sobota, 1 czerwca 2013

27.I’m afraid of what tomorrow brings…





Patrzyłam, jak odchodził, nadal nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie się stało. On mnie kocha. Tak... Może i kocha, ale co z tego, skoro mi nie wybaczy? No nic. Może jeszcze kiedyś... Nawet nie chodzi o to, żeby znów chciał ze mną być, ale o to, by w przyszłości, widząc mnie, nie myślał tylko o tym, że go kiedyś zdradziłam. Wtem usłyszałam kroki zbliżających się w moją stronę osób. To chłopcy. No tak, znajdowałam się na korytarzu prowadzącym z garderób za kulisy.
- Wiki, widziałaś tu Nialla? - spytał Liam. - Jeśli go gdzieś znowu wsiąkło, to zamorduję.
- Spokojnie. On już poszedł za kulisy. Przed chwilą tędy przechodził.
- Tym razem ma szczęście!
- To jak, chłopaki, gotowi do koncertu?
- Jak zwykle! - zawołał uśmiechnięty Styles. - Larry zawojuje scenę! – powiedział, obejmując Louisa.
- Hola hola! Teraz Larry idzie w odstawkę! Czas na Loucky! – powiedział, strzepując ramię Harry'ego i przytulając mnie do siebie. Hazz zrobił teatralnie obrażoną minę.
- To znaczy, że mnie nie kochasz???
- Pamiętaj, że jest jeszcze Lirry!!! - poklepał go po ramieniu Liam.
- Co?! A co z Ziamem?! - oburzył się Zayn. Boże, jak ja ich kocham...
- Ale wy głupi jesteście! - uśmiechnęłam się.
- Może i głupi, ale za to jacy szczęśliwi! - powiedział Zayn.
- A… Wiki, chcesz pójść popatrzeć zza kulis? - spytał Louis.
- Wiesz, Loueh...
- Jak słodko mówisz do niego! Loueh!!! – wtrącił się Harry.
- Oszczędzaj głos, Styles, bo fanki będą zawiedzione, gdy nie wyciągniesz najwyższej nuty. A zwłaszcza jedna... - warknęłam, a chłopak uniósł pytająco brew, na co cicho się zaśmiałam. - Pamiętasz może jak w dawnych, zamierzchłych czasach, kiedy jeszcze nie poszedłeś do X Factora i mieszkałeś w Holmes Chapel, żyła sobie pewna bliźniaczka, która zawsze cię kochała?
W oczach Stylesa pojawiło się dziwne uczucie. Taki błysk, którego nie było nawet, gdy patrzył na Lottie. Może niepotrzebnie mu to mówiłam...
- Blair? - spytał zachrypniętym głosem. - Ona tu jest??? - Jednak o niej nie zapomniał.
- Tak, Blair Watson we własnej osobie. Tylko na twoim miejscu bym uważała... Ona szczerze cię nienawidzi... - powiedziałam, ale Styles mnie już nie słuchał. Pobiegł w kierunku sceny - Natomiast wracając do tego, czy chcę popatrzeć, to się zastanawiam, czy bym nie mogła dostać się na widownię...
- Pewnie! Przecież od tego są przepustki! Masz wstęp wszędzie! Ale czemu chcesz iść na widownię? - spytał Lou.
- Bo zadzwoniła do mnie siostra i okazało się, że moje obie siostry tu są w ramach wieczoru panieńskiego jednej z nich!
- To ty masz siostry? - zdziwił się Zayn.
- Tak. I to dwie starsze! Z czego Karolina wychodzi za mąż we wrześniu! Chciałam im zrobić niespodziankę, bo one myślą, że jestem w Doncaster!
- No to leć do nich! - powiedział Lou.
- I koniecznie przyprowadź je po koncercie! - dodał Liam - Musimy sprawdzić czy też są takie szalone jak ty!
- Dobra. Tylko... One nie wiedzą o mnie wielu rzeczy i traktują mnie jak małe dziecko, więc nie słuchajcie, co będą o mnie gadać, ok?
- Dobra, dobra... Już leć!
- Powodzenia, chłopaki! Kto chce kopniaka na szczęście? - spytałam.
- A mogę wymienić mojego kopniaka na buziaka? - spytał Loueh.
- No nie wiem czy to tak działa...
- Oj, przymknij się - powiedział i wpił się w moje usta. Na co Ziam zagwizdał głośno.
- No to powodzenia! - powiedziałam, gdy w końcu się od siebie oderwaliśmy.
- Dobrze... A powiesz mi chociaż, gdzie będziesz, żebym wiedział do kogo mam śpiewać? - poprosił Louis, wpatrując się we mnie z czułością.
- Pośrodku czwartego rzędu. Teraz lecę, bo jeszcze zacznie się, zanim dojdą na miejsce!
- Ta... Na pewno się zacznie, jeśli 1/5 One Direction trzyma cię właśnie w swoich ramionach! - Zayn wywrócił oczami. Ostatni raz musnęłam usta Louisa i pobiegłam w stronę przejścia na korytarz, z którego szło się na widownię. I rzeczywiście moja przepustka była przydatna, bo mogłam wejść absolutnie wszędzie!!! Widziałam, jak jakieś dziewczyny zerkają na nią z zazdrością. Dobrze, że nie widziały, co robiłam jeszcze pół minuty temu, bo już dawno rozszarpałyby mnie na strzępy... W końcu dotarłam do wejścia na widownię. Nadano komunikat, że za pięć minut zacznie się koncert. Na sali było już pełno rozwrzeszczanych directionerek, ale paliło się jeszcze światło. Wszystkie rozmawiały podnieconymi głosami. Zawsze marzyłam o tej chwili... Koncert One Directon... Tak trudno uwierzyć w to, że musiałam przez tyle przejść, aby w końcu się tego doczekać. Jednak świadomość, że 1/5 one Directon będzie śpiewać tylko dla mnie, jest niesamowita... Setki fanek na sali, miliony na całym świecie, a on będzie śpiewał jedynie dla mnie... Dobra. Koniec tego samouwielbienia. Trzeba znaleźć dziewczyny. Najpierw namierzyłam czwarty rząd, a potem je. Rozmawiały o czymś. Ola jak zwykle z burzą loków na głowie, a Karolina miała koronę z napisem "Bride to be". Nie ma to jak nasze amerykańskie gadżety...



