Gdy się obudziłam, poczułam, że ktoś bawi się moimi włosami. Uśmiechnęłam się. Miałam wrażenie, że jestem w siódmym niebie... Ten ktoś, kto bawił się moimi włosami, widząc mój uśmiech, pochylił się i delikatnie pocałował moje usta. Otworzyłam oczy.
- Witaj, piękności - odezwał się chłopak melodyjnym głosem.
- Cześć, marcheweczko ty moja...
- Osz ty! To ty wczoraj na mnie naskoczyłaś, jak tak cię nazwałem, a dziś sama mnie tak nazywasz! - oburzył się.
- Tommo, ja to co innego! Kobiety mają swoje prawa!
- Ale to nie fair! Że też ja - Louis Tomlinson - nie mogę do swojej dziewczyny powiedzieć „marcheweczko”?! Co się dzieje z tym światem?
- Tym światem już nie rządzą mężczyźni, mój drogi!
- Nie?! To kto?
- Jak to kto? Kobiety! I nie jestem marcheweczką! Czy ja ci wyglądam na marchewkę?! Jestem pomarańczowa?
- Nie... Ale jesteś moja! A poza tym jesteś słodka jak marchewki...
- Naprawdę masz taką obsesję na punkcie marchewek?
- Nie taką jak na twoim... – szepnął, uśmiechając się łobuzersko, a potem cmoknął mnie w nos - Dobra... To teraz czas na pytanie na śniadanie.
- Co chcesz wiedzieć? – spytałam, czekając, aż zada jakieś pytanie.
- Jakie było twoje ostatnie przezwisko w szkole podstawowej?
- Co? Na serio chcesz to wiedzieć? - spytałam. Wiedziałam, że moje cudne przezwisko bardzo mu się spodoba...
-Skoro już jesteśmy przy przezwiskach i pieszczotliwych zwrotach, to czemu nie?
- No dobra... Skoro tak bardzo chcesz wiedzieć to... - zawiesiłam głos, by uśmiechnąć się tajemniczo i popatrzeć w jego lodowo-niebieskie oczy - W podstawówce mówili na mnie Karotka.
- Co? - Tak... Zdziwił się chłopak...
- Normalnie. Karotka! Nie słyszałeś nigdy?
- Nie, chodzi o to...że to jest praktycznie synonim do marchewki!!!
- Oj bez przesady! Karotka to sok z marchwi. Najlepszy był z dodatkiem malin...
- Ale naprawdę tak na ciebie mówili? - nadal był w szoku.
- No... Coś nie pasuje?
- Nie, tylko dlaczego takie marchewkowe przezwisko? Przecież mnie wtedy nie znałaś!
- Wiem. A co? To już nie mogłam mieć takiego przezwiska, zanim ty pomarzyłeś o tym, żeby być sławnym?
-W sumie to mogłaś... Tylko dlaczego Karotka?
- Jak byłam mała, to bez przerwy piłam Karotkę. Non stop... Do tego stopnia, że do tej pory mam żółtą cerę!
- Wcale nie! Nie jesteś Azjatką!
- Nie, ale wiesz... Marchewki robią swoje z człowiekiem. Więc byłam powszechnie znana jako Karotka. To były urocze czasy…
- Dlaczego się tak obruszasz o tę marchewkę? Bo nie do końca rozumiem...
- Wiesz, sama nie mam bladego pojęcia… Nie ogarniesz mnie.
- Tak więc, moja śliczna Karotko, masz ochotę na śniadanko do łóżka? - spytał.
- Z chęcią, bo nie chce mi się stąd ruszać!
- To poczekaj chwilkę, tylko ogarnę Stylesa, żeby zrobił tosty francuskie.
- Ładnie to tak się wysługiwać kolegą? - spytałam.
- Ja się nim nie wysługuję! On i tak zamierzał zrobić śniadanie, więc go tylko przypilnuję, a potem przyniosę ci śniadanko, a ty, jeśli chcesz, możesz sobie jeszcze pospać...
- Sama? W takim wielkim łóżku? Jeszcze napadnie mnie potwór z szafy!!!
- Dasz radę, słonko. To tylko dwadzieścia minut...
