wiku .xx
----------------------------------
16.And now he's probably sipping afternoon tea with God...
Zostałam obudzona pocałunkiem. Od razu go
odwzajemniłam. Gdy nasze usta się od siebie oderwały, co trochę trwało,
otworzyłam oczy. Od razu zobaczyłam półleżącego obok mnie, wspierającego sie na
jednym łokciu, Louisa.
- jak się spało kochanie? - czy on właśnie powiedział do mnie kochanie? Zrobiło mi sie ciepło na sercu.
- wspaniale... Aż mi sie nie chce wstawać...
- jeszcze nie musisz! Jest dopiero w pół do dziewiątej...
- czyli muszę już wstać, żeby zdąrzyć!
- nie! Proszę! Za kilka godzin wrócą chłopcy i nie będzie już nas... Będziesz tylko ty i Niall, a ja osobno... Napisz do dziewczyn, że spotkanie przesuwasz na 12, a my sobie jeszcze poleniuchujemy... Proszę. - nie musiał mnie długo namawiać.
- Podaj mi mój telefon. - tylko co ja im napiszę? Bo przecież nie "spalam z Louisem i dlatego się spóźnię" w końcu postawiłam na klasyczna ściemę i napisałam do Lottie:
- jak się spało kochanie? - czy on właśnie powiedział do mnie kochanie? Zrobiło mi sie ciepło na sercu.
- wspaniale... Aż mi sie nie chce wstawać...
- jeszcze nie musisz! Jest dopiero w pół do dziewiątej...
- czyli muszę już wstać, żeby zdąrzyć!
- nie! Proszę! Za kilka godzin wrócą chłopcy i nie będzie już nas... Będziesz tylko ty i Niall, a ja osobno... Napisz do dziewczyn, że spotkanie przesuwasz na 12, a my sobie jeszcze poleniuchujemy... Proszę. - nie musiał mnie długo namawiać.
- Podaj mi mój telefon. - tylko co ja im napiszę? Bo przecież nie "spalam z Louisem i dlatego się spóźnię" w końcu postawiłam na klasyczna ściemę i napisałam do Lottie:
ten debil, Louis, wywiózł mnie gdzieś poza miasto i musimy spotkać sie dopiero o dwunastej. Przepraszam, ale to wina twojego głupiego brata .xx
- Głupiego brata? Rozumiem, że jestem głupi?! - zapytał Louis, który najwidoczniej zaglądał mi przez ramię.
- Nie trzeba było czytać cudzej korespondencji, Tommo!
- Ale nie musiałaś pisać o mnie, że jestem głupi! I, że cię porwałem!
- musiałam trochę podkoloryzować, bo ona sto razy lepiej przyjmie to, niż to że w nocy byliśmy bardzo zajęci sobą.
- oby było więcej takich nocy!
- no nie wiem... - mruknęłam prawie bezgłośnie. Napisałam jeszcze SMSa do Oliwi, że się spóźnię, a potem byłam tylko ja i Lou skąpani w przyćmionym świetle poranka. Położyłam głowę na jego piersi i podczas gdy on bawił się moimi włosami, ja myślałam. O tym, że właśnie zdradzam Nialla i mimo, że go cholernie mocno kocham, czuję się teraz cudownie, a powinnam czuć sie okropnie. Tylko co ja teraz zrobię? Bo przecież nie mogę chodzić z Niallerem i sypiać z Louisem. To nie w porządku wobec każdego z nich. No nic, coś sie wymyśli, a teraz żyjmy chwilą! Wystarczyło wyłączyć myślenie i słuchać miarowego oddechu Louisa. W pewnym momencie zaczął cicho śpiewać:
I hope I’m not a causality
I hope you won’t get up and leave
It might not mean that much to you
But to me, it’s everything
everything
Truly madly deeply I am foolishly completely falling
And somehow you kicked all my walls in
So baby say you’ll always keep me
Truly madly crazy deeply in love with you...
I hope you won’t get up and leave
It might not mean that much to you
But to me, it’s everything
everything
Truly madly deeply I am foolishly completely falling
And somehow you kicked all my walls in
So baby say you’ll always keep me
Truly madly crazy deeply in love with you...
- pierwszy raz naprawdę wsłuchałam się w tekst jego
solówki. Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. Chłopak pocałował mnie we
włosy i odezwał sie:
- nie sądziłem, że piosenka, którą śpiewam będzie odzwierciedlać moją sytuację w życiu. I wiesz... Na prawdę, mimo tego, że to głupie, mam nadzieje, że nie wstaniesz i nie odejdziesz, ze kiedyś mnie pokochasz tak, jak ja kocham ciebie. I tu mogę cytować słowa mojej piosenki: prawdziwie, szaleńczo, dogłębnie jestem głupio, kompletnie w tobie zakochany... I może dla ciebie to tyle nie znaczy, ale dla mnie jesteś wszystkim!
- Louis... Nie zostawię cię tak po prostu, ale też nie mogę ci niczego obiecać... Wiesz, że nikt nie może sie dowiedzieć, o tym co dzieje sie miedzy nami...
- Wiem... Ja będę na ciebie czekać! Może kiedyś będziesz moja...
- to nie takie łatwe... Jesteś dla mnie jak przyjaciel, Ale...
- Nie zaczynaj znowu z tym, że nic do mnie nie czujesz! To tylko kolejna wymówka! Bo gdybyś nic do mnie nie czuła i nadal to robiła, to byłabyś zwykłą dziwką! Ale nie jesteś! Wiec nie wmawiaj mi, że nic do mnie nie czujesz!
- A może właśnie jestem zwykłą dziwką! Bo już sama nie wiem co czuje! to nie jest miłość - "chyba nie" dodałam w myślach - ale... To jak na mnie działasz... Te twoje oczy, usta, dłonie, twój zapach i głos... Doprowadza mnie to do szaleństwa...
- od szaleństwa do miłości bliska droga, bo każdy, kto kocha, ten jest szaleńcem... Więc jest jeszcze nadzieja... Bo ja na twoim punickie kompletnie oszalałem!
- No to jesteśmy szalen... - nie dokończyłam, bo Chłopak zamknął mi usta namiętnym pocałunkiem. Potem leżeliśmy, przytuleni do siebie i rozmawialiśmy. Około jedenastej stwierdziliśmy, że wypadałoby zjeść śniadanie, a potem musieliśmy sie juz zbierać. Akurat cudnie sie złożyło, ze Lou już jest, mogę zacząć swoją akcje zeswatania go z Oliwią! Ale czy na pewno tego chce? Chyba... Tak! Na pewno! Dlaczego w ogóle mam jakieś wątpliwości?
Jechaliśmy samochodem, a ja przyglądałam się chłopakowi. Oby polubił Oliwię, nie mogę tego tak ciągnąć w nieskończoność! Trzeba zacząć działać. Tak wiem, jestem bezduszna, zła i tak mogłabym wyliczać w nieskończoność… W końcu dotarliśmy na miejsce.
- To miłej zabawy - odezwał się.
- Wiesz co? Chodź ze mną! Będziemy z dziewczynami, a przecież nie będziesz cały dzień siedział sam i czekał, aż chłopcy wrócą.
- A nie chcecie mieć babskiego wypadu?
- nie! Chodź z nami! No proszę cię! - zrobiłam słodkie oczka.
- Bardzo prosisz?? - uśmiechnął się zawadiacko.
- Bardzo!!!
- no to udowodnij! - powiedział wyżywająco. Uniosłam jedną brew, przyglądając mu się z pobłażliwym uśmiechem. Wiedziałam, czego chce, a to była jedyna możliwość za którą zgodzi się iść z nami. Bez słowa wpiłam się w jego usta. Po chwili oderwaliśmy się od siebie.
- Ok. Możemy iść! - uśmiechnął sie brunet. Wysiedliśmy z samochodu. Było tu mnóstwo ludzi nikt nawet nie zorientował sie, że z samochodu wysiadł sam Louis Tomlinson.
- Tommo, zdajesz sobie sprawę z tego, że już nie dam ci się tak łatwo pocałować?
