witam was już jako stara kobita... hue hue hue
i zapraszam do czytania tylko komentowac mi bo ostatnio coś zero entuzjazmu...
Wiku .xx
--------------------------------
25. Directioners will
find out everything. I know ‘cause I’m one of them…
- Jak to musimy wracać? - spytałam. Zacisnął na chwilę powieki i wziął głęboki oddech, zanim odpowiedział:
- Może to ci się wydać trochę skomplikowane, ale to wina Managementu. Podpisaliśmy umowę, więc teraz musimy robić wszystko, co Management uzna za dobre dla zespołu i to bez gadania. Tym razem wymyślili sobie koncerty charytatywne w środku naszych ciężko zasłużonych wakacji, bo to wspaniały sposób na rozgłos. Musimy być jutro w samo południe na O2 Arenie w Londynie, ponieważ zaczynamy próby. Nie możemy się z tego wykręcić, bo najmniejsze nieuzasadnione odstępstwo od warunków umowy i zakończy się zerwaniem kontraktu, co przysporzy nam tak gigantycznych kosztów, że nigdy się nie wypłacimy. Ten koncert to pikuś. Oni ingerują w nasze życie prywatne. Znają hasła do wszystkich naszych kont. Kontrolują to, co piszemy na twitterze; ile osób i kogo obserwujemy; z kim się spotykamy i wiążemy. Harry został zmuszony do burzliwego związku z Taylor, a potem do rozstania. Mnie kazali w nieskończoność ciągnąć związek z Eleanor, bo fanki ją lubiły, gdy obydwoje mieliśmy już tego dość. Myślę, że Niall nie chciał mówić o was nikomu, bo bał się, że Management zakaże wam się spotykać. Nie dlatego, że był niepewny waszego związku. Te wakacje miały być dla nas odpoczynkiem. Mieliśmy robić, co nam się podoba i z kim mamy ochotę bez ingerencji Managementu, ale nie! Nie dadzą nam żyć! Już parę razy próbowaliśmy się postawić, ale obcięli nam dochody z płyty z 80% na 50%. Dlatego musimy wracać.
- Nie rozumiem, jak ktoś może wami tak pomiatać! To chore! Jesteście jak maszynki do zarabiania pieniędzy, które nie mają własnej woli! W co wyście się wpakowali?!
-W koszmar. Na szczęście kontrakt kończy się w ostatnim dniu naszej trasy koncertowej, czyli 31 grudnia 2014, więc to już tylko półtora roku.
- Półtora roku? Macie zamiar wytrwać w tym półtora roku?! Kto wie, czego będą od was jeszcze chcieli?!
- Wolę nie wiedzieć. Teraz chcą nas w Londynie, więc musimy jechać. Bardzo cię za to przepraszam. Dokończymy kiedy indziej, ale jeśli za chwilę nie wyjedziemy, to nie zdążę na czas.
- Nie przepraszaj, bo to nie twoja wina. Rozumiem, że nie możesz w tej sprawie nic zrobić...
- Nie gniewasz się?
- Na ciebie? Nigdy. Ale jestem wściekła na ten pieprzony Management! To co teraz? Wracamy?
- Tak - odparł z miną zbitego psa.
- Hej, kochany... To nie koniec świata! Mogą wam przerwać wakacje, ale nie odbiorą nam siebie, więc nie będzie tak źle.
- No właśnie nie wiem, jak to będzie. Boję się, że oni także ciebie skrzywdzą.
- Mnie nikt nie skrzywdzi. Żadne słowa mnie nie zabolą - Oprócz słów Nialla, które nadal brzmią w mojej głowie: "nie chcę cię nigdy więcej widzieć", ale na te słowa zasłużyłam, więc one się nie liczą, co nie?
- Teraz tak tylko mówisz! Ale ja obiecuję ci, że choćby niewiadomo co się stało i jakie głupoty zwymyślałby o tobie management management, ja zawsze będę obok. Nie pozwolę im cię odebrać – powiedział, uśmiechając się słabo i pocałował mnie.
***
Obudziło mnie delikatne szturchnięcie w ramię.
- Wikuś. Kochanie, już dojechaliśmy - przetarłam oczy. Zobaczyłam, że zatrzymaliśmy się na podjeździe pod domem Lou i Hazzy w Londynie.
- Zaraz. To ty nie miałeś mnie odstawić w Doncaster?
- Nie było na to czasu, a poza tym nasza stylistka potrzebuje pomocnicy, więc pomyślałem sobie, że jej się przydasz.
- Ja? Na pomocnicę stylistki? To jakiś żart? Poza tym Paul się nie zgodzi.
- Paul już się zgodził, a Louise też nie będzie miała nic przeciwko.
- Ale Paul nie wie o tym, że ty i ja...
- Nie. Tylko chłopcy wiedzą. A z tego, co powiedział Hazza, to Niall strasznie się wkurzył i...
- Co powiedział?