- Dobrze... Może jakoś wytrzymam. Tylko poproszę buziaka, żebym miała ochronę, kiedy przyjdzie zły potwór! - Uśmiechnęłam się niewinnie. Chłopak zaśmiał się cicho, a potem dostałam słodkiego całusa i zostałam sama w pokoju. Postanowiłam przy okazji sprawdzić facebooka, twittera i co tam jeszcze się nawinie. Chwyciłam laptopa mojego chłopaka (fajnie to brzmi, nie?) i uruchomiłam go. Na tapecie... Taaa… On chyba rzeczywiście zwariował, bo na tapecie ustawił sobie moje zdjęcie!!! Co za debil... Ale i tak go kocham! Tak, pomińmy moment z historii mojego życia, w którym to jego zdjęcie widniało na mojej tapecie... Ale to było dawno, dawno temu, jak jeszcze bezgranicznie jarałam się nimi wszystkimi po kolei... Aż mi się śmiać chce na samą myśl o tym... Włączyłam facebooka. Zaraz się przekonamy czy świat już wie… Jak zwykle po zalogowaniu otworzyły mi się update’y. W tym update’y wszystkich fanclubów 1D, które polubiłam. Popatrzyłam na pierwszy z brzegu. Polish Directioners napisały:
"Dziewczyny, musimy ogarnąć, kim jest ta dziewczyna, z którą całował się Tomlinson!!! Moim zdaniem jest śliczna <3 A co wy na to? xx
- Horankowa"
A pod spodem były zdjęcia, kiedy idę z Lou i trzymamy się za ręce, a potem, jak się całujemy. Były dobrej jakości i wyszły naprawdę ładne! Tak... Ja tu się zachwycam jakością zdjęć, gdy widział je już cały świat... Ale na szczęście chyba jeszcze nie wiedzą, że to ja… Teraz zobaczmy komentarze... Na ogół było coś typu "ona jest super" czy "wygląda mi na Polkę" i tu było z milion like’ów. Tak, nasze polskie Directioners zawsze tak piszą. Tylko tym razem nie wiedzą, że mają rację. Oczywiście było kilka komentarzy typu "niech zostawi mojego Tomlinsonka" itp... Ale po co mam się tym przejmować, skoro to tylko głupie dziewczyny, które nie są w stanie ruszyć tyłków sprzed komputera i hejtują wszystkich, którym w życiu coś się udało… Równie dobrze mogłyby być na moim miejscu, ale to ja zaczęłam działać, aby spełnić swoje marzenia... Oczywiście kilka moich zmyślnych koleżanek, które lubiły One Direction zorientowały się, że ta dziewczyna to ja i zasypały mnie tuzinami wiadomości na fb typu "czy to ty całowałaś się z Louisem?!?!?! Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!"
Boże, czy ci ludzie nie mają życia? Chyba nie... Westchnęłam i odpisałam tym moim kochanym wariatkom, a potem na Twitterze także nikt nic nie odkrył, więc dla jaj napisałam tweeta, który jak zwykle pewnie zginie wśród milionów Tweetów wysyłanych do Lou:
"Ciekawi mnie, kim jest dziewczyna, z którą całował się @Louis_Tomlinson"
A potem wyłączyłam twittera i laptopa Tommo, by wyciągnąć się na tym zacnym łóżku i poobserwować pobielany sufit. Po chwili przybył mój Lou ze śniadankiem. Normalnie room service. Hehehe... Tak więc po zjedzeniu pysznych tostów zrobionych przez Hazzę pobiegłam do łazienki. Dziś kolejny dzień koncertów. Pierwszy koncert już w południe, a drugi o dziewiętnastej. Tak, trochę tego jest... Ja bym tak nie mogła na okrągło śpiewać… To znaczy mogłabym, ale gardło by mi nie wytrzymało… Ale na szczęście ja nie mam dwóch koncertów dziennie, więc to nie mój problem. Ubrałam się we wrzosowe rurki i białą koszulkę z napisem 'free hugs', a potem popatrzyłam na siebie w lustrze. Czy wyglądam na dziewczynę chłopaka z 1D? Czy fanki będą w stanie mnie rozpoznać? Jeśli nie widziały zdjęć, to nie, ale jeśli tak, to trudno będzie mnie nie poznać... No nic… Chwyciłam swoją przepustkę i po chwili jechaliśmy już do O2 areny. Fanki już czekały aż zaczną je wpuszczać na koncert, a przejazd znanego im samochodu wywołał poruszenie. Wszystkie usilnie próbowały przejrzeć ciemne szyby samochodu, lecz niewiele zobaczyły. Szczerze mówiąc, to się cieszę, że nic nie było widać. Jakby mnie ujrzały, to byłaby wielka sensacja i tak już wystarczy, że podążyły wzrokiem za samochodem Lou (którego nie jedna z nich zapewne znała numer rejestracyjny na pamięć) aż do bramy O2 Areny. Weszliśmy i od razu ruszyliśmy do garderoby, gdzie Louise już szykowała Zayna, a Liam właśnie zmieniał koszulkę. Dochodziła 10.30. Zdecydowanie za mało czasu...
- Cześć wszystkim – rzuciliśmy, wchodząc do środka.
- Nareszcie jesteście! - ucieszyła się dziewczyna.
- Były okropne korki... - wytłumaczył Lou.
- To trzeba było wyjść wcześniej z domu!
- Wcześniej nie dało rady, bo te dwa gołąbeczki smacznie sobie spały -mruknął Styles.
- Dobra, zdążymy. Tylko moglibyście zacząć się łaskawie szykować! Ja wam się przebrać nie pomogę...
- Już, już - jęknęli zgodnie i ruszyli w stronę wieszaków z ubraniami.
- A ja w czym ci mogę pomoc? – spytałam Louise.
- Ty, Wiki... Potem pomożesz mi trochę z włosami chłopaków, ale teraz potrzebuję, żebyś zmieniła Nialla na dyżurze przy Lux - No tak, prawie zapomniałam o roli niańki... I nie zauważyłam, że Nialla nie było z nami.