- tak - odparł smutno - to była piękna noc jak z bajki, ale bajki mają to do siebie, że nie są prawdziwe...
- Cieszę sie, że sie rozumiemy... - powiedziałam i odsunęłam się od niego jak najbardziej się dało. Muszę zakończyć to raz na zawsze! Ruszyliśmy w stronę dziewczyn, które czekały już na nas przy London Eye. Lottie, Fizzy i Zuzia przyglądały nam się podejrzliwie, Oliwki jeszcze nie było.
- No, no, no! - odezwała się Lottie lekko podburzonym głosem - Z łaski swojej moglibyście nam powiedzieć, gdzie u licha sie podziewaliście?
- Jego pytaj, nie mnie! - bąknęłam.
- Więc braciszku?
- to tu, to tam... - odparł.
- A gdzie zgubiłeś resztę chłopaków? - spytała Fizzy.
- Są teraz gdzieś nad Atlantykiem... Bo tylko mi udało sie załatwić wcześniejszy bilet.
- Oj braciszku, braciszku... - Lottie pokręciła głową.
- Co?! - obruszył się Lou.
- nic, nic... To co, idziemy pozwiedzać?
- Jeszcze chwilkę, czekamy jeszcze na Oliwię - zdążyłam to tylko powiedzieć, a na horyzoncie zobaczyłam zmierzającą w moją stronę blondynkę. Praktycznie wybiegłam jej naprzeciw. Przytuliłam ją.
- Hej Liwciu!
- Hej Wiki! Powiesz mi, czemu przesunęłaś nasze spotkanie?
- miałam ważną sprawę do załatwienia - mrugnęłam do niej. Przekrzywiła pytająco głowę.
- to znaczy?
- To znaczy, że zaraz poznasz kogoś... I myślę, że polubisz tego kogoś. - uśmiechnęłam się i pociągnęłam dziewczynę w kierunku, w którym stała Zuzia i rodzeństwo Tomlinsonów. Gdy Oliwia zobaczyła Louisa, stanęła jak wryta. Wiedziałam, że tak na niego zareaguje….
- Oliwia to Lottie, Fizzy i Louis, a Zuzie już znasz.
- Cześć - bąknęła nieśmiało, a dziewczyny ja wyściskały. Gdy Lou podał jej rękę na powitanie, dziewczyna zarumieniła się. Miałam cichą nadzieje, że mi się uda ich wyswatać! Już po chwili znaleźli wspólny język, więc ja zajęłam się dziewczynami. Chodziliśmy to tu, to tam zwiedzając, a za nami łaziło tych dwoje, śmiejąc się. To miało dobre rokowania. Powiedziałam dziewczynom o moim planie, żeby Lou się w końcu ode mnie odczepił (nie żeby mi to przeszkadzało, ale nie mogłam im tego powiedzieć) a one stwierdziły, że to dobry pomysł, więc w pewnym momencie specjalnie się od nich odłączyłyśmy i poszłyśmy sobie do Madame Tussauds. Przechadzałyśmy się między figurami, śmiejąc się.
- Ale zrobili tego Biebera... Tragedia! - zawołała Lottie.
- Wiesz, jak ostatnio tu byłam, to zrobiłam sobie z nim sweet focie - zaśmiałam się.
- No tak! Sweetfocia na fb musi być! Zróbmy sobie wszystkie razem!
- Dobra, ale nie z Bieberem tylko z nimi!!! - Zuzia pokazała na drugi koniec sali, w którym stała kopia 1D! Niestety było widać, ze są podrobieni... Co za szkoda... Do zdjęć z nimi stał tłum dziewczyn. Dla ich sporej części pewnie to jedyna szansa, żeby zrobić sobie zdjęcie z choć namiastką swoich idoli.
- A!!! To świetny pomysł! Chce być jak fanka, która podnieca się na widok mojego brata z wosku! - Rzuciła Fizzy i pobiegła w stronę woskowego One Direction. A my ruszyłyśmy za nią.
- To jak, udajemy zwariowane fanki? - spytałam.
- Możemy spróbować, ale jak tu są na prawdę zwariowane fanki, to jak nic mnie i Fizzy rozpoznają! - odparła smutno Lottie.
- Oj! Nie przejmuj się Lottie, może nie rozpoznają - rzekła Zuzia. Podeszłyśmy do figur i zaczęliśmy sobie robić sweet focie. Stwierdzam, że to dość marne namiastki chłopców. Jakieś dziewczyny przyglądały nam się z ciekawością i nawet spytały się Lottie i Fizzy, czy przypadkiem nie są siostrami Louisa. One na to odpadły, że niestety nie i poszłyśmy sobie dalej, prawie pokładając się że śmiechu. Później poszłyśmy się jeszcze przejść i tak około szesnastej, gdy siedziałyśmy w Mac Donalds dostałam sms'a od Lou.
- nie sądziłem, że piosenka, którą śpiewam będzie odzwierciedlać moją sytuację w życiu. I wiesz... Na prawdę, mimo tego, że to głupie, mam nadzieje, że nie wstaniesz i nie odejdziesz, ze kiedyś mnie pokochasz tak, jak ja kocham ciebie. I tu mogę cytować słowa mojej piosenki: prawdziwie, szaleńczo, dogłębnie jestem głupio, kompletnie w tobie zakochany... I może dla ciebie to tyle nie znaczy, ale dla mnie jesteś wszystkim!
- Louis... Nie zostawię cię tak po prostu, ale też nie mogę ci niczego obiecać... Wiesz, że nikt nie może sie dowiedzieć, o tym co dzieje sie miedzy nami...
- Wiem... Ja będę na ciebie czekać! Może kiedyś będziesz moja...
- to nie takie łatwe... Jesteś dla mnie jak przyjaciel, Ale...
- Nie zaczynaj znowu z tym, że nic do mnie nie czujesz! To tylko kolejna wymówka! Bo gdybyś nic do mnie nie czuła i nadal to robiła, to byłabyś zwykłą dziwką! Ale nie jesteś! Wiec nie wmawiaj mi, że nic do mnie nie czujesz!
- A może właśnie jestem zwykłą dziwką! Bo już sama nie wiem co czuje! to nie jest miłość - "chyba nie" dodałam w myślach - ale... To jak na mnie działasz... Te twoje oczy, usta, dłonie, twój zapach i głos... Doprowadza mnie to do szaleństwa...
- od szaleństwa do miłości bliska droga, bo każdy, kto kocha, ten jest szaleńcem... Więc jest jeszcze nadzieja... Bo ja na twoim punickie kompletnie oszalałem!
- No to jesteśmy szalen... - nie dokończyłam, bo Chłopak zamknął mi usta namiętnym pocałunkiem. Potem leżeliśmy, przytuleni do siebie i rozmawialiśmy. Około jedenastej stwierdziliśmy, że wypadałoby zjeść śniadanie, a potem musieliśmy sie juz zbierać. Akurat cudnie sie złożyło, ze Lou już jest, mogę zacząć swoją akcje zeswatania go z Oliwią! Ale czy na pewno tego chce? Chyba... Tak! Na pewno! Dlaczego w ogóle mam jakieś wątpliwości?
Jechaliśmy samochodem, a ja przyglądałam się chłopakowi. Oby polubił Oliwię, nie mogę tego tak ciągnąć w nieskończoność! Trzeba zacząć działać. Tak wiem, jestem bezduszna, zła i tak mogłabym wyliczać w nieskończoność… W końcu dotarliśmy na miejsce.
- To miłej zabawy - odezwał się.
- Wiesz co? Chodź ze mną! Będziemy z dziewczynami, a przecież nie będziesz cały dzień siedział sam i czekał, aż chłopcy wrócą.
- A nie chcecie mieć babskiego wypadu?
- nie! Chodź z nami! No proszę cię! - zrobiłam słodkie oczka.
- Bardzo prosisz?? - uśmiechnął się zawadiacko.
- Bardzo!!!
