poniedziałek, 24 czerwca 2013

30. You’ve made a pretty show tonight…



Dziś trzeci dzień koncertów charytatywnych, więc od rana jesteśmy na O2 Arenie na próbach. Directioners nadal nie wiedzą, kim jestem, bo Lou nie zastosował się do polecenia Van der Woodsena i nie pochwalił się naszym związkiem. Na razie mam jeszcze trochę prywatności. Mam nadzieję, że to szybko się nie wyda, ale boję się, jak to będzie... Byliśmy właśnie w środku wiru przygotowań. Dosłowny galimatias! Dwadzieścia minut do rozpoczęcia koncertu. Gdy tu nagle do garderoby wpada nie kto inny, tylko sam Van der Woodsen, poprawił swój bladobłękitny krawat i warknął:
- Tomlinson, musimy porozmawiać!
- Ale panie Van der Woodsen, zaraz zaczyna się koncert!
- To nie może czekać! Nie wykręcaj się koncertem! Nie posłuchałeś mnie, to teraz będziesz się tłumaczył! Za mną!
- Ok... - bąknął Lou i wyszedł za Van der Woodsenem. Staliśmy w szoku.
- Czego on od niego chce? – spytałam. - Przecież wczoraj z nim rozmawialiśmy!
- Wiki, jeśli Van der Woodsen nie dostaje tego, czego żądał za pierwszym razem, to i tak to dostaje za kolejnym - odparł Liam. Coś było niepokojącego w spojrzeniu, którym mnie obdarzył. Czy był to strach? Czyżby Liam Payne się bał? Może to było tylko moje wrażenie, bo po chwili wszyscy zachowywali się jak gdyby nigdy nic. Zaczęliśmy się denerwować dopiero wtedy, gdy byliśmy już za kulisami, a jego nie było. Chłopcy stali już na swoich miejscach i przestępowali z nogi na nogę. Nagle wbiegł zdyszany Louis i chwycił swój mikrofon.
- Możemy wchodzić - powiedział.
- Gdzie ty byłeś? Czego on od ciebie chciał? - spytał Hazza.
- Nieważne... Znów coś pieprzył. Teraz już czas - odparł trochę na odczepkę i musieli już wyjść na scenę. Przyglądałam się ich poczynaniom ze strefy dla VIP-ów. Miałam miejsce praktycznie przy samej scenie. Wystarczyło wyciągnąć rękę, by dosięgnąć chłopców. Dookoła mnie stało mnóstwo rozhisteryzowanych fanek, które pragnęły chociaż dotknąć swojej „miłości”. Zastanawiałam się, co powiedział Van der Woodsen Louisowi, bo ten zachowywał się jakoś tak… dziwnie. To było podejrzane. W końcu nadszedł czas na pytania z Twittera i... Stało się to, czego chciałam uniknąć.
Pierwsze pytanie było bardzo banalne, ktoś prosił chłopców, żeby udawali najbardziej rozhisteryzowane fanki, jakie widzieli. To było trochę dziwne, ale ok... Drugie pytanie dotyczyło tego, jak by chcieli się  nazywać, gdyby mogli zmienić swoje imiona i wolę nie mówić, co ci idioci wymyślili... Gdy widownia pokładała się ze śmiechu, na ekranie pojawiło się kolejne pytanie. Jako pierwszy zauważył je Zayn:
- Lou, to chyba pytanie do ciebie! - powiedział, a we mnie coś się zagotowało, gdy zerknęłam na ten przeklęty ekran i zobaczyłam, co na nim widniało:

Louis, kim jest twoja nowa dziewczyna? Myślę, że nie tylko ja, ale i inne Directioners umierają z ciekawości!