 Pewnym krokiem ruszyłam w ich stronę. Przepychając się między fankami. W końcu znalazłam się tuż przy nich. Jeszcze mnie nie zobaczyły, bo wpatrywały się w jakiś punkt na scenie, gdzie zasiadał już band. Postanowiłam się odezwać.
- Takie dobre miejscówki, a wy perfidnie chciałyście spędzić ten koncert beze mnie...
Dziewczyny odwróciły się w moją stronę zaskoczone.
- Wiktoria?! Co ty tu robisz?!
- Mówiłam, że mam dla was niespodziankę! - dziewczyny mnie wyściskały.
- Nie powinnaś być teraz w Doncaster? - spytała Ola.
- Może i tak, ale ma się swoje sposoby!
- Jak ty się tu znalazłaś? - spytała Karolina.
- Jak to jak? Byłam w okolicy, a że usłyszałam, że tu jesteście, to postanowiłam spędzić wieczór panieński mojej siostry razem z nią! A teraz cisza, bo się zaczyna! - jak na zawołanie zrobiło się ciemno, a po chwili na scenie pojawiło się One Direction.  Zaczęło się. Chłopcy jak zwykle dawali czadu. Prawie na samym początku koncertu Lou wypatrzył mnie w tłumie i uśmiechnął się. Potem bez przerwy zerkał na mnie. Gdy przyszedł czas na jego solówkę w Little things patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Gdy nadszedł moment pierwszej zmiany ubrań dotarło do mnie, że powinnam być za kulisami i pomagać Louise... Mam nadzieję, że się nie obrazi. Szybko wysłałam jej smsa:

"Przepraszam, Louise, ale Lou wysłał mnie na widownię"

"Spokojnie. Już mi o tym powiedział. Damy radę c:"