- Niall jest na dyżurze przy Lux? Ale jak? - zdziwiłam się.
- Oni są tak jakby przyjaciółmi - zaśmiał się Zayn.
- Tak jakby?
- Niall uwielbia zajmować się Lux, a ona jest w nim zakochana po uszy. Teraz, gdy nauczyła się mówić, to opowiada o tym, że to jej przyszły mąż - wytłumaczyła Louise.
- Uroczo... - odparłam.
- No! Przyszła żona Niallera ma trzy latka... - uśmiechnął się Liam.
- Dobra, dobra, chłopaki, ja Lux mu nie oddam! - powiedziała Louise. - A teraz już mi się przebierać, a ty, Wiki, idź i przyślij do mnie Nialla. A z Lux możecie jeszcze pospacerować. Tylko bądźcie za godzinę.
- A gdzie są?
- Pewnie w bufecie - odparła. Tak… Gdzie by mieli być jak nie w bufecie?
- Ok, już idę - powiedziałam i
Od razu mnie zauważyła
i zawołała swoim słodkim dziecięcym głosikiem:
- Niajl, pać jaka siczna dziewcynka! - pokazała na mnie paluszkiem, na co chłopak odwrócił się, a uśmiech na jego twarzy na chwilę zniknął, gdy mnie zobaczył. Minęło może pół sekundy i na jego twarz powrócił promienny uśmiech, ale on mnie nie oszuka.
- Wiktoria... - bąknął zaskoczony.
- Tak, to ja Niall. Przyszłam cię wymienić. To znaczy Louise mnie po ciebie przysłała i mam zająć się Lux.
- Aha... Ok, to usiądź z nami – powiedział, poklepując krzesło obok siebie. Usiadłam, podczas gdy mała wpatrywała się we mnie jak w obrazek. - Lux, ta śliczna dziewczynka to moja koleżanka, Wiki - powiedział Nialler, uśmiechając się kącikiem ust, gdy wypowiadał słowa „śliczna dziewczynka”
- Cieść! Ja jeśtem Lux! - wyszczerzyła się malutka blondyneczka, ukazując pierwsze mleczaki, a potem chwyciła blondyna za rękaw. – Niajluś, ciemu mi nie powiedziałeś, zie maś taką fajną kojezianke?!
- Bo poznaliśmy się dopiero niedawno - odparłam.
- Śkoda... Bo jeśteś ciuuudownia!!!
- Ale nie jestem taka cudowna jak ty! Kto ci zrobił te śliczne warkoczyki? - spytałam.
- Mój Niajluś! - odparła bardzo dumna z tego faktu.
- To twój Niajluś umie robić warkoczyki?- powiedziałam tak, bo spodobało mi się, jak malutka wypowiada jego imię. Kątem oka zobaczyłam, jak chłopak uśmiechnął się nieznacznie, gdy wypowiedziałam jego imię w taki sposób.
- A żebyś wiedziała, że umie - odparł Nialler, który udawał urażonego.
- To masz farta, Lux, bo mi jakoś Niajluś nigdy nie robił warkoczyków...
- Bo mnie Niajluś kocha, a ciebie nie! - Tak... Nie ma to jak zabójcze słowa trzy i pół latki, co nie? Trochę nas z Niallem zaskoczyła. Nie ma co... W końcu odezwałam się:
- Tak? Jesteś pewna, bo mi się zdaje, że jeszcze wczoraj twój Niajluś mówił mi coś innego...
- Na pewno! Jakby cię kochał, to by ci robił warkoczyki! Prawda, Niajl??? – Tak, kocham tę małą. Właśnie zagięła samego Nialla Horana, który miał niezwykle inteligentną minę.
- No Niall, Lux oczekuje odpowiedzi... - spojrzałam na niego wyzywająco. Chłopak przygryzł dolną wargę, chyba zastanawiając się, jak udzielić jej sensownej odpowiedzi. Małych dzieci nie oszukasz tak łatwo, jeśli w ogóle uda ci się oszukać. W końcu Niall chyba wymyślił cos coś z sensem, bo się odezwał:
- Wiesz, Lux, nie wszystkim, których się kocha, robi się warkoczyki... Na przykład Wiktoria jest już za duża na warkoczyki... – Tak, Nialler, bardzo sensowna wypowiedź... Musiałam wkroczyć do akcji.
- Niall, chciał przez to powiedzieć, że istnieją inne sposoby okazywania miłości niż robienie warkoczyków. W szczególności, gdy jest się starszym...
- Aha... Czyli jak się kochacie, to się całujecie tak, jak mamusia i tatuś? - I tu kolejne pytanie, którym nas zagięła.
- Wiesz, z miłością różnie bywa... Nie zawsze się całuje... Czasem kogoś się bardzo kocha, ale ta osoba nie jest w stanie czegoś przebaczyć... - powiedziałam.
- Ta druga osoba nie daje szansy sobie wybaczyć, bo od razu wiąże się z innym - trochę mnie zszokowały jego słowa.
- Więc chciałeś mi przebaczyć?
