tym razem na szczęście był w pełni ubrany. W innym razie możliwość kontaktowania się z G mogłaby być lekko ograniczona.
- Cześć, skarbie – uśmiechnęłam się do Louisa i przytuliłam się do niego.
- Gdzie zgubiliście resztę? – spytała podejrzliwym głosem Gabi, nie zważając na nic innego.
- Pojechali do dziewczyn i przygotować się na wieczór - wyjaśnił Harry, na co Louis szturchnął go i syknął:
- Cicho!
- Sorry... - mruknął Harry.
- O co chodzi? - spytałam, gdyż ta cała ich tajemnica niezmiernie mnie zaciekawiła.
- Mamy dla was niespodziankę, a ten idiota zaraz by się wygadał! - odparł sfrustrowany Louis.
- Wiem, że lubisz ten dreszczyk emocji - Harry poruszył zabawnie brwiami.
- W twoim wykonaniu zawsze! - Lou uśmiechnął się do niego znacząco.
- Mrrrr…
- Ej! Robię się zazdrosna!- powiedziałam, a potem się zaśmiałam.
- Nie masz o co. W paru kluczowych sprawach jesteś duuuuuużo lepsza - mrugnął do mnie Tomlinson, a ja nie zdołałam się nie uśmiechnąć z wyższością do Stylesa. Doskonale wiedziałam, o jakie sprawy chodziło Louisowi.
- No wiesz co! - oburzył się Styles. -  Zdradzasz mnie!
-Tak jakoś wyszło, Hazza. Ten związek po prostu stał w miejscu. - wyjaśnił chłopak, bezradnie wzruszając ramionami.
- I się stamtąd nie ruszy! Z nami koniec! - Harry powiedział to z takim przekonaniem, że brzmiało to niezwykle wiarygodnie. Ani ja ani G nie byłyśmy w stanie pohamować wybuchu śmiechu. Prawie tarzałyśmy się po ziemi, a mnie aż rozbolał brzuch.
- Co w tym śmiesznego?! Związek mi się rozpadł, a ty się śmiejesz! - Harry zrobił urażoną minę.
- Życie, skarbie - G poklepała go pocieszająco po plecach, po czym Harry nadal udając zrozpaczonego, przytulił się do dziewczyny. Praktycznie ją zmiażdżył swoim ciężarem i teatralnie szlochał w jej koszulkę. O dziwo, jej to wcale nie przeszkadzało.
- I to ona zajmie moje miejsce... - Louis udał, ze ociera łzę. Nie no na serio, co on ma do biednej Gabi?
- Dałbyś spokój, co? - popatrzyłam na niego pobłażliwym wzrokiem.
- Nie - odparł niezwykle pewnym głosem z łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy.
- Dlaczego? - spytałam.
- Bo to cię kręci.
- Tak sądzisz? - uniosłam brew.
- Mhm... - chłopak uśmiechnął się zadziornie. -  I to bardzo - wyszeptał prosto w moje usta, a ja zagryzłam wargę, czując na swoich wargach jego oddech i to jego przeszywające spojrzenie na całym ciele.
- Wiem, że chętnie zaliczylibyście teraz szybki numerek, ale trochę się nam spieszy - westchnął Harry, przerywając nam tę nieco intymną chwilę. Gdybym go nie znała, to pewnie bym go teraz palnęła w tę głupią lokowatą łepetynę, ale skoro to tylko Styles, to jego uwagi należy pozostawić bez komentarza.
- Niech będzie... – zgodził się z nim niechętnie Lou, a potem pochylił się i wyszeptał mi prosto do ucha. - Dokończymy to później...
Wywróciłam oczami i z uśmiechem na twarzy mogłam wrócić do hotelu. Oczywiście, jak można się było tego spodziewać, nie chcieli nam powiedzieć, co to za niespodzianka została wymyślona na dzisiejszy wieczór. Jedyne, co nam wyznali to to, że mamy się wystroić. Nie miałam bladego pojęcia, o co chodzi, bo w sukience można iść praktycznie wszędzie! Postanowiłam zaszaleć i założyłam obcisłą małą czarną plus czarne szpilki. Włosy pozostawiłam rozpuszczone. Teraz były jedynie delikatnie różowe - taki truskawkowy odcień ciemnego blondu. Ach ta magia koloru podczas zmywania szamponetek...
Ponieważ było niezwykle gorąco postanowiłam jedynie zarzucić srebrny szal na ramiona i nie fatygować się braniem płaszcza. Spojrzałam w lustro, żeby sprawdzić efekt mojej pracy. Moim krytycznym okiem stwierdziłam, że gazety raczej się do mojego wyglądu nie przyczepią, bo jest raczej dobrze. Zdecydowanie nie na szesnaście lat. Może spodobam się N... Nieważne. Jemu nie muszę się podobać, skoro zachowuje się jak skończony dupek.
Na koniec posmarowałam usta colowym błyszczykiem, który następnie schowałam do kopertówki wraz z telefonem i kilkoma innymi potrzebnymi rzeczami.
Spotkaliśmy się w hotelowym lobby, gdzie mieliśmy zaczekać na samochód. Gdy przyszłam, brakowało jeszcze Hazzy, Lou, Zayna i Nialla. Dziewczyny wyglądały cudownie, a Liam miał na sobie elegancki garnitur.  Hmmmm... To mi wygląda na jakieś mega ważne przyjęcie, ekskluzywną restaurację albo teatr... Boże, jak ja bym chciała zobaczyć jakiś Broadwayowski musical! Ta... O tym to sobie mogę tylko pomarzyć! Bilety trzeba kupować z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem minimum!
- Wiki, Louis powiedział ci, o co chodzi? - spytała mnie z nadzieją w oczach Lottie.
- Nie -  pokręciłam głową.
- Czemu oni muszą nas trzymać w takiej niepewności?! - obruszyła się Fizzy.
- Bo nie byłoby efektu - oznajmił Liam, obejmując Zuzię i całując ją w czoło.
- Jakiego? – spytałam.
Nagle poczułam czyjeś dłonie na swojej talii. Ten ktoś pociągnął mnie w tył i objął tak szczelnie, że nie było nawet milimetru przerwy między nami. Dosłownie przez sekundę pomyślałam, że to on, że w końcu się ogarnął. Ta radość... Niestety dotarła do mnie woń perfum, które znam aż za dobrze, należąca do Louisa. Całe podekscytowanie prysło niczym bańka mydlana. To przecież było jasne, że to będzie on, no bo kto inny by mnie tak otwarcie przy ludziach przytulał?
- Zaskoczenia - powiedział Lou i pocałował mnie. Musiałam na siebie nakrzyczeć od wewnątrz, żeby się ogarnąć i oddać jego pocałunek. - Masz błyszczyk o smaku coli? - spytał, odrywając się ode mnie.
-Tak - odparłam łamiącym się głosem, bo do towarzystwa akurat dołączył Niall i widząc nas, prychnął pogardliwie, jak to miał w zwyczaju. A ja jak zwykle usiłowałam się nie rozpłakać. Na szczęście jak na ratunek odezwała się Gabi:
- Chodźcie, gołąbeczki. Samochód przyjechał.
Wyszliśmy przed hotel, gdzie czekała na nas czarna limuzyna. Udało mi się zdobyć miejsce przy oknie, więc mogłam się zamknąć w swoim świecie i pooglądać Nowy Jork, nie zważając na to, o czym dyskutuje pozostała dziewiątka. Starałam się nie patrzeć na Nialla, ale na moje nieszczęście jego twarz idealnie odbijała się w szybie, przez którą obserwowałam świat zewnętrzny. Nie wiem, kiedy przestałam zwracać uwagę na krajobraz miejski. W oknie wszystko odbijało się bardzo dokładnie. Elegancki czarny garnitur i biała koszula z najwyższej półki. Do tego czarny krawat. Piękna, blada twarz. Pełne, brzoskwiniowe usta, których smak pamiętam doskonale. Jasne, zmierzwione włosy tak, jakby w ogóle ich nie czesał, a jednak nie wyglądało to niechlujnie. Wiedziałam doskonale, że są miękkie w dotyku. Uwielbiałam się nimi bawić.  A na koniec te błyszczące niebieskie oczy. Nikt takich nie ma. Prychnęłam cicho, słysząc swoje własne myśli. Przecież on mnie naprawdę nienawidzi. Za każdym razem, gdy całuję się z Louisem prycha lub ostentacyjnie wywraca oczami. Przed dwudziestoma minutami zachował się dokładnie w ten sposób. Który to już raz? Wykitować z nim można...
Zauważyłam, że samochód zwalnia, ale do świata żywych przywrócił mnie dopiero pisk G, która siedziała najbliżej okna po prawej stronie. Co z nią?
- Nie wierzę! - zawołała.
- Co jest? - spytała zdezorientowana Zuzia. Chyba my wszystkie oprócz G nie wiedziałyśmy, o co chodzi. Dziewczyna ją zignorowała, bo chyba przeżywała właśnie jakąś fazę szoku i ekscytacji.
- Jak żeście to załatwili? - zapiszczała.
- Ma się swoje sposoby - odparł Harry, uśmiechając się nonszalancko. Wywróciłam oczami.
- Ale na co? - spytała podirytowana Lottie. Znowu, my niewiedzące, zostałyśmy zignorowane przez społeczeństwo świadome.
- Jesteście najlepsi na świecie! - czy Gabi właśnie słodziła One Direction? Do tego ścisnęła Hazzę!
- Co to niby miało być? Dziękuj porządnie! - to było oczywiste, że Harry wykorzysta tę sytuacje, a G... Ona nawet się nie zawahała, tylko pocałowała bruneta. I nikt jej do tego nie zmuszał! Chłopcy się roześmiali, a Niall żeby tradycji stało się zadość, wywrócił oczami.
- Jak pocałować G – załatwić bilety - stwierdził Zayn.
- Ale na co? - spytałam, gdy właśnie samochód się zatrzymał. Bilety... Boże, to mi brzmi jak... Ale to niemożliwe. Przecież już przeanalizowałam to w głowie. Zdobycie tych biletów jest praktycznie nierealne!
-Zobaczysz za parę sekund! - pisnęła G.
Gdy wysiadaliśmy poziom mojej ekscytacji był już prawie nie do pohamowania, a że ja genialna wcisnęłam się w najdalszy kąt limuzyny, to musiałam czekać, aż łaskawie reszta wysiądzie. W końcu i mnie udało się wygramolić z samochodu i wtedy dosłownie zaniemówiłam. Oto staliśmy przed teatrem muzycznym na Brodwayu! Nad wejściem wisiał wielki plakat „Les Misèrables”.