Gdy tylko mi odpisała, nachyliła się do mnie Ola:
- Z kim tak piszesz na koncercie 1D?
- Z Louise. Musiałam jej napisać, że nie mogę jej pomóc, bo jestem tu...
- Aha... A teraz gadaj skąd miałaś kasę na bilet na koncert??? I czemu nie ma tu z tobą Lottie i Zuzi? - jak zwykle o wszystko mnie wypyta... I co jeszcze?
- Ja... Dziewczyny są w Doncaster, a ja... Byłam tu od początku. Tak parę godzin przed koncertem. Patrz – powiedziałam, podtykając jej pod nos moją przepustkę. Otworzyła usta ze zdziwienia.
- Asystentka stylistki One Directon?
- Tak
- Ale jak? Nie jesteś na to za młoda?!
- Nie! Tak wyszło, bo byłam z chłopakami poza Doncaster i musieliśmy tu szybko przyjechać, a że Louise potrzebowała pomocy, to zostałam asystentką stylistki One Directon...
- Wow! Nie wierzę... Ty naprawdę dokonałaś tego, o czym marzyłaś od roku. A oni... Fajni chociaż są?
- Większej bandy wariatów nie widziałam... Ale są świetni.
- Tak... A któryś...
- Co któryś?
- No wiesz... Bo zawsze mówiłaś, że to twoi mężowie i w ogóle... To czy któryś ci się podoba?
- Nie twój interes! - pokazałam jej język.
- To znaczy, że ci się podoba! Który? Gadaj!!! - Podobać to za małe słowo... Ja kocham... I to dwójkę z nich...
- Naprawdę mi się nie podoba! Zresztą nie będę się wysilać, bo ty mi i tak nie uwierzysz!
- To prawda. Nie wierzę ci! Ale i tak się zaraz dowiem który!!!
- Tak? - dziewczyna pokiwała głową. Potem chłopcy wrócili na scenę, więc nie mogliśmy rozmawiać, bo ledwie się słyszeliśmy. Dopiero potem się zaczęło... Właśnie skończyło się „Live while we're young” i odezwał się Liam:
- Następną piosenkę chcemy zadedykować Karolinie z najlepszymi życzeniami na nowej drodze życia, bo dziś jest jej ostatni koncert w panieńskim życiu! - a potem zaczęli śpiewać „Irresistible”. Tego to się nie spodziewałam. Louis puścił mi oczko, a ja pokręciłam głową... Ach ci moi wariaci...
- To on o mnie mówił? - spytała zdziwiona Karo.
- A widzisz tu jakąś inną przyszłą pannę młodą o imieniu Karolina, bo ja nie - odparłam.
- Ty ich o to poprosiłaś?
- Nie. Ja tylko im powiedziałam, ze idę na widownię, bo tam jest moja siostra, która ma właśnie wieczór panieński... A resztę to już sami wymyślili... Ale zadowolona jesteś z niespodzianki?
- Tak! I to jeszcze jak!!!
- No widzisz, jak to dobrze jest mieć młodszą siostrę, która ma znajomości...
Koncert toczył się dalej, a Ola nadal próbowała wybadać, na którego z chłopaków zerkam najczęściej, więc starałam się patrzeć na nich równomiernie.
Podczas “Change my mind” Niall zmienił tekst swojej solówki z "but baby if you say you want me to stay i'll change my mind" na "but baby if you say you want me to drive you to KFC", to myślałam, że padnę ze śmiechu. Ach ten mój Niall... Tfu! Poprawka... Ach ten Niall... Potem Hazza pobiegł do toalety, ile on wypił przed przerwą? A chłopcy zarapowali... To była kolejna komedia... Podczas „Over again” Niall się popłakał... Tak... Ciekawe, co sobie pomyślą Directioners... A w końcu nadszedł czas na pytania z twittera. No i o co ktoś poprosił? O to, by każdy z nich zaśpiewał fragment swojej ulubionej piosenki. Gdy przyszła kolej na Louisa, usłyszałam pierwsze takty piosenki i uśmiechnęłam się. „Valerie”... Uwielbiam jego wykonanie, więc zamieniłam się w słuch.