- Nie, ale teraz to nie ma już znaczenia. Widziałem wasze zdjęcia z wczoraj... Widzę, że ułożyłaś sobie życie...
- A co miałam robić? Błagać cię o to, żebyś mi wybaczył i w międzyczasie być nieszczęśliwą, gdy ty nie możesz się zdecydować!
- Gdy to ty ciągle zmieniasz zdanie! Raz on, raz ja, to jak ja mam brać cię na poważnie? Powiedz w końcu, z którym chcesz być, bo nie wiem, czy mogę ci przebaczyć...
- Niall, ja... - No i co mam mu odpowiedzieć? Chłopak ma rację. Powinnam była zdecydować... Ale teraz już nie mam wyboru, w szczególności po wczorajszym… - Chciałabym być z tobą, ale będzie dla nas wszystkich lepiej, jeśli będę z Louisem. Nie będę ci już mącić w głowie. Możesz śmiało zacząć szukać swojej prawdziwej księżniczki, a nie kogoś, kto nie zasługuje na ciebie. Mnie nie należy się miłość od kogoś takiego jak ty...
- To prawda, nie zasługujesz na nią, ale człowiek potrzebuje więcej miłości niż na nią zasługuje... A dla mnie ty zawsze byłaś księżniczką, więc...
- A ja? Ja nie jeśtem twoją księźnićką? - spytała Lux. No tak… Zapomnieliśmy o jej istnieniu...
- Oczywiście, że jesteś moją księżniczką!
- No widzisz, daleko szukać nie musiałeś... A tak poza tym, to musisz już iść, bo Louise cię zamorduje – powiedziałam, uśmiechając się cierpko.
- Ok., już idę - powiedział, wstając .- Lux, zostaniesz z Wiktorią?
- Tak! Tak! Zośtanę z Tolią! - mała podskoczyła radośnie na krześle i tak oto zostałam nazwana Tolią.
- To ja was zostawiam - powiedział i wyszedł.
- Na co masz ochotę, ślicznotko? - spytałam dziewczynki.
- Na śpaciel!!! Do pajku! - zawołała.
- Tylko zapytamy się mamusi czy możemy iść, ok?
- Dobzie! - uśmiechnęła się malutka.
Po chwili otrzymałyśmy pozwolenie na spacer i wyszłyśmy z budynku O2 areny. Był tu straszny tłok, setki fanek stojących w kolejce do wejścia.
- Tolia, ci te dziewcynki będą pacić jak mój Niajluś, Hajly, Ziajn, Liaś i Louiii śpiewają? - spytała mnie.
- Tak, Lux.
- Im teź będą piewać kołisianki?
- Kołysanki śpiewają tylko tobie, bo ty jesteś wyjątkowa!
- To co im piewają?
- Rożne inne piosenki...
- Ale nie tak ślićnie jak mi?
- Na pewno nie tak ślicznie! Tak, to tylko tobie! To gdzie w parku chcesz iść, maleńka? - spytałam.
- Na plać ziabaw, a potem na lodi!!!
- Ok, to prowadź - powiedziałam, a potem z dziewczynką na rękach ruszyłyśmy do parku. Widziałam, jak jakieś dziewczyny, które stały w kolejce na koncert, się na nas patrzą. To było do przewidzenia, bo która z nich nie rozpoznałaby Lux, a teraz to pewnie i mnie... Na szczęście nie wiedzą, jak mam na imię. Pewnie zżera ich teraz ciekawość, kim jestem... Bo najpierw całuję się z Louisem, a następnego dnia idę do parku z Lux. Już wolę nie wiedzieć, co sobie te dziewczyny myślą... A biedna Lux nie zdaje sobie sprawę z tego, że połowa nastolatek na tym świecie wie, jak ma na imię i nie jedna zazdrości jej życia w otoczeniu One Direction... To trochę chore, ale tak naprawdę jest!
Tak więc w parku, na placu zabaw Lux szalała razem z innymi małymi dziećmi, a ja biegałam za nią. W końcu się zmęczyłyśmy i kupiłyśmy sobie lody: ja czekoladowe, a Lux truskawkowe i smerfowe... że też była to w stanie zjeść! Ja jak byłam mała, szczerze nienawidziłam lodów smerfowych, ale te dzieci z roczników 2000 i wzwyż są dziwne... Z wielkimi porcjami lodów usiadłyśmy na ławeczce w cieniu lipy, a mała opowiadała mi o tym, jak to nie może się doczekać, aż pójdzie do przedszkola. W pewnym momencie, gdy jakieś staruszk przechodziły obok nas, usłyszałam, jak jedna szepcze do drugiej zbulwersowanym głosem:
- Boże, taka młoda a już ma dziecko...
- Niajl, pać jaka siczna dziewcynka! - pokazała na mnie paluszkiem, na co chłopak odwrócił się, a uśmiech na jego twarzy na chwilę zniknął, gdy mnie zobaczył. Minęło może pół sekundy i na jego twarz powrócił promienny uśmiech, ale on mnie nie oszuka.
- Wiktoria... - bąknął zaskoczony.