- O mój Boże... Jesteście najlepsi! – zawołałam, rzuciłam się na Lou i pocałowałam go. Tak mi się zdaje, że pierwszy raz szczerze w ciągu ostatnich kilku dni. - Marzyłam o tym!
 - Wiem - uśmiechnął się brunet.
- Jesteś niesamowity - powiedziałam. Mój czasem cudowny chłopak właśnie spełnia moje marzenie, które miałam od malusieńkiego. Mój wzrok niechcący napotkał Nialla, który stał parę metrów od nas ze spuszczoną głową i wzrokiem wbitym w nowojorski chodnik. Trudno, mam takiego chłopaka, który przynajmniej się stara. Ale… Ale co mi po takim, skoro teraz chciałabym być wtulona w ramię Nialla, chciałabym właśnie jego całować?
- Posłodzicie sobie potem -zarządziła G. - Teraz idziemy na musical!
Już bez ociągania się weszliśmy do teatru. Panowała tu taka atmosfera, jaką kocham przed spektaklami. Ta orkiestra, która stroi instrumenty przed przedstawieniem... To jest najwspanialszy dźwięk, od którego zawsze mam dreszcze ekscytacji, a do tego to Brodway! To doprowadza mnie do palpitacji serca!
Gdy zabrzmiał drugi dzwonek, poszliśmy zająć miejsca. Jako że bilety były załatwiane na ostatnią chwilę, byliśmy porozrzucani po balkonach. Gdy usiadłam obok Louisa, zauważyłam, że nasz balkon ma świetny widok na balkon Hazzy, G i... Nialla. Ironia losu, nie? Na szczęście nie miałam czasu się tym zamartwiać, bo musical był tak piękny, że nie byłam w stanie oderwać wzroku od sceny.
W antrakcie spotkaliśmy się w bufecie i szczebiotałyśmy z Gabi podekscytowane. Byłyśmy pod takim wrażeniem, że miałyśmy gdzieś całą resztę i gadałyśmy po polsku. Ja po prostu nie byłabym w stanie wyrazić tego w innym niż ojczysty języku. Chłopcy i dziewczyny byli podirytowani, a Zuzia śmiała się z całej sytuacji.
Gdy w końcu wróciliśmy na miejsca, zaczęła się pierwsza scena drugiego aktu. Na scenie pozostała jedynie Éponine. Zaczął padać deszcz, zupełnie jak w Deszczowej Piosence, tyle, że tu pierwsze nuty wydobywające się z pianina nie zwiastowały wesołej pioseneczki o śpiewaniu w deszczu. Czy mi się to zdaje czy... Ja znam tę piosenkę. Dziewczyna zaczęła śpiewać:

On my own
Pretending he's beside me

Nie wiem czemu, ale słysząc te słowa, nie mogłam nie zerknąć na Nialla siedzącego na swoim balkonie. Jestem sama, a tak bardzo bym chciała, żeby był obok mnie...

All alone
I walk with him till morning
Without him
I feel his arms around me

Mogę przysiąc, że nadal czuję jego ramiona wokół mnie. Tyle, że one mnie autentycznie obejmowały i teraz ich brak doskwiera jeszcze bardziej.

And when I lose my way I close my eyes
And he has found me

Zamknęłam oczy, ale gdy znów je otworzyłam, obok mnie nadal był tylko Louis, a Niall... Niall nadal był w sowim balkonie i uważnie przypatrywał się scenie. Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu.

In the rain the pavement shines like silver

Spojrzałam na srebrną bransoletkę od Lou, w której odbijało się światło z pojedynczego reflektora skierowanego na Éponine. Wyglądała tak pięknie, lecz czułam, jakby była swego rodzaju znakiem przywiązania do bruneta. W tamtej chwili skojarzyła mi się z kajdanami niewolnika. Nie miałam wyboru. Musiałam nadal z nim być, czy mi się to podobało czy nie.

All the lights are misty in the river
In the darkness, the trees are full of starlight
And all I see is him and me forever and forever
And I know it's only in my mind

Ale tak nie było... To nie było tylko w moim głowie! To się zdarzyło naprawdę! Wtedy, kiedy byliśmy razem albo nawet podczas nieobecności Tomlinsonów... To musiało się stać naprawdę.

That I'm talking to myself and not to him 

Taka prawda. Cały czas mam wrażenie, że gdy mówię do niego, on nie słucha. Chciałabym z nim normalnie porozmawiać, ale on mi w tym nie pomaga!

