Hejka
mam nadzieję, że mój apel do Was dotarł i zaczniecie komentować posty, bobardzo mi zależy na tym, żeby poznać Waszą opinię lub odpowiedzieć Wam na pytania
Wiku.xx
40. You’re right! I don’t know you!
- Hej, Wiki, kto
to był? - spytał Louis, kiedy wróciłam do salonu.
- Scarlet, dziewczyna,
z którą umówił się Horan i przy okazji odstawił się bardziej niż na rozdanie Oskarów
- wytłumaczyłam z przesadną nutką obojętności w głosie.
- Od kiedy Niall chodzi
na randki? - zdziwiła się Lottie.
- Od
kiedy Wiki złamała mu serce - mruknął Zayn tak cicho, że ledwie
mogłam go usłyszeć. Obrzuciłam go nienawistnym spojrzeniem, a on tylko wzruszył
ramionami. W sumie miał trochę racji...
- Moim zdaniem Niall
chce sobie w końcu kogos znaleźć i zastosował się do mojej rady, że tak długo
jak się z żadną nie umówi, to żadnej nie zaliczy - powiedział Hazz, a Fizzy
zakrztusiła się popcornem.
- Jak to żadnej nie zaliczy? Znaczy, że on
jest... - spytała.
- Dziewicą? Pewnie! -
uśmiechnął się Harry, a wszyscy wybuchnęli śmiechem. Oprócz mnie.
- Tak się składa,
panie Styles – syknęłam. - Że Niall nie jest ani dziewicą, ani prawiczkiem!
- A co? Rozdziewiczyłaś
go?
- Nie, Styles! Ale to
nie znaczy, że z nim nigdy w życiu nie rozmawiałam na takie tematy!
- Oj no dobrze, już
dobrze, tylko się tak nie bulwersuj! To nie moja wina, że Horan chce kogoś
zaliczyć! - mruknął Harry i temat był skończony. Przez resztę wieczora siedziałam
wtulona w Louisa, podczas gdy oglądaliśmy jakiś niezwykle ambitny film Disneya.
Niall nie wrócił, zanim poszliśmy spać. Pamiętam, że jeszcze
długo leżałam, wpatrując się w ciemny sufit i słuchając odgłosów nocy za oknem.
Myślałam o tym, co Hazza powiedział. O tym, że Horan chce zaliczyć... Niby nie
powinno mnie to obchodzić, ale sama myśl o tym, że Niall mógłby przespać się z
jakąś dziewczyną napawała mnie przerażeniem. Mój Niall z jakąś dziewczyną w
łóżku... Nie to już nie jest „mój” Niall. Mój Niall by nie myślał o tym. Mój
Niall nie był takim dupkiem. Ale teraz nie byłam niczego pewna. Skąd mam
wiedzieć, czy on nie zabawia się właśnie z tamtą dziewczyną na tylnym siedzeniu?
Nie... Ona na taką nie wyglądała. Była zbyt idealna. Boże, dlaczego ja taka nie
mogę być?! Co ona ma, czego ja nie mam? Co mnie do cholery podkusiło, żeby
zdradzić Nialla?! To ze mną by chodził na randki, a nie z tą całą idealną
Scarlet! Ale... Ona nawet nie jest jeszcze jego dziewczyną, a już gdzieś
wychodzą... A ja z Niallem nie byłam na prawdziwej randce! Nigdy! Może dlatego,
że ja nie miałam u niego szansy na dłuższą metę? Ale w takim razie dlaczego tyle
razy mówił mi, że mnie kocha? No dlaczego?! Żeby teraz obściskiwać się ze
Scarlet, której nigdy w życiu nie będę w stanie dorównać?!