- Nie powinienem ci tego mówić.
- Jak już zacząłeś, to dokończ! Co powiedział?
- Ok. Sama tego chciałaś! Powiedział, że jesteś płytka i lecisz na wszystkich, którym się podobasz i że zachowujesz się jak, jakby to ładnie powiedzieć... Jak kobieta lekkich obyczajów. - poczułam, jak ta część mojego serca, która oddana była Niallowi, rozpada się na miliard małych kawałeczków, które na dodatek raniły ledwie trzymające się pozostałe.
- Świetnie! Wiedziałam, że on mnie nienawidzi! Nie musiał mnie obrażać! Podobno mnie kochał. Lecz gdyby to było prawdą, nie wyzywałby mnie od... Od... - nie mogło mi to przejść przez gardło. Oczy zrobiły się mokre.
- Nie myśl teraz o tym, proszę cię. Niall jest zły. Zrozum to. Jeśli kocha, to kocha naprawdę mocno, dlatego go to tak boli i nie panuje nad tym, co mówi. Pewnie teraz żałuje swoich słów - poczułam jak ta pojedyncza łza, która zakręciła mi się w oku, spływa po moim policzku. Chłopak pochylił się i starł ją kciukiem.
- Nienawidzę, gdy płaczesz z jego powodu i nie pozwolę ci na to więcej - musnął moje usta - Kocham cię, wiesz?
- Nie, nie wiem. Idziemy?
- Oczywiście! - wyszliśmy z samochodu, a w drzwiach czekał już na nas uśmiechnięty Harry. Dopiero teraz się zacznie - pomyślałam.
- Jak to musimy wracać? - spytałam. Zacisnął na chwilę powieki i wziął głęboki oddech, zanim odpowiedział:
- Może to ci się wydać trochę skomplikowane, ale to wina Managementu. Podpisaliśmy umowę, więc teraz musimy robić wszystko, co Management uzna za dobre dla zespołu i to bez gadania. Tym razem wymyślili sobie koncerty charytatywne w środku naszych ciężko zasłużonych wakacji, bo to wspaniały sposób na rozgłos. Musimy być jutro w samo południe na O2 Arenie w Londynie, ponieważ zaczynamy próby. Nie możemy się z tego wykręcić, bo najmniejsze nieuzasadnione odstępstwo od warunków umowy i zakończy się zerwaniem kontraktu, co przysporzy nam tak gigantycznych kosztów, że nigdy się nie wypłacimy. Ten koncert to pikuś. Oni ingerują w nasze życie prywatne. Znają hasła do wszystkich naszych kont. Kontrolują to, co piszemy na twitterze; ile osób i kogo obserwujemy; z kim się spotykamy i wiążemy. Harry został zmuszony do burzliwego związku z Taylor, a potem do rozstania. Mnie kazali w nieskończoność ciągnąć związek z Eleanor, bo fanki ją lubiły, gdy obydwoje mieliśmy już tego dość. Myślę, że Niall nie chciał mówić o was nikomu, bo bał się, że Management zakaże wam się spotykać. Nie dlatego, że był niepewny waszego związku. Te wakacje miały być dla nas odpoczynkiem. Mieliśmy robić, co nam się podoba i z kim mamy ochotę bez ingerencji Managementu, ale nie! Nie dadzą nam żyć! Już parę razy próbowaliśmy się postawić, ale obcięli nam dochody z płyty z 80% na 50%. Dlatego musimy wracać.
- Nie rozumiem, jak ktoś może wami tak pomiatać! To chore! Jesteście jak maszynki do zarabiania pieniędzy, które nie mają własnej woli! W co wyście się wpakowali?!
-W koszmar. Na szczęście kontrakt kończy się w ostatnim dniu naszej trasy koncertowej, czyli 31 grudnia 2014, więc to już tylko półtora roku.
- Półtora roku? Macie zamiar wytrwać w tym półtora roku?! Kto wie, czego będą od was jeszcze chcieli?!
- Wolę nie wiedzieć. Teraz chcą nas w Londynie, więc musimy jechać. Bardzo cię za to przepraszam. Dokończymy kiedy indziej, ale jeśli za chwilę nie wyjedziemy, to nie zdążę na czas.
- Nie przepraszaj, bo to nie twoja wina. Rozumiem, że nie możesz w tej sprawie nic zrobić...
- Nie gniewasz się?
- Na ciebie? Nigdy. Ale jestem wściekła na ten pieprzony Management! To co teraz? Wracamy?
- Tak - odparł z miną zbitego psa.
- Hej, kochany... To nie koniec świata! Mogą wam przerwać wakacje, ale nie odbiorą nam siebie, więc nie będzie tak źle.
- No właśnie nie wiem, jak to będzie. Boję się, że oni także ciebie skrzywdzą.