And although I know that he is blind

Raczej głuchy. Mówię mu, że go kocham, a on nadal swoje! Jedynym wytłumaczeniem jest głuchota. No bo ile można bezskutecznie powtarzać?

 Still I say, there's a way for us

Czy jest dla nas sposób ? Musi być! Bo jak nie, to ja umrę. Nie dam rady żyć bez niego, już nie daję... Wredne łzy spływały po moich policzkach.

I love him
But when the night is over
He is gone
The river's just a river

Właściwie to życie jest tylko życiem...

Without him
The world around me changes
The trees are bare and everywhere
The streets are full of strangers

I love him
But every day I'm learning
All my life
I've only been pretending

Nie... Ja nie udaję i nigdy nie udawałam, to on chce mi to wmówić!

Without me
His world will go on turning

W czym utwierdza mnie  każdego dnia od przylotu do Nowego Jorku, że nie jestem mu do niczego potrzebna, że mnie nie chce...

A world that's full of happiness
That I have never known

W tym mam lepiej od Éponine. Ona nie zaznała tego szczęścia w przeciwieństwie do mnie. Aż mi jej szkoda…

I love him
I love him
I love him
But only on my own


Chyba taka jednak jest prawda. Okrutna prawda... Kocham Nialla, ale jestem w tym sama... Stop! Nie! To niemożliwe! Nie mogę być Éponine! Ja potrzebuję tego szczęścia! Potrzebuję jego miłości jak tlenu! Nie mogę być wiecznie nieszczęśliwie zakochaną bohaterką romantycznej powieści! Czemu nie mogę mieć szczęścia?! Ja naprawdę długo nie pociągnę w mój spaczony sposób, a na miejscu Éponine  to już w ogóle mogiła!
Nie myliłam się, bo parę scen później bohaterka umarła. Przyjęła na siebie kulę przeznaczoną dla swojego ukochanego. Wtedy to już w ogóle się poryczałam. On dopiero jest przy niej, gdy ona jest jedną nogą w grobie. Odrobina szczęścia na sam koniec... Musiała umrzeć, żeby zostać przez niego zauważoną. W takim wypadku co będzie musiało się stać, żeby Horan się ogarnął? Tez mam kopnąć w kalendarz?! Rzucić się pod samochód czy przed kulę z pistoletu? Może jednak ten mój pomysł z samobójstwem był dobry? Może wtedy by w końcu do niego doatrło? Nie... Nie jestem aż tak głupia, żeby się zabijać tylko po to, aby on zrozumiał.
Gdy po sztuce wsiedliśmy do samochodu, starałam się ukryć zaczerwienione od płaczu oczy pod włosami i nawet mi to wychodziło. Natomiast Harry wydawał się być czymś niezwykle rozbawiony.
- Hazz, dobrze się czujesz? - spytał go Lou, także się do niego szczerząc.
- Tak – odparł. - Ja po prostu nie jestem w stanie uwierzyć w to, że Horan się poryczał, jak ta cała na E śpiewała tę piosenkę w deszczu! - a chłopcy, wszyscy oprócz Irlandczyka, się roześmiali. Co?! Czy on właśnie powiedział, że Niall popłakał się podczas „On my own”? To przecież niemożliwe!
- Czepiasz się mnie, jakbyś nie płakał na „Pamiętniku”! - mruknął Horan.
- Ale „Pamiętnik” to co innego! Na musicalu płaczą tylko baby! - zaśmiał się Harry.
- Dajcie mu spokój. To była bardzo wzruszająca scena! - syknęła Lottie.
- Dokładnie - stwierdziła Gabi - a tobie Harry przypadkiem też nie zakręciła się łezka w oku pod koniec?
 - Nie przypominam sobie...
- Chusteczka sama mi z torby nie wyfrunęła?
Dalej już nie słuchałam ich dyskusji. Przeniosłam wzrok na szybę i zobaczyłam smutną twarz Nialla. Patrzył gdzieś w bok, ale w pewnym momencie popatrzył na mnie. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Trwało to może sekundę, ale zdążyłam zobaczyć ten żal w jego oczach. Taki, że aż ściskał moje serce. Wiedziałam też, że zauważył moje czerwone oczy. Coś tak jakby w jego twarzy drgnęło, ale sekundę później chłopak patrzył w zupełnie inną stronę. I co ja z tobą mam, Horan?
W hotelu przebrawszy się w wygodniejsze ciuchy, usiedliśmy w apartamencie Louisa i Harry’ego przed telewizorem, bo chłopcy uparli się, żeby jeszcze obejrzeć jakiś film. Szczerze mówiąc, nie chciało mi się już oglądać, a pogardliwe spojrzenia Nialla, szczerze mówiąc, okropnie mi przeszkadzały. Właściwie, to każdy robił to, co chciał, więc ja i Louis byliśmy… bardzo zajęci sobą... No co? W końcu to mój chłopak. Myślałam, że nikomu to nie przeszkadza… aż do momentu, w którym Harry się odezwał:
- Weźcie się ogarnijcie, bo nie da się przez was oglądać!
- Nie rozumiem, o co ci chodzi – mruknął Lou z tym swoim uśmieszkiem na twarzy, przytulając się do mnie.
- Przecież jesteśmy cicho – dodałam, robiąc minę niewiniątka.
- To bądźcie sobie cicho w innym pokoju – powiedziała Gabi.
- Dobra! – prychnął Lou. – Wiki, skoro nas tu nie chcą, to my sobie idziemy – wziął mnie za rękę i pociągnął w stronę swojego pokoju. Gdy byliśmy w drzwiach, usłyszeliśmy wołanie Zayna:
- Tylko nie szalejcie tam za bardzo! Jestem za młody na bycie wujkiem!
- Powiedziałbym ci coś, ale jestem teraz zajęty! – krzyknął Lou, zamykając za nami drzwi jego pokoju. Usiadłam na łóżku, a chłopak, który stał jeszcze przy drzwiach, uśmiechnął się do mnie. – Nie sądzisz, że w sumie to dobrze, że kazali nam sobie pójść? – spytał.