Przez nią teraz nie zasnę. Podniosłam się z łóżka i poczłapałam na dół. Do kuchni. Na czuja zapaliłam światło. Musiałam się przyzwyczaić do jasności, ale nie trwało to długo. Co by tu zjeść? Może odgrzeję sobie pizzę z kolacji? Nie... Płatki na mleku. Wyjęłam karton z lodówki, nalałam mleka do miski i wsadziłam do mikrofali. Zegar na niej wskazywał drugą trzydzieści. Gdzie ten Horan do cholery?! Wstawiłam mleko na czterdzieści sekund. Mikrofala zaczęła szumieć i po tych czterdziestu sekundach usłyszałam piknięcie, a potem nastała błoga cisza. Miałam już wyjąć miskę z mikrofalówki, gdy usłyszałam, jak ktoś przekręca klucz w drzwiach, a potem tupot stóp. Nareszcie! Ile można?! Ten ktoś wszedł do kuchni.
Przez nią teraz nie zasnę. Podniosłam się z łóżka i poczłapałam na dół. Do kuchni. Na czuja zapaliłam światło. Musiałam się przyzwyczaić do jasności, ale nie trwało to długo. Co by tu zjeść? Może odgrzeję sobie pizzę z kolacji? Nie... Płatki na mleku. Wyjęłam karton z lodówki, nalałam mleka do miski i wsadziłam do mikrofali. Zegar na niej wskazywał drugą trzydzieści. Gdzie ten Horan do cholery?! Wstawiłam mleko na czterdzieści sekund. Mikrofala zaczęła szumieć i po tych czterdziestu sekundach usłyszałam piknięcie, a potem nastała błoga cisza. Miałam już wyjąć miskę z mikrofalówki, gdy usłyszałam, jak ktoś przekręca klucz w drzwiach, a potem tupot stóp. Nareszcie! Ile można?! Ten ktoś wszedł do kuchni.
- Co ty tu robisz o
tej porze? - spytał. Odwróciłam się twarzą do wejścia, żeby zobaczyć
zdziwionego Horana.
- Głodna byłam, więc
odgrzewam sobie mleko – wyjaśniłam. - A ty co sobie wyobrażasz?! Jest druga
trzydzieści pięć, a ty dopiero teraz łaskawie wracasz do domu?! - krzyknęłam na
tyle głośno, by miało to swój efekt, ale na tyle cicho, żeby nikogo nie obudzić.
- Oj! Przepraszam! A
ty kim niby jesteś, żeby się mnie czepiać? Moją matką?!
- Nie, ale w przeciwieństwie
do ciebie myślę! I zastanawiam się, czy choć przez chwilę pomyślałeś, żeby daś
jakikolwiek znak życia?! Napisać łaskawie, o której zamierzasz wrócić do domu?!
- chyba na serio brzmiałam jak wściekły rodzic...
- Nie sądziłem, że
jestem tu pod jakimś ścisłym nadzorem!
- Nawet nie wiesz, jak
Liam się o ciebie martwił!
- Liam się o mnie martwił?! - prychnął blondyn.
- A żebyś wiedział, że
się martwił!
- Trudno. Jakoś to
przeżył. Jak widać jestem cały i zdrowy.
- No nie do końca -
mruknęłam ledwie słyszalnie.
- Co powiedziałaś? - spytał,
robiąc kilka kroków w moją stronę.
- Pytałam, od kiedy
jawnie chodzisz na randki.
- Od kiedy stwierdziłem,
że trzeba czerpać z życia garściami, a nie marnować je na użalanie się nad sobą
- wyjaśnił.
- Ze mną jakoś na
randki nie chodziłeś.
- A pomyślałaś choć
przez chwilę, że może nie byłaś tego warta? - szepnął mi prosto do ucha. Jego
słowa raniły jak seria ciosów nożem do mięsa wymierzonych prosto w serce.
- Skoro tak mówisz, to
jak się udała randka z wartą tego dziewczyną? - spytałam prawie tak cicho jak
on.
- Było idealnie.
Poszliśmy do kina na dokument o zagrożonych orkach, a potem do restauracji.
Jedliśmy homary i rozmawialiśmy o prawie, filozofii i o muzyce poważnej. A
potem się całowaliśmy i było nieziemsko. Boże, tak jak ona całuje... Marzenie
każdego faceta! - powiedział to wszystko, dobitnie wpatrując się w moje oczy.
