niedziela, 20 października 2013

41. That was fast…




Ani Harry ani Lottie nie palili się do tego, żeby opowiedzieć nam, co wyszło z tej ich rozmowy, więc cały dzień oglądaliśmy jakieś beznadziejne filmy, żeby zabić czas. Już przy ostatnim zajęta byłam cichą rozmową z Louisem. Szkoda, że z pewną osobą nie mogę normalnie rozmawiać… Trudno.
Gdy w końcu ten denny „dramat” się skończył, mruknęłam:
- Czy możemy teraz obejrzeć jakiś normalny film?
- To ten nie był normalny? - zdziwił się Zayn.
- Jakbyś choć na chwilę oderwał wzrok od telefonu, to byś wiedział - syknęła Fizzy. Czy ona nadal miała do niego żal, że z tego flirtowania nic nie wyszło? Wywróciłam oczami.
-To co teraz? Jakaś komedia? - zapytał Liam.
-Może „Poznaj mojego tatę”? - wszyscy pokiwali zgodnie głowami, więc Zayn włączył film. Po chwili usłyszeliśmy tupot na schodach. Na dole pojawił się Harry. Nikogo z nas by to nie zdziwiło, gdyby nie był w koszuli i nie wyglądał tak... Elegancko. Chyba czułam, co tutaj się święci...
-Ale się wystroiłeś! - zawołał Louis. 
-Kiedyś trzeba - odparł uśmiechnięty Hazza.
-Kto tym razem jest tą szczęściarą? - zapytał Zayn, ale odpowiedział mu stukot obcasów i Gabi pojawiła się obok Stylesa. Ubrana była w śliczną granatową sukienkę. Zdecydowanie wybierali się na randkę!
-Gotowa? - zapytał dziewczyny.
-Zdecydowanie - odparła. Złapała chłopaka pod rękę i ruszyli w kierunku drzwi.
-Nie wrócimy późno. Bawcie się dobrze - zawołał brunet i wyszli z domu Tomlinsonów.
Stwierdzam, że ta sytuacja byłaby niezła do programu "Mamy cię", bo reakcje wszystkich dookoła mnie były bezbłędne. Ja byłam chyba najmniej zdziwiona ze wszystkich tu obecnych. Louis patrzył się w drzwi wyjściowe, jakby Harry zaraz miał wrócić i powiedzieć mu, że to tylko żart. Zuzia, Liam i Zayn siedzieli z rozdziawionymi ustami i oczami wielkości spodków. Natomiast patrząc na Lottie, nie wiedziało się, czy wybuchnie płaczem czy ze złości. Fizzy starała się ją opanować, ale blondynka nadal była wściekła. Aż poczerwieniała. Położyłam dłoń na ramieniu blondynki, ale ona od razu ją strzepnęła. 
-Ty! - krzyknęła. - To wszystko twoja wina! - no jasne! Najlepiej wszystko zrzucić na mnie! Co ja niby kazałam Gabi i Hazzie się umówić?! Nie! No to czemu się mnie, do jasnej anielki, czepia?!
-Lottie, uspokój się - poprosiłam. Tak... Mogłabym ją w nieskończoność błagać, a ona i tak by nie odpuściła. Jej oczy ciskały pioruny w moją stronę.
-Jak mogłaś? - powiedziała niemalże niesłyszalnie i zaszkliły jej się oczy. Zagryzła wargę i pobiegła do swojego pokoju. Za nią ruszyła Fizzy i Zuzia. Westchnęłam i poszłam za nimi. Jednak Louis złapał mnie za nadgarstek.
-Może to nie jest najlepszy pomysł - próbował mnie zatrzymać. Wyrwałam rękę z jego uścisku. Byłam wściekła, że chciał mnie powstrzymać od pójścia do Lottie. Idiota.
-To jest nadal moja przyjaciółka - syknęłam. Nie wiem, co się ze mną dzieje, że tak się wobec niego zachowuję, ale to wszystko, co się dzieje, wyprowadza mnie z równowagi. Pobiegłam na górę. Otworzyłam drzwi do naszego pokoju i zobaczyłam zapłakaną Lottie.
- Wyjdź! - krzyknęła blondynka, jednak ja ją zignorowałam i weszłam do środka.
- Charlotte Tomlinson! Masz się w tej chwili wziąć w garść! - rozkazałam. Blondynka spojrzała na mnie zdziwiona. Pewnie myślała, że będę się z nią kłócić, ale ja uśmiechnęłam się pokrzepiająco i usiadłam obok niej, z drugiej strony niż Fizzy i Zuzia. - To tylko facet – powiedziałam. - Tego kwiatu jest pół światu
-Ale właśnie ten jeden - jęknęła Charlotte, a my ją mocno przytuliłyśmy.
-Jeszcze się zakochasz - szepnęła Zuzia.
-Tylko tym razem w kimś, kto doceni twoją miłość - dodałam. Nie ma to jak dawać rady w sprawach, w których jest się do dupy. Sama nie umiem docenić miłości innych, a narzekam właśnie na takich jak ja... Blondynka się słabo uśmiechnęła.
-Dziękuję - powiedziała. - I przepraszam - zwróciła się w moją stronę.
-Nie ma sprawy - odparłam. - Od tego są przyjaciele. 