- Może… Zależy, jak to wykorzystamy – odparłam.
- A masz jakąś propozycję? – uniósł pytająco brew. Wiedziałam, co mu chodzi po głowie i byłam na krawędzi tego, żeby mu ulec. Chciałam zapomnieć, ale nie byłam pewna, czy to aby na pewno dobry pomysł.
- Jest dużo ciekawych rzeczy, które możemy robić – powiedziałam.
- Na przykład?
- Myślę, że ty doskonale wiesz – uśmiechnęłam się kącikiem ust.
- Nie wiem… Nie wiem… - mruknął, podchodząc do mnie.
- Czyżby pan Tomlinson pogrywał ze mną w swoje gierki? – spytałam, zadzierając głowę do góry, aby zerknąć na niego, gdyż stał już przy mnie.
- Mam takie wrażenie, że lubisz, kiedy pogrywam w moje gierki – odparł i ujął moją twarz w dłonie.
- Tak myślisz?
- Dokładnie tak myślę – wyszeptał i pochylił się, żeby złożyć na moich ustach pocałunek. Zapomnienie. To jedyne czego pragnęłam w tamtej chwili. A on mi pomagał je dostać, więc czegóż chcieć więcej? Chłopak pogłębiał pocałunek, przy okazji klękając przed łóżkiem, gdyż na stojąco, było mu chyba niewygodnie. Całował mnie i całował, a ja już praktycznie byłam pewna, że dziś stanie się to, czego on chce. Zrobiło się gorąco, ale on popełnił błąd.
- Jesteś zadowolona z dzisiejszego wyjścia do teatru? -  wyszeptał pytanie do mojego ucha, gdy oderwał się na chwilę od moich ust.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo – uśmiechnęłam się i musnęłam jego usta. – Kto załatwił bilety? - spytałam.
- A czy to ważne? – powiedział, pokrywając pocałunkami moją szyję.
- Tak! I czyj to był pomysł? – popatrzyłam w jego szaroniebieskie oczy.
- Skoro tak bardzo chcesz to wiedzieć… - westchnął chłopak.
- Tak, bardzo chcę to wiedzieć! Proszę, Lou, powiedz…
- Niall…- mruknął najwyraźniej niezadowolony z tego faktu. Tak, to był jego błąd. W mojej głowie natychmiast pojawiło się wspomnienie…
Tamtego dnia byłam razem z Niallem w studio nagraniowym. Siedzieliśmy na pufach naprzeciwko siebie i graliśmy różne piosenki. Zerkaliśmy co chwilę na siebie i wymienialiśmy uśmiechy. W pewnym momencie chłopak zaczął śpiewać „Singing in the rain”, przesadnie obniżając głos i robiąc przy tym śmieszne miny. Nie mogłam się pohamować i wybuchnęłam śmiechem.
- Horan, jesteś nienormalny! – zaśmiałam się.
- No co? Nie lubisz Deszczowej Piosenki? – spytał.
- Lubię! Kocham! Ja ubóstwiam musicale! – powiedziałam.
- Tak? To dobrze, bo ja też – uśmiechnął się. – Najlepsze są na Brodwayu… - zrobił rozmarzoną minę.
- Byłeś na Broadwayu?! – otworzyłam oczy ze zdziwienia.
- Tak, na „Deszczowej Piosence” – odparł. Ej, to nie fair…
- Nie odzywam się do ciebie! – zrobiłam obrażoną minę.
- Dlaczego? – spytał, nie bardzo rozumiejąc, o co mi chodzi. Jednak ja nie odpowiedziałam. Chłopak odłożył gitarę na bok i przeniósł się na miejsce obok mnie. – Hej, Wikuś… Dlaczego się do mnie nie odzywasz?
- Bo byłeś na Broadwayu! A ja dosłownie od zawsze o tym marzyłam… - mruknęłam, zerkając na niego z miną zbitego szczeniaka.
- Wiki… - pogłaskał mnie po policzku i popatrzył mi głęboko w oczy. – Obiecuję ci, że jak pojedziemy do Nowego Jorku, zabiorę cię na Broadway.
- A niby kiedy mielibyśmy pojechać do Nowego Jorku? – spytałam.
- Nie wiem, ale czy to ważne? Obiecuję ci, że pójdziemy na przedstawienie na Broadwayu.
- Podczas naszego pierwszego pobytu w Nowym Jorku? –upewniłam się.
- Tak, a jeśli ci się spodoba, to i podczas każdego kolejnego – obiecał, a potem złożył słodki pocałunek na moich ustach.
Wspomnienie w mojej głowie trwało zaledwie kilka sekund, ale było dla mnie jak chłodny prysznic. Poczułam, że łzy napływają mi do oczu. Niall dotrzymał obietnicy, więc przesłanie jest jasne - stary Niall musi gdzieś tam być! A ja? Ja byłam tu z Louisem. Do tej pory byłam mu wdzięczna za teatr i byłam gotowa znowu to zrobić, ale teraz doskonale wiedziałam, co należy uczynić.
- Lou, ja nie mogę – odezwałam się, gdy znowu chciał mnie pocałować.
- Co? – zdziwił się. – Co się stało, że tak nagle zmieniłaś zdanie? – spytał z lekką irytacją w głosie. W jego oczach było widać zdenerwowanie.
- Ja po prostu dziś nie mogę…
- Wczoraj mówiłaś to samo! – podniósł głos.
- Nie rozumiesz tego, nie mogę!
- To przez niego, tak? – popatrzył na mnie z bólem w oczach.
- Nie, Lou!
- Nie kłam. Przecież straciłaś humor dopiero wtedy, gdy wspomniałem o tym, że to on załatwił bilety! Mówiłaś, że on cię już nie obchodzi! Że nie rusza cię to, że jest dla ciebie wredny!
- Louis, to nie jest takie proste jak, myślisz! – krzyknęłam, podnosząc się z łóżka.
- Ta – prychnął.
- Wcale mi nie pomagasz się z tym uporać!
- To co niby mam zrobić?!
- Nie zachowuj się jak on – w moich oczach pojawiły się łzy. Chłopak westchnął, a potem wstał i podszedł do mnie.
- Przepraszam – powiedział i przytulił mnie. Nie oddałam tego uścisku.
- Jestem zmęczona. Idę spać – mruknęłam.
- Kocham cię – szepnął, a ja wyszłam z pokoju bez słowa.
Wiedziałam, że muszę coś zrobić. Coś, co sprawi, że Niall powrócił do końca…


