Hejka!
to już ostatni rozdział przed wakacjami! przez następne dwa tygodnie na pewno nic nie dodam, bo jadę szkolić się na patent żeglarski, a potem... potem sie zobaczy! obiecuje, że wrócę we wrześniu, bo ta historia jest już dalej napisana i będzie jeszcze pisana, bo muszę ja skończyć! a tymczasem dedykuję ją wszystkim, którzy skomentują!
Miłych wakacji!
Wiku.xx
31. I think I can help you…
Biegłam przed siebie.
Najpierw pustymi korytarzami dla pracowników, a potem przedzierałam się między
tłumami fanek, które zmierzały do swoich miejsc. Wątpię, by któraś z nich
rozpoznała w chudej, zapłakanej dziewczynie tę, która wczoraj całowała Louisa
Tomlinsona na oczach kilkuset osób. W końcu udało mi się przedostać na świeże
powietrze. Założyłam przyciemniane RayBany i
bezwiednie skierowałam się do Starbucksa. Potrzebowałam zimnego
waniliowego frappuccino. W kawiarni unosił się zapach świeżo zmielonej kawy i
było tu przyjemnie chłodno. W sam raz na upalny lipcowy wieczór. Podeszłam
zamówić sobie kawę, grzebiąc w portfelu w poszukiwaniu pieniędzy.
- Hi, can I get a vanilla frappuccino size venti? - mruknęłam.
- Wiki? To ty?! - czy ja właśnie usłyszałam polski?! Podniosłam oczy i ujrzałam znajomą brunetkę o zielonych oczach stojącą za ladą. Była ubrana w firmowy strój Starbucksa. Na jej widok na mojej twarzy pojawił się słaby uśmiech.
- Gabi?! Co ty tutaj robisz?
- Dorabiam, a ty? Co tu robisz? Czy nie powinnaś być przypadkiem u tej...
- Lottie?
- Tak... Ale skoro jesteś w Londynie, a jej tu z tobą nie ma... Poznałaś ich, prawda? - spytała, na co ja pokiwałam tylko głową. - Ty płakałaś? Co się stało? - dopiero teraz zobaczyła moje czerwone oczy, przez te przyciemniane okulary było trudno cokolwiek dostrzec…
- To dłuższa historia, a ty masz chyba pracę - odpowiedziałam.
- Właśnie kończę moją zmianę. Zrobię nam frappuccina na koszt firmy, przebieram się i przychodzę do ciebie - powiedziała. Po chwili stało się tak, jak zapewniła. Siedziałyśmy przy stoliku i piłyśmy kawę.
- Mów, czemu płaczesz.
- No bo... pokłóciłam się z Niallem.
- Z Niallem? - to jej spojrzenie, które mówiło "Siedzimy tu. Takie babskie pogaduchy, a ty mi tu mówisz, że właśnie pokłóciłaś się z Niallem Horanem. Normalka" - Bardzo?
- Bardzo... Tak, że na końcu nazwał mnie dziwką, a ja go spoliczkowałam.
- Że co?! Tylko go spoliczkowałaś?! Ja bym go do razu wykastrowała i jaja zakopała w ogródku! Jak on w ogóle mógł tak o tobie powiedzieć?!
- Gabi, proszę, uspokój się… W sumie miał trochę słuszności tak mówiąc...
- Oświeć mnie.
- No bo... To było tak... - opowiedziałam jej całą historię z Niallem i Lou.
- Nawet go rozumiem, ale to nie mieści mi się w głowie... Ale teraz powiedz szczerze, którego z nich kochasz bardziej? - spytała.
- Nia... Louisa - odpowiedziałam trochę za szybko.
- Nialouisa? To jest jeszcze trzeci? - spytała kpiąco. - Jak jest naprawdę? - popatrzyła na mnie wyczekująco.
- Louisa - tak. Muszę go kochać bardziej, bo inaczej nie przetrwamy.
- To skąd się wziął ten przedrostek „Nia”?
- Gabi, proszę cię, czy to ważne, którego kocham bardziej?
- A nie? Jesteś ostatnią osobą, po której spodziewałabym się, że coś takiego powie! Przecież to w tej sprawie najważniejsze. Powinnaś być z tym, którego kochasz najbardziej na święcie.