Potem jeszcze długo siedziałyśmy i przytulałyśmy się. Każda z nas opowiadała jakąś historię, żeby rozbawić Lottie, jednak dziewczyna nadal była w niemrawym nastroju. Czułam się okropnie, że nie jestem w stanie jej pocieszyć.
W końcu dziewczyna usnęła, a ja nadal nie mogłam. Z dnia na dzień utwierdzam się w przekonaniu, że jestem beznadziejna. Beznadziejna ze mnie dziewczyna, przyjaciółka i w ogóle beznadziejny ze mnie człowiek... Najchętniej to bym się pocięła. Tak bardzo chciałabym się uwolnić od tego wszystkiego... Tak, żebym już nikogo nie raniła; żeby moje serce nie krwawiło za każdym razem, gdy spojrzę na Nialla. Tak, żeby wszystko zniknęło... Bo wiem, że nawaliłam i teraz nie umiem tego naprawić. Straciłam chęć do życia. Nawet te niebieskie oczy, które były kiedyś sensem mojego istnienia, nie były w stanie utrzymać mnie na powierzchni. Staczałam się. Spojrzałam na zegarek. Była trzecia w nocy. Godzina samobójców. Zaśmiałam się. Czy to jakaś sugestia? Wyślizgnęłam się spod kołdry i poczłapałam do łazienki. Było tu tak sterylnie czysto i jasno. Usiadłam na wannie i wpatrywałam się w swoje odbicie w lustrze. Jestem nikim. Niall dobrze mnie określił. Dziwka. Czy ktoś taki zasługuje na miłość i dalsze życie? Nie.
Mój wzrok napotkał srebrny przedmiot leżący na umywalce. Pęseta. Boże, chyba zwariowałam. Wzięłam ją w dłonie i obracałam między palcami. Była dość ostra... Czy może tylko tak mi się wydawało? Postanowiłam się przekonać. Przejechałam jednym z ostro zakończonych krańców po wewnętrznej stronie ręki poniżej lewego nadgarstka i powtórzyłam ten ruch kilka razy. Ostre, ale nie na tyle, żeby przeciąć skórę. Powstały na niej tylko czerwonawe ślady, które łudząco przypominały zadrapania wyrządzone przez kota. Nie pojawiła się nawet kropla krwi, co mówić dopiero o efektownym wykrwawieniu się. Musiałabym siedzieć i dźgać się tym z całej siły, żeby zrobić sobie krzywdę, ale nie miałam na to odwagi. Ze złością rzuciłam pęsetę w kąt łazienki. Wydała serię metalicznych dźwięków, odbijając się od kafelków. Gdybym nie była tchórzem albo gdybym miała lepsze narzędzie zbrodni, to już bym nie żyła. Jak widać, nadal tu jestem. Widocznie nie byłam aż tak zdesperowana, żeby zakończyć swój nędzny żywot. Zmęczona moją żałosną próbą samobójczą na poziomie przedszkola, wróciłam do łóżka. Usnęłam szybciej niż zdążyłam pomyśleć o jakiejś lepszej metodzie na popełnienie samobójstwa. 