---------------
polecam obejrzeć i sie zakochać 

16 komentarzy:

  1. wow płaczę przez Ciebie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Dlaczego? <3 no dobra ja tez rycze za każdym razem jak to czytam...

      Usuń
  2. Wow, wow, wow.. Dano nie komentowałam Twoich rozdziałów, przepraszam za to od razu. Dzisiaj rano siedzę w szkole i stwierdzam nagle, sprawdzę czy coś nowego na Twoim blogu. No i miło się zaskoczyłam! Czytam, czytam, czytam i przyszła moja kolezanka, nie pozwoliłam jej do siebie mówić dopóki nie skończyłam czytać. Mimo, iż jestem wielką fanką Louisa (od kilku miesięcy zauwazyłam, ze nie jestem już Directionerem, słucham już ich z czystego sentymentu, nie przywiązuję wagi do tego co u nich się dzieje, chyba, że chodzi o Larrego), tak jego głos dalej działa na mnie hipnotyzująco. Dobra, ale pisze nie na temat, no więc jestem wielką fanka zwiazku Wiki i Nialla! Boże, chyba nie czuję się dobrze, przez jakiś czas kibicowałam jej związkowi z Louisem.. Dobra ale pisze to co czuję. Akcja na koniec rozdziału sprwiła, że stwierdziłam, że sa oni dla siebie stworzeni! On ją na pewno dalej kocha, czekam na reaktywację tego związku! Pozdrawiam. xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo miło ze piszesz! Już myślałam, ze nie czytasz wiecej, aż sie usmiechnelam widząc, ze napisałaś ;) <3 ja tez jestem fanką ich związku... A nie dodawalam długo, bo zastanawiałam sie, czy ktoś to jeszcze chce w ogóle czytać...
      Moze są sobie przeznaczeni, kto wie...

      Usuń
    2. No co ty, nie przestałam czytać, po prostu nie miałam natchnienia komentować, ale obiecuję się poprawić :)

      Usuń
    3. Nawet nie wiesz, jak miło mi to słyszeć ;)

      Usuń
  3. zajebiste czekam na nastepny rozdział super kocham <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 nie ma to jak piękny i treściwy komentarz <3 miło mi, ze nie mozesz sie doczekać, bo robi sie coraz bardziej goraco miedzy wszystkimi bohaterami ;)

      Usuń
  4. Wiem, że późno, ale lepiej tak niż wcale, nieprawdaż? ;)