- Mnie nikt nie skrzywdzi. Żadne słowa mnie nie zabolą - Oprócz słów Nialla, które nadal brzmią w mojej głowie: "nie chcę cię nigdy więcej widzieć", ale na te słowa zasłużyłam, więc one się nie liczą, co nie?
- Teraz tak tylko mówisz! Ale ja obiecuję ci, że choćby niewiadomo co się stało i jakie głupoty zwymyślałby o tobie management management, ja zawsze będę obok. Nie pozwolę im cię odebrać – powiedział, uśmiechając się słabo i pocałował mnie.
***
Obudziło mnie delikatne szturchnięcie w ramię.
- Wikuś. Kochanie, już dojechaliśmy - przetarłam oczy. Zobaczyłam, że zatrzymaliśmy się na podjeździe pod domem Lou i Hazzy w Londynie.
- Zaraz. To ty nie miałeś mnie odstawić w Doncaster?
- Nie było na to czasu, a poza tym nasza stylistka potrzebuje pomocnicy, więc pomyślałem sobie, że jej się przydasz.
- Ja? Na pomocnicę stylistki? To jakiś żart? Poza tym Paul się nie zgodzi.
- Paul już się zgodził, a Louise też nie będzie miała nic przeciwko.
- Ale Paul nie wie o tym, że ty i ja...
- Nie. Tylko chłopcy wiedzą. A z tego, co powiedział Hazza, to Niall strasznie się wkurzył i...
- Co powiedział?
- Nie powinienem ci tego mówić.
- Jak już zacząłeś, to dokończ! Co powiedział?
- Ok. Sama tego chciałaś! Powiedział, że jesteś płytka i lecisz na wszystkich, którym się podobasz i że zachowujesz się jak, jakby to ładnie powiedzieć... Jak kobieta lekkich obyczajów. - poczułam, jak ta część mojego serca, która oddana była Niallowi, rozpada się na miliard małych kawałeczków, które na dodatek raniły ledwie trzymające się pozostałe.
- Świetnie! Wiedziałam, że on mnie nienawidzi! Nie musiał mnie obrażać! Podobno mnie kochał. Lecz gdyby to było prawdą, nie wyzywałby mnie od... Od... - nie mogło mi to przejść przez gardło. Oczy zrobiły się mokre.
- Nie myśl teraz o tym, proszę cię. Niall jest zły. Zrozum to. Jeśli kocha, to kocha naprawdę mocno, dlatego go to tak boli i nie panuje nad tym, co mówi. Pewnie teraz żałuje swoich słów - poczułam jak ta pojedyncza łza, która zakręciła mi się w oku, spływa po moim policzku. Chłopak pochylił się i starł ją kciukiem.
- Nienawidzę, gdy płaczesz z jego powodu i nie pozwolę ci na to więcej - musnął moje usta - Kocham cię, wiesz?
- Nie, nie wiem. Idziemy?
- Oczywiście! - wyszliśmy z samochodu, a w drzwiach czekał już na nas uśmiechnięty Harry. Dopiero teraz się zacznie - pomyślałam.
- No… no… no! Kogo moje oczy widzą! Nasze gołąbeczki! - zawołał Styles i od razu mnie wyściskał - Widzę, że jednak przerzuciłaś się na Tomlinsona. Wiedziałem, że to tak będzie. Bardzo upojną chwilę wam przerwałem? - spytał z bezczelnym uśmiechem na twarzy. Nie wytrzymałam i pacnęłam go w ten kudłaty łeb.
- Nie tak upojne, jak byś chciał...
- Dobra, dobra. Tylko się nie denerwuj, bo zasłyniesz jako ta, która usiłuje doprowadzić członków One Direction na skraj załamania nerwowego.
- Też cię kocham, Styles.
- Słyszałeś, Tommo? Twoja dziewczyna, jeśli można ją takową nazwać, powiedziała właśnie, że mnie kocha.
- Przykro mi, Hazz, ale ona kocha tylko mnie – wtrącił Lou.
- I Nialla, chyba że tylko zmyślała.
- Wiesz co, Hazz? Głupi jesteś! - powiedziałam.
- A co? Nie mam racji? - odpowiedziało mu milczenie. - Ja zawsze mam rację! Ale mogę wam powiedzieć, że słodko ze sobą wyglądacie. Tylko miejmy nadzieję, że nikt się nie przyczepi...