Nie wierzyłam własnym oczom. Van der Woodsen jednak dopiął swego. No dobra, Wiki, oddychaj głęboko... Spojrzałam na chłopców. Wyglądali na zdezorientowanych. No oprócz Louisa... Ten stał na scenie rozluźniony i sprawiał wrażenie, jakby spodziewał się tego pytania. Jasne, że się spodziewał. To pewnie o tym Van der Woodsen chciał z nim porozmawiać. Chłopak przeczesał wolną ręką włosy i , żegnaj prywatności, odezwał się:
- Moja dziewczyna... Jest naprawdę wspaniała. To najcudowniejsza dziewczyna świata. Mogła mieć każdego, a wybrała mnie - Tak... Mogłam mieć Nialla, ale wybrałam Louisa. Zobaczyłam, jak Niall nerwowo zaciska dłonie w pięści, chwytając materiał swoich spodni, odwraca wzrok. Lou kontynuował - Mnie, który na nią nie zasługiwał... - To ja na niego nie zasługuję. - I bardzo, bardzo ją kocham. Mam nadzieję, że ona kocha mnie co najmniej w jednej ósmej tak, jak ja kocham ją - Kątem oka zobaczyłam, że Niall prychnął i pokręcił głową - I choć może nie wszyscy są zadowoleni z naszego związku, to ja jej kochać nie przestanę – Czułam, jak po moim policzku spływa łza szczęścia. - Na imię jej Wiktoria. Jest najpiękniejszą i najwspanialszą Polką, jaką kiedykolwiek widziałem. Tak jest. Kocham cię, Wiki – powiedział, patrząc praktycznie prosto w moje oczy, a potem zrobił coś, czego w zupełności się nie spodziewałam. Podszedł w moją stronę, na skraj sceny. Ukucnął przede mną tak, żeby zminimalizować różnicę wysokości, którą powodowała scena i pocałował mnie. Zdezorientowana dopiero po kilku sekundach oddałam pocałunek.

 Wiedziałam, że to na pokaz, a ja nienawidzę okazywania sobie uczuć na pokaz! O to poszło z moim chłopakiem w Polsce. Przepraszam bardzo, ale nie miałam zamiaru całować się na oczach wszystkich na samym środku Złotych Tarasów! A teraz całowałam się z Louisem Tomlinsonem na środku londyńskiej O2 Areny. Wszystkie oczy, wszystkie aparaty, wszystkie kamery były skierowane na nas, dlaczego tego nie przerwałam? Prosta odpowiedź: Modest Management. Nie miałam wyboru. Nie, przepraszam, miałam wybór: zostać tu, całować go albo spakować manatki, wrócić do Polski i utracić miłość. Wybór to żaden. Mimo tego, że ten pocałunek był przymusowy i na oczach tylu osób, rozpłynęłam się w ustach Irland... Tfu!!! Czy ja właśnie podczas całowania Louisa pomyślałam o Niallu? Serio?! Niall to moja pierwsza prawdziwa miłość, a taką się pamięta na zawsze, ale teraz jest tylko Louis. Koniec, kropka. Gdy się w końcu od siebie oderwaliśmy, rozległy się wiwaty. Część osób biła brawo, a jeszcze inni buczeli, ale wszyscy mówili coś podnieconymi głosami. Popatrzyłam na twarze członków One Direction. Lou szczerzył się jak mało kto. Hazz spojrzał na mnie i poruszył znacząco brwiami. Liam kręcił głowa z niedowierzaniem, chyba nadal nie wierzył, że to się stało. Zayn poklepał Lou po ramieniu. Mój wzrok powędrował na Nialla. Na chwilę nasze spojrzenia się spotkały. Patrzył na mnie po części z pogardą, złością, ale w jego oczach dominował smutek. Skrzyżował ręce na piersi, żeby ukryć zaciśnięte pięści. Przygryzł dolną wargę tak mocno, że aż pobielała. Widziałam, że