- no to udowodnij! - powiedział wyżywająco. Uniosłam jedną brew, przyglądając mu się z pobłażliwym uśmiechem. Wiedziałam, czego chce, a to była jedyna możliwość za którą zgodzi się iść z nami. Bez słowa wpiłam się w jego usta. Po chwili oderwaliśmy się od siebie.
- Ok. Możemy iść! - uśmiechnął sie brunet. Wysiedliśmy z samochodu. Było tu mnóstwo ludzi nikt nawet nie zorientował sie, że z samochodu wysiadł sam Louis Tomlinson.
- Tommo, zdajesz sobie sprawę z tego, że już nie dam ci się tak łatwo pocałować?
- tak - odparł smutno - to była piękna noc jak z bajki, ale bajki mają to do siebie, że nie są prawdziwe...
- Cieszę sie, że sie rozumiemy... - powiedziałam i odsunęłam się od niego jak najbardziej się dało. Muszę zakończyć to raz na zawsze! Ruszyliśmy w stronę dziewczyn, które czekały już na nas przy London Eye. Lottie, Fizzy i Zuzia przyglądały nam się podejrzliwie, Oliwki jeszcze nie było.
- No, no, no! - odezwała się Lottie lekko podburzonym głosem - Z łaski swojej moglibyście nam powiedzieć, gdzie u licha sie podziewaliście?
- Jego pytaj, nie mnie! - bąknęłam.
- Więc braciszku?
- to tu, to tam... - odparł.
- A gdzie zgubiłeś resztę chłopaków? - spytała Fizzy.
- Są teraz gdzieś nad Atlantykiem... Bo tylko mi udało sie załatwić wcześniejszy bilet.
- Oj braciszku, braciszku... - Lottie pokręciła głową.
- Co?! - obruszył się Lou.
- nic, nic... To co, idziemy pozwiedzać?
- Jeszcze chwilkę, czekamy jeszcze na Oliwię - zdążyłam to tylko powiedzieć, a na horyzoncie zobaczyłam zmierzającą w moją stronę blondynkę. Praktycznie wybiegłam jej naprzeciw. Przytuliłam ją.
- Hej Liwciu!
- Hej Wiki! Powiesz mi, czemu przesunęłaś nasze spotkanie?
- miałam ważną sprawę do załatwienia - mrugnęłam do niej. Przekrzywiła pytająco głowę.
- to znaczy?
- To znaczy, że zaraz poznasz kogoś... I myślę, że polubisz tego kogoś. - uśmiechnęłam się i pociągnęłam dziewczynę w kierunku, w którym stała Zuzia i rodzeństwo Tomlinsonów. Gdy Oliwia zobaczyła Louisa, stanęła jak wryta. Wiedziałam, że tak na niego zareaguje….
- Oliwia to Lottie, Fizzy i Louis, a Zuzie już znasz.
- Cześć - bąknęła nieśmiało, a dziewczyny ja wyściskały. Gdy Lou podał jej rękę na powitanie, dziewczyna zarumieniła się. Miałam cichą nadzieje, że mi się uda ich wyswatać! Już po chwili znaleźli wspólny język, więc ja zajęłam się dziewczynami. Chodziliśmy to tu, to tam zwiedzając, a za nami łaziło tych dwoje, śmiejąc się. To miało dobre rokowania. Powiedziałam dziewczynom o moim planie, żeby Lou się w końcu ode mnie odczepił (nie żeby mi to przeszkadzało, ale nie mogłam im tego powiedzieć) a one stwierdziły, że to dobry pomysł, więc w pewnym momencie specjalnie się od nich odłączyłyśmy i poszłyśmy sobie do Madame Tussauds. Przechadzałyśmy się między figurami, śmiejąc się.
- Ale zrobili tego Biebera... Tragedia! - zawołała Lottie.
- Wiesz, jak ostatnio tu byłam, to zrobiłam sobie z nim sweet focie - zaśmiałam się.
- No tak! Sweetfocia na fb musi być! Zróbmy sobie wszystkie razem!
- Dobra, ale nie z Bieberem tylko z nimi!!! - Zuzia pokazała na drugi koniec sali, w którym stała kopia 1D! Niestety było widać, ze są podrobieni... Co za szkoda... Do zdjęć z nimi stał tłum dziewczyn. Dla ich sporej części pewnie to jedyna szansa, żeby zrobić sobie zdjęcie z choć namiastką swoich idoli.
- A!!! To świetny pomysł! Chce być jak fanka, która podnieca się na widok mojego brata z wosku! - Rzuciła Fizzy i pobiegła w stronę woskowego One Direction. A my ruszyłyśmy za nią.
- To jak, udajemy zwariowane fanki? - spytałam.
- Możemy spróbować, ale jak tu są na prawdę zwariowane fanki, to jak nic mnie i Fizzy rozpoznają! - odparła smutno Lottie.
- Oj! Nie przejmuj się Lottie, może nie rozpoznają - rzekła Zuzia. Podeszłyśmy do figur i zaczęliśmy sobie robić sweet focie. Stwierdzam, że to dość marne namiastki chłopców. Jakieś dziewczyny przyglądały nam się z ciekawością i nawet spytały się Lottie i Fizzy, czy przypadkiem nie są siostrami Louisa. One na to odpadły, że niestety nie i poszłyśmy sobie dalej, prawie pokładając się że śmiechu. Później poszłyśmy się jeszcze przejść i tak około szesnastej, gdy siedziałyśmy w Mac Donalds dostałam sms'a od Lou.
Kobieto,
czy ty mnie specjalnie z nią zostawiłaś? Bo jeśli tak, to nie ujdzie Ci to na
sucho! A tak w ogóle, to gdzie jesteście, bo jadę po chłopaków na lotnisko i
jeśli chcecie to możecie się ze mną zabrać .xx
To
nie moja wina, że tak się z nią zagadałeś, że się od nas odłączyliście :p
jesteśmy w Macu przy Hyde Parku. Tylko szybko .xx
I
tak wiem, ze to Twoja sprawka niedobra kobieto! I zaraz będę! Nigdzie nie
uciekaj! .xx
Nie
mam zamiaru :p
No i długo nie czekaliśmy, zaledwie piętnaście minut
potem w fastfoodzie pojawił się Lou.
- No to jak dziewczyny, jedziemy? - spytał.
- wiesz to trochę nie ma sensu, bo jak pojedziemy to sie potem nie zmieścimy - odezwała się Lotttie.
- Niby tak, ale na lotnisku Niall zostawił swój samochód wiec nie powinno być problemu
- No to jedziemy!
Po półgodzinie byliśmy na lotnisku. Poszliśmy do hali przylotów. Samolot z Los Angeles miał przylecieć za pół godziny.
- No to teraz musimy czekać... - westchnęłam i poszliśmy usiąść w poczekalni. Gdy Lottie, Fizz i Zuzia poszły po coś do jedzenia spytałam:
-A właśnie Lou jak było z Oliwią?
- czyli jednak postanowiłaś mnie wyswatać? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- wcale nie! Ona zawsze chciała cię poznać, byłeś jej ulubionym z 1D i tyle...
- uważaj, bo ci uwierzę! Ale tak poza tym, to było sympatycznie. Ale to nie to samo co z tobą...
- bo z nią nie robiłeś... Ciekawych rzeczy...
- nie, to nie tylko dlatego... Ciebie moja droga kocham! - powiedział, a ja tylko pokręciłam głowa. W tym samym momencie na telewizorach, Na których wyświetlane były jakieś teledyski, nagle pojawiła się czołówka wiadomości, a potem jakaś kobieta, chyba prezenterka telewizyjna.
- Uwaga, uwaga! - odezwała się, a wszyscy w poczekalni zamilkli i zwrócili swoje głowy w stronę telewizora - właśnie otrzymaliśmy wiadomość z ostatniej chwili. Samolot lini British Airways lecący z Los Angeles do Londynu, rozbił się na polach 20 mil od Londynu, na razie nie ma informacji o liczbie ofiar. Wiemy tylko, że na pokładzie samolotu było 320 pasażerów i 12 osób z załogi. Był to lot numer 33468aL. Będziemy podawać najświeższe informacje. - tylko nie to... Gdy prezenterka zamilkła, wpatrywałam się w ekran z rozdziawioną buzią. W końcu przełknęłam ślinę i odezwałam się:
- Lou... Czy... ty widziałeś to co ja? - chłopak tylko pokiwał głową. Widziałam przerażenie w jego oczach.