- Nie, będę z tym, z którym Modest mi pozwala być.
- Modest?! Nie mów, że dopadli też ciebie...
- Oni wszystkich dopadli... Chłopcy przez to nie mają prywatności, własnej woli... Muszą robić wszystko, co oni im każą. Gabi, oni im grożą... Oni grozili nawet mnie!
- Jak to ci grozili?
- Bo wiesz... Tam szefem jest taki debil Van der Woodsen - tym razem opowiedziałam im całą sytuacje z Modestem i Van der Woodsenem, a ona tylko kręciła głową z niedowierzaniem.
- Jak widać droga do sławy nie jest usłana tylko różami i stanikami fanek rzucanymi na scenę... Trzeba coś z tym zrobić! Ja ciebie z tym bajzlem samej nie zostawię! Coś wymyślę, bo tak nie możesz być...
- Naprawdę, dam sobie radę...
- Właśnie widzę jak sobie dajesz radę… Wiki, chcę pomóc! Jestem ci w końcu coś winna - No tak... Ta sprawa…
- Gabi, bez przesady, to nie było nic wielkiego.
- Nawet jeśli nie, to ja nie mogę patrzeć na to, jak się męczysz - powiedziała, a w tym momencie dostałam SMSa od Lou.
- Hi, can I get a vanilla frappuccino size venti? - mruknęłam.
- Wiki? To ty?! - czy ja właśnie usłyszałam polski?! Podniosłam oczy i ujrzałam znajomą brunetkę o zielonych oczach stojącą za ladą. Była ubrana w firmowy strój Starbucksa. Na jej widok na mojej twarzy pojawił się słaby uśmiech.
- Gabi?! Co ty tutaj robisz?
- Dorabiam, a ty? Co tu robisz? Czy nie powinnaś być przypadkiem u tej...
- Lottie?
- Tak... Ale skoro jesteś w Londynie, a jej tu z tobą nie ma... Poznałaś ich, prawda? - spytała, na co ja pokiwałam tylko głową. - Ty płakałaś? Co się stało? - dopiero teraz zobaczyła moje czerwone oczy, przez te przyciemniane okulary było trudno cokolwiek dostrzec…
- To dłuższa historia, a ty masz chyba pracę - odpowiedziałam.
- Właśnie kończę moją zmianę. Zrobię nam frappuccina na koszt firmy, przebieram się i przychodzę do ciebie - powiedziała. Po chwili stało się tak, jak zapewniła. Siedziałyśmy przy stoliku i piłyśmy kawę.
- Mów, czemu płaczesz.
- No bo... pokłóciłam się z Niallem.
- Z Niallem? - to jej spojrzenie, które mówiło "Siedzimy tu. Takie babskie pogaduchy, a ty mi tu mówisz, że właśnie pokłóciłaś się z Niallem Horanem. Normalka" - Bardzo?
- Bardzo... Tak, że na końcu nazwał mnie dziwką, a ja go spoliczkowałam.
- Że co?! Tylko go spoliczkowałaś?! Ja bym go do razu wykastrowała i jaja zakopała w ogródku! Jak on w ogóle mógł tak o tobie powiedzieć?!
- Gabi, proszę, uspokój się… W sumie miał trochę słuszności tak mówiąc...
- Oświeć mnie.
- No bo... To było tak... - opowiedziałam jej całą historię z Niallem i Lou.
- Nawet go rozumiem, ale to nie mieści mi się w głowie... Ale teraz powiedz szczerze, którego z nich kochasz bardziej? - spytała.
- Nia... Louisa - odpowiedziałam trochę za szybko.
- Nialouisa? To jest jeszcze trzeci? - spytała kpiąco. - Jak jest naprawdę? - popatrzyła na mnie wyczekująco.
- Louisa - tak. Muszę go kochać bardziej, bo inaczej nie przetrwamy.
- To skąd się wziął ten przedrostek „Nia”?
- Gabi, proszę cię, czy to ważne, którego kocham bardziej?
- A nie? Jesteś ostatnią osobą, po której spodziewałabym się, że coś takiego powie! Przecież to w tej sprawie najważniejsze. Powinnaś być z tym, którego kochasz najbardziej na święcie.
- Nie, będę z tym, z którym Modest mi pozwala być.
