sobota, 2 marca 2013
8.Why didn't i took the last chance given me by fates?
- Tu jesteś! Szukaliśmy Cię! - zawołała Lottie, która pojawiła się w drzwiach od salonu z resztą dziewczyn.
- Nie było Cię tak długo, że Louis zaczął się martwić - dodała Fizzy. Skrzywiłam się. Czy on sobie kiedyś nie odpuści?!
- Coś się stało??? - zapytała Zuzia, która zauważyła moje łzy.
- Byłam w parku z Niallem i przyszła ta powalona Demi i wytknęła mi, że podrywam Nialla!
- Tak przy nim?!
- No co ty! To jasne, że dopilnowała, żeby go nie było i wydzierała twarz na pół parku
- Wiec istnieje szansa, że to słyszał?
- Mam nadzieje, ze nie bo z mojej paplaniny wynikało, że coś jednak do niego czuje...
- A pomyślałaś, że może byłoby dobrze, gdyby wiedział? - spytała Zuzia.
- Y... Nie! To by była tragedia!
- Co by było tragedią?! - podskoczyłam słysząc głos Hazzy, który niewiadomo skąd pojawił się w salonie razem z Louisem.
- to, że gdyby Niall się dowiedział o tym, że Wiktoria się w nim zakochała!!! - Ta Lottie ma niewyparzoną gębę. Zwłaszcza, gdy chce się przypodobać Harry'emu. Zmroziłam ją wzrokiem i zrobiłam się czerwona.
- Wiedziałem!!! Wisisz mi piec funtów Lou!!! - Hazza odstawił taniec radości, a Louis jęknął i podał mu piec funtów:
- Tym razem miałeś racje...
- Pamiętaj, ja zawsze mam racje! - wyszczerzył się Hazza.
- Zaraz... To wy się zakładacie o to, kto mi się podoba?! - zdziwiłam się.
- No... I żeby tylko o to. Mamy jeszcze zakłady dotyczące Lottie, Zuzi i Fizzy... Właściwie każdego. I jakoś tak zawsze wygrywam - Harry wypiął dumnie pierś.
- Spoko... To powiedzcie mi w kim się zabujała Lottie... - chłopcy wymienili miedzy sobą znaczące spojrzenia.
- Nie powiemy ci, bo nie zasłużyłaś - odezwał się Lou.
- spoko... To ja idę na górę. Muszę zadzwonić do mamy. - powiedziałam i ruszyłam na górę. Po prawie godzinnej rozmowie z mamą poszłam do ogrodu ze szkicownikiem i zaczęłam szkicować dom Tomlinsonow. Na pamiątkę. Gdy już prawie skończyłam, ktoś usiadł obok mnie.
- Ładnie... - to Louis. Czego on tu chce?
- Znam kogoś, kto narysowałby to piec razy lepiej
- a więc podoba ci się Niall? - spytał chłopak, ignorując to, co powiedziałam.
- Nawet jeśli tak, to nie twój interes!
- A właśnie, że mój! I proszę Cię nie trać na niego czasu. On jest zapatrzony w tą swoją Demi, a ona go tylko wykorzystuje. To nieciekawy przypadek. Powiedz mi dlaczego nie mogłaś się zakochać we mnie? - spytał, zatykając za moje ucho kosmyk włosów, który opadał mi na twarz.
- Wiesz, że sama się nad tym zastanawiałam... Czyż nie byłoby prościej?
- byłoby zdecydowanie prościej... Ale to nie znaczy, ze nie możesz się we mnie zakochać...
- Louis... To nie jest takie proste!
- Ależ jest! Popatrz - zabrał mi blok rysunkowy i odłożył na bok. Chwycił moja twarz w swoje dłonie i pocałował mnie. Znów. Chyba powinnam się do tego przyzwyczaić. Szczerze mówiąc całowanie go sprawiało mi przyjemność i na chwile mogłam zapomnieć o Niallu, więc nie było tak źle. W tej chwili liczyły się tylko przyspieszone bicie naszych serc i smak jego ust. To były słodkie chwile zapomnienia. Tym razem nie odepchnęłam chłopaka, tylko przyciągnęłam go do siebie jeszcze mocniej. Wplotłam palce w jego włosy, czułam jak jego dłonie błądzą po moich plecach. Nie śpieszyłam się by skończyć ten pocałunek. W końcu musieliśmy się od siebie oderwać, ale nadal stykaliśmy się czołami, a nasze oddechu się ze sobą mieszały. Było prawie idealnie. Prawie, bo patrząc w te niebieskie oczy brakowało mi tego spojrzenia, którym na mnie patrzył Niall.