- Błagam cię, Styles. Przestań krakać. Teraz musimy się ogarnąć, a potem jedziemy na próbę - powiedział Lou i weszliśmy do środka. Potem zajęliśmy się ogarnianiem po podróży. Stwierdziłam, że wyglądam jak potwór z Loch Ness. No, bo wiesz... Właśnie przyjechałam z nad jeziora Loch Ness i wyglądam jak potwór. Tak, wiem, pamiętniczku, ten żart był głupi. Ale tak to już mam. Gdy już wyglądałam jak człowiek, a Styles przestał rzucać mi i Louisowi docinki, wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę O2 Areny. Będę tam po raz pierwszy w życiu i to jako asystentka stylistki One Direction. Nieźle, nie? Jadąc do Anglii, nawet o tym nie marzyłam. Chłopcy oczywiście wydzierali się, śpiewając piosenki, które leciały w radio, a ja w milczeniu wpatrywałam się w zakorkowany Londyn. Zastanawiałam się, co ja zrobię, bo przecież będę musiała tam spotkać Nialla. Jak ja mu spojrzę w oczy? Zresztą on też obdarował mnie wiązką "komplementów". Czułam się okropnie, bo gdy tylko znikały ramiona Louisa; gdy był choćby tak jak teraz, po drugiej stronie samochodu, do moich myśli wkradał się Niall. A każda myśl o nim raniła jak cios nożem prosto w serce. W końcu samochód wjechał na ulicę, przy której mieści się O2 Arena i otworzyłam oczy ze zdumienia. Zobaczyłam tłum fanek, które przyszły tu tylko po to, by zobaczyć swoich idoli choć przez kilka sekund; by posłuchać ich głosów. Zdałam sobie sprawę z tego, jakie mam szczęście. A raczej jak bardzo marnuję szansę daną mi przez los. Bezczelnie igram sobie z uczuciami dwójki najwspanialszych facetów na świecie. A może to oni igrają z moimi? W końcu ja jestem tutaj nieletnia... Dobra. Dosyć tego, Wiki, bo właśnie szukasz dziury w całym. Samochód przejechał przez szlaban bez problemów, bo miał przyciemniane szyby. Gdyby tak nie było, jestem pewna, że w ciągu kilkunastu minut moje zdjęcie znalazłyby się na twitterze z dopiskiem "kim jest dziewczyna, która przyjechała z Harrym i Louisem na próbę?". A Directioners dowiedzą się o wszystkim. Wiem doskonale, bo sama jestem jedną z nich! Tak więc na miejscu Hazza i Loueh pobiegli na próbę, a mnie Paul miał zaprowadzić do Louise.
- Wiktorio, chłopcy nie chcieli mi o tym powiedzieć, ale może ty wiesz, bo spędzasz z nimi więcej czasu... - nie wierzę. Manager One Direction pyta się mnie o coś, co tyczy się chłopaków z 1D. Świat zwariował! – Czy wiesz, dlaczego Niall jest taki wściekły? Zachowuje się, jakby coś go ugryzło.
- Aaa... To... To moja wina.
- Jak to „twoja” wina? - zdziwił się mężczyzna.
- No moja i Louisa po części, ale bardziej moja...
- Czy możesz jaśniej?
- Ja i Lou... Zrobiliśmy świństwo wobec Niallera, a teraz on nie chce ze mną rozmawiać ani mnie widzieć. Zresztą ja na jego miejscu, też bym nie chciała siebie znać. Spokojnie. Przejdzie mu. To znaczy wyrzuci z siebie gniew podczas śpiewu, ale wątpię by kiedykolwiek się jeszcze do mnie odezwał.
- Oj, nie może być tak źle...
- Owszem jest, ale to już było, minęło. Teraz chciałabym poznać Louise - szybko zmieniłam temat.
- No tak. Oto jesteśmy. Garderoba One Direction - powiedział i otworzył drzwi. Moim oczom ukazał się widok, który pragną zobaczyć wszystkie Directioners na świecie. Od progu przywitała mnie Louise. Była to śliczna dziewczyna o siwofioletowych włosach, ach ci styliści, w których było jej naprawdę do twarzy. Wyglądała na jakieś dwadzieścia pięć lat czy coś koło tego.
- Cześć. Jestem Louise. Ty pewnie jesteś Wiktoria - wyściskała mnie. - Witam cię w moim królestwie.
- Cześć... Wiesz, że zawsze chciałam cię poznać?
- Naprawdę? - zaśmiała się dziewczyna.
- Pewnie! Dla wszystkich dziewczyn, które kochają One Direction, jesteś wielką szczęściarą i autorytetem, bo kto ich zna tak dobrze jak ty?
- W sumie prawie nikt... No ale bez przesady, bo przecież spałam tylko z Harrym...
- Ty...spałaś...z...Harrym?! - gdybym coś jadła, to bym się zakrztusiła. Dziewczyna, widząc moją minę, znów się roześmiała, a jej śmiech przypominał dźwięk srebrnych dzwoneczków.
-No.. To była jednorazowa noc po dobrej imprezie, jak jeszcze nie miałam męża i Lux, bo Toma bym nigdy nie zdradziła - Fajnie... Nie ma co. Nie musiała tego mówić, to sprawiło, że ujrzałam przed oczami twarz Nialla, ale szczęśliwego, wtedy, gdy w jego oczach widać było te iskierki pożądania. Musiałam przygryźć wargę.
- No tak... Nawet o tym nie pomyślałam. Fajnie, że jesteście szczęśliwi. A Harry chociaż był dobry?