Rano obudziłam się, mając wrażenie, że sytuacja z nocy to tylko sen. Odruchowo zerknęłam na swój lewy nadgarstek. Rzeczywiście były na nim zadrapania, ale ledwie widoczne. Rozejrzałam się dookoła. Dotąd nie sądziłam, że mogę postąpić tak głupio. Przecież przez chwilę słabości chciałam się zabić! Gdybym nie stchórzyła, to nie zobaczyłabym już tego poranka; nie otworzyłabym oczu; nie zaciągnęłabym się świeżym powietrzem, wpadającym do pokoju przez uchylone okno; nie usłyszałabym śpiewu ptaków. Wolę sobie nie wyobrażać tego krzyku Lottie, gdy znalazłaby moje wykrwawione ciało na podłodze łazienki. Zafundowałabym im koszmar w dniu, w którym mieli wyjechać na ślub. A co dopiero czułby Louis, a może nawet Niall? Co moi rodzice?! Boże! Debilko! Ciesz się, że się nie zabiłaś! Nawet jeszcze wtedy, gdy się ubierałam w myślach krążyło mi bez przerwy, że tego dnia mogło mnie już nie być przez to, że na kilka chwil straciłam wiarę w siebie. 
Na dole przywitałam się ze wszystkimi entuzjastycznie, więc patrzyli się na mnie jak na wariatkę, ale miałam to gdzieś. Cieszyłam się, że ich widzę, tak, jak dawno się jeszcze nie cieszyłam. Po śniadaniu Tomlinsonowie zanieśli bagaże do samochodu i nadszedł czas pożegnań. Wszyscy śmiali się i wesoło rozmawiali, a przeze mnie ta radość mogłaby zostać im odebrana...
- Poradzisz sobie beze mnie, kochanie? - spytał Louis, który zamknął mnie w swoich ramionach. 
- Nie martw się. Ja sobie poradzę! - no chyba że znów będę chciała się zabić, ale to szczegół, - Pytanie tylko, czy ty w tej Australii sobie poradzisz beze mnie!
- Kangury się mną zaopiekują! Ale nadal bardziej martwię się o ciebie...
-Spokojnie. Zaopiekuję się nią - wtrąciła się Zuzia i wróciła do żegnania się z Lottie i Fizzy.
-No widzisz. G pewnie też - dodałam.
-Tym ostatnim to mnie nie pocieszyłaś - mruknął.
-Też będę tęsknić, Lou - zawołała G, przechodząc obok nas z torbą z jedzeniem na drogę dla Tomlinsonów. Oczywiście nie do Australii, ale do Londynu, skąd był lot. Chłopak wywrócił oczami.
-Kocham cię. Pamiętaj o tym - zwrócił się do mnie, a potem mnie pocałował. 
-Ja ciebie też - odparłam i Lou odszedł już do samochodu. Chciałam wrócić do domu, jednak zatrzymał mnie głos Lottie.
-A z nami to się nie pożegnasz?
-Pewnie - uściskałam je obie. - Wyrwijcie jakieś australijskie ciacha na tym weselu! I bez opalenizny mi nie wracać!
- Ale teraz tam jest zima! - zaprotestowała Fizzy.
- Chyba nie aż taka jak w Europie! A teraz zmykajcie.
Przez chwilę jeszcze patrzyliśmy, jak samochód Tomlinsonów znika gdzieś na końcu ulicy. Trwaliśmy w ciszy, którą przerwał Niall.
- No, szybko poszło. Zaczynamy nowe życie! - uśmiechnął się, ale nie był to zbyt szczery uśmiech.
- To co robimy? - spytał Zayn.
Popatrzyłam na naszą grupkę. Zostało nas siedmioro: Liam, Harry, Zayn, Niall, Zuzia, Gabi i ja. Zapowiada się ciekawe kilka dni, a sądząc po składzie bardzo ciekawe kilka dni. Skoro nie ma Tomlinsonów... Wszystko jest możliwe.
- Jak to co? - zdziwiła się Gabi. A co się robi, gdy rodziców w domu nie ma?
- Impreza! - zawołali na raz Harry i Zayn i po chwili ganiali się, żeby klepnąć się w kolano i wrzasnąć 'cola!'... Jak dzieci! 
- Ale przecież nawet jak nie było rodziców Tomlinsonów, to było któreś z nich... - zaprotestowała Zuzia.
- Tak i ta osoba była równie pijana co reszta! – przypomniał Zayn.
- Ja i tak nie pije, więc mogę was przypilnować - powiedział Liam. Wszyscy niezmiernie się ucieszyli. Trzeba było jeszcze tylko obrobić zapasy Louisa z jego tajnej skrytki w pokoju, byśmy zaczęli się bawić przed zachodem słońca. Co do imprezy, pamiętniczku, nie będę zbytnio się rozpisywać. Dlaczego? Bo pamiętam jedynie pierwsze cztery drinki.
Gdy obudziłam się następnego dnia, gdzieś w mojej świadomości wiedziałam, że jest dziś sobota, ale wszystko przesłaniał ból głowy i do tego okropnie mnie suszyło. Chciałam wymacać szklankę na szafce przy łóżku, żeby napić się wody, ale pod palcami poczułam kawałek papieru. Otworzyłam oczy. W dłoni trzymałam jedną z tych samoprzylepnych kartek, które mają na celu przypomnienie różnych rzeczy. Ta była różowa i zapisana moim pismem:
"Pamiętaj o zakładzie. Kolor zobaczysz rano"
Co? Jaki zakład? Jaki kolor?! Co się wczoraj zdarzyło?! Cholera! Trzeba się reszty zapytać! Podniosłam się z łóżka, ubrałam w ekspresowym tempie i pobiegłam na dół. O dziwo, wszyscy już byli w kuchni.
- Hej! – zawołałam. - Wiecie może, co...
- Znaczy karteczka z napisanym twoim pismem „Pamiętaj o zakładzie. Kolor zobaczysz rano”, którą znalazłaś, gdy się obudziłaś? - spytała Zuzia.
- Skąd ty o tym wiesz? - zdziwiłam się.
- Wszyscy takie znaleźli - odparł Harry.
- I teraz właśnie czekaliśmy na ciebie, bo ani Liam ani Gabi nie chcieli nam wyjaśnić, o co chodzi - dodał Zayn.
- Chodziło o to, żeby nie mówić wam tego dziesięć tysięcy razy, bo jeszcze ktoś ucieknie - wyjaśniła Gabi.
- Skoro tu jestem, możecie nas oświecić? - spytałam, chwytając butelkę wody z zamiarem wypicia całej na raz.
- A więc - zaczął Liam. - Wczoraj, gdy byliście już bardzo bardzo weseli, ktoś zaproponował zakład. Każdy miał wypić butelkę wódki i się nie porzygać. Jeżeli jednak choćby jedna osoba nie dała rady, wszyscy rano farbują włosy. A że byliście lekko niepoczytalni, to myśleliście, że dacie rade...