Nie wiedziałam, od czego musiałam się bardziej powstrzymać. Od tego, żeby się
nie rozpłakać, czy żeby nie przywalić mu z całej siły.
- Ale przecież ty
nienawidzisz dokumentów przyrodniczych, homarów, prawa i filozofii! O muzyce
poważnej nie wspomnę! - powiedziałam z pretensją.
- Tak? A może ty po
prostu mnie nie znasz? - uniósł do góry jedną brew i uśmiechnął się bezczelnie.
- Masz rację! Nie znam
cię! - krzyknęłam i popchnęłam go, żeby nie zagradzał mi drogi wyjścia.
Wtem w drzwiach pojawiła się Gabi, która była zdecydowanie ledwie żywa, a z tymi zielonkawymi włosami wyglądała jak truposz...
Wtem w drzwiach pojawiła się Gabi, która była zdecydowanie ledwie żywa, a z tymi zielonkawymi włosami wyglądała jak truposz...
- O Horan! Jak miło,
że postanowiłeś się pojawić! Tak, bardzo się o ciebie martwiliśmy i jesteśmy
niezmiernie szczęśliwi, że masz nas wszystkich w dupie. A teraz błagam was,
idźcie spać albo chociaż dajcie mi taką możliwość! Chyba nie chcecie, żeby
wszyscy się obudzili i żeby Louis słyszał, jak kłócicie się o nową dziewczynę
blondi - popatrzyła na nas z litością w oczach.
- Ja właśnie
wychodziłam - oznajmiłam. Gdy byłam w drzwiach, odwróciłam się i dodałam. - Jeszcze
jedno, Horan, jak chcesz, to zjedz to mleko, bo mi się odechciało. Może przy
okazji się udławisz i będę miała spokój. Nie licz na to, że przyjdę na twój pogrzeb,
a co dopiero mówić o kolorze kwiatków na twój grób!
Wyminęłam lekko zdezorientowaną Gabi, wbiegłam po schodach na górę i wpadłam do sypialni. Położyłam się obok Lottie i przykryłam kołdrą pod samą szyję. Długo potem jeszcze płakałam. Usnęłam dopiero, gdy nie miałam już siły szlochać, bo łzy skończyły mi się znacznie wcześniej...
Wyminęłam lekko zdezorientowaną Gabi, wbiegłam po schodach na górę i wpadłam do sypialni. Położyłam się obok Lottie i przykryłam kołdrą pod samą szyję. Długo potem jeszcze płakałam. Usnęłam dopiero, gdy nie miałam już siły szlochać, bo łzy skończyły mi się znacznie wcześniej...
Gdy się obudziłam, miałam wszystkiego dosyć. Dosyć światła,
które wpadało do pokoju. Dosyć tego głupiego ćwierkania ptaków. Dosyć głupiego
brzucha, który przecież nie mógł od tak przestać boleć. Dosyć swojego posępnego
humoru. Dosyć ślicznych dziewczyn o kasztanowych włosach. A wreszcie dosyć
farbowanych Irlandczyków! Jest ich zdecydowanie za dużo na tym świecie. Za dużo
o jednego.
Dziś środa. Jeszcze
tylko półtora tygodnia do NYC, a ja nadal nie mam piosenki, bo śpiewanie o
kubku w kwiatki, zepsutych gitarach i wściekłych blond mordach, nie wchodzi w
grę, nie, pamiętniczku? Pomyśleliby jeszcze, że jestem wariatką. Choć w tym
domu wariatów, to kto wie, ile jeszcze będę normalna?
Po śniadaniu postanowiliśmy wybrać się na wielkie zakupy. A
przez ‘wielkie zakupy’ mam na myśli siedzenie w sklepach do wieczora.