- Tak, to ja Niall. Przyszłam cię wymienić. To znaczy Louise mnie po ciebie przysłała i mam zająć się Lux.
- Aha... Ok, to usiądź z nami – powiedział, poklepując krzesło obok siebie. Usiadłam, podczas gdy mała wpatrywała się we mnie jak w obrazek. - Lux, ta śliczna dziewczynka to moja koleżanka, Wiki - powiedział Nialler, uśmiechając się kącikiem ust, gdy wypowiadał słowa „śliczna dziewczynka”
- Cieść! Ja jeśtem Lux! - wyszczerzyła się malutka blondyneczka, ukazując pierwsze mleczaki, a potem chwyciła blondyna za rękaw. – Niajluś, ciemu mi nie powiedziałeś, zie maś taką fajną kojezianke?!
- Bo poznaliśmy się dopiero niedawno - odparłam.
- Śkoda... Bo jeśteś ciuuudownia!!!
- Ale nie jestem taka cudowna jak ty! Kto ci zrobił te śliczne warkoczyki? - spytałam.
- Mój Niajluś! - odparła bardzo dumna z tego faktu.
- To twój Niajluś umie robić warkoczyki?- powiedziałam tak, bo spodobało mi się, jak malutka wypowiada jego imię. Kątem oka zobaczyłam, jak chłopak uśmiechnął się nieznacznie, gdy wypowiedziałam jego imię w taki sposób.
- A żebyś wiedziała, że umie - odparł Nialler, który udawał urażonego.
- To masz farta, Lux, bo mi jakoś Niajluś nigdy nie robił warkoczyków...
- Bo mnie Niajluś kocha, a ciebie nie! - Tak... Nie ma to jak zabójcze słowa trzy i pół latki, co nie? Trochę nas z Niallem zaskoczyła. Nie ma co... W końcu odezwałam się:
- Tak? Jesteś pewna, bo mi się zdaje, że jeszcze wczoraj twój Niajluś mówił mi coś innego...
- Na pewno! Jakby cię kochał, to by ci robił warkoczyki! Prawda, Niajl??? – Tak, kocham tę małą. Właśnie zagięła samego Nialla Horana, który miał niezwykle inteligentną minę.
- No Niall, Lux oczekuje odpowiedzi... - spojrzałam na niego wyzywająco. Chłopak przygryzł dolną wargę, chyba zastanawiając się, jak udzielić jej sensownej odpowiedzi. Małych dzieci nie oszukasz tak łatwo, jeśli w ogóle uda ci się oszukać. W końcu Niall chyba wymyślił cos coś z sensem, bo się odezwał:
- Wiesz, Lux, nie wszystkim, których się kocha, robi się warkoczyki... Na przykład Wiktoria jest już za duża na warkoczyki... – Tak, Nialler, bardzo sensowna wypowiedź... Musiałam wkroczyć do akcji.
- Niall, chciał przez to powiedzieć, że istnieją inne sposoby okazywania miłości niż robienie warkoczyków. W szczególności, gdy jest się starszym...
- Aha... Czyli jak się kochacie, to się całujecie tak, jak mamusia i tatuś? - I tu kolejne pytanie, którym nas zagięła.
- Wiesz, z miłością różnie bywa... Nie zawsze się całuje... Czasem kogoś się bardzo kocha, ale ta osoba nie jest w stanie czegoś przebaczyć... - powiedziałam.
- Ta druga osoba nie daje szansy sobie wybaczyć, bo od razu wiąże się z innym - trochę mnie zszokowały jego słowa.
- Więc chciałeś mi przebaczyć?
- Nie, ale teraz to nie ma już znaczenia. Widziałem wasze zdjęcia z wczoraj... Widzę, że ułożyłaś sobie życie...
- A co miałam robić? Błagać cię o to, żebyś mi wybaczył i w międzyczasie być nieszczęśliwą, gdy ty nie możesz się zdecydować!
- Gdy to ty ciągle zmieniasz zdanie! Raz on, raz ja, to jak ja mam brać cię na poważnie? Powiedz w końcu, z którym chcesz być, bo nie wiem, czy mogę ci przebaczyć...
- Niall, ja... - No i co mam mu odpowiedzieć? Chłopak ma rację. Powinnam była zdecydować... Ale teraz już nie mam wyboru, w szczególności po wczorajszym… - Chciałabym być z tobą, ale będzie dla nas wszystkich lepiej, jeśli będę z Louisem. Nie będę ci już mącić w głowie. Możesz śmiało zacząć szukać swojej prawdziwej księżniczki, a nie kogoś, kto nie zasługuje na ciebie. Mnie nie należy się miłość od kogoś takiego jak ty...
- To prawda, nie zasługujesz na nią, ale człowiek potrzebuje więcej miłości niż na nią zasługuje... A dla mnie ty zawsze byłaś księżniczką, więc...
- A ja? Ja nie jeśtem twoją księźnićką? - spytała Lux. No tak… Zapomnieliśmy o jej istnieniu...
- Oczywiście, że jesteś moją księżniczką!