- Co?! - zdziwiłam się.
- Gadać, kto się porzygał?! - zażądał Niall.
- Mniejsza z tym, kto się porzygał! Kto wymyślił taki debilny zakład?! - mruknął Harry.
- Gabi, a kto inny? - odparł Liam.
- Ej! - jęknęła brunetka.
- O Boże! To po to były ci te wszystkie farby!!! - zauważyłam.
- No, a po co innego?
- Nie wiem, ale tam były wszystkie odcienie tęczy! Ja nie chcę mieć zielonych włosów!
- Spokojnie. Dla każdego wybrałam odpowiedni kolor i nie martwcie się, to szamponetki, po tygodniu, maks dwóch, się zmyją...
- To nas pocieszyłaś! Jak w Nowym Jorku będziemy kolorowi, to Van der Woodsen nas zabije - mruknął Zayn.
- I to z przyjemnością - uśmiechnęła się psychodelicznie Gabi. - A teraz szybko śniadanie i przenosimy się do łazienki.
Coś w wyrazie jej twarzy naprawdę przypominało psychopatę... No chyba że tylko miałam takie niemiłe wrażenie... Cała szóstka wymieniła przerażone spojrzenia. Zachowywaliśmy się tak, jakbyśmy usłyszeli wyroki śmierci na siebie. Jednak każde z nas było przywiązane do naturalnego koloru swoich włosów! Przynajmniej większość, jeśli brać pod uwagę pewnego osobnika, który namiętnie farbuje włosy…
Oczywiście nie obyło się bez oporu i marudzenia, ale w końcu Gabi udało się nas zamknąć w największej łazience w domu, czyli łazience rodziców Louisa. W środku na lustrze wisiał tak czarny materiał, żeby nikt przypadkiem nie zobaczył, jak wygląda. Do tego Gabi zrobiła ukryte stanowisko za parawanem pani Tomlinson (Ach te bogate kobiety... Przynajmniej mają za czym się przebierać).
- Nieźle się tu urządziłaś! - powiedział z aprobatą Harry.
- Drobiazg - machnęła ręką dziewczyna. - To kto idzie na pierwszy ogień? - Odpowiedziało jej zgodne milczenie. - No co wy! Nie ma chętnych? Nie sądzicie, że im szybciej, tym lepiej? To potrwa tak z parę godzin...
- Co?! Parę godzin?! - zdziwił się Niall. - A kiedy ja będę jadł?
- Za karę będziesz ostatni, Horan - uśmiechnęła się Gabi.
Po chwili zaczęły się godziny tortur... G męczyła każdego z nas, nakładając farby, myjąc i susząc włosy. Masakra! A przy okazji okropnie ciągnęła za włosy. Hazza skarżył się, że powyrywa mu loczki; Zayn tylko mruczał coś o tym, co to za bezczeszczenie jego pięknych włosów; a Liam się wykłócał, że skoro sam pić nie może, to nie brał udziału w zakładzie i nie będzie farbował włosów. Jednak jak wszyscy, to wszyscy, nie miał nic do gadania. Patrzył tylko załamany na swoje dłonie, podczas gdy Gabi się nad nim znęcała, a Zuzia próbowała go pocieszyć, mówiąc, że jakikolwiek  będzie kolor jego włosów, ona i tak będzie go kochać. Ci to mają szczęście, aż pozazdrościć.
Niall za to ze stoickim spokojem znosił farbowanie, jak stwierdził „każdy kolor byle nie brązowy lub czarny”. Choć zdaje mi sie, że niepotrzebnie się martwił, skoro Gabi jest taka pomysłowa, to kolory nie będą takie zwyczajne.
Zuzia była niezwykle ciekawa, co też będzie miała za kolor na głowie i co pięć minut pytała się Gabi, czy jej nie zdradzi, ale nie… Ona twardo powtarzała, że wkrótce się dowie, więc nie ma po co się spieszyć. W sumie to mnie też zżerała ciekawość, co ona wymyśliła, bo prawdę mówiąc, nigdy nie farbowałam włosów i zastanawiałam się, co z tego wyjdzie. Zauważyłam tylko, że Gabi nakładała mi dwie rożne farby na głowę, bo brała je z rożnych pojemniczków. Modliłam się o to, by nie było zbyt pstrokato.
W końcu każdy z różowym ręcznikiem na głowie stanął przed lustrem. Gabi ściągnęła z niego czarny materiał i zobaczyłam nasza siódemkę wspaniałych. Wyglądaliśmy, jakbyśmy byli bogatymi paniami na zabiegu w spa. Tak, paniami…
- Gotowi na szok? – spytała, klaszcząc w dłonie.
- Nie! - jęknął Harry.
- Trudno, Styles, musisz to jakoś przeżyć - uśmiechnęła się dziewczyna. - Na ‘trzy’ zdejmujemy ręczniki – oznajmiła. - Raz - Zayn pobladł jak papier. - Dwa - wymieniłam zaniepokojone spojrzenia z Zuzią, a Liam głośno przełknął ślinę. Tylko G zdawała się świetnie bawić… Nawet niezwykle obojętny Niall miał na twarzy wymalowane zaniepokojenie. - Trzy!
Zamknęłam oczy i zdjęłam ręcznik. Usłyszałam pisk, który zdecydowanie nie mógł należeć do faceta, a jednak. Z ciekawości otworzyłam oczy. Ten pisk należał do Harry'ego i Zayna. Zaczęłam się śmiać. Wyglądali przekomicznie. Hazza podbiegł w przerażeniu do lustra i zaczął macać swoje włosy, które były czerwone jak pomidory.
- Co, skarbie? Myślałeś, że to peruka? - zaśmiała się Gabi.
- Miałem taką nadzieję! A to! - wskazał na swoją czerwoną czuprynę. – To, to jest zniewaga dla moich loków! Jak tak można?!
- A ja?! Ja wyglądam jak Barbie! - wtrącił się Zayn, który pobladł tak, że praktycznie zlewał się z platyną swoich włosów. - Nawet nie jak Ken! Jak pieprzona Barbie!!!
- Przyzwyczajaj się, będziesz tak wyglądał przez kilka ładnych dni - dodałam. Chłopak spojrzał na mnie spod przymrużonych oczu.
- Ty nie wyglądasz lepiej - mruknął. Zmusiło mnie to do spojrzenia w lustro. Zaniemówiłam. Moje włosy były różowe. Różowe!!! No dobra, w dwóch odcieniach bardzo jasnym i soczysto różowym, przez co nie wyglądało to tak źle, ale różowe włosy?! Będę zwracać na siebie zdecydowanie za dużo uwagi.