Well, sometimes I go out by myself
And I look across the water
And I think of all the things, what you're doing
And in my head I paint a picture

'Cause since I've come on home
Well, my body's been a mess
And I've missed your ginger hair
And the way you like to dress

Won't you come on over
Stop makin’ a fool out of me
Why don't you come on over Victorie?
Victorie... Victorie... Victorie...
Why don't you come on over Victorie?

 
Skończył. Rozległy się brawa, ale też i szepty... No bo nikt się nie spodziewał, że Louis Tomlinson zmieni imię w piosence z Valerie na Victorie... Zaśpiewał o mnie... Nikt nigdy czegoś takiego dla mnie nie zrobił. Jeszcze na koncercie! Choć piosenka się już skończyła, to on cały czas wpatrywał mi się w oczy. Zobaczyłam, jak wypowiada coś bezgłośnie, a z ruchu jego ust można było wyczytać:
"Kocham cię" 

Potem wrócił do odpowiadania na pytania razem z resztą zespołu.
- No… No… No... - odezwała się Ola, a ja poczułam, jak robię się czerwona - I jak mi teraz spróbujesz wmówić, że żaden ci się nie podoba, to nie wyrobię! Nie zaprzeczaj, to Louis!!! Kto normalny zmieniłby „przez przypadek” imię w piosence na imię dziewczyny, którą zna i spędza z nią dużo czasu!
- Ola, proszę cię...
- Chyba że on ci się nie podoba i to nieodwzajemnione uczucie... - na te słowa zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona. - A jednak to nie jest nieodwzajemnione uczucie... Ty na niego lecisz!!!
- Wow… Wielkie mi odkrycie!
- Karolina! Wiktoria się zakochała!!! - zawołała Ola.
- Cooo? W kim??? - spytała podekscytowana Karo.
- Wielkie dzięki, Ola… - bąknęłam
- Jak to w kim? A kto o niej przed chwilą śpiewał?
- W Louisie? Ale on zawsze był moim ulubionym! - oburzyła się Karolina.
- A on wie, że no wiesz... Że ty też na niego lecisz? - spytała Ola.
- Nie twój interes!
- Czyli wie... Jesteście razem?! A on nie jest dla ciebie za stary? Ile on ma lat?
- Skończy 22 dwudziestego czwartego grudnia.
- No to policzmy... Jest o jakieś...
- Tak, wiem... Sześć lat starszy i co z tego?
- Nie pomyślałaś, że ktoś taki mógłby cię po prostu wykorzystać, a potem zostawić!
- On by tak nie zrobił! - już tak nie zrobił...
- Jesteś pewna?
- Tak, Ola! Naprawdę nie przejmuj się!
- Dobra... Niech ci będzie... Mam nadzieję, że nie zrobisz żadnego głupstwa.
- Spokojnie, Olciu. A teraz koniec tego gadania, bo przegadamy cały koncert...
- Ok… Już cię nie męczę - powiedziała i po chwili znów zajęte byłyśmy muzyką i piszczeniem. Przynajmniej nie wrzeszczałyśmy tak jak te dziewczyny obok mnie z tekstami typu "Kocham cię, Harry". To dziwne... Od tego aż mnie głowa rozbolała. Koncert się skończył i ludzie zaczęli się rozchodzić.
- To jak? Chcecie iść ze mną? Przedstawię was... - odezwałam się.
- Wiesz, Wiki... Z chęcią byśmy poznały to twoje całe One Direction, ale mamy samolot za godzinę.
- Aaa... Szkoda… - westchnęłam. Przyjadą, pojadą... Nawet nie można się nacieszyć własnym rodzeństwem... No nic.
- Ale kiedyś jeszcze nas z nimi poznasz, ok?
- Pewnie! Bezpiecznej podróży.
- Dzięki. Uważaj na siebie, Wikuś.
- Ja na siebie zawsze uważam...
- I na chłopaków też uważaj!
- Dobra! Idźcie już, bo się spóźnicie! - powiedziałam i przytuliłam je. A potem poszły. Taka szkoda... Chciałam spędzić z nimi trochę czasu. Naprawdę potrzebowałam wtedy jakiejś bliskiej mi osoby, a tak... No nic... Muszę dać sobie radę sama. Skierowałam się do przejścia za kulisy. Gdy miałam już położyć rękę na klamce, drzwi otworzyły się z impetem i do holu wpadł Harry.
- Hazz, co ty tu robisz?! Przecież dziewczyny cię zjedzą, kiedy cię zobaczą! - powiedziałam.
- Trudno! Muszę znaleźć Blair!
- Ale to jak szukanie igły w stogu siana!
- Trudno... Ja muszę ją znaleźć!
- Hazz, spokojnie. Napiszę do niej, a ty idź do holu bocznego, ok?
- Dzięki, Wiki!
- Nie ma za co - powiedziałam i wyciągnęłam telefon. Wystukałam na klawiaturze, że chcę się spotkać w holu bocznym i wysłałam smsa do Blair. Patrzyłam, jak Hazz znika w tłumie fanek. Potem przeszłam obok ochroniarzy i dotarłam do garderoby chłopaków. Otworzyłam drzwi i wpadłam do środka.
- No… No… no... Chłopaki, daliście czadu!!! - powiedziałam.
- Jakby inaczej! - uśmiechnął się Zayn
- A gdzie twoje siostry? - spytał Liam.
- Spieszyły się na samolot, ale powiedziały, że z chęcią was kiedyś poznają i, że bardzo im się podobało. A i Karolina dziękuje za dedykację.
- Spoczko. A jak tobie się podobało?
- Osobiście mogłabym spędzać na waszych koncertach całe życie...
- Uwierz mi, kiedyś by ci się znudziło... - wtrąciłLou.
- Nie sądzę...
- A widziałaś gdzieś Hazzę? Bo chcieliśmy już iść coś zjeść... - spytał Niall. Wow… Jednak postanowił się do mnie odzywać.
- Myślę, że nie musimy na niego czekać. Poszedł ratować coś z przeszłości...
- No tak... Blair.... - westchnął Li.