Oddzieliłyśmy się od chłopaków i pobiegłyśmy do sklepów z ciuchami. Boże, dawno sobie nie kupiłam tyle ładnych i nieco oryginalnych ciuchów. Tyle fasonów i kolorów... Jak to Lottie stwierdziła, skoro będę teraz sławna, to muszę wyglądać jak człowiek. Więc z toną toreb pobiegłam do sklepu muzycznego i kupiłam sobie moją własną, prywatną gitarę, żeby blondi nie musiał się wściekać. Na koniec przyszedł czas na super market. W zdziwieniu wpatrywałam się, jak Gabi pakuje do koszyka chyba z miliard opakowań farb do włosów kolorów, jakie mi się nawet nie śniły. Dziewczyna, widząc moją minę, powiedziała tylko:
Oddzieliłyśmy się od chłopaków i pobiegłyśmy do sklepów z ciuchami. Boże, dawno sobie nie kupiłam tyle ładnych i nieco oryginalnych ciuchów. Tyle fasonów i kolorów... Jak to Lottie stwierdziła, skoro będę teraz sławna, to muszę wyglądać jak człowiek. Więc z toną toreb pobiegłam do sklepu muzycznego i kupiłam sobie moją własną, prywatną gitarę, żeby blondi nie musiał się wściekać. Na koniec przyszedł czas na super market. W zdziwieniu wpatrywałam się, jak Gabi pakuje do koszyka chyba z miliard opakowań farb do włosów kolorów, jakie mi się nawet nie śniły. Dziewczyna, widząc moją minę, powiedziała tylko:
- Nie martw się, nie
zamierzam zrobić krzywdy tym małolatom, ale wpadłam na pewien pomysł.
- Wolę nie wnikać...
- I tak się teraz nie
dowiesz... – uśmiechnęła się tajemniczo.
- Po prostu nie mogę
się doczekać!- zawołałam z nutką sarkazmu w głosie.
- O widzę, że ktoś się
tu po dzisiejszej nocy dąsa.
- Gabi, proszę, nie
denerwuj mnie. Mam dosyć tej osoby...
- A ja mam dosyć
twojego marudzenia! - zabiłam ją wzrokiem.- No co?! Ogarnij się, V! Trzeba iść
do przodu! Louis nie wraca do tego, że byłaś z Niallem, więc ty też nie powinnaś!
- Więc to moja wina,
skoro on się cały czas ze mną kłóci?!
- Ty go podpuszczasz!
Podpuszczacie się nawzajem!
- Wcale, że nie!
- Wcale, że tak! Ty
chcesz się z nim kłócić!
- Nie! Nie chcę! -
zaprotestowałam, a dziewczyna tylko wywróciła oczami.
- Chcesz, bo wolisz to
niż żeby cię w ogóle nie zauważał, prawda?
- G., daj mi spokój -
mruknęłam, choć dziewczyna miała zupełną rację. Sto razy bardziej wolałam
kłótnie niż obojętną ciszę. I tak nie jestem w stanie znieść tego, że Niall
woli inną; że już nie jestem jedyną w jego sercu. Ciekawi mnie, czy on tak też
się czuł, gdy ja... Gdy ja zdradziłam go z Louisem; że jego też kocham. To
okropne uczucie i nikomu tego nie polecam.
- O czym gawędzicie,
dziewczęta? - spytał Harry, który pojawił się ni stąd ni z owąd.
- O tym, że
podsłuchiwanie nie popłaca, lokers - uśmiechnęła się przesadnie Gabi.
- Was się nie da podsłuchiwać.
Zwłaszcza, gdy gadacie po polsku! - jęknął, na co my roześiałyśmy się głośno.
- Oj, Harruś... Trzeba
było się urodzić w Polsce, to byś nas rozumiał... A tak właściwie co tu robisz?
- Liam was woła, bo
właśnie zmierzamy do kasy i do domu. Przecież mamy iść dziś do kina! No ruszcie
tyłki!
Dwie godziny później wszyscy byliśmy już gotowi do wyjścia do kina. No prawie wszyscy. Nadal czekaliśmy na Gabi, która była ostatnia w kolejce do łazienki.