- G, róż? Serio?! - popatrzyłam na nią z wyrzutem.
- Czego ty ode mnie chcesz? Świetnie wyglądasz!
- Jak landrynka! - jęknęłam.
- Ty przynajmniej nie wyglądasz jak marchewka - odezwał się Niall, na którego nagle spojrzeli wszyscy. Miał rude włosy! Wyglądał nareszcie jak na prawdziwego Irlandczyka przystało.
- No co?! Nie chciałeś czarnego ani brązowego, to masz rudy! - uśmiechnęła się Gabi.
- To, że jestem Irlandczykiem, nie znaczy od razu, że musze być rudy! - oburzył się.
- Ale tak ci dobrze - zawołał Harry. - Wyglądasz jak ten zielony skrzat z garnkiem złota!
- Oj, pan marchewka ma konkurencję! - dodała Zuzia. Gdybym tylko umiała zabijać wzrokiem, to bym w tej chwili skorzystała z tego daru.
- Odezwała się ta, co wygląda, jakby wypiła za dużo soku z gumijagód - nie ma to jak Niall Horan i jego cięte riposty. Do tego trafne... Z tymi fioletowymi włosami naprawdę tak wyglądała.
- Moje włosy są bardzo stylowe! Taki kolor jest bardzo modny - stwierdziła dziewczyna.
- Nareszcie ktoś oprócz mnie jest zadowolony z mojej ciężkiej pracy! - zawołała uradowana Gabi i przytuliła Zuzię. Zabawnie wyglądały, jedna w fioletowych a druga w zielonkawych włosach.
- Zaraz, a co z Liamem? - zauważył ktoś nagle.
Liam... Liam siedział na brzegu wanny i z przerażeniem wpatrywał się w swoje odbicie. Wszyscy oprócz niego wybuchli śmiechem.
- Wyglądasz jak smerf! - zawołał Harry.
- Bardzo śmieszne… Nigdy w całym swoim życiu nie wyglądałem tak niepoważnie! - w jego głosie słychać było rozpacz. Zuzia podeszła do niego, objęła w pasie i przytuliła twarz do jego pleców.
- Ja ciebie i tak kocham - powiedziała.
- Jak słodko... To co teraz robimy? - spytał Zayn.
- Co powiecie na kino? - spytała G. Wiedziałam, że w jej przypadku nawet wyjście do kina jest podejrzane. Po samej jej minie można było się domyślić, że to nie skończy się normalnie…