- To co? Idziemy? - spytał Niall. Nawet nie zauważyłam, że już się przebrali.
- Dla mnie możemy już iść - odparłam. A potem w otoczeniu ochrony podążyliśmy do wyjścia, a następnie na parking, gdzie stały samochody chłopców.
 - To spotykamy się w Nandos, tak? - spytał Nialler,   wszyscy zgodnie pokiwali głowami. Jechałam samochodem z Louisem.
- I jak się podobało? - spytał.
- Zależy co...
- Tak?
- Nie wiem czy fanki są zadowolone z tej zmiany w „Valerie”... Bo o jaką Victorie mogło ci chodzić? Czuję, że to będzie temat nr 1 do rozmów na twitterze... I nie wiem czy nie powinnam być zazdrosna...
- Dojechaliśmy - wszedł mi w pół zdania.
- Już?
- Nie do końca, ale zostawię tutaj na parkingu samochód, żeby Hazza miał jak wrócić, a my pójdziemy spacerkiem do domu.
- Nie idziemy do Nandos?
- A chcesz tam iść?
- W sumie to nie...
- No to idziemy! - powiedział i wysiadł z samochodu, a potem otworzył moje drzwi i pomógł mi wysiąść. Potem szliśmy już przez rozświetloną   kolorowymi światłami i neonami Oxford Street. Nie było tu zbyt wielu ludzi, ale ruch i tak był spory, zważywszy na późną porę.
- To na czym skończyłaś, zanim ci tak brutalnie przerwałem? - spytał.
- Mówiłam, że nie wiem czy nie powinnam być zazdrosna o tę, której imię zaśpiewałeś zamiast Valerie... Kim jest ta tajemnicza Victorie? - spytałam, starając się zachować powagę.
- Myślałem, że może ty mnie oświecisz. Z tego co wiem, ta dziewczyna jest śliczna, mądra, utalentowana...
- Hola, hola... Nie komplementuj mnie tak tutaj, bo aż taka wspaniała nie jestem!
- Kto powiedział, że mówię o tobie?
- Osz ty! A o jakiej innej Victorie mógłbyś śpiewać?
- No nie wiem, nie wiem... Ale ładnie mi to wyszło? - spytał.
- To było słodkie z twojej strony. Jeszcze nikt nigdy wcześniej nie przerobił i nie zaśpiewał dla mnie piosenki na koncercie, a co dopiero na koncercie One Direction!
- Czuję się zaszczycony - uśmiechnął się i jego dłoń odnalazła moją, by po chwili nasze palce mogły się spleść.
- Lou... Nie wiem czy to dobry pomysł… A jak ktoś nas zobaczy? - spytałam, wskazując na nasze splecione dłonie.
- Nawet jeśli, to mnie to nie obchodzi! Kocham cię i nie mam zamiaru tego ukrywać przed całym światem! Z doświadczenia wiem, że ukrywanie się nie przynosi niczego dobrego...
- A Management?
- Oni...mogą się wypchać! Ja chcę tylko być z tobą!
- Co jeśli nie pozwolą nam być razem?
- Czemu ty od razu zakładasz najczarniejszy scenariusz?
- Po prostu życie zrobiło ze mnie pesymistkę...
- Wiki... Słońce ty moje... Marcheweczko moja…
- Co?! Nie wierzę! Nazwałeś mnie marcheweczką!!!
- No co?!
- Wiesz, że w takich chwilach się zastanawiam, co ja w tobie zobaczyłam...
- Właśnie to, że jestem zawsze i wszędzie dla ciebie...
- Ależ ty sobie pochlebiasz!
- No co? To już nie można?
- Można, można... Ale wolę, jak obsypujesz komplementami mnie, a nie samego siebie...
- Toś ty takie egoistyczne stworzenie?
- Ja? Egoistką?! A mówiłam ci, że cię kocham? Bo to chyba nie jest samolubne uczucie, nie?
- To chyba nie... A gdybym ci powiedział, że przestałem cię kochać, to co byś zrobiła?
- Nie powiedziałbyś mi tego, bo mnie kochasz...
- W sumie to masz rację... Nie powiedziałbym, bo kocham i to jak wariat!
- To chyba bardzo, nie?
- Nawet nie wiesz jak!!!
- A istnieje jakiś sposób, żebym choć trochę zobaczyła jak bardzo?
- Nie wiem czy jest coś, co może wyrazić moje uczucia...
- A to szkoda...
- Przynajmniej nie w obecności tych wszystkich ludzi i mnóstwa fotoreporterów, którzy czyhają na każdy mój ruch...
- Zboczeniec!
- Ej! Kto tu jest zboczeńcem? To ty o tym pomyślałaś! Ja miałem na myśli coś innego...
- Tak?   O czym, skoro nie możesz tego zrobić tutaj i w tej chwili? Wstydzisz się swojego uczucia czy co? – spytałam, zatrzymując się na środku chodnika. Stanęłam twarzą w twarz z niebieskookim.
- Nie, tylko ty tak na mnie działasz, że boję się, jak to się skończy...
- Nieważne jak to się skończy... Liczy się tylko ta chwila. Zamknij oczy - poleciłam i od razu spełnił moją prośbę - A teraz wyobraź sobie, że jesteś zwyczajnym chłopakiem, który poszedł na zwykłą randkę ze swoją dziewczyną. Nie śledzą was paparazzi. Nikim się nie musicie przejmować. Liczycie się tylko wy. Nie ruszają was żadne kąśliwe spojrzenia staruszek... Co w tej sytuacji robisz? - spytałam. Chłopak uśmiechnął się delikatnie, przybliżył się, a jego dłonie powędrowały na moją talię. Zarzuciłam ramiona na jego szyję. Pochylił się i w momencie, w którym nasze nosy się zetknęły, zamknęłam oczy i czekałam na pocałunek, który nastąpił po słodkiej chwili zawieszenia. Prawdopodobnie w tej chwili ktoś niezwykle życzliwy robił nam zdjęcie, ale mało mnie to obchodziło. Teraz liczyły się tylko usta Louisa. Powiem ci, pamiętniczku, że nie ma to jak pocałunek w zatłoczonym centrum Londynu z moim kochanym wariatem.