jest wściekły na mnie, na Louisa, na Modest. To było widać na kilometr. Cała jego postawa zdawała się mówić „nienawidzę was za to, co mi zrobiliście” albo jeszcze „jak mogliście mi ją odebrać?!”, ale to... To by znaczyło, że mu na mnie zależy, a tak nie jest... Może i sobie mówić, że nadal mnie kocha, ale co z tego, jeśli on i tak nie chce mi wybaczyć, żyć w spokoju i przyjaźni? Nie wiem, jak Directioners zareagują na te jego wrogą postawę, ale wiem, że na pewno było ją widać. Każda kolejna sekunda uświadamiała mi, jak bardzo musi przeze mnie cierpieć… Poczułam, że każde nasze spojrzenie w oczy; każda sekunda, którą sobie poświęcimy, będzie przepełniona bólem i tęsknotą. Dlatego czas zapomnieć. Zapomnieć o wszystkim i uwolnić się od toksycznej sytuacji. Zdążyłam spostrzec pojedynczą łzę na jego policzku i szybko odwróciłam wzrok. Niall Horan już dla mnie nie istnieje. Tak, tak będzie lepiej… Taka była moja postawa do końca koncertu. Usiłowałam udawać, że go tu nie ma i dobrze się bawić. W strefie dla VIPów zagadało mnie kilka fanek, które zaczęły szczebiotać o tym, jakie to ja mam szczęście i o wszystko mnie wypytywać. Wcale im się nie dziwię, ja też bym była ciekawa na ich miejscu! Na koniec zrobiłyśmy sobie razem zdjęcia. Trzeba się przyzwyczajać do tego, że nie będę już anonimową fanką One Direction. Gdy znów zerknęłam na scenę i mój wzrok padł na Nialla, zdałam sobie sprawę, że jestem w sytuacji bez wyjścia. Nie mogę udawać, że nie istnieje, skoro jestem skazana na ich towarzystwo. Takie unikanie jest niedojrzałe, a poza tym jako dziewczyna Tomlinsona muszę dbać o dobre stosunki z resztą jego zespołu. To ja już nie wiem, czy nie wolałabym wrócić do Polski... Nie, nie umiałabym po tym wszystkim normalnie żyć. Gdy wracaliśmy po koncercie, obskoczyli nas paparazzi, więc ochrona musiała nam pomóc się przedostać. Gdy drzwi od domu się za nami zamknęły, odetchnęliśmy z ulgą.
- No, no, no... Ale dziś zrobiliście widowisko! - zaśmiał się Hazz, gdy zdejmował buty.
- Harry, przecież doskonale wiesz, że nie mieliśmy wyboru. To sprawka Van der Woodsena - odparł Lou.
- Wiem, wiem... Tylko mam czasem wrażenie, że Modest próbuje przedobrzyć...
- Harry, daj spokój - uciął Lou.
- A co ty taki ostatnio przychylny na decyzje tego psychola?! - zirytował się Styles. Zaczynało robić się gorąco, więc postanowiłam wkroczyć do akcji.
- Chłopcy, proszę was, nie zaczynajcie tego nawet! Nie warto się o to kłócić... Było, minęło. Może ktoś zrobił ładne zdjęcia. A teraz chodźmy spać. Przecież jest późno, a jutro znowu koncerty - na szczęście pomogło. Rozeszliśmy się do siebie i po chwili leżałam pod ciepłą kołderką przytulona do Louisa.
- Wiki, przepraszam cię za ten wieczór. Ja wiem, że ty nie lubisz tego wszystkiego - wyszeptał brunet.
- Ciii… Nic nie szkodzi, jeśli tak trzeba, to trzeba, a my nie możemy nic z tym zrobić. I tak cię będę kochać, choćby nie wiem co - odpowiedziałam, uśmiechając się delikatnie.
- Ja ciebie też - pocałował mnie, a potem przytulił do siebie mocniej. Po chwili usnęłam, wsłuchując się w miarowe bicie serca chłopaka.