    Zaczynając od końca.
    Stary Niall nadal gdzies tam jest! Ta retrospekcja jest urocza. Dotrzymał słowa, choć ona go zdradziła i rani go codziennie. Jeszcze płakał na on my own - baba. No dobra... "Facet z uczuciami" -> patrz baba. Taki mam hater mood, ale cóż... Wzruszyła go on my own i ją też, bo się kochają i cały czas coś stoi im na przeszkodzie... Może w koncu się ułoży? Wiem, że 51 to TEN rozdział, ale czy w nim się cokolwiek uprości? Szczerze watpię, ale może przynajmniej Louis złamie nogę albo straci pamięć i rzuci Vic? Marzenia ściętej głowy...
    A co do samego zacnego czynu Nialla - BILETY NA LES MISERABLES NA BROADWAYU! Aaaaaaaaa!!!!! Nie dziwie sie, ze G pocałowała Hazzę za to. Wydaje mi sie, ze miałabym ten sam odruch radości z uściskiem i brak zawahania przy porządnym dziękuje :P ale to ja. I G. :P
    Jeny... Jak ja bym chciała zobaczyc cokolwiek na Broadwayu... Tak mało pieniędzy... :c kiedyś bedzie mnie na to stać. Positive statement.
    A w ogóle jaka faza z tym MSG! Obie wiemy, że przy "Locked w kulisy", słychać "Flic w kulisy" w wykonaniu pani Hani. :3 tak bardzo mi tego brakuje, ale juz niedługo! Na tę chwile cieszę sie, ze nasze bohaterki maja garderoby obok Adele i w ogóle wszystkich sław *_* 1d pomińmy :P (btw kocham te scene z początku <3)
    Jestem ciekawa jak im wyjdzie na samym w sobie koncercie... A w ogóle to czy Louis nie usłyszał juz "Pretend we're ok" na tej właśnie próbie? Miał szanse. Jednak wydaje mi sie, ze jej nie wykorzystał, wiec czekam na jego reakcje. "O czym ta piosenka?" "No wiesz, kochanie, to o tym, ze mecze sie w zwiazku z tobą, bo nic do ciebie nie czuje i kocham tylko i wyłącznie Nialla" "aha... To idziemy na pizzę?" Taka tam wizja od czapy nieogarnietego Louisa :P
    Czekam na to, jak Vic sprawi, ze stary Niall wróci. Maszyna do podróży w czasie G stworzy dopiero za parenascie lat, wiec wiesz... :P
    You know I love You!
    xoxo
    G

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awwww g! So good to hear from You!
      A teraz na poważnie. Ja naprawdę słyszę 'Flic w kulisy' ale teraz bedzie 'petit w kulisy' czasem zastanawiam sie czemu od razu nie poszłam do petit ake gdyby nie to, to ze poszłam do kaprysu nie spotkalabym Ciebie i nie miałabym motywacji zeby dalej to pisac, bla, bla, bla, rzygam tęczą i tak dalej.

      Rozbawiła mnie ta wizja Louisa nieogara :3 moze on zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę i śmieje sie z głupoty vic i nialla :3 psyyychodeeeelik :3 muahaha

      Moze Vicky sprawi, ze niall powróci, a moze zrobi to za nią ktoś inny i niall powróci za sprawą silnego impulsu z zewnątrz?

      I nie wybiegają w przyszłość z tym51! Ej to jakoś tak zaraz nie? A nie 52? Zaraz jaki jest numer tego rozdziału?! Za daleko, zeby przewijać w gore. Nie ważne...

      Wszyscy bedą coraz bardziej zagłębiać sie w spiralę zatracenia i kłamstw i namiętności i bedzie zajebiscie :3

      I tak tez kocham horana za bilety <3 wyobrażałam sobie Ciebie rzucajacą sie na hazze ale beka!!!

      You know You love me
      Xoxo

      Usuń
    2. 52 to TEN rozdział!!! Nie 51!!

      Usuń
    3. Też rzygam tęczą <3

      Przeraża mnie ta opcja. Louis, ktory wszystko wie... O.o

      Sugerujesz, że stary Niall wróci nie przez Vic. A co jeśli to "nie Vic", to będzie jakas piękna, długonoga, inteligentna i INTERESUJĄCA (nie jak Scarlett) dziewczyna? Co jesli Niall sie zakocha? A Vic do konca zycia bedzie nieszczęśliwa? Co wtedy?

      Hahah to naprawdę musiałoby śmiesznie wyglądać :P

      Usuń
    4. Louis wszystkowiedzący to psychodelik....

      A jak niall kogoś sobie znajdzie no to v bedzie musiała sie z tym pogodzić, ze spędzi jeszcze sporo czasu z louisem,,,
      Niall moze zasmiac sie jej prosto w twarz i powiedziec 'It's not about You anymore..'