- Modest?! Nie mów, że dopadli też ciebie...
- Oni wszystkich dopadli... Chłopcy przez to nie mają prywatności, własnej woli... Muszą robić wszystko, co oni im każą. Gabi, oni im grożą... Oni grozili nawet mnie!
- Jak to ci grozili?
- Bo wiesz... Tam szefem jest taki debil Van der Woodsen - tym razem opowiedziałam im całą sytuacje z Modestem i Van der Woodsenem, a ona tylko kręciła głową z niedowierzaniem.
- Jak widać droga do sławy nie jest usłana tylko różami i stanikami fanek rzucanymi na scenę... Trzeba coś z tym zrobić! Ja ciebie z tym bajzlem samej nie zostawię! Coś wymyślę, bo tak nie możesz być...
- Naprawdę, dam sobie radę...
- Właśnie widzę jak sobie dajesz radę… Wiki, chcę pomóc! Jestem ci w końcu coś winna - No tak... Ta sprawa…
- Gabi, bez przesady, to nie było nic wielkiego.
- Nawet jeśli nie, to ja nie mogę patrzeć na to, jak się męczysz - powiedziała, a w tym momencie dostałam SMSa od Lou.
Gdzie jesteś? Koncert już się skończył. Wszystko
w porządku, kochanie? .xx
Niezupełnie... Jestem w Starbucksie z koleżanką. Przyjedziesz po mnie?
Niezupełnie... Jestem w Starbucksie z koleżanką. Przyjedziesz po mnie?
Ok. Będę za pięć minut .xx
- Kto tam do ciebie pisze?
- Lou.
- Gdybym nadal była ich fanką, to właśnie w tej chwili błagałabym cię o ich numery telefonów... - zaśmiałyśmy się.
- No... Wiesz, co to by było, gdybym zgubiła telefon, a ktoś by go znalazł i zajrzał do kontaktów?
- 1D dostawałoby miliard telefonów dziennie... Ale w sumie masz satysfakcję, że masz coś, o czym marzy kilka milionów dziewczyn na tym święcie.
- Bo ja przestałam żyć w marzeniach i zmieniłam marzenia w życie. Jeszcze pół roku temu zasypiałam z myślą o tym, jak cudownie byłoby ich spotkać i co ja bym w takiej sytuacji im powiedziała, żeby nie popatrzyli jak na zwyczajną fankę i zapamiętali mnie. A teraz? Teraz mam książkę telefoniczną wypchaną numerami telefonów One Direction, skrzynkę zapchaną SMSami od nich, całowałam się z trójką z nich i spałam z Louisem Tomlinsonem. Co więcej jestem jego dziewczyną. Gdyby ktoś te pół roku temu do mnie podszedł i powiedział mi, jak będzie wyglądać moja przyszłość, to bym powiedziała, że się chyba czegoś naćpał... Ja po prostu zawalczyłam o marzenia, a los był dla mnie hojny.
- Za hojności losu trzeba płacić...
- Ja już płacę. Jedna z dwójki najważniejszych, być może najważniejsza dla mnie osoba powiedziała mi prosto w oczy, że zachowuje się jak dziwka! Do tego Modest wytyczył nam zasady, muszę upubliczniać swój związek! Nie mam teraz możliwości wyboru! Ile mam jeszcze zapłacić za odrobinę szczęścia i miłości w moim życiu?
- Miejmy nadzieje, że już wcale.
- Tak... – westchnęłam. W tej samej chwili drzwi się otworzyły i do kawiarni wszedł, wyglądający jak młody bóg, Louis Tomlinson. Ubrany w turkusowe rurki i koszulkę w biało-czarne paski. Włosy miał w artystycznym nieładzie, a na jego nosia spoczywały okulary przeciwsłoneczne.
- Cóż to za „dobra dupeczka”? - szepnęła Gabi, gdy chłopak zdjął okulary zamaszystym gestem i zaczął się rozglądać w poszukiwaniu mnie.
- No... Pozazdrościć jego dziewczynie... - mrugnęłam do Gabi.
- Tak... - wywróciła oczami.