- A chłopcy jakim samolotem lecieli?
- no z Los Angeles!
- A numer lotu znasz?
- No nie, ale mieli lądować za pół godziny…
- No to świetnie! Muszę zobaczyć tablicę przylotów! – zerwaliśmy się z miejsc i podeszliśmy pod ekrany, na których wyświetlane były wszystkie przyloty i ich numery. Nerwowo przeszukiwałam tablicę przylotów i po chwili odnalazłam lot z los Angeles. Był tylko jeden. A właściwie trzy, tylko że pozostałe dwa się nie liczyły. Jeden wylądował półtorej godziny temu, następny ląduje za trzy godziny, a ten który miał wylądować za pół godziny ten, którym mieli lecieć chłopcy, w miejscu, w którym pokazywało czy jest "on time" czy "delay" czy "canceled" pokazał sie przerażający napis "crushed". Jak w ogóle można napisać coś takiego?
- Ale... Musi być jakiś inny samolot! No musi!!! - odezwał się Louis. Głos mu się łamał. Ja stałam tylko i trzęsłam, patrząc się na ekran z przerażeniem w oczach. Drżącą ręką sięgnęłam do kieszeni po iphone'a, wybrałam numer Nialla i zadzwoniłam. Od razu odezwała się centrala:
- The number you're trying to reach is currently unavaliable Please hold The line or call leater. – rozłączyłam się.
- ma wyłączony telefon... Albo już nawet nie ma telefonu - odezwałam się, bo przecież teraz pewnie telefon leży w kawałkach gdzieś w zgliszczach samolotu... To wole nie wiedzieć co jest z Niallem, gdzie jest? Jeśli jeszcze w ogóle jest... On nie może! Z moich oczu pociekły łzy. Jego już nie ma, a ja go tak chamsko zdradziłam... Głupia dziewucho!!! Jak mogłam?! Będę sie smażyć w piekle... A on teraz pewnie pije sobie popołudniową herbatkę z Bogiem!
Błagam cię Niall żyj! Co ja sobie głupia myślałam? Teraz żałuje każdej chwili spędzonej z Louisem zamiast z Niallem... Każdego pocałunku, każdego dotyku... Teraz już na pewno wiem, że nigdy nie pokocham Louisa tak jak Nialla! W ogóle nigdy nie pokocham nikogo tak mocno! Zaczęłam szlochać. Lou przytulił mnie, a ja moczyłam jego koszulkę. Czułam, że i on ronił łzy.
- O..ni.. n-nie mo-ogli tak po p-pro-ostu... – wychlipiałam.
- Nie wszystko jeszcze stracone... Przecież to jeszcze niesprawdzona informacja! - chyba bardziej próbował przekonać samego siebie, bo jego głos nigdy wcześniej nie brzmiał tak niepewnie.
- Niesprawdzonej by nie podawali w telewizji!
- Ale może ich tam nie było...
- Lou nie oszukuj sam siebie! Przecież nie ma innego samolotu! Oni musieli tam być!
Louis chyba nie wiedział, co powiedzieć... Dopiero po chwili, przyciskając mnie do siebie, szepnął mi do ucha
- Wiem...
- To co my teraz zrobimy? Co będzie z One Direction? Co ze mną? - spytałam... może ostatnie pytanie było samolubne, ale na prawdę miałam wrażenie, że świat sie właśnie skończył.
- jak to co? - kolejne słowa z trudem przechodziły mu przez gardło - One Direction już nie istnieje... A ty... Ty masz rodzinę, przyjaciół, to nie ty straciłaś właśnie sposobu na życie, a co najważniejsze masz mnie - odgarnął kosmyk włosów, który opadał mi na twarz. Kciukiem starł łzę z mojego policzka.
- nie płacz już... Musimy znaleźć dziewczyny, a potem pójść do jakiejś informacji czy coś... - nic nie odpowiedziałam, tylko jeszcze bardziej wtuliłam się w jego koszulkę. Wtem usłyszałam głos Lottie. Brzmiała bardzo spokojnie, chyba jeszcze nie wiedziały:
- Co wy się tak do siebie kleicie?! Jeszcze ktoś wam zrobi zdjęcia! Chyba do siebie nie wróciliście?! Juz mi się tłumaczyć!
Po raz pierwszy oderwałam twarz od koszulki Lou i spojrzałem na dziewczyny.
- Ty płaczesz? - spytała zdziwiona Zuzia. Chciałam jej odpowiedzieć, ale głos mi ugrzązł w gardle. To Louis przekazał im tą nie zbyt dobrą nowinę...
- Dziewczyny... Samolot chłopaków... On sie rozbił...
- Jak to?! - krzyknęła Lottie, a potem zakryła usta w zdziwieniu.
Z następnej godziny nie pamiętam wiele. Dużo się przytulałyśmy i nadal próbowaliśmy wydzwaniać do chłopaków... Bez skutku. W końcu nadano komunikat, żeby oczekujący na pasażerów z rozbitego samolotu udali się do informacji. Lou kazał nam na siebie czekać i poszedł sam. Stwierdził, że nie chce byśmy były przy tym jak będą mówić o... No o tym wszystkim, co w ciągu kilku zaledwie sekund przestało istnieć... Siedziałyśmy tak plącząc, przecież właśnie straciliśmy przyjaciół. A poza tym mam wrażenie, że każda z nas straciła też coś więcej. No bo Lottie była na zabój zakochana w Hazzie, ja w Niallu, a zdaje mi się że Zuzia i Fizzy też czuły coś więcej. W końcu Powiedziałam dziewczynom, że idę się przejść do łazienki, a ja chciałam po prostu pochodzić po lotnisku. Nie bardzo widziałam gdzie idę... Patrzyłam jak szczęśliwi są witający się ludzie... Czułam się okropnie wiedząc, że juz nigdy nie powiem głupiego ‘cześć’ do Nialla, że nigdy nie powiem mu, że go kocham. W pewnym momencie zapatrzyłam się na całującą się parę nastolatków... To było tak piękne, było widać, że się kochają... Mi to już nie będzie dane, zdałam sobie sprawę, że bezpowrotnie straciłam miłość swojego życia... Łzy ciekły mi po twarzy, a każda kolejna podążała sieżkami wyrytymi na moich policzkach przez poprzedniczki.
Patrzyłam na ludzi, których serca wybijają niespokojny rytm tylko dla siebie. Zdałam sobie sprawę, że moje serce nie ma już dla kogo bić, jest niekompletne, jego spora część zginęła w katastrofie samolotu, w tym samym momencie, w którym przestało bić serce najukochańszej mi osoby. W jednym głupim ułamku sekundy Bóg zabrał do siebie tyle niewinnych dusz, a ja… w tym ludzi o nadzwyczajnych talentach, dlaczego oni? Dlaczego pozwoliłeś mi poznać ich tylko po to, by zaraz ich mi odebrać???
- No to jak dziewczyny, jedziemy? - spytał.
- wiesz to trochę nie ma sensu, bo jak pojedziemy to sie potem nie zmieścimy - odezwała się Lotttie.
- Niby tak, ale na lotnisku Niall zostawił swój samochód wiec nie powinno być problemu
- No to jedziemy!
Po półgodzinie byliśmy na lotnisku. Poszliśmy do hali przylotów. Samolot z Los Angeles miał przylecieć za pół godziny.
- No to teraz musimy czekać... - westchnęłam i poszliśmy usiąść w poczekalni. Gdy Lottie, Fizz i Zuzia poszły po coś do jedzenia spytałam:
-A właśnie Lou jak było z Oliwią?