----------------
Dziękuję za 10 tysięcy wyświetleń!!!
i proszę o dalsze komentarze
Kocham Was

Wiku.xxx

18 komentarzy:

  1. dziekuje za rudego Nialla! Czuje ze akcja sie rozkreci pod nieobecność Lou :3 pisz dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście kocham rudego Nialla <3
      I mysle ze dobrze czujesz, ze akcja sie rozkręci ;)

      Usuń
  2. Aaaa!! nie mam dzisiaj czasu (ale kiedy ja ostatnio miałam czas?:( Ale pocieszenie dla mnie, że w następny tydzień mam cały wolny!! jakoś to nadrobię;)
    mimo to rozdział mi się bardzo podobał najpierw myślałam że te farby Gabii kupiła żeby się odegrać na Tomilsonównach, a tu takie zaskoczenie! Niall rudzielec chciałabym to zobaczyć! Ale że różowe włosy!! ciekawe co to się wydarzy pod nie obecność Louisa (trzymam za ciebie kciuki nowa marchewo!!) ciekawa jestem jak Lou zareaguje na nowe fryzury chłopaków;) (a i ten tekst Zayna o Barbie) ło dobra TIME OVER!!
    (ciekawe kto to cię znowu napastuje w tych dziwnych komentarzach?, to trochę przerażające czytanie ich, a jak byś jeszcze nie wiedziała któż to taki jest aż tak mądry to zobacz czyich komentarzy brakowało ostatnio przez jakieś 2?.... rozdziały. Za co oczywiście cie przepraszam:)
    Paaa ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mela czy Meggi? jedna z Was na pewno... przyznaj się która? bo obie jesteście madre i Was obu brakowało przez ostatnie dni...
      nooowa machewaa <3 może coś sobie poradzi bez Lou :)