Czas i wszelkie inne problemy przestały istnieć. Byliśmy tylko my dwoje jako zakochani, nie jako bożyszcze nastolatek i szara myszka. To było tak piękne, że aż niemożliwe, a jednak. Zatopiłam palce w jego gęstych włosach, jakby chcąc się upewnić, że nie jest tylko wytworem mojej wyobraźni i mi nie ucieknie. Ale on tam był. W całej swojej okazałości, a ja miałam nadzieje, że tak będzie wyglądać moja przyszłość. Niestety byłam świadoma tego, że całując się w samym centrum Londynu z Louisem Tonlinsonem, raz na zawsze tracę anonimowość i to, że już nigdy nie będę tylko Wiktorią - zwyczajną nastolatką z Warszawy z wielkimi marzeniami, lecz Wiktorią - dziewczyną Louisa Tomlinsona. W ten sposób przez jeden pocałunek straciłam prywatność na długi czas... Bo tak naprawdę niczego nie doceniamy aż do momentu, w którym to stracimy. Wtedy, nie do końca zdając sobie z tego sprawę, ale byłam szczęśliwa i taka właśnie położyłam się spać. Obudziło mnie trzaśnięcie drzwiami. Spojrzałam na zegarek była 3 w nocy. Kto normalny o tej porze wraca do domu? A tak... Styles. Usłyszałam raz kroki i znów. Boże, czy on nie może po prostu iść spać? Przekręciłam się na drugi bok i zobaczyłam śpiącego Louisa. Wyglądał tak słodko i niewinnie. Kosmyk jego brązowych włosów opadał mu na oczy, więc odgarnęłam go najdelikatniej jak potrafiłam. Pod wpływem mojego dotyku chłopak uśmiechnął się nieznacznie przez sen. Od tego widoku zrobiło mi się ciepło na sercu. Jestem chyba najszczęśliwszą dziewczyną świata, a za razem najmniej... Jestem właśnie w miejscu, leżę w łóżku, w którym zaprzepaściłam mój związek z Niallem, ale nie jestem tu sama. W każdej sytuacji znajdzie się dobra strona... Straciłam jednego... Trudno. Mam drugiego. Jak to się mówi: „tego kwiatu jest pół światu”... Tak, ale ty chcesz tylko... Nie! Zamknij się, głupie serce! Nieważne, kogo chcę, ważne kogo mogę mieć... Po co na siłę pragnąć kogoś, kogo nie można mieć? Czemu nie mogę chcieć tego, który będzie dla mnie lepszym rozwiązaniem? Tak... Bo serce nie idzie w parze z rozumem, ale mamy postęp, bo z każdą chwilą moje głupie serce zaczyna pragnąć coraz bardziej tego, który może być mój w każdej chwili, a właściwie jest mój w każdej chwili. Dam radę. Od jutrzejszego dnia będę pewnie rozpoznawalna wśród fanek 1D... Ciekawi mnie, co jutro rano znajdę na twitterze, w gazecie, serwisie plotkarskim, czy usłyszę podczas koncertu chłopców albo co powie na to Management... Jutro, a właściwie dziś się okaże… A teraz chyba wypadałoby iść spać. Nie, pamiętniczku?! Mam zamiar przytulić się do Louisa i spokojnie sobie pospać... Tak, wiem, zazdrościsz mi!