- czyli jednak postanowiłaś mnie wyswatać? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- wcale nie! Ona zawsze chciała cię poznać, byłeś jej ulubionym z 1D i tyle...
- uważaj, bo ci uwierzę! Ale tak poza tym, to było sympatycznie. Ale to nie to samo co z tobą...
- bo z nią nie robiłeś... Ciekawych rzeczy...
- nie, to nie tylko dlatego... Ciebie moja droga kocham! - powiedział, a ja tylko pokręciłam głowa. W tym samym momencie na telewizorach, Na których wyświetlane były jakieś teledyski, nagle pojawiła się czołówka wiadomości, a potem jakaś kobieta, chyba prezenterka telewizyjna.
- Uwaga, uwaga! - odezwała się, a wszyscy w poczekalni zamilkli i zwrócili swoje głowy w stronę telewizora - właśnie otrzymaliśmy wiadomość z ostatniej chwili. Samolot lini British Airways lecący z Los Angeles do Londynu, rozbił się na polach 20 mil od Londynu, na razie nie ma informacji o liczbie ofiar. Wiemy tylko, że na pokładzie samolotu było 320 pasażerów i 12 osób z załogi. Był to lot numer 33468aL. Będziemy podawać najświeższe informacje. - tylko nie to... Gdy prezenterka zamilkła, wpatrywałam się w ekran z rozdziawioną buzią. W końcu przełknęłam ślinę i odezwałam się:
- Lou... Czy... ty widziałeś to co ja? - chłopak tylko pokiwał głową. Widziałam przerażenie w jego oczach.
- A chłopcy jakim samolotem lecieli?
- no z Los Angeles!
- A numer lotu znasz?
- No nie, ale mieli lądować za pół godziny…
- No to świetnie! Muszę zobaczyć tablicę przylotów! – zerwaliśmy się z miejsc i podeszliśmy pod ekrany, na których wyświetlane były wszystkie przyloty i ich numery. Nerwowo przeszukiwałam tablicę przylotów i po chwili odnalazłam lot z los Angeles. Był tylko jeden. A właściwie trzy, tylko że pozostałe dwa się nie liczyły. Jeden wylądował półtorej godziny temu, następny ląduje za trzy godziny, a ten który miał wylądować za pół godziny ten, którym mieli lecieć chłopcy, w miejscu, w którym pokazywało czy jest "on time" czy "delay" czy "canceled" pokazał sie przerażający napis "crushed". Jak w ogóle można napisać coś takiego?
- Ale... Musi być jakiś inny samolot! No musi!!! - odezwał się Louis. Głos mu się łamał. Ja stałam tylko i trzęsłam, patrząc się na ekran z przerażeniem w oczach. Drżącą ręką sięgnęłam do kieszeni po iphone'a, wybrałam numer Nialla i zadzwoniłam. Od razu odezwała się centrala:
- The number you're trying to reach is currently unavaliable Please hold The line or call leater. – rozłączyłam się.
- ma wyłączony telefon... Albo już nawet nie ma telefonu - odezwałam się, bo przecież teraz pewnie telefon leży w kawałkach gdzieś w zgliszczach samolotu... To wole nie wiedzieć co jest z Niallem, gdzie jest? Jeśli jeszcze w ogóle jest... On nie może! Z moich oczu pociekły łzy. Jego już nie ma, a ja go tak chamsko zdradziłam... Głupia dziewucho!!! Jak mogłam?! Będę sie smażyć w piekle... A on teraz pewnie pije sobie popołudniową herbatkę z Bogiem!
Błagam cię Niall żyj! Co ja sobie głupia myślałam? Teraz żałuje każdej chwili spędzonej z Louisem zamiast z Niallem... Każdego pocałunku, każdego dotyku... Teraz już na pewno wiem, że nigdy nie pokocham Louisa tak jak Nialla! W ogóle nigdy nie pokocham nikogo tak mocno! Zaczęłam szlochać. Lou przytulił mnie, a ja moczyłam jego koszulkę. Czułam, że i on ronił łzy.
- O..ni.. n-nie mo-ogli tak po p-pro-ostu... – wychlipiałam.
- Nie wszystko jeszcze stracone... Przecież to jeszcze niesprawdzona informacja! - chyba bardziej próbował przekonać samego siebie, bo jego głos nigdy wcześniej nie brzmiał tak niepewnie.
- Niesprawdzonej by nie podawali w telewizji!
- Ale może ich tam nie było...
- Lou nie oszukuj sam siebie! Przecież nie ma innego samolotu! Oni musieli tam być!
Louis chyba nie wiedział, co powiedzieć... Dopiero po chwili, przyciskając mnie do siebie, szepnął mi do ucha
- Wiem...
- To co my teraz zrobimy? Co będzie z One Direction? Co ze mną? - spytałam... może ostatnie pytanie było samolubne, ale na prawdę miałam wrażenie, że świat sie właśnie skończył.
- jak to co? - kolejne słowa z trudem przechodziły mu przez gardło - One Direction już nie istnieje... A ty... Ty masz rodzinę, przyjaciół, to nie ty straciłaś właśnie sposobu na życie, a co najważniejsze masz mnie - odgarnął kosmyk włosów, który opadał mi na twarz. Kciukiem starł łzę z mojego policzka.
- nie płacz już... Musimy znaleźć dziewczyny, a potem pójść do jakiejś informacji czy coś... - nic nie odpowiedziałam, tylko jeszcze bardziej wtuliłam się w jego koszulkę. Wtem usłyszałam głos Lottie. Brzmiała bardzo spokojnie, chyba jeszcze nie wiedziały:
- Co wy się tak do siebie kleicie?! Jeszcze ktoś wam zrobi zdjęcia! Chyba do siebie nie wróciliście?! Juz mi się tłumaczyć!
Po raz pierwszy oderwałam twarz od koszulki Lou i spojrzałem na dziewczyny.
- Ty płaczesz? - spytała zdziwiona Zuzia. Chciałam jej odpowiedzieć, ale głos mi ugrzązł w gardle. To Louis przekazał im tą nie zbyt dobrą nowinę...
- Dziewczyny... Samolot chłopaków... On sie rozbił...
- Jak to?! - krzyknęła Lottie, a potem zakryła usta w zdziwieniu.
Z następnej godziny nie pamiętam wiele. Dużo się przytulałyśmy i nadal próbowaliśmy wydzwaniać do chłopaków... Bez skutku. W końcu nadano komunikat, żeby oczekujący na pasażerów z rozbitego samolotu udali się do informacji. Lou kazał nam na siebie czekać i poszedł sam. Stwierdził, że nie chce byśmy były przy tym jak będą mówić o... No o tym wszystkim, co w ciągu kilku zaledwie sekund przestało istnieć... Siedziałyśmy tak plącząc, przecież właśnie straciliśmy przyjaciół. A poza tym mam wrażenie, że każda z nas straciła też coś więcej. No bo Lottie była na zabój zakochana w Hazzie, ja w Niallu, a zdaje mi się że Zuzia i Fizzy też czuły coś więcej. W końcu Powiedziałam dziewczynom, że idę się przejść do łazienki, a ja chciałam po prostu pochodzić po lotnisku. Nie bardzo widziałam gdzie idę... Patrzyłam jak szczęśliwi są witający się ludzie... Czułam się okropnie wiedząc, że juz nigdy nie powiem głupiego ‘cześć’ do Nialla, że nigdy nie powiem mu, że go kocham. W pewnym momencie zapatrzyłam się na całującą się parę nastolatków... To było tak piękne, było widać, że się kochają... Mi to już nie będzie dane, zdałam sobie sprawę, że bezpowrotnie straciłam miłość swojego życia... Łzy ciekły mi po twarzy, a każda kolejna podążała sieżkami wyrytymi na moich policzkach przez poprzedniczki.