      Usuń
    2. Brakowało ale tylko w komentarzach rozdziały były przeczytane tak dokładne że mogę Ci je wyrecytować!! (dobrze że masz do mnie zaufanie i mi tego nie każesz;) teraz tylko jedna piosenka chodzi mi po głowie "Love Is Easy" ale w twoim opowiadaniu na pewno nie jest easy!!
      (domyślaj się, co ja jestem encyklopedia!! poza tym mam strasznie daleko do lusterka (prawie całą szerokość pokoju do przejścia, a jestem dzisiaj niesamowicie zmęczona!!) więc teraz ci nie sprawdzę żeby ci powiedzieć kto wystawia ci te komentarze!)
      Paa:*
      (poza tym te wycieki do anonimków są bardzo przydatne czasami! ;) masz aż 6 rozdziałów napisanych!?)

      Usuń
    3. Dokładnie! Nie jest easy!!!
      I mam napisane do... 47? O ile sie nie mylę... Ale to dlatego ze byłam chora i w 4 dni napisałam 5 rozdziałów ktore mają średnio 7-9 stron :3
      I cos mi się zdaje, ze mam doczynienia z Meggi, bo juz raz takie zagadki mi dawalas!

      Usuń
    4. Ooo... to widzisz teraz nas możesz rozpieszczać jakimiś bonusami... czy coś ;) A tak poza tym to co tam ciekawego o ciebie? tak dawno nie pisałam to wiesz muszę jakoś nadrobić...
      I następnym razem tak prosto to nie będzie zgadnąć kto jest mną już ja się o to postaram
      Meggi dźubek dla cb ;*

      Usuń
    5. Chciałabym Was rozpieszczac bonusami ale cierpię na chwilowy brak weny związany z przepracowaniem ^^ nie mam jz nawet siły siedzieć po nocach i pisac! Moja jedyna nadzieja to powroty do domu tramwajami... To jest okropne nie polecam chodzenia do liceum!!!
      Aktualnie mecze sie nad biblią z ktorej mam jutro sprawdzian na polskim i robi mi sie słabo jak o tym pomyśle...
      Co jeszcze... Eksperymentuje z życiem, próbuje doświadczam, ale daleko mi jeszcze do naszej bohaterki... Zazdroszczę jej ze ma jeszcze wakacje, nawet jesli nie ma łatwo... A wręcz bardzo ciezko... Ale zazdroszczę jej facetów i głosu... ;) a pęsetą pociac sie nie da, isc jest głupia. Na szczescie to ostatniaproba samobójcza w jej wykonaniu (i hope so) to znaczy potem nawet jak bedze chciała sie zabić z bezsilności to tego nie zrobi, bo bedzie zdawała sobie sprawe, ze to nie zabije tylko jej... W sensie alegorycznym lub dosłownym. Tego pewna nie jestem...

      Załatwisz wiecej komentarzy i czytelników bedą bonusy ;)