Nastepnego dnia Niall znów postanowił się do mnie nie odzywać. Nie ogarniam tego człowieka... Mógłby zaakceptować to, że teraz będę z Louisem i tylko z nim. Mógłby się chociaż postarać zachować w miarę przyjazne stosunki tak, jak ja to robię, ale nie... Patrzenie na mnie spod przymrużonych powiek jest takie… dojrzałe. A może Irlandczycy tak już maja, że tylko patrzą na kogoś wilkiem i są humorzaści... Chociaż w sumie narzeczony mojej siostry - Nate Welsh - też jest Irlandczykiem i to nie przeszkadza mu być normalnym... To może powinnam raczej powiedzieć, że chyba wszystkie gwiazdy tak mają, ale tu z kolei nie pasuje Lou i reszta. W sumie Niall to Niall... I pomyśleć, że moje głupie serce wariuje, gdy ten tylko na mnie spojrzy.
Właśnie siedzieliśmy w garderobie. Było około osiemnastej, więc chłopcy powinni być już gotowi, a tak nie było. Louise pracowała nad fryzurą Zayna, bo ta zawsze zajmowała najwięcej czasu, a ja właśnie kończyłam czesać Lou. Trochę mi to szło powoli, bo ten głupek robił do mnie dziwne miny i strasznie się wiercił. W końcu udało mi się z nim uporać i byłam bardzo zadowolona z mojej pracy.
- No, no, no... Po co go tak zrobiłaś, Wik? - spytał Harry. - Jeszcze ci się na niego rzucą na tym koncercie!
- Haroldzie, ja bym się tam bardziej martwiła o ciebie! Loueh jest mój i te dziewczyny doskonale o tym wiedzą, a ty jesteś singlem... Masz cudne loki i te zielone oczy... Sama Taylor Swift napisała o tobie piosenkę i przyznała się w niej, że będzie tęsknić za twoimi pocałunkami, więc, sorry bardzo, ale to o siebie powinieneś się martwić, koteńku.
- Och, Wiki, ty się o mnie nie martw... - mruknął Styles.
- Wy tu mi pogaduchy urządzacie, a jesteśmy w lesie! - zawołała Louise. Była świetna do plotkowania, ale jeśli chodzi o pracę niezwykle sumienna i punktualna.
- To Styles zaczął...  A ja tu się męczyłam nad włosami Lou! – wiem, że zabrzmiałam jak przedszkolak skarżypyta, ale co mi tam!
- Styles, sprawdź czy cię nie ma za kulisami. A i zabierz ze sobą resztę gotowych! - Zarządziła Louise. Po chwili w garderobie zostałam tylko ja, Louise, Zayn i Nialler, który, jak zwykle przez to, że musiał coś zjeść, był w lesie. A właściwie w czarnej, głuchej puszczy, bo nawet się nie przebrał. Louise zerknęła na niego z politowaniem z ponad wykwintnej fryzury Zayna, którą właśnie dopracowywała.
- Horan! Ale się z ciebie śpiąca królewna zrobiła!!! Wyskakuj z tych ciuszków! Ale to migiem!!! Wiki, wiesz, gdzie są jego ubrania, to weź się na coś przydaj i je przynieś! - zawołała zrezygnowana Louise. Westchnęłam. Ruszyłam w stronę wieszaka z ubraniami i chwyciłam strój naszykowany dla Irlandczyka. Gdy podeszłam do blondyna, wcisnęłam mu w rękę wieszak z ubraniem. Przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem. Poczułam mocny zapach jego perfum, z którym nie da się pomylić żadnej innej woni i prawie zakręciło mi się w głowie.
- Boże! Ludzie! Nie wpatrujcie się w siebie jak w obrazki, tylko się przebieraj, Horan! A ty, Wiki, mogłabyś mieć trochę lepsze wyczucie czasu!!!
Chłopak uniósł brew i popatrzył na mnie z wyższością. Potem wyszarpnął wieszak z mojej dłoni, gdyż obydwoje trzymaliśmy go w żelaznych uściskach.
- Wpatruj się lepiej w tego swojego Louiska... - prychnął, kiedy się od niego odwróciłam. Poczułam, jak coś się we mnie zagotowało. Tym razem przegiął.
Odwróciłam się z powrotem w stronę blondyna, który miał przyklejony do twarzy bezczelny uśmieszek.
- Wiesz co, Horan?! Daruj sobie! To, że cię zdradziłam, nie upoważnia cię do zgrywania wielce zranionego! I nie waż mi się obrażać Louisa!
- Och... Jesteś najgłupszą osobą jaką ten świat widział! Ja nie zgrywam zranionego! To naprawdę bolało!
- Przecież już cię przeprosiłam! Proszę cię, nie roztrząsaj tego! Teraz jestem z Louisem, czy ci się to podoba czy nie!
- Mnie nie obchodzi, z kim sobie sypiasz!
- Nie, wcale! Bo mnie się zdaje, że jesteś zazdrosny!
- Ja? Zazdrosny?! O co? O ciebie?! Wiesz co, jesteś śmieszna! Teraz zastanawiam się, jak mogłem w ogóle zakochać się w kimś takim!
- Jakim? No powiedz to!
- Kimś, kto zachowuje się jak… - zaczął Niall. - Dziwka. - powiedział to. Nie wierzę, że to powiedział. Louise i Zayn wpatrywali się w nas z niedowierzaniem, a ja czułam, że zaczynam drżeć.