- A ty nie za młoda na taką wiedzę? Ty pewnie faceta nago nie widziałaś. I dobrze. Za wcześnie, to nie najlepiej.
- I tu cię zaskoczę. Widziałam i to żeby raz...
- W twoim wieku?! Ile ty masz właściwie lat?
- Szesnaście od dwóch miesięcy
- No dobra, nie czepiam się. Ja pierwszy raz przeżyłam w wieku piętnastu...
- A ja niewiele po szesnastce...
- Więc w te wakacje?
- Tak.
- Podczas twojego pobytu u Lottie?
- Tak.
- To on musi być Brytyjczykiem! Przystojny chociaż?
- Przystojny… i to bardzo...
- Ktoś ze szkoły Lottie?
- A co ty taka ciekawska?
- No wiesz, zżera mnie ciekawość, jaki był chłopak, który był twoim pierwszym. Wiesz, w życiu najbardziej pamięta się ten pierwszy i ostatni raz...
- On...jest wyjątkowy, ale też przez niego wszystko się zepsuło… i naprawiło. Na początku on się do mnie przystawiał. Pocałował mnie na diabelskim młynie w Brighton. Potem byliśmy przyjaciółmi. A ja zakochałam się w innym chłopaku, z którego dziewczyną się pokłóciłam. Wtedy ten pierwszy mnie pocałował. Potem poszliśmy do kina, a później to już jakoś tak wyszło. Ja go nawet wtedy nie kochałam... Następnie udało mi się zdobyć tego drugiego chłopaka, ale kiedy wyjechali to znów spotkałam się z tym pierwszym i... znów to zrobiliśmy, ale powiedziałam mu, że kocham tego drugiego i że to nie może się więcej powtórzyć. Potem myślałam, że ten drugi zginął w katastrofie lotniczej i nie mogłam już dopuścić do zbliżenia z pierwszym. Z drugim do niczego nie doszło, bo zawsze ktoś nam przerywał. Przedwczoraj wyjeżdżały od nas moje koleżanki z Polski i Oliwia pocałowała tego pierwszego, przez co wszystko wyszło na jaw: że zdradziłam tego drugiego z tym pierwszym i ten drugi powiedział mi, że nie chce mnie nigdy więcej widzieć. No i po tym incydencie ja uciekłam do parku. Pojawił się ten pierwszy i wtedy poczułam, że jego też kocham. Całowaliśmy się i pojechaliśmy nad jezioro Loch Ness. No i tam była powtórka z rozrywki...
- Dziewczyno... Ale ty masz popieprzone życie… To dlaczego teraz jesteś tu, a nie z tym chłopakiem nad jeziorem Loch Ness? – spytała. - Nie mów, że chłopcy cię tu ściągnęli z upojnego wypadu w Szkocji?!
- Pomyślmy... Ściągnął nas telefon od Stylesa pod tytułem: „Management się wścieknie, jeśli Lou nie będzie na dzisiejszej próbie”. Więc oto jesteśmy...
- Ten chłopak, o którym mówiłaś to... To...był...Tomlinson?! - Louise zrobiła zdziwioną minę.
- Tak. To był on...
- Czy ty zdajesz sobie sprawę, że przespałaś się z sześć lat starszym facetem?!
- Trzy razy. No nie licząc kilku powtórek podczas pierwszej nocy...
- I tym facetem był Louis Tomlinson?!
- A ty spałaś ze Stylesem... Wielkie mi halo!
- W sumie dla dziewczyn, które tego nie doświadczyły to byłoby wielkie halo... Ale jeśli tym pierwszym chłopakiem był Louis, to kto był drugim? - spytała dziewczyna, a mój wzrok stał się nieobecny, gdy napotkał na swojej drodze dobrze znaną gitarę. Podeszłam do niej i dotknęłam jej polakierowanej powierzchni... Ta gitara pamięta jeszcze dotyk ciepłych dłoni Horana i tęskni za nimi tak, jak moja skóra. Tęsknię za jego śmiechem. Za tym, jak dużo je i jak dzielił się ze mną. Za tym, jak nasze głosy współgrały, gdy śpiewaliśmy razem. Tęskniłam za tymi godzinnymi rozmowami. Za naszymi subtelnymi pocałunkami...
- To był Niall, prawda? - spytała dziewczyna, a ja pokiwałam twierdząco głowa.
- On teraz mnie nienawidzi...
- Nie sądzę. W Niallu nie ma tylu negatywnych emocji, by kogoś nienawidzić.
- Nie widziałaś tej przerażającej pustki w jego oczach, kiedy się dowiedział. Potem pojawiła się w nich ta furia... Po prostu widziałam, jak cała miłość, którą mnie darzył, zniknęła w ciągu sekundy.
- Może to jeszcze nie koniec...