Patrzyłam na ludzi, których serca wybijają niespokojny rytm tylko dla siebie. Zdałam sobie sprawę, że moje serce nie ma już dla kogo bić, jest niekompletne, jego spora część zginęła w katastrofie samolotu, w tym samym momencie, w którym przestało bić serce najukochańszej mi osoby. W jednym głupim ułamku sekundy Bóg zabrał do siebie tyle niewinnych dusz, a ja… w tym ludzi o nadzwyczajnych talentach, dlaczego oni? Dlaczego pozwoliłeś mi poznać ich tylko po to, by zaraz ich mi odebrać???



Kocham ten roździał ,normalnie się poryczłam ale i tak ci kocham
OdpowiedzUsuńSerio sie poryczalas??? O.o nie wiedziałam, ze umiem wzruszyc
UsuńTAK naprawde się poryczałm
UsuńAwww!! Jest dzisiaj!! Jeny. Oderwałam się od wszystkiego i do czytania. Więc będę wymieniała w punktach.
OdpowiedzUsuń1. Poranek. Piekny. Wiki i Louis.. Ja to bym mogła się budzić tak codziennie.. Achh. Rozmarzyłam się. Ten poranek miał w sobie taka magię, że no nie wiem jak to opisać.
2. Oliwia. Nie, nie nie. Nie podoba mi się, że ona kręci się koło Lou. Ale to tylko moje zdanie. Jakkolwiek to wszystko ułozysz i tak bedę czytała.
3. Katastrofa lotnicza. Nie no jestem w szoku. Serce mi stanęło jak czytałam. Ale Niallerowi nic się nie stało? Owszem wolę Wiki z Louisem, ale tego blondyna tez darzę jakąś tam sympatią, żeby nie było. Jednym słowem. Mega szok.
4. Lou pocieszyciel ;3 Nie no w takiej roli to ja tez go lubię. A dlaczego? Bo to Lou.
5. Zdrada. Bo o tym bym zapomniała. Jakikolwiek jest Niall i to, czy wolę Lou czy jego nie zmienia faktu, że Wiki go zdradziła. Musi się w końcu zdecydować, którego z nich woli. Takie jest moje zdanie.
Zapraszam do siebie : http://iloveyousomuch-lullaby.blogspot.com/
Ach cudny ten Twój komentarz <3 A wiec odpowiem Ci na każdy z punktów:
OdpowiedzUsuń1. Poranek... Tak ja tez bym tak mogła codziennie i smutne, ale prawdziwe słowa Truly, Madly, Deeply....
2. Spokojnie <3 Oliwia jest potrzebna do pewnej rzeczy... A zresztą sama zobaczysz... Lou w przeciwieństwie do Vic jest stały w uczuciach
3.Katastrofa musi być ;) aby Vic zrozumiała swój błąd, ale to czy wszyscy zdrowi dowiesz sie w święta
4.Zgodzę sie Lou pocieszycielka = me gusta *__*
5. Ach Vic jeszcze długo sie nie zdecyduje....
Uff... Troszkę mnie uspokoiłas. Mogę iść spokojnie spać ;p
UsuńO jejciu :o :c ten rozdzial jest taki piekny i wzruszajacy ( na serio ) Dobra tam racja Lou jest kochany w tym rozdziale, aleee.. to nie zmienia faktu, ze Wiki jest nie dobra. Cos mi sie wydaje, ze Louis jest tutaj taki samolubny troche :/ ok no jasne kocha Wiki i o nia walczy, ale walczy o nia ze swoim przyjacielem! A to jest nie dobre :( Wiesz, ze ja jestem za Niki wiec chocbys nie wiem jak opisala Lou to i tak bede za Niallem... przepraszam fanki Louisa :P No chyba, ze Niall by znalazl sobie kogos innego i Wik by go znienawidzila.. ale w to watpie ;) Boze przezylam szok z ta katastrofa :O Swietny pomysl (jak zawsze) ale jeju to bylo straszne :c mam nadzieje, ze to sie szybko wyjasni :'( Oj no wiem, ze to bylo po to, zeby zrozumiala, ze kocha Niallera, ale blagam cie nie rob tak wiecej :( No dobra podsumowujac: rozdzial swietny (wlasnie poranek jest fajny) super pomysl z katastrofa, mimo ze byl szok.. no i co by tu jeszcze... chyba to juz wszystko :) a i wploc jakos Zuzie i Fizzy bo troche o nic malo.. wiem ze to pamietnik Wiki wiec ciezko zeby byly w nim przezycia dziewczyn, ale mogloby np. pojsc o to, ze Zuzia mialaby pretensje o to, ze malo czasu jej Wiki poswieca,. Ej a Fizzy i Zuzia sie zaprzyjaznily tak jak Lottie i Wiki?
OdpowiedzUsuńMimo wszystko cos mi sie wydaje, ze wszystko jest dobrze i ze nie lecieli tym samolotem, no bo inaczej cala dalsza historia nie mialaby sensu :)
Czekam na nastepny rozdzial:3 :*
A wiec Zuzia i Fizzy zaprzyjaznily sie tak jak Lottie i WikI i nie martw sie w najbliższych rozdzialach zostaną poruszone problemy sercowe głownie Lottie ale i tez Zuzi i Fizzy i tak będę musiała dopisać wiecej o nich, bo Vic jest egoistka i pisze głownie o sobie O.o a jej egoizm będzie widoczny pózniej.. chce mieć ich obu dla siebie i tylko dla siebie... To chore, ale ona nie jest normalna przykladna dziewczyna
Usuńhahaha :D a podobał Ci się komentarz? Był wystarczająco dłuugi? <3
UsuńBył cudny... Tylko tak jakoś mało tych komentarzy... A juz minęła prawie doba odkąd doszłam...
Usuń:C Panna Niewiem jest leniwa i nie dobra! Nie przeczytała jeszcze :D <3
UsuńNo jest bardzo nie dobra... A ja jestem dla niej miła w szkole.... Chyba sie pogniewamy! I Gabi tez sie cos leni...
UsuńOj jeszcze wejdzie ;D :D
UsuńEj, no... nie jestem leniwa, tylko byłam pół dnia poza domem (kupiłam turkusowy, letni płaszczyk :D), a potem ogarniałyśmy z mamą moją drukarkę (hehe). A teraz spróbuję napisać długi komentarz...
OdpowiedzUsuńTo jest takie słodkie, jak Wika budzi się obok Lou (taaaa stwierdzam ostatnio, że on jest słodki (huehuehue jak chłopiec ze słownikami)), a jej myślenie mnie rozwala... Biedny Louis... tak mi go żal, nie dość, że Wika jest z Niallem, to jeszcze próbuje go wyswatać... Ale i tak jest niedobry.
Hahahahhahahahhahahhaha katastrofa lotnicza- me gusta :D lepiej by było co prawda, gdyby samolot wpadł do rzeki (mógłby imitować rzut z mostu :P), ale i tak jest dobrze. Zastanawiam się tylko jak to przekręcisz, że jednak żyją... Bo co do tego to chyba nikt nie ma najmniejszej wątpliwości. Ale w sumie mogłabyś zabić jednego z nich np.... Liama? Albo jeszcze lepiej Zayna... nie, bo dla kogoś trzeba z tego mostu skoczyć (może założę wreszcie swoją firmę- MALA usługi fotograficznio-instruktorsko- psychologiczno-rzutowa z mostu :D) Ale nie, bo wtedy 1d by się musiało rozwiązać i Mela by popełniła samobójstwo (dla odmiany skok z okna)... Co tam jest dalej... Lou pocieszający Wikę... to też było niedlig <3 (mój deutsch) No, ale czekam na następny... mam nadzieję, że długość komentarza odpowiada Pani Redaktor Naczelnej :D no i, że... zapomniałam o co chodzi, ale już wiem- mówiłam, że połowa bd nie na temat, ale co mi tam :D
Jest cudowny <3 poplakalam sie ze śmiechu a zwłaszcza przy tej imitacji skoku z mostu = me gusta O.o oby takich wiecej <3 i tak... Lou jest słodki *__* mówiąc tak brzmieć jakbyś zaczynała ich lubić O.o i nie tylko Mela by sie rzuciła z okna :p
UsuńWika rzuciłybyśmy się obie z okna! xD Malka kocham Twój komentarz xD <3
UsuńAle zanim sie rzuce z okna to najpierw muszę pocalowac Nialla, wiec na razie nie zapowiada sie to moje rzucanie z okna
UsuńNiezły rozdział, zabić 320 osób jednego dnia, Wiki, jesteś moim mistrzem.