- Tu jesteś, słoneczko ty moje - usłyszałam jego charakterystyczny głos tuż przy swoim uchu. Na mojej twarzy wykwitł uśmiech, a potem odwróciłam się, by po chwili nasze usta mogły się spotkać. W tej chwili tylko on, tylko te jego piękne oczy, tylko jego silny uścisk i jego delikatne wargi sprawiały, że nie czułam się jak ostatnia dziwka. Wiedziałam, że jest ktoś, kto mnie kocha; dla kogo jestem wszystkim.
- Ekhem… Nie jesteście tu sami! – ostentacyjnie kaszlnęła i mruknęła w pewnym momencie Gabi.
***
- Całkiem fajna ta twoja koleżanka - Lou przerwał te dziwna ciszę, która
panowała odkąd weszliśmy do domu. Ja po prostu nie byłam w nastroju na rozmowy.
Słowa Nialla wciąż były żywe w mojej głowie.- Tak... Gabi jest świetną dziewczyną i wiele sobie zawdzięczamy. Gdyby nie ja to wolę nie mówić, jakby to mogło się dla niej skończyć.
- Ale co mogło się źle skończyć?
- Nieważne – mruknęłam, a chłopak westchnął.
- Dlaczego wyszłaś z koncertu?
- Chciałam się napić kawy
- Kawy mogłaś się napić na O2 arenie, a nie...
- Tam nie mają waniliowego frappuccino...
- Mam ci uwierzyć, że to jedyny powód?
- Lou...
- Co? Nie wyglądasz na szczęśliwą. Co się stało?
- Nic. Wszystko w porządku...
- To teraz popatrz mi prosto w oczy i powiedz to samo.
- No dobra. Nic nie jest w porządku - powiedziałam, a chłopak spojrzał na mnie pytająco.
- Nie dość, że Van der Woodsen, to jeszcze pokłóciłam się z Niallem.
- Znowu? – przytaknęłam. - Który to już raz w ciągu tygodnia? Drugi?
- Trzeci…
- O co tym razem poszło?
- O ciebie
- O mnie?
- Tak, o ciebie!
- I tylko tyle?
- On... Powiedział, że nie wie, jak mógł się we mnie zakochać i... Nazwał mnie dziwką.
- Co proszę?! Ja mu chyba...
- Lou, uspokój się. On to przeżywa. Miał rację, tak mówiąc... Ja naprawdę się tak zachowuję...
- Wcale nie!
- Tak? To która normalna dziewczyna zdradza swojego chłopaka z jego najlepszym przyjacielem?! Tylko taka bez serca.
- Ty masz serce! Gdybyś nie miała, to byś się tym nie przejmowała.
- Ale przejęłam się już po fakcie. Ja wszystko spieprzyłam! Przeze mnie się kłócicie. Już nie jest jak dawniej... Nie powinno mnie tu być!
- Gdyby cię tu nie było, to... Nie jestem w stanie sobie teraz wyobrazić życia bez ciebie... Trudno, że przyciągasz kłopoty z odległości wielu kilometrów, ale ja ciebie kocham i chce cię właśnie taką nienormalną, jaką jesteś! Niall nie wie, co stracił.
- Tylko tak mówisz... A jakbym to ciebie z nim zdradziła? Jakbyś się zachował?
- To zależałoby od tego, czy kochałabyś go bardziej ode mnie. Wtedy nie byłbym zadowolony... Powściekałbym się, ale w końcu bym zrozumiał, że to jego kochasz…
- A jeśli nadal chciałabym ciebie? Wybaczyłbyś?
- Jeśli obiecałabyś, że nigdy więcej tego nie zrobisz... Nigdy nie byłbym w stanie się długo gniewać... Wolałbym nawet mieć cię jako przyjaciółkę niż nie mieć cię wcale...
- Nie martw się. Za bardzo cię kocham, żeby cię zostawić - powiedziałam i przytuliłam chłopaka. Nie mogę go stracić... Zbyt wiele już straciłam. Podniosłam głowę, by dosięgnąć jego ust. Chłopak uśmiechnął się i zaczął oddawać moje pocałunki. Zapomnieliśmy o bożym świecie. Gdyby w odpowiednim momencie Styles nie wyszedł z kuchni i nie zaczął do nas gadać, żebyśmy się nie obściskiwali w przedpokoju, to skończyłoby się to bardzo ciekawie…
- Macie ochotę na spaghetti czy wolicie się obściskiwać?