- No widzisz, daleko szukać nie musiałeś... A tak poza tym, to musisz już iść, bo Louise cię zamorduje – powiedziałam, uśmiechając się cierpko.
- Ok., już idę - powiedział, wstając .- Lux, zostaniesz z Wiktorią?
- Tak! Tak! Zośtanę z Tolią! - mała podskoczyła radośnie na krześle i tak oto zostałam nazwana Tolią.
- To ja was zostawiam - powiedział i wyszedł.
- Na co masz ochotę, ślicznotko? - spytałam dziewczynki.
- Na śpaciel!!! Do pajku! - zawołała.
- Tylko zapytamy się mamusi czy możemy iść, ok?
- Dobzie! - uśmiechnęła się malutka.
Po chwili otrzymałyśmy pozwolenie na spacer i wyszłyśmy z budynku O2 areny. Był tu straszny tłok, setki fanek stojących w kolejce do wejścia.
- Tolia, ci te dziewcynki będą pacić jak mój Niajluś, Hajly, Ziajn, Liaś i Louiii śpiewają? - spytała mnie.
- Tak, Lux.
- Im teź będą piewać kołisianki?
- Kołysanki śpiewają tylko tobie, bo ty jesteś wyjątkowa!
- To co im piewają?
- Rożne inne piosenki...
- Ale nie tak ślićnie jak mi?
- Na pewno nie tak ślicznie! Tak, to tylko tobie! To gdzie w parku chcesz iść, maleńka? - spytałam.
- Na plać ziabaw, a potem na lodi!!!
- Ok, to prowadź - powiedziałam, a potem z dziewczynką na rękach ruszyłyśmy do parku. Widziałam, jak jakieś dziewczyny, które stały w kolejce na koncert, się na nas patrzą. To było do przewidzenia, bo która z nich nie rozpoznałaby Lux, a teraz to pewnie i mnie... Na szczęście nie wiedzą, jak mam na imię. Pewnie zżera ich teraz ciekawość, kim jestem... Bo najpierw całuję się z Louisem, a następnego dnia idę do parku z Lux. Już wolę nie wiedzieć, co sobie te dziewczyny myślą... A biedna Lux nie zdaje sobie sprawę z tego, że połowa nastolatek na tym świecie wie, jak ma na imię i nie jedna zazdrości jej życia w otoczeniu One Direction... To trochę chore, ale tak naprawdę jest!
Tak więc w parku, na placu zabaw Lux szalała razem z innymi małymi dziećmi, a ja biegałam za nią. W końcu się zmęczyłyśmy i kupiłyśmy sobie lody: ja czekoladowe, a Lux truskawkowe i smerfowe... że też była to w stanie zjeść! Ja jak byłam mała, szczerze nienawidziłam lodów smerfowych, ale te dzieci z roczników 2000 i wzwyż są dziwne... Z wielkimi porcjami lodów usiadłyśmy na ławeczce w cieniu lipy, a mała opowiadała mi o tym, jak to nie może się doczekać, aż pójdzie do przedszkola. W pewnym momencie, gdy jakieś staruszk przechodziły obok nas, usłyszałam, jak jedna szepcze do drugiej zbulwersowanym głosem:
- Boże, taka młoda a już ma dziecko...
Słysząc to, prychnęłam. Powiedziałam Lux, żeby poszła do piaskownicy pobawić się z innymi dziećmi, podczas gdy ja siedziałam i czułam na sobie spojrzenie tych starych kobiet. Że też od razu każda młoda dziewczyna, która pokaże się na spacerze z małym dzieckiem, jest od razu brana za nastoletnią matkę! Rozumiem, że wyglądam dość poważnie jak na swój wiek, ale sorry bardzo! Szesnastolatka z trzy i pół letnim dzieckiem by musiała je urodzić w wieku dwunastu lat! Te stare kobiety są...przewrażliwione. Ja jako matka?! Dobry żart... Te pieluchy, karmienie piersią, wstawanie w środku nocy, ciągły płacz dziecka... Chyba bym zwariowała! To zostawiam na moją daleką, daleką przyszłość. Z tych dziwacznych rozmyślań wyrwał mnie dźwięk mojego telefonu. Kto do mnie dzwoni, przecież chłopcy mają koncert... To Jenn! Odebrałam:
- Hejka, Jenny, co słychać?
- A dobrze, dobrze. Tak właściwie, to jak zamierzasz mi wyjaśnić to, że w internecie jest pełno zdjęć, na których całujesz się z Louisem?!
- Jenn, to nie jest rozmowa na telefon... Jeśli chcesz mogę ci wszystko opowiedzieć...
- Pewnie, że chcę! Tylko gdzie się spotkamy? Bo ja właśnie jestem w Hyde Parku z Blair. A! Blair powiedzala, że cię zabije. Za co?
- A to pewnie za Stylesa... Oj tam. To skoro jesteście w Hyde Parku, to chodźcie na plac zabaw.
- Plac zabaw? Ty sobie jaja robisz?
- Nie, po prostu jestem tu razem z Lux.
- LUX???
- Tak, Jenn, z Lux... Tylko jej mi tu nie zjedz!