OdpowiedzUsuńTa sielanka na początku jest trochę absurdalna. Wydaje się jakby Vicky nie miała sumienia. Budzi ją pocałunek. Ok, mogła pomyśleć, że to Niall i ostatni wieczór jej się przyśnił, ale jej reakcja po otworzeniu oczu zostawia sporo do życzenia z jej sumieniem. Gdybym ja będąc w związku z chłopakiem A - kochając go - obudziła się obo chłopaka B, który tylko działa na mnie jak afrodyzjak, to bym wzięła pierwszą lepszą rzecz najbliżej mnie (np. lampę), obezwładniła go i poleciała na umówione spotkanie. I pomyślała, co ja takiego odwalilam?! Prawie Igrzyska Śmierci! Z jednym się przeliżę... O drugi jest taki seksowny, to się z nim prześpię. KIEDY TRZECI? Będzie miała piękny czworokącik, bo para dla niej to już za mała, a trójkącik też się pewnie znudzi w krótkim czasie. Podziękowania dla Ciebie, że ukatrupiłaś Nialla za nim się dowiedział. To, że Vic go zdradza, też mogło doprowadzić do śmierci, jeśli nie fizycznej to mentalnej-czystej depresji, załamania etc.
Co do spotkania, jak Lottie i dziewczyny mogły nie mieć podejrzeń, że coś się wydarzyło, że przyjechał jej brat jako pierwszy i że zamiast się ze wszystkimi przywitać o spędzić czas wziął tylko Vic. Teoretycznie zerwali ze sobą, ale z tego co one wiedziały Vicky była singielką, więc spokojnie mogą siebie wrócić. A tu BUM! Nie powinni.
Dobrze, że główna bohaterka przynajmniej jest świadoma tego, co robi. Inna kwestia, że się tym nie przejmuje... Chociaż mam jeden plus dla niej w tym rozdziale - swatanie Oliwki z Lou. On się zakocha i koniec. Tylko jesli ona będzie nadal z nim sypiać, kiedy oboje będą w związku to zachowuje się jak dziwka. Nie respektować swojego związku to źle, ale swojego i czyjegoś to już przegięcie.
Teraz co do samolotu. To że dziewczyny się nie dowiedziały, było dziwne. Przecież na lotnisku absolutnie wszędzie są te ekrany. W sklepach z jedzeniem w szczególności, a co dopiero w Londynie. Ale jak tam sobie chcesz.
Tekst "Fizzy i Zuzia też czuły coś więcej" brzmi jakby były lesbijkami. Wiem, o co chodzi, ale tak to brzmi.
Louis przeżywa, mówiąc Vic, że ona ma rodzinę, przyjaciół... On też ma! Może i 90% jego życia to 1D, ale ma siostry, rodziców i jakichś znajomych na pewno. A jego "masz mnie" położyło mnie na łopatki. Super "ma cię", ale ile razy ma ci mówić, że kocha Nialla!!! A na twoim punkcie ma po prostu jakąś skrajnie małą obsesję. Deal with it! Choć lepiej nie teraz, kiedy nie masz nikogo. Ubzduraj sobie, że jesteście przyjaciółmi, tak jak ubzdurałeś to, że ją kochasz. Nie powinno być trudne.
A Vic... "Co ze mną?" było egoistyczne, ale tak pomyśli 75% osób w takiej sytuacji. Inna kwestia, że "straciła miłość swojego życia", a raczej pierwszą prawdziwą miłość, może sobie jednak kogoś znajdzie.
Wracając do samego wypadku, to moim skromnym zdaniem chłopcy byli takimi lamami (na ich korzyść), że wsiedli do tego 1,5h wcześniej, bo były bilety i chcą zrobić im niespodziankę, czekając w hotelu albo tym 3h pózniej, bo spóźnili się do samolotu i poleciały-rozbiły się im tylko walizki. Kiedy wszyscy będą ryczeć, przytulać się, załamywać prze jakieś 3h, czekając na informacje nt. lotu, oni podejdą do nich i zapytają "co się stało?" Wszyscy będą happy. Albo żeby jeszcze podtrzymać atmosferę zrobią im pogrzeb następnego dnia albo dwa dni pózniej, a oni szczęśliwi podejdą i rzucą tekst "kto umarł?".
Po prostu nie ma opcji, żebyś zabiła 1D w blogu o nich. Sorry, Sweetheart, You're predictible. So I'm now waiting how the things will work out. :3
*przykład (nie "przykłąd")
UsuńJak się spało, kochanie? (Przecinek)
Czy on właśnie powiedział do mnie "kochanie"? (Lepiej to "kochanie" w cudzysłowie)
Aż mi się nie chce (nie "sie")
zdążyć (nie "zdąrzyć")
spałam (nie "spalam")
Bo przecież nie "spałam z Louisem i dlatego się spóźnię". W końcu postawiłam na klasyczna ściemę i napisałam do Lottie(...) (kropka przed w końcu)
- musiałam trochę podkoloryzować, bo ona sto razy lepiej przyjmie to niż to, że w nocy byliśmy bardzo zajęci sobą. (Przecinek)
Położyłam głowę na jego piersi. Gdy on bawił się moimi włosami, ja myślałam... (Stylistyka)
O tym, że właśnie zdradzam Nialla i mimo że go cholernie mocno kocham, czuję się teraz cudownie, a powinnam czuć sie okropnie. (Przecinek)
No nic. Coś sie wymyśli. A teraz żyjmy chwilą. (Kropki)
Po tekście piosenki niepotrzebny jest ten myślnik. Vic nic nie mówi.