- Widzisz, to nic trudnego - wyszeptał.
- Louis... To, ze umiesz się całować nie znaczy, że się w tobie zakocham.
- A to szkoda... Ale może to pomoże... - znów mnie pocałował.
- chciałabym, ale to nic nie da...
- nawet to? - pocałował mnie w obojczyk. Przeszedł mnie dreszcz, ale nie był w stanie wzniecić we mnie uczucia.
- Nie Lou... Nic nie pomoże. Ja kocham Nialla.
- Wiec to poważna sprawa... - posmutniał.
- Tak... To poważna sprawa, bo wiem co czuje.
- Wiec obydwoje jesteśmy nieszczęśliwie zakochani...
- Ale ty jesteś w lepszej sytuacji.
- A to niby czemu?
- Bo znasz smak ust ukochanej osoby...
- I co z tego jeśli wiem, że ty mnie nie kochasz, a Niall nigdy ci tego nie powiedział, wiec masz większą szanse ode mnie, bo nie wierze by on na prawdę kochał Demi... - on miał racje... To nie był koniec. Może Niall jednak coś do mnie czuje??? Dziś prawie trzymaliśmy się za ręce. Prawie, bo Demi się pojawiła, a Niall jakby to przeczuwając, zachowywał się bardzo ostrożnie. A z reszta co ja sie będę oszukiwać? To i tak nic nie znaczy... On kocha Demi Lovato... Ale co ona ma takiego czego ja nie mam? Czy naprawdę jej przewagą jest świetny głos? Amerykański akcent? No dobra ona jest ode mnie starsza... No ale chyba skoro mam szesnaście lat, to chyba mam prawo do miłości nie? Z rozmyślań wyrwał mnie głos Louisa:
- Wiki...
- Tak?
- pytałem się, czy nie zechciałabyś pójść ze mną do kina?
-ja... - zgodzić się, czy nie zgodzić? Przegapić okazje na szczęście, podczas gdy Niall doskonale bawi się w towarzystwie Demi? Nie zastanawiałam się długo - Dobra. Chodźmy, tylko...
- Tak wiem to ma nie być randka...
- Nie o to mi chodziło... Chodziło mi o to, ze skocze na górę po portfel i możemy iść... A czy będzie to randka, to się jeszcze okaże.
- A gdzie się podziała panna kocham tylko Nialla?
- Ta panna nadal go kocha, ale to nie znaczy, że nie będzie się spotykać z żadnym innym, gdy on jest zajęty....
- Czyli jednym słowem masz zamiar wzbudzić jego zazdrość?
- tak... I jeszcze przy okazji znaleźć ci jakaś super dziewczynę. Co ty na to?
- Wchodzę w to! Niech Nialler wie co traci. A i nie bierz portfela, ja stawiam.
- niech ci będzie. - chwile później szliśmy w stronę kina, a Lou bez przerwy się wygłupiał. Ludzie się na nas patrzyli i nie obeszło się bez rozdania kilku autografów i kilku zdjęć. Za każdym razem spokojnie czekałam i śmiałam się z tego, jak Lou wydurniał się do zdjęć. I pomyśleć, że to ja w tym towarzystwie miałam 16 lat... W końcu, opędziwszy się od fanek, dotarliśmy do kina.
Oglądaliśmy najnowszego Bonda. Było bardzo przyjemnie, choć jacyś ludzie bez przerwy zwracali nam uwagę. Ale to nie moja wina, ze Lou tak śmiesznie parodiował Bonda! Gdy film się skończył było już ciemno. Szliśmy parkową alejką, trzymając się za ręce. Dla mnie to nic nie znaczyło, a dla niego? Nie wiem...
- Wiesz zawsze chciałem grać Bonda -odezwał się.
- Oj wątpię byś się nadawał...
- A czemu niby?
- Bo Bond jest poważny i jest kobieciarzem.
- A ja to nie jestem kobieciarzem?
- nie.. Nie aż takim... Nie umiesz zawrócić w głowie dziewczynie...
- Nie umiem, bo jest uparta. Ale to nie przeszkadza mi próbować....
- Tak? A w jaki sposób próbujesz? - uniosłam wyzywająco jedną brew.
- A tak... - odparł i po raz kolejny tego dnia nasze usta złączyły się w pełnym namiętności pocałunku. W parku była cisza... Tylko my dwoje oderwani od rzeczywistości... Nagle zaczęło kropić. Poczułam ciepła krople letniego deszczu na policzku. Po chwili deszcz przybrał na sile. Teraz już lało, a my nadal trwaliśmy w pocałunku. Co tam deszcz! Co tam, ze przemokłam do suchej nitki. Teraz nie to było ważne... Dopiero gdy zaczęło grzmieć, oderwaliśmy się od siebie. W jego oczach widziałam miłość. Było mi źle... źle, ze nie umiem odwzajemnić tego uczucia.