- Racja. Został mi Louis, który darzy mnie niemniejszym uczuciem niż kiedyś Niall, ale w tej chwili sama już nie wiem, którego bardziej kocham... To, że między nami pojawiła się miłość, to chyba nikomu nie wyszło na dobre. Sto razy lepiej byłoby, gdybym wcale nie przyjechała do tej całej Anglii...
- Nie gadaj głupot! Tak chciał los... Ja osobiście uważam, że nic w naszym życiu nie dzieje się przez przypadek. Zawsze jest jakiś powód, który stanie się jasny dopiero po jakimś czasie. A teraz już nie płacz, bo sobie rozmazałaś makijaż - spojrzałam w lustro. Nawet nie zauważyłam, że płaczę. Ostatnio zdarza mi się to nazbyt często. – Chodź, kochanie, ja wiedziałam, że ktoś kiedyś będzie cierpiał przez One Direction... - dziewczyna mnie przytuliła.
- I z wzajemnością... - zaśmiałam się cicho.
- No widzisz. Gorzej by było, gdybyś tylko ty cierpiała. Chodź, poprawię ci makijaż, a potem pokażę, co będziesz robić, ok?
- Niech będzie – powiedziałam, ocierając ostatnie łzy. Miałam zamiar pokazać Niallowi, że się tym wszystkim nie przejmuję. Nie będę pokazywać, że go nadal kocham. Co to, to nie! Z ostatnimi łzami zniknęło także moje cierpienie. Przynajmniej z twarzy. Louise świetnie znała się na makijażu i dzięki jej cudownym rękom kompletnie nie było widać, że płakałam, do tego wyglądałam bardzo naturalnie. Nawet miałam złocistobrązowe cienie na powiekach, a zawsze ograniczałam się do kilku pociągnięć tuszem do rzęs.
- Wow, kobieto, co ty ze mną zrobiłaś?
- Ja? Nic! - uśmiechnęła się kącikiem ust, a potem szepnęła mi prosto do ucha. - Niech Niall wie, co stracił.
- Ta... I niech utwierdzi się w przekonaniu, że jestem dziwką.
- Oj... On na pewno tak nie myśli!
- A założymy się?
- No dobra... A teraz powiem ci, co i jak. A więc tu masz najważniejszą rzecz, czyli przepustkę. Bez niej nigdzie nie wejdziesz - powiedziała, podając mi plakietkę ze szpanerskim napisem "stylist's asisstant", logiem 1D, jeszcze jakimiś szpanerskimi napisami, zawieszoną na szpanerskiej smyczce z łańcuszka. Od razu założyłam ją na szyję - Tu są wszystkie kosmetyki. Będziesz mi głównie wszystko podawać, ale może się zdarzyć, że nie będzie czasu i będziesz musiała mi pomóc uczesać chłopaków czy coś... Tu są wieszaki z ubraniami chłopców. Będziesz miała przyjemność wybrać, co założą na koncert wieczorem.
- To koncert jest już dziś?
- No... A myślałaś, że będziemy czekać w nieskończoność? To jest show business! Każdy dzień to pieniądz! To trochę przerażające, nie ma życia, ale tak to już jest.
- No w sumie... A jak długo mam ci pomagać?
- Tak długo, jak będzie trzeba. Teraz chodź. Oprowadzę cię, żebyś się tu nie pogubiła - powiedziała i chwyciła mnie pod rękę i zaczęła oprowadzać. Wszystko było tu takie… wielkie... i niesamowite. Czuć było, tę magiczną atmosferę, jaką czułam w teatrze przed występem. Wszyscy poznawani ludzie byli bardzo sympatyczni, na przykład bliźniacy Fred i George (ktoś tu chyba był fanem Harry'ego Pottera, gdy nadawał imiona swoim dzieciom) którzy obsługiwali oświetlenie, dym i wszystkie efekty specjalne, byli niezwykłymi jajcarzami. Gdy już wszystko zobaczyłam, oczywiście salę prób omijałyśmy szerokim łukiem, Louise stwierdziła, że wychodzimy do Starbucksa po kawę. Skoczyłyśmy po nasze torebki do garderoby i wyszłyśmy z O2 areny. Od razu powitały nas piski dziewczyn stojących z plakatami 1D.
- Boże święty, co za dzicz!
- Zdążyłam się przyzwyczaić. Chodź - powiedziała, chwyciła mnie pod rękę i ruszyłyśmy przez tłum fanek, które pewnie już czekały na koncert, który miał się zacząć za jakieś...cztery godziny! No tak... Liczą, że może wcześniej uda im się zobaczyć chłopaków. Przedrzeć się między nimi to było nie lada wyzwanie, to znaczy od momentu, w którym szlaban przestał nas od nich odgradzać. Gdy już dotarłyśmy do Starbucksa, zamówiłyśmy sobie po karmelowym macchiato i usiadłyśmy przy barze na stołkach. Dwa miejsca od nas siedziały jakieś dziewczyny. Wyglądały na bliźniaczki. Takie same delikatnie kręcone ciemne włosy i czekoladowe oczy. Rozmawiały o czymś podekscytowanymi głosami. W pewnym momencie pokiwały do siebie znacząco głowami i jedna z nich, chyba ta odważniejsza, nachyliła się w nasza stronę...