- nie sądziłem, że piosenka, którą śpiewam, będzie odzwierciedlać moją sytuację w życiu. (Przecinek)
!!!!!!!!! Naprawdę !!!!! (Nie "na prawdę")
Że kiedyś mnie pokochasz ( nie "ze")
UsuńJakoś nie pasuje mi tłumaczenie "deeply" na "dogłębnie", ale w sumie "głęboko" też nie pasuje. Chyba że w metaforycznym znaczeniu. Wygląda na to, że nie ma takich słów po polsku, które by odzwierciedliło "deeply in love". I tu nasz język nawet buntuje się przeciwko romantyzmowi -.-
co dzieje się (nie "sie") między nami (nie "miedzy")
Bo już sama nie wiem, co czuję (przecinek + nie "czuje")
Doprowadza mnie do szaleństwa ("to" nie jest potrzebne, ale nie jest też za dużym błędem, po prostu lepiej brzmi)
punkcie (nie "punickie")
No to jesteśmy szaleni (nie "szalen")
Potem leżeliśmy przytuleni do siebie (niepotrzebny przecinek)
musieliśmy się już zbierać (nie "sie" i nie "juz")
Oby polubił Oliwię. Nie mogę tego tak ciągnąć w nieskończoność. (Kropka)
Tak, wiem, jestem bezduszna, zła i mogłabym tak wyliczać w nieskończoność… (przecinek + stylistyka)
wyzywająco (nie "wyżywająco")
to była jedyna możliwość, za którą (przecinek)
uśmiechnął się (nie "sie")
Było tu mnóstwo ludzi. Nikt nawet nie zorientował się, że z samochodu wysiadł sam Louis Tomlinson. (kropka + nie "sie")
Cieszę się, że się rozumiemy (2x nie "sie")
Lottie, Fizzy i Zuzia przyglądały nam się podejrzliwie. Oliwki jeszcze nie było. (kropka)
Hej, Liwciu! (Przecinek)
Hej, Wiki! (Przecinek)
a Zuzię już znasz (nie "Zuzie")
że uda mi się ich wyswatać (stylistyka)
Niestety było widać, że są podrobieni (nie "ze")
Dla ich sporej części to pewnie jedyna szansa (stylistyka)
Chcę być jak fanka (nie "chce")
-To jak? Udajemy zwariowane fanki? (Znak zapytania)
!!!!! NAPRAWDĘ !!!!! (nie "na prawdę")
Podeszłyśmy do figur i zaczęłyśmy (co do zasady, to dziewczyny robiły zdjęcia, więc nie "zaczęliśmy")
One na to odparły (nie "odpadły")
ze śmiechu (nie "że")
Później poszłyśmy się jeszcze przejść (stylistyka!!!! Nie wiem, jak to zmienić, więc zostawiam to Tobie, ale zmień, plz)
I tak wiem, że (nie "ze")
No i długo nie czekałyśmy. Zaledwie piętnaście minut i w fastfoodzie pojawił się Lou. (Kropka, stylistyka, f. Żeńska)
-No to jak, dziewczyny? Jedziemy? (Znaki zapytania, przecinek)
- wiesz, to trochę nie ma sensu. Jak pojedziemy wszyscy, to się potem nie zmieścimy (przecinek, kropka, styl + nie "sie")
więc nie powinno (nie "wiec")
Gdy Lottie, Fizz i Zuzia poszły po coś do jedzenia, spytałam (przecinek)
Usuń-A właśnie Lou. Jak było z Oliwią? (Kropka)
Ale to nie to samo, co z tobą... (Przecinek)
Ciebie, moja droga, kocham! (przecinki)
- Lou... Czy... ty widziałeś to, co ja? (Przecinek)
lot z Los Angeles (z dużej litery)
A właściwie trzy. Tylko że pozostałe dwa się nie liczyły (kropka)
Jeden wylądował półtorej godziny temu. Następny ląduje za trzy godziny. A ten, który miał wylądować za pół godziny; ten, którym mieli lecieć chłopcy... w miejscu, w którym pokazywało, czy jest "on time", czy "delay" czy "canceled", pokazał sie przerażający napis "crushed". (Przecinki, styl)
patrząc na ekran (niepotrzebne "się")
Trzęsłam się (nie "trzęsłam")
Drżącą ręką sięgnęłam do kieszeni po iphone'a. Wybrałam numer Nialla i zadzwoniłam. (Kropka)
The number you're trying to reach is currently unavaliable. Please try again later. (later -> nie "leater", i zmieniłam Ci, jak mówi moja poczta głosowa, kiedy jest wyłączony a nie zajęty numer)
To wolę nie wiedzieć, co jest z Niallem. (Przecinek, kropka)
Gdzie jest? (Kropka)
On nie może... (3 kropki, żeby ukazać zawieszenie "głosu" bohaterki)
Błagam Cię, Niall! Żyj! (Przecinek, kropka)
Co ja-głupia sobie myślałam? (Myślniczek dla urozmaicenia)
żałuję (nie "żałuje")
Lou, nie oszukuj (przecinek)
!!!!!! NAPRAWDĘ !!!!!
sposób na życie (nie "sposobu")
a co najważniejsze- masz mnie (myślnik)
Już mi się (nie "juz")
i spojrzałam (nie "spojrzałem")
przekazał im tę niezbyt dobrą nowinę (nie "tą", nie "nie zbyt")
On się rozbił (nie "sie")
nie chce, byśmy były (przecinek)
Siedziałyśmy tak, płacząc. Przecież (nie "plącząc", kropka)
W końcu powiedziałam dziewczynom, że idę się przejść do łazienki. A ja chciałam po prostu pochodzić po lotnisku. Nie bardzo widziałam, gdzie idę... (Przecinek, kropka)
Czułam się okropnie, wiedząc, że już nigdy nie powiem głupiego ‘cześć’ do Nialla; że nigdy nie powiem mu, że go kocham. (przecinki, nie "juz", średniki)
To było tak piękne. Było widać, że się kochają... Mi to już nie będzie dane. Zdałam sobie sprawę, że bezpowrotnie straciłam miłość swojego życia... (Kropki)
ścieżkami (nie "sieżkami")
Zdałam sobie sprawę, że moje serce nie ma już dla kogo bić. Jest niekompletne. Jego spora część zginęła w katastrofie samolotu, w tym samym momencie, w którym przestało bić serce najukochańszej osoby. W jednym głupim ułamku sekundy Bóg zabrał do siebie tyle niewinnych dusz, a ja… w tym ludzi o nadzwyczajnych talentach. Dlaczego ich? Dlaczego pozwoliłeś mi poznać ich tylko po to, by zaraz mi ich odebrać???
Lepiej pisz krótkie zdania. Zrobisz mniej błędów.
UsuńZABIJĘ CIĘ CHYBA ZA TO "NAPRAWDĘ" - TAK! TAK TO SIĘ PISZE!!!!!!!!
Oczywiście nie mogłam się zmieścić w jednym komentarzu -.- błędy masz jako odpowiedzi do kom o treści. Co do treści jeszcze wstaw scenę z Vic w tym dźwiękoszczelnym pokoju, gdzie Niall uczył ją grać, żeby zagrała i zaśpiewała fragment "moments". To chyba adekwatna piosenka do jej sytuacji, don't You think? ;)
Usuńxxx
Rzeczywiście to podrozdzial... o.o i będzie scena w dzwiekoszczelnym ale nie z moments <3 i darling u Know that i'm predictable ale nie odgadnąć jak to sie skończy i nie martw sie nie będzie czworokata naprawdę ;) będzie... A z reszta zobaczysz ;)
UsuńWiedziałam :3 wreszcie element normalności! Hahaha :D
UsuńZobaczę, zobaczę. W ogóle rozpowszchniam Twojego bloga ;) ale niestety przyszłe czytelniczki są mocno zabiegane.
Och tak rozpowszechniaj i naklaniaj do komentowania <3
UsuńPowiedz że to nie prawda! Że Harry, Niall, Zayn i Liam żyją. Że razem z Harrym pobierzemy się , będziemy mieli śliczną córeczkę , nazwiemy ją Darcy, zaadoptujemy ślicznego kotka i będziemy mieli śliczny domek na wzgórzu. Powiedz ze żyją!
OdpowiedzUsuńPoczekasz przeczytasz dowiesz sie ;) a córeczkę Darcy może jeszcze będziesz mieć ;)
UsuńKiedy następny?
OdpowiedzUsuńbędą sensowne komnetarze i duzo to bedzie next
UsuńTo jest szantaż ;]
UsuńNie. To sie poprawnie politycznie nazywa warunek ;)
UsuńWiktoria, ale się z Ciebie dyplomatka zrobiła
Usuńxxx
Ktoś tu musi być dyplomatą xxx
Usuń1. Cudooowny poranek z Lou ;)
OdpowiedzUsuń2. "I tak wiem, że to Twoja sprawka niedobra kobieto!"- rozczulające <3
3. Kompletny szok!!! 'Zabiłaś' chłopców! Co to będzie! I jak ty to teraz odkręcisz? :)
4. "A on teraz pewnie pije sobie popołudniową herbatkę z Bogiem."- wzruszające zdanie. <3
(To się nazywa zrządzenie losu. Tak czekałam na 16, po czym laptop mi nawalił i dopiero teraz mogłam przeczytać :P)
Biedactwo <3 i tak tez kocham to zdanie o herbatce z bogiem <3
UsuńDziękuje za zrozumienie ;)
UsuńKiedy next ?
OdpowiedzUsuńKiedy ciąg dalszy? Wciągająca historia :D
OdpowiedzUsuńCoś ambitniejszego, Darling. Please.
UsuńOk, proszę o ciąg dalszy, bo mój mózg sam wymyśla możliwe scenariusze, jak np. fakt posiadania przez 1D nadprzyrodzonych zdolności - niespodziewanie wyrosną im skrzydła albo nauczą się teleportacji, która mnie przydałaby się w życiu codziennym dla zaoszczędzenia około 2h dziennie spędzonych w komunikacji miejskiej.
Usuńciekawa teoria dowiesz się za minut dwie <3
UsuńJestem dumna ^_^
Usuń