- Jestem za spaghetti - odparłam, a Lou zrobił niepocieszona minkę.
- Jesteś okropna, wiesz?
- Sorki, ale muszę coś jeść! I ty chyba też, kochasiu! – odparłam, śmiejąc się i ciągnąc go za rękę do jadalni, gdzie Hazza już naszykował pyszną kolację. Po zjedzonym posiłku zapomniałam o nieprzyjemnych wydarzeniach tego dnia i razem z chłopakami oglądałam jakąś przezabawną komedie. Nawet nie pamiętam, kiedy odpłynęłam.
Następnego dnia wszystko działo się tak szybko. Głównie dlatego, że trochę zaspaliśmy... W niesamowitym tempie dotarliśmy na O2 Arenę i musieliśmy się zajmować przygotowaniami. Odetchnęłam dopiero o dziewiętnastej, kiedy chłopcy wyszli na scenę i wreszcie mogłam usiąść i odpocząć. W pewnym sensie, bo musiałam mieć na oku Lux, gdyż Louise musiała wyjść do sklepu po pieluchy na noc dla małej. Maleńka usnęła w moich objęciach, więc musiałam siedzieć nieruchomo i cicho. W pewnym momencie usłyszałam pukanie do drzwi. Kto to może być?
- Proszę - powiedziałam cicho, by nie zbudzić małej, ale na tyle głośno, żeby ten ktoś mógł mnie usłyszeć. Drzwi się otworzyły i zobaczyłam w nich Gabi.
- G? Co ty tu robisz?
- Wiki, byłam u Van der Woodsena
- Boże! Po co?!
- Przecież obiecałam, że pomogę!
- Ale ja nie chcę, żebyś pakowała się w kłopoty przeze mnie!
- Proszę cię, oszczędź sobie tego gadania. Mam umowę One Direction.
- Jak?!
- Nieważne... To znaczy lepiej będzie, jeśli nie będziemy tu o tym rozmawiać. Van der Woodsen nie wie, że my się znamy. Poza tym muszę najpierw przejrzeć te papiery.
- Dobra. Spotkajmy się o 23 na Niagara Drive 34, ok?
- Ok. To do zobaczenia - mruknęła i zniknęła za drzwiami. Przez chwilę byłam zbyt oszołomiona, żeby się ruszyć. Nie wierzyłam, że to zdarzyło się naprawdę. Gabi jak zwykle coś wymyśliła... Tylko boję się, że ta zabawa w Sherlocka może ją wiele kosztować. To, co wymyśliła, na pewno nie jest jakąś łatwizną... Chyba oszalała! Może wieczorem ją przekonam, żeby lepiej nic nie robiła, ale skoro ma umowę chłopaków, to może... Może uda nam się wyjść z tego bagna!
Koncert dłużył mi się w nieskończoność. A do tego przez Lux nie mogłam się ruszać! Zawsze, kiedy coś się dzieje, to ja muszę mieć jakieś „zajmujące” zajęcie typu pilnowanie śpiącego dziecka! W końcu miałam wrażenie, że po wielu godzinach drzwi do garderoby się otworzyły i pojawiła się w nich Louise, która zabrała Lux z moich kolan. Chwilę później do pomieszczenia weszli chłopcy.
- I jak się koncert udał? - spytałam, starając się brzmieć naturalnie.
- Było świetnie! - zawołał Harry. Ten to zawsze tryska energią. Nawet po tych koncertach, które muszą być cholernie męczące.
- To super, a teraz wszyscy przebierać się szybko, bo mamy spotkanie o 23 w domu Hazzy i Lou - mruknęłam. Po moim głosie można było poznać, że nie ma we mnie zbytniego entuzjazmu dla tej sprawy.
- Coś się stało? - spytał zaniepokojony Liam.
- Nic... Przynajmniej na razie, ale to może się zmienić.
- A wiesz chociaż, o co chodzi? - Zayn uniósł pytająco brew.
- Tak, ale tutaj lepiej o tym nie rozmawiajmy - mruknęłam. Chłopcy byli nieco zdezorientowani, ale nie zadawali zbędnych pytań. Szybko się przebrali i po szybkiej drodze powrotnej, zajechaliśmy na podjazd domu przy Niagara Dr. Na stopniach siedziała już Gabi i nerwowo się rozglądała, trzymając w żelaznym uścisku kopertę z szarego papieru.