Dwie godziny później wszyscy byliśmy już gotowi do wyjścia do kina. No prawie wszyscy. Nadal czekaliśmy na Gabi, która była ostatnia w kolejce do łazienki.
- No ile można -
jęknął Louis.
- Uwierz mi, można
bardzo długo - mruknął Zayn.
W końcu na schodach pojawiła się Gabi, trzymając buty w rękach. Na ich widok Charlotte uśmiechnęła się. Czy aby na pewno wszystko było z nimi w porządku?
W końcu na schodach pojawiła się Gabi, trzymając buty w rękach. Na ich widok Charlotte uśmiechnęła się. Czy aby na pewno wszystko było z nimi w porządku?
- Nareszcie! Szybko,
bo się przez ciebie spóźnimy na film! - zawołał Liam.
- Już, już! Jeszcze
buty.
Założyła obuwie i po pierwszym kroku tego pożałowała... Chociaż chyba bardziej tego żałował Harry... Na to wygląda, że Lottie nadcięła obcasy G, więc, gdy ta tylko zrobiła krok, złamały się. Ich właścicielka poleciała do przodu, co spotkało się z chichotem sióstr. Gabi wylądowała na Hazzie i oboje zaczęli się śmiać. Wywróciłam oczami. Boże Święty, czy Lottie nigdy nie dorośnie?! A teraz wygląda na porządnie wkurzoną. Trzeba było nie psuć butów...
Założyła obuwie i po pierwszym kroku tego pożałowała... Chociaż chyba bardziej tego żałował Harry... Na to wygląda, że Lottie nadcięła obcasy G, więc, gdy ta tylko zrobiła krok, złamały się. Ich właścicielka poleciała do przodu, co spotkało się z chichotem sióstr. Gabi wylądowała na Hazzie i oboje zaczęli się śmiać. Wywróciłam oczami. Boże Święty, czy Lottie nigdy nie dorośnie?! A teraz wygląda na porządnie wkurzoną. Trzeba było nie psuć butów...
-Nie gnieć mi faceta z
łaski swojej - syknęła.
-Spokojnie. Nic się
nie stało - uspokajał ją Harry, który był na tyle głupi, że nie był w stanie
ogarnąć, że bronienie Gabi jest dla Lottie jak płachta na byka.
-Jak z ciebie wstanie,
to tak będzie - powiedziała przez zaciśnięte zęby. Blondynka tak się trzęsła,
jakby miała zaraz się w zmienić w wilkołaka czy coś...
-Dobra, już wstaję.
Tylko mnie nie pogryź - powiedziała G, a my zachichotaliśmy. Lottie zrobiła się
czerwona.
-Ty... - zaczęła.
-Przez ciebie spóźnimy
się na film - dokończył za nią Liam. - Do samochodu.
Rundę drugą także wygrała Gabi... W sumie trochę mi szkoda Lottie. Niepotrzebnie porywa się z motyką na słońce i tak nie wykurzy Gabi z domu. Tym bardziej, że pojutrze Tomlinsonowie jadą na wesele do Australii! Nie będzie ich całe cztery dni! A kto będzie się opiekował domem? My! Szczerze mówiąc, jestem ciekawa, co z tego wyniknie...
Rundę drugą także wygrała Gabi... W sumie trochę mi szkoda Lottie. Niepotrzebnie porywa się z motyką na słońce i tak nie wykurzy Gabi z domu. Tym bardziej, że pojutrze Tomlinsonowie jadą na wesele do Australii! Nie będzie ich całe cztery dni! A kto będzie się opiekował domem? My! Szczerze mówiąc, jestem ciekawa, co z tego wyniknie...
Gdy staliśmy w kolejce do kas w kinie, zauważyłam, że brakuje
Nialla. Czyżby ktoś udał się na randkę ze Scarlet? Czułam, jak krew odpływa mi
z twarzy.