- zwiewamy stąd nie? - spytał. Pokiwałam tylko głową i biegliśmy w szalejącej burzy, w stronę jego domu trzymając się za ręce. Po pięciu minutach wpadliśmy do środka. W środku przywitała nas cała reszta, siedząca na kanapie. Była tam też Demi wtulona w Nialla. Widząc to mocniej ścisnęłam dłoń Louisa, na to on objął mnie w pasie. Miny reszty mówiły wiele.
- Gdzie wyście byli? Jest dziewiętnasta!!! I jesteście cali mokrzy!!! - to Lottie powiedziała oburzonym głosem.
- no co... Byliśmy w kinie, a w drodze powrotnej złapał nas deszcz - powiedział Lou.
- No dobra... - westchnęła Lottie - i Lou masz zmyć podłogę zanim rodzice wrócą i zobaczą mokra kałużę na środku salonu!
- Dobra, dobra... Tylko pozwolisz, ze pójdziemy się przebrać..
- tak, tak idźcie, bo my tu film oglądamy i zaraz wychodzimy do klubu, a wy macie tu posprzątać! Jak wrócimy rano, ma być czysto! - zarządził Hazza i prawie wypchnął nas z pokoju. Lou pociągnął mnie za rękę, w stronę schodów. Gdy obejrzałam się w tył, zobaczyłam jak Niall przygląda się nam ze smutkiem i niedowierzaniem. Gdy spostrzegł, że na niego patrzę, szybko odwrócił wzrok. Co to miało znaczyć??? Co mu się stało, ze zrobił się taki smutny? Miałam
ochotę podejść do niego, przytulić go, zapytać co się dzieje i pocieszyć. Niestety nie mogłam, bo po pierwsze Lou ciągnął mnie na gorę, a po drugie z Niallem była Demi. To jej fucha... Byliśmy już na górze. Chciałam pójść się przebrać, ale Lou zaprowadził mnie do swojego pokoju i zamknął drzwi na klucz. Nigdy wcześniej tam nie byłam. Pokój był gigantyczny i był w nim gigantyczny bałagan. A pomyśleć, ze mieszka w nim dorosła osoba...
- Ładny porządek... - odezwałam się.
- wypraszam sobie! Gdyby nie tych czterech, którzy tu wpadają, byłby mniejszy!!! - oburzył się.
- oj nie denerwuj się tak... Mój były miał większy bałagan... A tak w ogóle to nie mieliśmy się przebrać i posprzątać tą kałużę? Te ubrania się do mnie lepią!!!
- oj nie marudź! A kałuża nie ucieknie - powiedział uśmiechając się łobuzersko -Teraz chcę tylko Ciebie – wyszeptał, wpatrując się we mnie tymi niebieskimi oczami, wzrokiem pełnym pożądania i po chwili pełnej napięcia i ciszy wpił się w moje usta z niezwykłą gorliwością. Całowaliśmy się namiętniej i bardziej łapczywie niż wcześniej. Wplótł dłonie w moje włosy i rozplótł mojego warkocza francuskiego. Jego dłonie zjechały po mojej szyi, po ramionach, tali i zatrzymały się na biodrach. Poczułam, że jednak zamiast pozostać na nich, wsuwają się pod przylepiająca się do mojego ciała bluzkę, i krążą po moim nagim brzuchu i plecach. Przeszedł mnie dreszcz, przyjemny dreszcz. Chłopak zdecydowanie złapał błękitny materiał i ściągnął bluzkę. Nie protestowałam. W tej chwili chyba wyłączyłam myślenie. Tak. Inaczej nie da sie tego wytłumaczyć. Czułam tylko jego ciepłe dłonie na swoich zmarzniętych plecach i chciałam więcej. Pomogłam mu pozbyć się jego koszulki, tej słynnej koszulki w paski. Zaśmiałam się w duchu. Nie sądziłam, że kiedyś przyczynie się do tego, że jego t-shirt w paski wyląduje na podłodze. Zaczął całować mnie po szyi, potem w obojczyk. Przymknęłam powieki. Byłam w niebie, ale czułam, że jeśli ktoś zaraz nas nie powstrzyma oboje będziemy tego później żałować, a ja w szczególności. Ale smak jego ust był jak narkotyk i nie potrafiłam się od niego oderwać. To była czysta namiętność. Czy czułam coś więcej? Nie... Chwile później moje szorty w Flagi brytyjskie w kształcie serc i jego turkusowe bermudy podzieliły los górnych części naszego ubioru. Rzuciliśmy się na łóżko. Wtem przypomniałam sobie o tym, że nadal mam na sobie converysy.