- No co ty! To ty się nie ruszaj, a my zaraz będziemy!
- Nie wiem czy nie będę próbować ucieczki, skoro Blair chce mnie zamordować...
- Spokojnie, nie pozwolę jej na to, a poza tym ona nie jest na ciebie zła... Paplała o Harrym cały dzień... Ała! To bolało, Blair!!!
- Tylko się tam nie pozabijajcie!
- O to się nie martw. Zaraz będziemy - powiedziała i rozłączyła się. Kolejne kilka minut spędziłam na przyglądaniu się temu, jak Lux ujawnia swoje zdolności przywódcze w piaskownicy. Potem na horyzoncie pojawiły się bliźniaczki.
- Cześć, dziewczyny! – zawołałam, gdy do mnie dotarły. Jenn się od razu na mnie rzuciła:
- Już mi opowiadaj, jak doszło do tego, że całowałaś się z Louisem!
- Spokojnie, Jenny...
- Nie „spokojnie”! Mnie tu zżera ciekawość! Mowiłaś, że mieszkałaś w domu z jednym z nich, ale nie sądziłam, że z którymkolwiek z nich połączyło cię coś więcej!
- Już ci wszystko opowiadam, tylko proszę cię, oddychaj!
- Wiesz, Wiki, ja bym się tam nią nie przejmowała, bo ona tylko wzdycha na ich widok… Wczoraj na ich koncercie prawie zemdlała... A tak w ogóle to co cię napadło, żeby nasłać na mnie tego Stylesa?! - wtrąciła się Blair.
- Boże, powoli! Ja za wami nie nadążam!!! Nie mówcie do mnie na raz! Wytłumaczę wam po kolei... A więc na Stylesa i tak bym cię nasłała prędzej czy poźniej, a z tego co wiem, to nieźle się bawiliście, skoro Hazz wrócił o trzeciej w nocy do domu!!!
- Oj tam... Po prostu najpierw się kłóciliśmy, to znaczy ja krzyczałam na niego, jak mógł mi zrobić to wszystko, a potem, kiedy się uspokoiłam rozmawialiśmy - Blair zarumieniła się. - Nie licząc tego, że przez ciebie prawie dostałam udaru, to było tak, jak za starych dobrych czasów...
- Tak? Naprawdę? - Jenny uśmiechnęła się znacząco. – Za starych dobrych czasów nie raz, nie dwa, musiałam zagadywać rodziców, którzy jak zwykle wracali wcześniej, i pilnować, aby nie weszli na górę, podczas gdy wy byliście zajęci ekspresowym ogarnianiem się i wyrzuceniem Stylesa za okno na drzewo, po którym do siebie przechodziliście. Pamiętam minę rodziców, gdy raz znaleźli na podłodze bluzę Hazzy...
- Wow... To wy byliście na takim etapie? - zdziwiłam się. Nic dziwnego, że skoro między nimi było coś takiego, to Blair po tym cierpiała...
- Tak, tak kiedyś było... Podkreślam kiedyś... Tej nocy nic się nie zdarzyło… Naprawdę... Rozmawialiśmy jak cywilizowani ludzie.
- A powiedziałaś mu o... - zaczęła Jenny.
- Nie. Jeśli zasłuży, to mu powiem...
- A nie uważasz, że jak będzie za późno, to nic mu nie powiesz?!
- To niech zasłuży, zanim będzie za późno! - krzyknęła. W jej oczach czaił się strach. Coś ukrywa... I to coś nieprzyjemnego…
- Ja jednak uważam, że powinien wiedzieć. Należy mu się ta wiedza...
- Jaka wiedza? – spytałam. - Blair, co ty ukrywasz? Bo chyba nie masz z nim dziecka, które płacze za tobą i brakiem ojca.
- Nie! Gdyby to chodziło o dziecko, to byłoby cudownie!
- Cudownie?! Ty tak bardzo kochasz dzieci czy twój problem jest aż tak duży?
- Nieważne... - zmieszała się Blair. – Teraz twoja kolej, opowiadaj! Całowałaś się z Louisem Tomlinsonem!!!
- No całowałam się...
- Ale jak do tego doszło? - dopytywała Jenny.
-A więc... Do tego doszło tak po prostu. Wracaliśmy z koncertu i się pocałowaliśmy.
- Tak po prostu? No przecież musiał być jakiś powód... Chyba że to nie był wasz pierwszy pocałunek!
- No nie był... - odparłam.
- I ty się jeszcze nie pochwaliłaś?!
- Wiesz, nie czułam potrzeby chwalenia się tym, że jestem jego dziewczyną... To zwyczajny chłopak, jakich wiele...
- No co ty! Przecież to Louis Tomlinson! - zawołała Jenny.
- I tu jest błędne rozumowanie. Nie jestem z nim dlatego, że to Louis Tomlinson... On po prostu był dla mnie w każdej trudnej chwili. Gdy wszyscy inni nie byli mi w stanie pomóc, on był przy mnie. Właściwie, to zakochał się we mnie już dwa miesiące temu i wtedy zdarzyło się między nami kilka ciekawych rzeczy, ale tak na serio jesteśmy ze sobą od czterech dni...