      Usuń
  3. Bardzo pomysłowy rozdział i bardzo fajnie, że akcja się rozwija! Dziękuję, za wspaniały rozdział :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Nareszcie Tomlinsonowie wyjechali! I to do Australiiiiiiiiii!!!! Ta rodzinka mnie już denerwowała, a teraz, kiedy jej nie ma, pewne problemy powinny zniknąć... You know what I mean ;) może Niall się ogarnie i się pogodzą albo rzucą się sobie do gardeł. Czekam na to z niecierpliwością :3
    Próba samobójcza pęsetą była rozwalająca. Wyobraziłam sobie, jak on się tak dźgać całą noc i taka ulic beka xd
    G jest szurnięta i ją uwielbiam <3
    Rendez-vous z Harry'm... Uhuhu... Zdecydowanie to byłaby dobra akcja do "mamy cię!". Najzabawniejszy był Louis, który miał nadzieję, że to żart. Kto jak kto, ale Gabi jest zdecydowanie ostatnią osobą, z którą Lou chciałby, żeby Styles kręcił. Huehue Tomlinsonówna chyba straciła swojego ukochanego... Ups... Taka tam bohaterka, która hejtuje całą rodzinę. :P
    A co do nienormalności i psychodeliczności - KOLOROWE WŁOSY!!!! JARAM SIĘ!!! Pomidor (ketchup :P ) Harry, Barbie Zayn (nawet nie jak Ken, tylko jak pieprzona Barbie!!! Mój ulubiony cytat <3), smerf Liam, gumijagoda Zee, cukinia G, rudy skrzat z garnkiem złota Niall (RUDY!!! HAHAHAH prawdziwy Irlandczyk) i landryna Wiki. Tęczowe misie <3 Tak mi się skojarzyło. :P
    To kino na pewno nie będzie normalne. Muahahahah pójdą na mój ukochany film wakacji <3333 "we're..." dudududum :3
    Weny, Loveeeeeeee <333
    Do środy z naszym nowym tancerzem ;3
    I know You love me
    xoxo
    G

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba wiem o co Ci chodzi "in case if somebody asks we're.." tak?
      Rzucenie do gardeł me guuustaaaa <3
      i ciekawi mnie z kim bedziemy mieć w srode.....

      Usuń
    2. Exactly :D
      Wiem, że te gusta, bo utwierdzasz w tym przekonaniu od dłuższego czasu ;)

      Usuń
    3. Jest jeszcze cos co jest jeszcze milion razy bardziej me gusta czyli moje ulubione zdanie z historii

      Usuń
    4. Mówisz... :3 me gusta będzie, kiedy dodasz rozdział, darling. Nie wspominam nawet o środzie. Wtedy będzie baaaaaaaardzo me gusta ;D

      Usuń
    5. dodam rozdział w ciągu 30 minut

      Usuń
  5. Hej
    Pewnie mój komentarz będzie bardzo nieskładny, bo cieszę się jak wariatka z Story of my Life, jutro mam urodziny i ogólnie "życie jak w bajce" <3 ale postaram się, żeby był w miarę zrozumiany ;)
    Nie no zazdroszczę Viki takich wakacji xD Nic nie robi tylko filmy ogląda xD aaaaaa hahah haha xD sorki, Kuba mi tak kiedyś powiedział :p
    Może Zayn zawitał na tt?? O to Fizzy nie powinna być wściekła, od czasu do czasu Zayn powinien tam wejść :p
    Błąd: -Gotowa? - zapytał dziewczynĘ, nie dziewczyny ;)
    Nie ogarniam Lottie... To w końcu ze sobą rozmawiali czy nie? :/ Bo jej reakcja wygląda tak jakby Haryy obiecał jej, że ją kocha itd. To on jej nic nie powiedział? o.O
    Słodko pocieszały Lottie :3 I w sumie rozumiem ją pod tym względem jeśli chodzi o to, że była wściekła na Viki. Co jak co, ale to ona sprowadziła ją do tego domu i w ogóle...
    Tak i zaczyna się najlepszy moment.... Co jej kurcze odbiło???!!! Rozumiem, żeby mieć depresje, ale to nie powód, żeby obierać sobie życie. Co ja bym potem czytała? xD I dobrze, że obok była TYLKO pęseta :p
    Ja się zastanawiam czemu Viki nie zostawi tego wszystkiego i nie wróci do Polski, tam zmieniłaby sobie imię i wszystko byłoby spoko :3 #marzenia :')
    "-Nie martw się. Ja sobie poradzę!" jakoś mi się nie wydaje xD Albo w skutek desperacji spróbuje znowu się zabić, albo prześpi się z Niallem i ja oczywiście wolę tę drugą wersję xD
    Tomlinsowie chyba bardzo ufają chłopakom... No nie wiem, nie boją się, że jak wrócą do ich domu np. nie będzie?! xD
    "bardzo bardzo weseli" uwielbiam to określenie :D Mala go często używa ;)
    Skoro Wiki miała różową karteczkę i potem różowe włosy to znaczy, że Harry miał czerwoną itp.?
    Haha ogólnie super :D

    Jejciu jestem taka szczęśliwa, tak w sumie to nie wiem dokładnie z czego... to chyba taka radość wewnętrzna. Cieszę się ze wszystkiego <3

    OdpowiedzUsuń