17 komentarzy:

  1. Jak uroczo <3 Last time puking rainbow :< Kochane 1D z tą piosenką dla Karo, a jestem fanką Oli, która wyciągnie z Vic wszystko. Szkoda, że musiały już jechać... No w poniedziałek do pracy :/ Przydałyby się Vicky. W szczególności teraz, gdy wszystko jej się coraz bardziej komplikuje i Zuzia, Lottie, Fizzy są w Doncaster. Może te bliźniaczki jej pomogą? Takie bratnie dusze. Na jej miejscu bym już chyba zbzikowała... Ale już we wtorek będzie lepiej <3
    I Loucky takie szczęśliwe jest. Na środku Londynu... Awww :3 tylko jak przerąbane będą mieli kolejnego dnia O.o Myślę o directionerkach i Modeście. Może w końcu nam pokażesz jakiś przykład ich działania, co? ;) Czego Niall się tak bał. Właśnie! On ją kocha, ale nie wybaczy... Takie... Smuteczek. Gdyby nie związała się tak szybko z Lou, mogłoby nie być problemu, ale dupa blada... Może komuś się w życiu miłosnym ułoży... Choć nie będzie to raczej Lottie teraz, jak ma już konkurencję w postaci Blair... Z którą/od której Harry wraca o 3... Która jest starsza! Więc zostaje Zuzia. Proszę, daj jej happy end!
    To by było na tyle, Darling. Wiesz, czego nadal wyczekuję, co bedzie już niedługo <33
    Tak, wiem. Jestem lamą za wczoraj xD
    xxx
    G