- Wow, cztery dni! To naprawdę dużo! - powiedziała ironicznie Blair. - To nie za wcześnie, by ujawniać się światu?
- Gdybyś znała całą naszą historię, wiedziałabyś, że nie jest za wcześnie... Ale uwierzcie mi, nie chcecie wnikać w szczegóły. To zbyt skomplikowane...
-Spoko... A Tomlinson fajnie całuje? - spytała Jenny.
- Co? Zazdrosna jesteś? - zaśmiała się Blair.
- Wcale nie jestem zazdrosna, tylko ciekawa! No więc dobrze całuje?
- Czy gdyby całował źle, to bym się z nim całowała? - odparłam.
- Zabrałaś mi męża, niedobra kobieto!
- Przykro mi, Jenn... Byłam pierwsza, ale nie martw się One Direction ma jeszcze czterech członków!
- Ta... Bo na pewno ich spotkam!
- Spotkasz. Skoro znasz mnie, to tylko kwestia czasu. A teraz muszę interweniować, bo jakieś dziecko pobije mi Lux - powiedziałam, bo zobaczyłam jak jakiś pięciolatek zamierza się z łopatką na Lux. Na szczęście zainterweniowałam w porę i po chwili Lux cała i zdrowa siedziała na moich kolanach. Jenny i Blair od razu pokochały małą z wzajemnością... Kto by nie pokochał ślicznej Lux? Potem chodziłyśmy jeszcze po parku. Gadałyśmy o wszystkim i o niczym, ale około szesnastej zaczęła do mnie wydzwaniać Louise, że mamy wrócić, bo mała musi zjeść obiad. W sumie to ja też byłam już głodna, no bo sorry bardzo, nie da się przeżyć całego dnia na trzech tostach francuskich i dwóch kulkach lodów! Pożegnałyśmy się z bliźniaczkami i wróciłyśmy na O2 arenę. Tam oprócz obiadu czekała na mnie niezbyt przyjemna niespodzianka.
Siedziałam właśnie z chłopakami w ich garderobie, gdzie odpoczywali po pierwszym koncercie i jedliśmy kanapki z Subwaya. Nie ma to jak pożywna kanapeczka, nie? Tak więc zajadaliśmy się tym arcydziełem kulinarnym, gdy do garderoby wpadł zdyszany Paul.



Ty to umiesz ciekawie pisać... :))) Fajny rozdział, a dowiemy się jaką tajemnicę skrywa Blair??? A tak na marginesie, czy powinnam wiedzieć kim jest Lux? Nie jestem directionerką, i nie ogarniam koligacji rodzinnych...
OdpowiedzUsuńLux jest córką Louise czyli stylistki 1D
Usuńaaa.. tak właśnie myślałam :)
UsuńKonsekwencje zbliżają się wielkimi krokami... jednego pocałunku z gościem, który nazywa swoją dziewczynę marchewką. Naprawdę ma na tym punkcie takiego fioła? Tak czy inaczej ksywa Vic bardzo mu się spodobała - karotka. Dobrali się w korcu maku. Może będą szczęśliwi. Jak nie z Niallem to z Lou. Chociaż Ni chciał jej wybaczyć. No niestety Vi robi wszystko w przyspieszonym tempie w tej historii... Jak widać nie wychodzi jej to na dobre, ale może jeszcze się los odmieni. Tak jak Blair może będzie z Harry'm znowu. Tylko co ona ma mu powiedzieć... Cóż to za sekret. Czy to jest to, o czym myślę? Tak też sądzę. W ogóle nurtuje mnie motyw bliźniaczek. To, że tak po prostu się z nimi zaprzyjaźniła... W sumie to są obce dziewczyny ze Starbucksa, ale trudno. Może Vic ma powody im ufać, np. to że są de facto z nią szczere - np. o dawnym związku Blair i Harry'ego. Ciekawe jak zareagują na to chłopcy, jeśli do siebie wrócą i ogólnie, gdy je poznają. Będzie to jakoś niedługo? ;3
OdpowiedzUsuńWracając teraz do Nialla. Ma 3-letnią adoratorkę. awww <3 jestem fanką Lux. Tylko ona jest zdolna ich tak zagiąć. Fakt, że dzieci nie oszukasz... Może uświadomi nieświadomie Ni, żeby się nie zachowywał jak ostatnia ciamajda. Nie obraziłabym się za to.
Tym razem tak krótko. Może dlatego że w miarę zwięźle :P
Ale jedyne, o czym teraz myślę 24/7, to chemia. Sorry, Darling ;)
Love Ya <3
xxxx
PS już w kolejnym nadchodzi czarny charakter :3
PS2 31 za chwilę *_*
taaa 3 rozdziały-3 tygodnie. Pewnie, "już" za chwilę... Gabss moje chwile się jakoś dłużą :///
Usuńjednak nie wyszło tak krótko, jak myślała O.o
Usuńno wiem :C ale to nie do mnie zażalenia
UsuńWhere's the new one? :C
OdpowiedzUsuń