- Lou... Buty - udało mi się wykrztusić miedzy pocałunkami. Nie ma to jak przypomnieć sobie o tym, ze ma się na sobie buty w takiej chwili. Na chwile odsunęłam się od chłopaka, by zdjąć moje przeklęte conversy w flagę amerykańską i nadarzyła się okazja, żeby uciec. On też był zajęty swoim obuwiem. Wystarczyło wstać, w dwóch krokach przeskoczyć pokój i wypaść na korytarz i wpaść do bezpiecznego pokoju na przeciwko. To wszystko nie zajęłoby mi nawet minuty. To dlaczego nie skorzystałam z ostatniej szansy danej mi przez los? Nie wiem... Juz nic nie mogło nas powstrzymać. Nim się obejrzałam conversy i ja zostaliśmy rozdzielone. One spoczywały na podłodze, a ja na łóżku, zamknięta w objęciach Louisa.
------------------------------
UWAGA!!!
będę wdzięczna za komentarze i coś dla moich zboczuszków następny rozdział będzie trochę zboczony więc mniej zboczonych ostrzegam!!! Kocham was i wasze komentarze <3
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


"Louis... To, ze umiesz się całować nie znaczy, że się w tobie zakocham" - mój ulubiony cytat
OdpowiedzUsuńLOVE LOVE LOVE
Wika, cudowne rozdziały ;*****
Miło mi to słyszeć <3
UsuńChyba wiem co bedzie w nastpnym :D huhuhu chce go juz! Wiki zboczuch! <3
OdpowiedzUsuńTaaaa... Jak ty dobrze mnie znasz <3 będzie Wiki-zboczuch <3 + chora wyobraźnia o 3 rano <3
Usuńsuper już nie moge sie doczekać następnego
OdpowiedzUsuń<3 kocham twoje zboczone rozdziały :D nie moge sie doczekać
OdpowiedzUsuńA ja sie nie moge doczekać waszych komentarzy po nich <3
UsuńTo takie słodkie <3 Louis jest bardzoo przekonujący ^^
OdpowiedzUsuńNo... I to bardzoooo <3
UsuńKocham twój styl pisania... Oprócz tego sprawiłaś, że jedna z największych haterek (czyli ja) przestała nienawidzić 1d. Gratuluję! Nawet mojej przyjaciółce nie udało się to męcząc mnie przez pół roku, a tu kilka rozdziałów i już :D Chyba też zaczynam się domyślać co będzie dalej :) Czekam na następny rozdział :*
OdpowiedzUsuńNo to czuje sie zaszczycona, że mi sie udało ;) aż miło czyta sie twój komentarz bardzo miło ;) dziękuje, ze uważasz, ze ładnie pisze, choć czytałam lepsze, ale z tego dzieła jestem dumna ;) I dzieki ze czytasz ;)
UsuńCudowny, lekko i przyjemnie się czyta, ciekawy. Podziwiam Wiktorię, że robi takie rzeczy dla Louisa, mimo, że go nie kocha <3 Dodawaj szybko następny rozdział, już nie mogę się doczekać :D
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie http://sorry-1d.blogspot.com/
Dziękuje <3 to wspaniale słyszeć takie słowa <3 i skąd wiesz, czy ona go nie kocha? Może po prostu o tym jeszcze nie wie... Nie wiadomo... To sie wyjaśni No... Jak będziesz cierpliwa ;) a z chęcią poczytaj Twojego bloga ;)
UsuńJa tam czekam na te twoje zboczone sceny <3 jak zawsze... mam nadzieję, że szybko dojdziesz... do bardziej zboczonych scen (nie do czegoś innego, albo raczej do kogoś, a właściwie z kimś :P)
OdpowiedzUsuńTaaaa ja juz wiem o co chodziło ci z tym dochodzeniem tak jak dzisiaj: idź juz susie ja z Louisem zaraz dojdziemy... <3 kocham nasze schizzzy <3
Usuńsłodko, ale nie popieram. z błędów to twoje ulubione NAPRAWDĘ ;)
OdpowiedzUsuńxxx G
troszeczkę bardzo nierealna jest ta sytuacja Wiki, ale podziwiam Twoją wyobraźnię. Pozdr.
OdpowiedzUsuńTroszeczkę bardzo ;)
UsuńWylewniej, Hejterku ;3