- Skarbie, wszystko w
porządku? - spytał Lou, który obejmował mnie ramieniem.
- Tak... Tylko trochę
się zamyśliłam. Szkoda, że musicie jechać.
- Wiesz, że gdybym mógł,
to zabrałbym cię ze sobą, ale to Australia! - powiedział, patrząc mi w oczy.
- Wiem, wiem... Dziwnie
bym się czuła sama z całą twoją rodziną, której nie znam. A poza tym
odpoczniesz trochę ode mnie.
- Od ciebie nie muszę
odpoczywać. Chętniej odpoczywałbym jeszcze mniej - uśmiechnął się, a w
jego oczach zobaczyłam ten błysk.
- W takim wypadku
powinieneś odpocząć jeszcze bardziej!
- Jesteś okropna!
- Wiem, ale co za dużo,
to nie zdrowo! A teraz chcę już zobaczyć tę żałosną komedię romantyczną -
mruknęłam. Przynajmniej będę mogła sobie bezkarnie popłakać, nie wzbudzając
niczyjej troski.
Przez cały seans Louis trzymał mnie za rękę. Było tak, jak
powinno być na randce. Romansidło, splecione dłonie, wymienianie całusów od
czasu do czasu... Z takim wyjątkiem, że była tu tez cała świta przyjaciół, no i
brakowało księcia z bajki. Ciekawi mnie, co dziś robił ze Scarlet? Może poszli
na akcję ratowania bezdomnych kotów? Albo na herbatkę do Pałacu Buckingham?
Wtedy nie zdążyłby wrócić do jutra, bo to aż w Londynie. Nie. Wolę, żeby
nigdzie na dłużej z nią nie jeździł. No chyba że będą ratować aligatory z
powodzi… To może go któryś użre. Gdziekolwiek nie byli, to na pewno Horan miał
ubaw po pachy, a ja przynajmniej się trochę pośmiałam z filmu!
Gdy wyszliśmy z kina, G wpadła na pomysł, żeby pójść do klubu.
Osobiście miałam dosyć tego dnia, więc powiedziałam, że chcę wracać do domu.
Oczywiście, kto by mnie posłuchał? Ostatecznie, po zrobieniu sceny, że nigdzie
nie idę, Liam łaskawie mnie odwiózł, a potem wrócił do reszty. Okropnie było
tak siedzieć samej w tym wielkim domu, ale nie chciałam być w miejscu, gdzie będzie
dużo alkoholu, bo jeszcze się upiję i zacznę gadać za dużo albo znowu prześpię
się z Louisem. Dzięki mojej roztropnej decyzji położyłam się spać o ludzkiej
porze.
Gdy się obudziłam za oknami było już jasno, ale Lottie nie było
obok mnie. Czyżby porządnie zabalowali? Wygramoliłam się z łóżka i nie dbając o
to, żeby się przebrać z piżamy, poczłapałam na dół. Weszłam do kuchni, a tam
Lottie, Fizzy i Zuzia piły herbatę i rozmawiały o czymś cicho.
- Cześć, jak się udał
wypad do klubu? - spytałam melodyjnymi głosem.
Charlotte skrzywiła się.
Charlotte skrzywiła się.
- Tragicznie. G
przystawiała się do Hazzy.
- To on do niej... -
wtrąciła Zuzia.
- Nieważne - warknęła
Lottie. Była wściekła. Nie dziwię się. Jakby ktoś mi odbijał faceta, też
byłabym lekko zła.
- Lottie, skarbie...
Wiesz, że byli wczoraj pijani - odparłam.
- Stan intoksykacji
nie tłumaczy zdrady - syknęła.
- A zdradził cię?
- Nie zdradził jej.
Charlotte lubi wyolbrzymiać - mruknęła Fizzy.
W chwili gdy w kuchni pojawiła się Gabi, zapanowała cisza. Dziewczyna ledwo szła... Była jeszcze nieprzytomna. Mruknęła tylko coś, co przypominało słowo "kawa" i poczłapała do ekspresu.