      Usuń
  5. Wreszcie po konkursie więc wracam do pisania komentarzy! <3 Ale od teraz postaram się bardziej na bieżąco ;)
    Mimo wszystko Vicky i Louis jakby się tak zastanowić wyglądają na całkiem szczęśliwą parę. Tak patrząc z zewnątrz. I oczywiście Vicky jest genialną aktorką, bo ja na jej miejscu już dawno bym nie wyrobiła. Nawet jeśli od tego zależałoby czy będę miała problemy czy van D zostawi mnie w spokoju :P

    Huehue G jest zakochana w Harrym :3 A Lottie już przeszło wkurzanie się na nią? A właśnie zobacz, może nienawiść do G to taka cecha współna Tomlinsonów? Louis jej nie lubi, Lottie też.. Nie wiem tylko jak Fizzy i bliźniaczki ;)

    Sprzeczka Louisa i Harrego jest świetna :D Haha taka kłótnia Larrego ;D :p

    Biedny Niall... Vicky rzuca się na Louisa i go całuje, bo myśli że to oni wszyscy to załatwili... A Niall stoi sam z boku :(

    Cudownie opisałaś jej uczucia podczas "On my own". I wątek z tym, że ta bransoletka jest jak kajdanki też super wymyślone. Tam jak jest ten moment w limuzynie to naprawdę się popłakałam... Siedzą prawie obok siebie, a dzieli ich wszystko. Straszne. Nie wytrzymałabym w takiej sytuacji.. Ale ja to ja. Wyśledziłam chłopaka, którego nie znałam tylko dlatego że tak chciałam xD Bez jakiegoś większego powodu, żeby po prostu czuć, że nie jest dla mnie obcą osobą :p Trochę chore :p

    No i stwierdzam oficjalnie że Louis jest niekumaty... Jak można powiedzieć swojej dziewczynie, że jej były chłopak spełnił jej największe marzenie?! No to przecież oczywiste, że zareaguje na to w taki sposób.

    Hihih Niall tam jest! Znaczy no Niall jest w Niallu, ale to nie ma sensu, więc emm może po prostu... Dawny Niall istnieje!! <3 huehue :3

    A tak w ogóle wiesz, co? Dowiedziałam się, że moja mama była na Kotach na Brodwayu... I jeszcze mówiła mi o tym z tysiąc razy, a ja tego jakoś nie zapamiętałam.. Moja mama w ogóle była w Nowym Jorku! No to nie faairr... Ja też chcę :(

    Mela :3

    Nie czytam tego jeszcze raz, bo muszę lecieć zrobić lekcje, więc za błędy bardzo przepraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Omg... rozkochalas mbumie w tyym swoim opowiadaniu! Ciekawe co bdzie dakej! Niech ten Nialler sie wreszcie ogarnie xxx

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahahahhahaha i będzie mój komentarz... sorki że tyle nic nie komentowałam ale... to mega długa historia że nie miałam laptopa, potem czasu, potem internetu... w każdym razie wiedz że wszystko przeczytałam ale skomentuję tylko ten rozdział bo inaczej nwm jak długi musiałby być ten komentarz ;)
    I przyjechała sobie taka Wiktoria do Anglii i w końcu zaczęła śpiewać w zespole Locked i jest sławna... ma własną gardrobę na MSG... Na dodatek biedna ma problemy nie tylko z Niallem i Louisem, to jeszcze z Van der Woodsenem (a tak w ogóle to dziś chyba imieniny Modesta... a może wczoraj? ;))
    Hahhahhahaha G kręci z Hazzą... matko, jak to się wszystko pomieszało
    Hahhahahaaha niespodzianka :D :D :D Vic na Brodway'u. W sumie to biedna Vic, bo wszystko kojarzy jej się z Niallem... nawet piosenki w Teatrze :'( i biedny Louis, bo ona nie może go kochać :'(
    Ojoj... Niall też się popłakał na 'On my own'... W sumie to nie ogarniam tego faceta... mówi że ją kocha, ale potem robi jej sceny że niby jej nienawidzi... udaje że jej nie widzi, a potem obydwoje płaczą przy tej samej piosence... to teraz do biednych ludzi dołącza biedny Niall, który chyba kocha Wiki, mimo że teoretycznie nie może :(
    W sumie to Vic też nie ogarniam... kocha Nialla, ale by się przespała z Louisem...
    Ojoj... Nie, ja na serio nie ogarniam tego faceta... ale to, że załatwił bilety na Brodway'a było piękne... i że dotrzymał obietnicy
    I znów biedna Vic i biedny Louis... (chyba się powtarzam... :() Czemu jedno z nich musi być nieszczęśliwe? Albo Wiki, bo nie może być z Niallem, albo Lousi bo ona nie może być z nim... Ten świat jest taki smutny...
    W każdym razie rozdział jest świetny (jak ty to robisz, że każdy jest taki wspaniały??? ja też tak chcę! :() Uwielbiam tego bloga... Mam nadzieję, że wena ci wróci bo Mela mówi że na razie jej nie masz... no, pisz tu bloga a nie jakieś opowiadanka o cnotliwych dziewczynach o imieniu Wiktoria (hahaha cnotliwa Wiktoria? ;))... tak, ja wiem wszystko :) a tak swoją drogą, to mogłabyś przesłać mi to opowiadanko?
    TAK! W końcu napisałam komentarz... ciekawe jak idiotycznie brzmi ;)
    Mala :D

    OdpowiedzUsuń