jak zwykle masz kupę fantazji i jak zwykle uwielbiam Styles'a :DD I jak zwykle ten rozdział się za szybko kończy... Ale b. ciekawa akcja. A Twój korektor coś ma wpadki... (Gabs: management management w tej pierwszej części.)
OdpowiedzUsuńPoprawię się :C Styles jest rozwalający ;D A z fantazją się zgadzam też! :D
UsuńWciągające oraz trzymające w napięciu jak zawsze :D Polubiłam Louise. Smutno mi, że Niall nazywa Vic dziwką, w ogóle że ją obraża, mimo, że jak wiesz jestem za związkiem Vic z Louisem. Jestem ciekawa co te bliźniaczki chcą, może to jakieś fanki, które nie są tak opętane jak te, które czekały już pod sceną xD" Niemogę się doczekać następnej!
OdpowiedzUsuńAnn
PS. Karmel macchiato jest pyszne <3
MOze ;) Myśle ze bedą miały jakaś ważna role... Większość osób nawet jeśli epizodycznych maja ważna role, mogą sie pojawić w niespodziewanym momencie w niespodziewanej odslonie i bardzo bardzo zmienić sytuacje ;)
UsuńNiall ma ze sobą problem... Nie tylko ze sobą. Ze wszystkim dookoła i wyjaśniło sie, ze on chciał ją uchronić przed kanadyjskiej, a nie całym światem... Z resztą w krotce dowiecie sie dlaczego hue hue hue :p
Też mi się wydaje, że nie będą mało ważne...
UsuńNo bardzo ciekawe przed czym chciał ją uchronić Niall, co nie zmienia faktu, że jest ciamajdą. Teraz jeszcze wkurzoną ciamajdą, która strzeliła świata, ale jeśli Vic była z nim szczęśliwa, to jestem team Wall. :D Ale Loucky jest kochane... :C za dużo miłości jak na jedną powieść -.-
Modest Management - czarny charakter w końcu się pojawił :3 jaram się. Czekałam na ten moment. Było za słodko, Wiku. ;)
OdpowiedzUsuńŻadne słowa nie zabolą? Jeszcze zobaczymy... "Oprócz słów Nialla, na które zasłużyłam, ale one się nie liczą, co nie?" - rozwaliło mnie to, a raczej naiwność głównej bohaterki. One się liczą.
Pomocninca stylistki... Nice job ;) już sobie Ciebie wyobrażam. Przecież miałyśmy bardzo dużo praktyki w tym kierunku. Koncerty na Woli pozdrawiają. :D
Styles moim mistrzem: "Dobra, dobra. Tylko się nie denerwuj, bo zasłyniesz jako ta, która usiłuje doprowadzić członków One Direction na skraj załamania nerwowego" - too late! :D Btw ładny gif :P
Hahaha żart o potworze z Loch Ness mnie rozwalił. Taki suchar, że aż tost xD
Zauważyłaś, że wszyscy Twoi bohaterowie, kiedy Wiki przychodzi do ich pracowni/pokoju mówią: "Witaj w moim królestwie"? O.o
Uwielbiam Louise. Śmiech jak dzwoneczki :3 "przespałam się tylko z Harry'm..." I naprawdę młodo wyglada! :O to ona na zdjęciu, prawda?
Caramel Macchiato... Mmmmm... Drugie miejsce po Vanilla Frappuccino :3
Ciekawe kim są te bliźniaczki...
Starbucks łączy ludzi if U Janów what I mean ;>
Poprawię ten management management, kiedy odzyskać komputer albo przynajmniej dysk zewnętrzny. ;)
Love Ya, Darling
xxx
G.
PS Chapter 25 when it all began...
PS2 Jeszcze tylko 6 *_*
Btw smuteczek. Cały tydzień bez dziewczyn z Doncaster... Może kiedyś wrócą... I któraś z nich będzie happy, jeśli głównej bohaterów za bardzo ta wizja nie odpowiada jak widać...