W chwili gdy w kuchni pojawiła się Gabi, zapanowała cisza. Dziewczyna ledwo szła... Była jeszcze nieprzytomna. Mruknęła tylko coś, co przypominało słowo "kawa" i poczłapała do ekspresu.
Poczułam, jak
atmosfera gęstnieje. Było aż ciężko oddychać. Wszystko czekało na wybuch, który
musiał nastąpić. Słyszałam nawet tykanie zegara i uderzenie łyżeczki o ścianki
kubka. Chociaż byłam na to gotowa, podskoczyłam, gdy Lottie wybuchła. Na tyle
głośno, żeby był jakiś z tego efekt, ale na tyle cicho, żeby nie zbudzić
chłopców.
-Co ty sobie
wyobrażasz?! - fuknęła w stronę Gabi.
-Uspokój się... -
powiedziałam znudzonym głosem, ale Lottie nie zamierzała mnie posłuchać.
-Nie uspokoję się!
-Cicho... Łeb mi
pęka... - G wzięła łyk kawy. - Z czym masz problem?
-Z tobą! Trzymaj ręce
precz od mojego chłopaka!
-Nadal do ciebie to
nie dotarło? - spytała G przez przymrużone oczy.
- Trzymaj się od niego
z daleka!
-Bo co? Pofarbujesz mi
włosy na różowo? - prychnęła.- Daj mi wypić kawę i sobie spokój
-Wiki! Powiedz jej
coś! - jęknęła Lottie. Popatrzyłam na nią bezsilne i mruknęłam:
- Daj mi spokój. - No
bo sorry, ale to nie moja sprawa.
-Ok, skarbie - zwróciła
się G do Lottie. - Harry i ja jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. Ty się w nim
kochasz, ale on jak widać nie czuje tego co ty. Przynajmniej teraz. Nie mówię o
przeszłości. Więc powinnaś z nim pogadać, jeśli naprawdę jest coś między wami,
jak twierdzisz, a nie robić dziecinne psikusy i drzeć się na mnie, nie
sądzisz? - Tak. Nie ma to jak bezpośredniość Gabi. Ja tylko westchnęłam i
upiłam łyk herbaty.
-Yhhh... - Lottie
zapewne by się jej jakoś odszczeknęła, ale do kuchni wtoczyli się chłopcy.
Louis podszedł do mnie z uśmiechem na ustach.
- Cześć, kochanie -
powiedział i pocałował mnie. Oczywiście Niall musiał obrzucić mnie tym
nieprzyjemnym spojrzeniem, a ja uśmiechnęłam się do niego cierpko.
- Jak się spało? -
spytał Liam. Biedaczek został zignorowany, bo G odezwała się:
-Harry, Kochanie -
przełknęła łyk kawy. - Ona ma do ciebie sprawę - powiedziała, wskazując na
Lottie.
-Ok. Potrzebuję
świeżego powietrza. Lottie, przejdziesz się ze mną?
-Pewnie - dziewczyna
się rozpromieniła.
-Cudownie -
podsumowała G, idąc w kierunku drzwi. Chyba nie ma zamiaru iść z nimi?!
-Dokąd idziesz? -
spytałam. - Nie masz zamiaru iść z nimi, prawda?
-Oni potrzebują
prywatności, a ja potrzebuję moich tabletek - popatrzyłam na nią pytająco... -
Mam ważniejsze sprawy. Spokojnie.
-To dobrze
-Głowa mi za chwilę
wybuchnie, więc au revoir, ma chérie et tout le monde
Wyszła.
-Aha... - zdecydowanie
dom wariatów.
-Mówiłem jej, że
butelka wódki na jedną noc wystarczy. Nie słuchała... – powiedział Liam.
-Trzeba się czasem
oderwać - mruknęłam. - Od codzienności - dodałam bezgłośnie.