- Co powiedziałeś? Że jak się zachowuję? - starałam się brzmieć spokojnie.
- Powiedziałem, że zachowujesz się jak DZIWKA! – prawie krzyknął, a ja dzielnie zniosłam jego jadowite spojrzenie. Po chwili wymierzyłam mu siarczysty policzek. Chłopak złapał się za pulsujący z bólu policzek, a w moich oczach pojawiły się łzy.
- Nie wierzę, że to powiedziałeś...
- A ja nie wierzę, że wcześniej nie zrozumiałem, że kochanie ciebie było ogromnym błędem.
- Gdzie się podział Niall Horan, który bez przerwy się uśmiechał; który zawsze coś jadł; który mówił mi, jak bardzo mnie kocha; który grał razem ze mną na gitarze?! Bo tego Nialla, którego mam przed sobą, z całego serca nienawidzę!
-
W takim wypadku możesz się przyzwyczajać do nienawidzenia mnie, bo tamtego Nialla już nie ma i on nigdy nie powróci. Własnoręcznie go zabiłaś!
- Nie... To ty pozwoliłeś mu odejść! - krzyknęłam i wybiegłam stamtąd, zalewając się łzami.

8 komentarzy:

  1. Doczekałam się już prawie. <3 Skomentuję dłużej pózniej, ale teraz Niall ma charakterek! Yay! :D
    Love <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Pózniej, czyli w moim przypadku tylko godzinkę :P
    Od pierwszej części rozdziału, czyli 3 dnia. Teraz Van der Woodsen mnie przestraszył z tym wbiciem za kulisy. Myślałam, że on sobie tylko siedzi na tej skórzanej kanapie, stuka w ipada, wydzwania do reszty wszechmocnych i szantażuje brytyjskie gwiazdy popu. A jednak dopiął swego. Ogłosili się światu, a raczej Louis ich ogłosił... Poza tym, że tak słodko i uroczo mówił o Vic, że aż rzygam tęczą, to ładnie się wysłowił. Scenariusz modestu... Kolorowo, słodko, a gdzie jednorożce? Właśnie. Reakcja Nialla na to wyznanie mówiła więcej niż 4 tysiące słów. Szkoda mi go, ale to jest z nim problem - cały czas jest mi go szkoda! Może raz miałam takie: o! Niall jednak ma charakter! Ale w drugiej części charakter się pojawia aż za bardzo. Nazwać osobę, którą się KOCHA, dziwką? Albo zraniła go tak bardzo mocno, albo jest histerykiem - mam na myśli to, że przesadza i wyolbrzymia. Jednak jestem z niego dumna, że wyrzucił z siebie te uczucia. Może będzie spokojniej spał... Nieważne. Dobrze, że Vic jest szczęśliwa, co nie zmienia faktu, że całując Louisa, myślała o Niallu. -.-" "pierwsza miłość" - wiem, wiem... Ale chyba się od niej nie uwolni nigdy. Chociaż jeśli to takie trudne, to było silne i prawdziwe. Przynajmniej tyle.
    Jestem ciekawa, co przyniesą kolejne dni, a raczej następny rozdział :D tak! Nareszcie się doczekam!!!!! Yayayayayayyayayayayayayayayayayayays!!!!! <3333
    Tak! JARAM SIĘ!!!! :D
    To chyba wszystko na dzisiaj. Nie... CZEKAM NA KOLEJNY!!!! Hahaha ;)
    Teraz już na pewno koniec :P
    Lovelovelove, moja pisareczko-tancereczko <3
    xoxo
    G.

    PS Natchnięta? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale się rozpisałam O.o mas znowu minireferat xD

      Usuń
    2. Natchnieta i ślepa ;) właśnie piszeeee ;))) a Niall to ciężki przypadek, sądzę, że z każdej perspektywy ta historia nabrałaby różnych znaczeń, a myśle, że facet nie jest histerykiem, ona naprawdę go wkurzyła... No który facet chciałby się dowiedzieć, że jego dziewczyna wykorzystała pierwszą okazję, żeby się przespać z jego najlepszym kumplem i świadomie go zdradziła? Jeszcze do tego z nim nigdy nie spała... Na jego miejscu chyba bym się (przepraszam z slowanictwo) wkurwiła... A że to facet to trudno mu się dziwić... A może istnieje jakiś dużo ważniejszy powód, dla którefo tak powiedział? Może ma jakieś usprawiedliwienie? Nie wiemy, co on tak naprawde myśli i dlaczego mówi, to co mówi... To sie nazywa msgia pierwszoosobowej narracji. Umysły innych bohaterow są dla nas zagadką tak, jak w prawdziwym życiu... I lubie go takiego z charKterkiem ;) Niall jeszcze pokaże, co potrafi ;)
      A co do Van der Woodsena to dopiero poczatek pokazu jego sił
      W sobote ostatni przed wakacjami ;) itak to Twój ulubiony będzie

      Usuń
    3. To prawda. Umysły pozostałych bohaterów są dla nas zagadką. Ich logika rownież. W sumie to ostatnie tyczy się też głównej bohaterki.
      Może masz rację co do Nialla. Na jego miejscu każdy by się wkurzył i to bardzo. Chociaż, żeby nazwać dziewczynę dziwką... No nie wiem... W sumie to tak. Jednak gryzie mi się to z jego miłością do niej (nadal!).
      Yayayayyay <3 wyczekuję go z niecierpliwością <3 hehehs :D

      Usuń
    4. Btw w tytule 31 lepiej can niż could ;)

      Usuń
  3. 3 komentarze, wszystkie Gabsa... <3 Fajny rozdział, jaka kłótnia się zrobiła, łohohohooo! Niall trochę pocisnął Wiki, ale może to będzie dla niej lekcja, i więcej nie będzie zdradzać?? Chamski jest ten Van der Woodsen, ale z drugiej strony prędzej, czy później by się wydało, że są razem ;))

    OdpowiedzUsuń
  4. Neeeeeeeeeeeeeeext :3 Wik, pewnie masz już mnie dość :P

    OdpowiedzUsuń