- Hej Gabi, jesteśmy najszybciej jak się dało - powiedziałam witając się z dziewczyną, a potem zwróciłam się do chłopaków. - To jest Gabi, moja przyjaciółka z Polski. Myślę, że ma coś, co może nam pomoc, a właściwie wam...
- Miło cię poznać – odezwali się chłopcy.
- A możecie trochę jaśniej? – zapytał Zayn.
- Tak. Tylko chodźmy do środka - odparłam. Po chwili cała nasza siódemka siedziała w kuchni dookoła stołu. Czułam się trochę tak, jakby to była narada wojenna. W sumie to nie zdziwiłabym się, gdyby to się tak skończyło...
- Więc... - zaczął Louis, żeby nas pośpieszyć. Spojrzałam na Gabi i kiwnęłam głową na znak, że ma zaczynać.
- Zdobyłam waszą umowę od Van der Woodsena i chyba... Chyba mogę wam pomóc...

Nareszcie się doczekałam. Yay! <3
OdpowiedzUsuńBiedna Vic. Na jej miejscu też bym zwiała z O2 Areny na kawę - waniliowe frappuccino - NAJLEPSZE. A tu niespodzianka! Spotyka koleżankę z Polski O.o To, czego mi brakowało u poprzednich polskich koleżanek, że G nie jara się 1D. Poza tym jest wybuchowa - z tą całą kastracją lekko przeraża... Ale tekst o tym, że droga do sławy nie jest usłana stanikami fanek jest mistrzowski. Wielkie brawa, Wiki! ;) Rozkminiam cały czas, co G jest winna V... Chcieli ją sprzedać za kozę? Hahaha :P
Dalej. Tekst "Wyglądający jak młody bóg Louis Tomlinson" mnie rozwalił. Hahaha ;) piękne jest to, że będąc z nim Vic nie czuje się jak dziwka (osobisty sukces Lou ;) ). Ale G nie da jej spokoju - EKHEM :P
To, jak zachowuje się Niall, jest trochę dziecinne, ale w sumie ona go bardzo zraniła... Tak, zaczynam się przekonywać, co nie zmienia faktu, że na początku był ciamajdą - Sorry za obrazę męża, Wik :P Wracając do jego zachowania, JEST CHARAKTEREK! TAK! :D
Kolejna kwestia, co G robiła u Van der Woodsena i jakim cudem zdobyła tę umowę? O.o i jak to "chyba może im pomóc"? Aaaaaaaa! Dużo pytań na całe wakacje. Czas na wymyślanie teorii ;)
Cudowny rozdział - na razie w czołówce moich ulubionych. Ciekawe dlaczego :P Abyś miała wakacyjną wenę. Zrób patent. Baw się dobrze :* Napisz mi, gdzie się dostałaś!
Love Ya <3
xoxo
G.
Jejku, postać G. o której tyle słyszałam.... No i jest jakaś żywa akcja, dzieje się, dzieję... Nie mogę się doczekać ciągu dalszego ;)
OdpowiedzUsuńM.
Taaaa... Gabiii: "Oświeć mnie." i "Sherlock" skąd ja to znam? <3 Fajny rozdział, chociaż chyba krótki, niee? Albo tak mi się szybko przeczytało... Ten obrazek z Blair jest śmieszny, bo w pierwszej części wygląda jak Blair, a w drugiej jak przekręca głowę całkowicie inaczej, jak nie ona,hehe. Akcja się rozwija, chociaż to mało prawdopodobne, że Gabi ot tak zdobyła tą umowę. A tak ja osobiście, to uważam, że Wiki zasłużyła sobie na słowa Nialla, szczególnie, że nadal o nim rozmyśla, przeżywa etc. A Louis twierdzi, że by wybaczył, a jakby przyszło co do czego to i tak byłby ostro wkurzony, tak myślę. Pozdrawiam :DD
OdpowiedzUsuńJak zwinęła umowę, się dowiesz w następnym ;) no nie wiem, skąd to znasz :P
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńabsolutnie nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Jestem ciekawa co też nasza Gabi wymyśliła :)
OdpowiedzUsuńBzz