Podobalo mi sie, jak zwykle zreszta. Piszesz dobrze, ale i tak glownie akcja sie liczy! Fabule masz geniallnie wymyslona, nie da sie ukryc, podtrzymujesz w napieciu, te zwroty akcji, nieoczekiwane wypadki i romanse! Jestem fanka i chce nexta!! :))
OdpowiedzUsuńWiki, kocham kocham kocham kocham. To sie powoli robi nudne pewnie, to moje wychwalanie, ale inaczej sie nie da! Moj uubiony fankfik zdecydowanie. Chociaz... Mam pare zastrzezen.
OdpowiedzUsuń- Louis juz tu nie jest tym zabawnym, walnietym Lou. Moze udaloby ci sie go jakos zabarwic bardziej krejzolsko? Bo tu tylko wychwala Wiki
- Dodaj moze jakas kolejna zdrade! Lubie zdrady!
- Niall jest taki szorstki... To zrozumiale, ale czy nie moglby np. niespodziewanie pocalowac Wiki na oczach Lou czy cos? Ja wiem, ze ty masz wlasne pomysly, ale niech on nie bedzie taki ciety i odpychajacy! Zwroc nam beztroskiego Niallka! <3
- A co z Zuzia i Liamem?! Babe!! Ja ich shipuje!! <3
Rozdzial fajny, ale troche wiecej pikanterii poprosze! Ily :*
zee styles :p <3
Lubię postać G, jest w taki kochany sposób bezpośrednia i bezproblemowa.... Plus scena kiedy G wchodzi do kuchni mrucząc kawa <3 rozwalilo mnie porównanie z nożami do kiesa, nie pasiwalo mi tam tk mięso xD ale ogólnie fajnie, tylko jak dla mnie trochę za dużo opisów jak ona kocha Nialla ale Louisa tez i dla Nialla juz nie istnieje. No i co z wątkiem "kto jest ojcem"? Jak na razie musi to byc Louis.... eM
OdpowiedzUsuńZayn jest szczery do bólu, ale cóż począć? Wiki naprawdę złamała Niallowi serce... Biedaczek. Jednak dzięki temu nabrał charakterku i chwała Ci za to! Naprawdę, co wiesz, miałam dość Nialla-cioty... Teraz to cham i dzieciak, ale przynajmniej nie jest nijaki. Nie zrozum mnie źle, to jest zdecydowanie pozytywne zjawisko. Chociaż ta kłótnia w środku nocy w kuchni... Wiki czepiala się jak jakiś upierdliwy rodzic albo zazdrosna była dziewczyna, ktora zdradziła chłopaka z jego przyjacielem. To pierwsze chyba trafniejsze... Jednak to, jak Niall opowiadał o tej randce było takie sadystyczne, że ja nie mogę! Biedna Wik... Chociaż ja na jej miejscu załapałabym bekę z tych OREK ❤️ i homarów. Haha :D ale ja to ja... NIECH URATUJE PARĘ ALIGATORKÓW Z POWODZI ❤️❤️❤️ :D Argument Wiki jest w tej kwestii niepodważalny! Niech go od razu Tomlinsonowie wezmą ze sobą do Australii!!! Jestem ciekawa, co wyniknie z ich wakacji od Tomlinsonów :3 coś mam wrażenie, że będzie się działo... ;>
OdpowiedzUsuńLouis jest tak zakochany, że jest słodki do porzygu... Eh... Natomiast Lottie jest taka zabawna. Dziecko, któremu zabrali wymarzoną zabawkę. "Stan intoksykacji nie tłumaczy zdrady" - hahah czyli jak zrobić piękną hiperbolę z "mój pijany chłopak przystawiał się do pijanej dziewczyny". Pozdro :P
Mój ukochany poranek <3 nic dodać nic ująć <3
xoxo
G.
Kocham Twój sarkazmu :3 komentuje a Ty pisz bo mam przeciek ze masz juz napisanych kolejne 6 rozdziałów wiec czekam w napięciu <3 ^_^
OdpowiedzUsuńA kim Ty jestes anonimie ze masz przeciek i to taki przeciek?!
Usuń