UsuńDarling przecież wiesz, ze życie nie jest takie cukierkowe... Może, może komuś sid jeszcze uda naprawdę być szczęśliwym, a dziewczyny z Doncaster... Bedą w swoim czasie ;)
UsuńI tak to Louise we własnej osobie i wiem, ze gif ładny bo sama go szukałam w internecie <3
UsuńA praktyka to nie tylko w teatrze na woli, ale tez podczas mej kariery jako tancerki w Teatrze Wielkim :p t
Czekam, co wymyślisz <3 Jakieś zgrzyty pod jednym dachem... Chyba że tak, tancereczko ;)
UsuńZły, zły zły Modest! :'( Ehh no ale tak jak mogłaby być historia bez naszego kochanego Managementa ;D Rozdział super :) Faktycznie może Niall wścieka się na Wiki z miłości... xD hah nie no rozumiem go, jeśli by jej tak nie kochał to by się aż tak nie wkurzał. Podsumowując im bardziej kochasz tym mocniej cierpisz i u Niallera to się sprawdza. Rozmowa z Louise świetna.. tyle że na serio? Wiki.. czy ona byłaby zdolna do tego, żeby podczas pierwszej rozmowy powiedzieć że przespała się z Harrym? :D hahah a ile Louise ma lat? Ciekawa jestem kim są bliźniaczki. Pewnie rozpoznały że to stylistka One direction, ale mimo wszystko zastanawiam się co będzie dalej.
OdpowiedzUsuńNo, czekam na następny rozdział i kłótnię :3 jeśli to w tym rozdziale ma się to wydarzyć :D
Och... Zobaczymy zobaczymy... Właściwie to nie wiem ile ona ma lat, ale wymyśliłem jej wiek i będzie on w następnym rozdziale. Louise jest bardzo otwartą osobą (przynajmniej ta moja Louise) i nie czuje potrzeby robienia z tego tajemnicy w szczególności, ze to jest zamknięty temat i nie jest żadna tajemnica. Ja myśle, ze jednak trochę chciała podziękować przed Vick, która ich uwielbia, a tu takie zaskoczenie Vicks przenika Louise!
UsuńKocham Cię jesteś pierwszą osobą, która zauważyła, że może mu jednak zależy... To samo mówią moi rodzice gdy mówię im, żeby sie nie denerwowali. Mówią ze sie denerwują bo im na mnie zależy! Może tak tez jest z Niallem?!
I obrazam sie za dzisiejszy obiad. Nawet. Mi nie powiedziałaś, ze idziecie na edukację filmowa ;( czułam sie opuszczona...
UsuńAle wiadomo, że Niallowi zależy. Tylko teraz jest wkurzony i do tego zazdrosny. + zraniony od course
Usuń*of
UsuńAle się cieszę, muszę zaczynać od początku bo mój kochany braciszek postanowił sobie zamknąć mi wszystkie karty jak poszłam mamie pomóc w ogrodzie...
OdpowiedzUsuńAle komentarz bd dłuuuugi (po pierwsze taki urodzinowy, po drugie żeby wynagrodzić ci te rozdziały bez komentarzy, ale nie będzie mojego filozofowania... :'(... no dobra, dla reszty to raczej :) )
Modest jest niedobry- jak mogą im wyskakiwać z takimi rzeczami w czasie wakacji!? I żeby Hazza dzwonił do nich w takich momentach... ale to było śmieszne :D W sumie może to dobrze, bo doszłoby jeszcze do czegoś większego
Dalej mamy rozmowę z Harrym o Niallu... Niall, rozumiem go ale nie powinien tak mówić... na wyładowanie złości najlepsza jest poduszka, a nie wyzywanie dziewczyn od nie powiem kogo.
Lousie mi się bardzo podoba, rozmowa jest świetna... niezłe tematy jak na pierwszą rozmówkę :D
Starbucks, fanki, bliźniaczki... jak zawsze końcówka ma mnie zaciekawić ;)
Dobra, miało być dłuższe ale jak już mówiłam Stasiek usunął ten poprzedni, niedokończony komentarz, a nie chce mi się już go odtwarzać do końca :D
A jednak wyszłam na idiotkę... ale muszę się przestawić z Marysi 1, na Marysię 2... serio, ostatni raz wcześniej tańczyłam na balu 6-klasisty... ale trudno ;)
Nie wyszllas na Idiotke! Ładnie tańczyłas! I młodsze rodzeństwo może być... Denerwujace O.o
Usuńtaaaaaaaaaaaa (do jednego i drugiego ;))
UsuńAle już nie ważne, co było to było :D
UsuńNo nareszcie uda mi się skomentować. Rozdział ogółem boski. Motyw chrupków Lux. I motyw Lou, że stylistki. Trochę to dziwne, że główna bohaterka tak szybko się przed nią otworzyła i wgl.. I jestem cholernie ciekawa o co chodzi z tymi fankami. No i interesuje mnie również to jak teraz dziewczyny zachowają się wobec Vic.. Jak będzie jak wrócą tam do Doncaster i jaki bd stosunek reszty chłopców do tej sprawy. Z niecierpliwością czekam na następny .
OdpowiedzUsuńI tak P.S. Zapraszam na moje zupełnie nowe opowiadanie : http://idontwannalive-ijustwannadream.blogspot.com/
Och wszystko sie okaże a Louise i Vic po prostu nadają na tych samych falach a Vic miała juz doscyc tego samodzielnego radzenia sobie z tym problemem wiec z kim miała o tym porozmawiać jeśli nie z ich stylistka która ich zna najlepiej? I napewno wpadne na bloga
Usuń