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Btw kocham koronę "Bride to be" <3 prawie tak, jak Twoją "Sweet Sixteen" :P

      Usuń
    2. czego tak Niall się bał, powiadasz? myślę, że będzie to można zobaczyć za 2 rozdziały ;) i mooooże bedzie happy end dla kogokolwiek... nie wiem...

      Usuń
    3. Czekam na to, ale bardziej na 31. Tak, jestem monotematyczna :P

      Usuń
    4. ale skromnie Gabs...

      Usuń
  2. Boski rozdzial. Końcówka mnie powalila. I jako ciekawostkę powiem Ci, że dopiero ostatnio koleżanka uświadomiła mnie, że piosenka "Valerie" jest śpiewana przez Amy. nie wiedziałam o tym. Mimo to ja wolę wykonanie Lou. Ale wracając do rozdziału to go uwielbiam. Niall i Vic gadali ze sobą. Wow. zaszaleli. Ehh. Trochę się wkurzyłam na Hazzę, że tak do Blair poleciał, ale tam.. nie wiem co pisac w tym komentarzu tak mi się rozdział podoba. Długo bd jeszcze tak cukierkowo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też wolę wykonanie Lou ;) a cukierkowo będzie jeszcze tylko jeden rozdział a potem do akcji wkracza zło nr 1 tej historii ;)

      Usuń
    2. Musi być chwilę cukierkowo, żeby czytelnicy nie dostali depresji w dalszych rozdziałach

      Usuń
  3. łoooo.. sie działo.. no właśnie: jak śpiewał Victorie to trochę rzygam tęczą, ale ciakawy rozdzialik, a dowiemy się co się działo u harry'ego i blair?? jestem ciekawa szczerze mówiąc... A i trochę według mnie spaliła z tym pocałunkiem w centrum londynu.. no ale nikt nie jest doskonały! pozdr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze jedno: chciałam Ci powiedzieć, że naprawdę dobrze piszesz. Czytając inne blogi, to u cb jest naprawdę spójnie i tak lekko się czyta, jakoś.. nie umiem tego nazwać (pomóż Gabs), ale to wszystko jest składne logiczne, i po prostu to się fajnie czyta :)

      Usuń
    2. może się dowiemy, ale to zależy od autorki... ;)
      no zawaliła sprawę, krótko rzecz ujmując... zobaczymy, jakie będą konsekwencje...

      spójność to dobre słowo. Można powiedzieć, że ma lekkie pióro. Też nie znajduję na to jednego słowa ;)

      Usuń
    3. Wezcie bo sie zawstydze... Lekkie pioro, jak to gornolotnie brzmi... A co u Blair i Hazzy? Nie wiem, moze sie dowiem... A ten pocaunek byl rzeczywiscie nierozwazny czas na konsekwencje!

      Usuń
    4. haha dobrze!!!

      Usuń
  4. Cudowny rozdział z cyklu jak on ją kocha, ale ona jego niekoniecznie, chociaż mu tego nie powie, bo musi się czymś zająć po utracie faceta swojego życia... Jest miło, słodko i radośnie... Czekam aż nadejdzie jakiś dreszczyk emocji c: Dodatkowo drżę z niecierpliwości nad osobą Blair, proszę, niech jej wątek jak najszybciej się rozwinie :3
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dreszczyk będzie już bardzo niedługo :3
      Raczej wątek Blair + Harry... ;)

      Usuń
  5. Dawno nie pisałam, więc... powrót z zaświatów! ^^) Bardzo fajny rozdział. Pocałunek Lou z Vicky.. ach. Brak mi słów. Też tak chce! Z niecierpliwością czekam na następny rozdział.

    OdpowiedzUsuń